n_ciekawestrony.jpg

Kto najgorszy w rządzie?
 

 -   I L U S T R A C J E   - 


Suren Vardanian

Dom na polanie


 


-  M A G I S T E R I U M  -


Pius XII

Sacramentum ordinis
- O święceniach


 

Naszą witrynę przegląda teraz 1571 gości 
Ilość odsłon od 7 XI 2008 r. .
mod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_counter

Wampir

Niezwykła książka „Wampir” Władysława Reymonta, ukazująca dramat uwikłania się w spirytyzm, okultyzm i fałszywe religie, to już jedenasta pozycja z serii Magna carta zawierającej wielkie, ważne karty naszej rodzimej literatury, wybitne polskie powieści. Więcej...

Hetmani

Przemilczana książka „Hetmani” Weyssenhoffa, ukazująca się dopiero po raz drugi w ponad sto lat od swej pierwszej edycji, to już dziesiąta z serii książek Magna carta, zawierającej wielkie, ważne karty naszej rodzimej literatury, wybitne polskie powieści. Więcej...

Doskonałe nabożeństwo do Panny Maryi

Staraniem Wydawnictwa Diecezjalnego i Drukarni w Sandomierzu ukazał się tradycyjny, klasyczny, nieco uwspółcześniony przekład bestsellera - ponadczasowego dzieła św. Ludwika Marii Grignon de Montfort O doskonałym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny. Więcej...

Wyprawa po żonę

"Wyprawa po żonę" Korzeniowskiego, ponownie wydana blisko 160 lat po swej pierwszej edycji, to kolejna pozycja serii Magna carta zawierającej wielkie, ważne karty naszej rodzimej literatury, wybitne polskie powieści pisane w wieku XIX i początku XX wieku. Więcej...

Pójdźmy za Nim!

Nakładem Wydawnictwa Diecezjalnego i Drukarni w Sandomierzu ukazała się wyjątkowa książeczka - wizytówka serii Magna carta. To niemal zapomniana - niewygodna, bo katolicka - wiecznie aktualna nowela Henryka Sienkiewicza zatytułowana "Pójdźmy za Nim!". Więcej...

Katechizm św. Piusa X

Wydawnictwo Diecezjalne i Drukarnia w Sandomierzu ma zaszczyt i przyjemność zaprezentować nowe wydanie (4 kolory okładki do wyboru!) wybitnego dzieła świętego papieża - Piusa X - ponadczasowego i ortodoksyjnego katechizmu dla osób dorosłych i młodzieży. Więcej...

Cesarski odstępca

Staraniem WDS ukazała się kolejna książka Louisa de Wohla – już piętnasta! – „Cesarski odstępca” goszcząca – niejako w drodze wyjątku – w arcyciekawej serii brawurowych powieści historycznych o przygodach najwspanialszych świętych. Więcej...

Listy z podróży do Ameryki, t. 1

"Listy z podróży do Ameryki" Sienkiewicza, ponownie wydane w stulecie śmierci autora, to ósma z nowej serii książek – Magna carta – zawierającej wielkie, ważne karty naszej rodzimej literatury, wybitne polskie powieści pisane w wieku XIX i początku XX. Więcej...

Listy z podróży do Ameryki, t. 2

"Listy z podróży do Ameryki" Sienkiewicza, ponownie wydane w stulecie śmierci autora, to ósma z nowej serii książek – Magna carta – zawierającej wielkie, ważne karty naszej rodzimej literatury, wybitne polskie powieści pisane w wieku XIX i początku XX. Więcej...

O mitrę hospodarską

"O mitrę hospodarską" Jeske-Choińskiego, ponownie wydana w ponad wiek od pierwszej edycji, to siódma z nowej serii - Magna carta - zawierającej wielkie, ważne karty naszej rodzimej literatury, wybitne polskie powieści pisane w wieku XIX i na początku XX. Więcej...

Posłaniec Króla

Nakładem Wydawnictwa Diecezjalnego i Drukarni w Sandomierzu ukazała się długo oczekiwana książka Louisa de Wohla (już czternasta!) "Posłaniec Króla" goszcząca w arcyciekawej serii brawurowych powieści historycznych o przygodach najwspanialszych świętych. Więcej...

Tiara i korona, t. 1

"Tiara i korona" Jeske-Choińskiego, ponownie wydana w ponad wiek od pierwszej edycji, to szósta z nowej serii książek – Magna carta – zawierającej wielkie, ważne karty naszej rodzimej literatury, wybitne polskie powieści pisane w wieku XIX i początku XX. Więcej...

Tiara i korona, t. 2

"Tiara i korona" Jeske-Choińskiego, ponownie wydana w ponad wiek od pierwszej edycji, to szósta z nowej serii książek – Magna carta – zawierającej wielkie, ważne karty naszej rodzimej literatury, wybitne polskie powieści pisane w wieku XIX i początku XX. Więcej...

Rodzina Połanieckich, t. 1

"Rodzina Połanieckich" Sienkiewicza, ponownie wydana w stulecie śmierci autora, to piąta z nowej serii książek – Magna carta – zawierającej wielkie, ważne karty naszej rodzimej literatury, wybitne polskie powieści pisane w wieku XIX i początku XX. Więcej...

Rodzina Połanieckich, t. 2

"Rodzina Połanieckich" Sienkiewicza, ponownie wydana w stulecie śmierci autora, to piąta z nowej serii książek – Magna carta – zawierającej wielkie, ważne karty naszej rodzimej literatury, wybitne polskie powieści pisane w wieku XIX i początku XX. Więcej...

Matka Boża i Jej rodzina

Nakładem WDS ukazała się książka z godnymi uwagi wywiadami z szesnastoma rozmówcami oraz artykułami autorstwa Kajetana Rajskiego o Najświętszej Maryi Pannie, Jej świętach i kulcie oraz Jej bliższej i dalszej rodzinie, a także o siedmiu szkaplerzach. Więcej...

Bez dogmatu

"Bez dogmatu" Henryka Sienkiewicza, ponownie wydane w stulecie śmierci autora, to czwarta z nowej serii książek – Magna carta – zawierającej wielkie, ważne karty naszej rodzimej literatury, wybitne polskie powieści pisane w wieku XIX i na początku XX. Więcej...

Puszcza

Powieść "Puszcza" Józefa Weyssenhoffa, ponownie wydana wiek po pierwszej edycji, to trzecia z serii książek Magna carta zawierającej wielkie i ważne karty naszej rodzimej literatury, wybitne polskie powieści pisane w wieku XIX i na początku XX. Więcej...

Wiry

"Wiry" Henryka Sienkiewicza (1846–1916), ponownie wydane w stulecie śmierci autora, to druga z nowej serii książek - Magna carta - zawierającej wielkie, ważne karty naszej rodzimej literatury, wybitne polskie powieści pisane w wieku XIX i na początku XX. Więcej...

Na polu chwały

"Na polu chwały" Henryka Sienkiewicza, ponownie wydane w stulecie śmierci autora, otwiera nową serię książek - Magna carta - zawierającą wielkie, ważne karty naszej rodzimej literatury, wybitne polskie powieści pisane w wieku XIX i na początku XX. Więcej...

Śmierć i sąd

Lektura tych książek – wydanych ponownie po ponad pół wieku przez WDS – jest niezwykle ważna dla każdego. Seria „Eschatologia” ks. Marcina Ziółkowskiego dotyka bowiem spraw ostatecznych, takich jak: śmierć i sąd, niebo i piekło, oraz koniec świata. Więcej...

Niebo i piekło

Lektura tych książek – wydanych ponownie po ponad pół wieku przez WDS – jest niezwykle ważna dla każdego. Seria „Eschatologia” ks. Marcina Ziółkowskiego dotyka bowiem spraw ostatecznych, takich jak: śmierć i sąd, niebo i piekło, oraz koniec świata. Więcej...

Koniec świata

Lektura tych książek – wydanych ponownie po ponad pół wieku przez WDS – jest niezwykle ważna dla każdego. Seria „Eschatologia” ks. Marcina Ziółkowskiego dotyka bowiem spraw ostatecznych, takich jak: śmierć i sąd, niebo i piekło, oraz koniec świata. Więcej...

Tylko Kościół. Apologetyka

Wydawnictwo Diecezjalne i Drukarnia w Sandomierzu ma zaszczyt i przyjemność zaprezentować w stulecie śmierci autora pierwsze polskie tłumaczenie książki „Tylko Kościół. Apologetyka” dobitnie dowodzącej, że poza Kościołem katolickim nie ma zbawienia. Więcej...

Nawrócenie i magia

„Nawrócenie i magia” Gilberta Keitha Chestertona to rozszerzona edycja książki wydanej wcześniej przez WDS. Pozycja zawiera „Kościół katolicki i konwersję”, także „Dokąd prowadzą wszystkie drogi” oraz – premierowo – sztukę: „Magia. Komedia fantastyczna”. Więcej...

Pasterz świata

Po raz pierwszy w polskim tłumaczeniu wspaniała, osobista książka Louisa de Wohla goszcząca w arcyciekawej serii brawurowych powieści historycznych o przygodach najwspanialszych świętych. Poznaj wyśmienitą biografię „Pasterz świata” o losach Piusa XII. Więcej...

O naśladowaniu Chrystusa

Tradycyjny, klasyczny, nieco uwspółcześniony przekład genialnej książki Tomasza a Kempis, oprócz Pisma Świętego najbardziej popularnego dzieła literatury chrześcijańskiej w historii. Książka nawróciła więcej ludzi, aniżeli zawiera liter na swych kartach! Więcej...

Błogosławieni i słudzy Boży

Nakładem WDS ukazała się książka z pasjonującymi wywiadami o dwunastu błogosławionych i sześciu sługach Bożych przeprowadzonymi przez Kajetana Rajskiego z dziewiętnastoma rozmówcami, zwierająca także teksty o niezwykłym dziedzictwie czterech świętych. Więcej...

http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/818366baner_Wampir.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/391645baner_Hetmani.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/410401baner_Traktat_o_doskonalym_nabozenstwie.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/890362baner_Wyprawa_po_zone.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/432152baner_Pojdzmy_za_Nim.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/229445baner_Pius_X.JPG http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/657702baner_RCesarski.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/587604baner_Listy_1.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/329658baner_Listy_2.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/830971baner_MitreHospodarska.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/811784baner_poslaniec_krola.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/631027baner_TiaraiKorona1.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/235694baner_TiaraiKorona2.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/669600baner_RPolanieckich2.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/244631baner_RPolanieckich1.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/957404baner_MB_i_jaj_rodzina_czyli_kto.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/206161baner_Bez_dogmatu.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/379606baner_Puszcza.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/635690baner_Wiry.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/945785baner_Na_polu_chwaly.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/689327baner_Smierc_i_sad.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/471952baner_Niebo_i_pieklo.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/330416baner_KoniecSwiata.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/661023baner_Tylko_Kosciol.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/477625baner_chesterton2.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/154209baner_Pasterz.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/265341baner_OnasladowaniuChrystusa.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/589607baner_SiBczylikto.jpg
 

Wyprawa po żonę, cz. 5 PDF Drukuj Email
Ocena użytkowników: / 5
SłabyŚwietny 
piątek, 18 sierpnia 2017 13:59

Z którego czytelnik dowiaduje się, jakie myśli mogą przychodzić kawalerowi w lesie, którego nie zna, gdy jedzie szukać żony, i kogo człowiek, wystawiony na takie hazardy (1), może spotkać na rozstajnych drogach.

Ranek był świeży, słońce przykryło się chmurami i Jan utrzymywał, że dzień do drogi będzie „fundamentalny”. Michał, położywszy biczyskiem krzyż przed końmi, wziął lejce z rąk siedzącego już na koźle lokaja i usiadł. Gdy pan Ksawery, dawszy jeszcze na piwo stróżowi i jałmużnę kilku ubogim, którzy codziennie odwiedzali karczmę wpierw niż kościół, wskoczył do bryczki, ruszyły siwosze i nasz bohater pojechał w Imię Boże.

Ponieważ wsiadał na tym samym miejscu, gdzie wczoraj stała kareta, w której oknie, jak w ramach, widział prześliczny profil, przypomniawszy więc sobie te poprawne kontury, które by nawet Paweł z Werony przeniósł wprost do jakiejś Uczty kananejskiej (2), nie zmieniwszy w nich ani jednego zagięcia, zamyślił się cokolwiek, oparł się o skórzaną poduszkę, którą mu Jan ustawił, i krzyknąwszy tylko: „Ruszaj!” nie powiedział dokąd i którędy.

Michał, jako amator koni i zawsze podkręcający z uśmiechem wąsa, ile razy pasy od półszorków swobodnie wisiały, a bryczka jednak toczyła się szybko, szepnął do Jana:

– A cóż? Szosą pojadę.

– Najlepiej szosą – odpowiedział Jan – można dokumentnie powiedzieć, że przy szosie najprędzej będzie dobra karczma.

Pojechali więc traktem do Łowicza i znaczny już ubiegli kawał, gdy pan Ksawery, któremu hurkot ten przeszkadzał w myśleniu i kamienna droga boleć go już zaczynała, postrzegłszy mostek i szeroką i równą drogę na prawo, kazał zwrócić i pojechał ku Rybnu.

Lżej mu się i swobodniej zrobiło, jak lżej i swobodniej jest każdemu, kto od sztucznych i wyrobionych ludzką ręką rzeczy, wprawdzie naszym potrzebom dogodnie odpowiadających, zwraca się do dzieł Bożych, zaczyna żyć z naturą i używać jej tak, jak nam pierwotnie była daną do użytku.

Chociaż Michał był niekontent, a Jan skrobał się w głowę, czując instynktem żarłoka, że zostanie skazany na pewne prywacje (3), nasz bohater wcale na to nie zważał i jego bryczka posuwała się wśród zieleniejących pól, wśród lasków, które na chwilę zasłaniały horyzont i budziły ciekawość, co też się to za nimi odkryje.

Nasz dowcipny Krasicki zrobił wyborną uwagę, że ludzie na tenże sam przedmiot patrząc, widzą w nim wady i przymioty, każdy według swego usposobienia, stanu, a nawet według tajemnych życzeń i chęci. Mówi on, że na księżycu w pełni, w tym samym miejscu, gdzie romansowy młodzieniec widzi kochanka przebijającego swego rywala, organista widzi dzwonnicę księdza proboszcza.

Kto czyta z uwagą wszystkie nasze gazety, ich krytyki i korespondencje, ten nieraz musiał się uśmiechnąć i przypomnieć sobie Krasickiego, widząc, jak każda z nich patrzy na te plamy, które po pływających na horyzoncie literatury mniej więcej jasnych księżycach ciemnieją, i jakie w nich każda widzi dziwolągi.

Co gdy tak jest w takich gazetach, jakimi są dziś nasze, cóż dziwnego, że każdy z naszych podróżnych za jednym z tych ładnych nadbzurzańskich lasków, co jak zielony parawan przed nimi rozciągały się, co innego spodziewał się ujrzeć? Michał myślał o rozkwitłych za nimi łąkach, a zatem o zapasie dobrego siana dla koni, gdy staną odpocząć, bo Michał pierwej myślał o koniach niż o sobie. Jan spodziewał się, że tam zobaczy karczmę i dym unoszący się z komina, bo uczony Jan był zawsze głodny i jego głowa, jak jakaś spiżarnia, pełna była szynek, kiełbas, serów i tym podobnych przysmaków. Pan Ksawery, który jak drugi Kolumb wyprawił się na odkrycie nieznanej ziemi, był pewny, że tam jego oczom odkryje się piękna i bogata kraina, zasiana wioskami; że tam z jednej strony zobaczy z daleka wielki dwór z szeregiem zdobiących go topoli, z drugiej szlachecki schludny dworek z drewnianym gankiem, z niskim ogrodzeniem, z cienistą lipą lub rozłożystym dębem na środku dziedzińca; że we dworze i w dworku są panny, które mogłyby odpowiadać wszystkim warunkom jego kodeksu, byle tylko miał odwagę wprost tu i tam zajechać i znalazł cierpliwość, by zbadać wszystkie okoliczności.

I już z wielkich okien dworu, osłoniętych materialnymi (4) firankami, uderzały go dźwięki fortepianu i towarzyszący im śpiew włoski. Widział siedzącą przy instrumencie smukłą szatynkę z błękitnym okiem, z jaśniejącymi plecami, z różowymi paluszkami, które biegały z gracją po klawiszach, a przy niej stojącą siostrę, której krucze włosy lśniły błękitnym połyskiem, której czarne oko iskrzyło się tym uczuciem, o którym śpiewała, a z koralowych ust wychodził głos pełny, silny, gorący jak te piersi, gdzie miał swe źródło i skąd płynął przenikającym strumieniem.

Na aksamitnej kanapie tegoż dworu widział matkę tych czarodziejek, wystrojoną i robiącą siatkę. W jej oczach była radość, gdy patrzyła na swe dorodne córki, a na ustach uwagi o śpiewie, grze, talii i płci córek, i o ich przyszłej karierze, i wielkim losie, jakiego powinny były dostąpić, wymówione po francusku, ślicznym paryskim akcentem i adresowane do guwernantki Angielki, która siedziała obok sztywna i wylokowana, z przekrzywionym nosem, z futerkiem na szyi i odpowiadała jej monosylabami straszliwie przekręconymi lub czasem dla zbycia się owym angielskim: „Yes, Madame! Yes!” (5), z którym w żadnej rozmowie z guwernantką Angielką rozminąć się nie podobna i za które nasze gorliwe matki tak drogo płacą.

Znowu w otwartym oknie dworku widział pan Ksawery geranium z czerwonymi kwiatkami i różnokolorową lewkonię, a pomiędzy zielonymi listkami tych ślicznych, choć tak pospolitych roślin, widział białą i różową twarzyczkę osiemnastoletniej panienki, której jasne włosy były czysto uczesane, której gładkie czoło jaśniało, jak niezamalowana jeszcze żadnym wizerunkiem tabliczka ze słoniowej kości; której błękitne oczy patrzyły spokojnie i uśmiechały się do kwiatów; której pulchna i biała rączka wyskubywała zeschłe listki, gałązki bez życia i oczyszczała ulubione krzewy, aby tylko zieleniły się jak jej nadzieje i kwitły jak jej lica.

A w pokoju skromnym i czystym widział krzątającą się matkę, składającą książeczki córki, pomiędzy którymi dostrzegł i nasze, rozmawiającą cicho językiem Kochanowskiego i Syrokomli (6) ze swą siostrą, starą panną, która przeglądała bieliznę młodszego brata panienki, jaki też Pan Bóg los naznaczy ich rozkosznej pieszczoszce. A że rzecz była wątpliwa i niepewna, widział ją spoglądającą z ufnością i modlitwą na obraz Matki Boskiej Częstochowskiej, który w tym pokoju wisiał na pierwszym miejscu.

Takie były myśli i marzenia naszych podróżnych, gdy jechali przez nieznajomy lasek, który im zasłaniał horyzont. Gdy go minęli, Michał krzyknął:

– Masz tobie! Zamiast siana dziadowska woda!

– Tam do diabła! Przepadło śniadanie – dodał Jan „konfidentnie”.

– A cóż teraz będzie? – zapytał sam siebie pan Ksawery, na którego ustach widok ten, tak różny od jego rojeń, wywołał filozoficzny uśmiech.

W rzeczy samej wszyscy trzej okrutnie się zawiedli.

Czytelnicy domyślają się, że zamiast kwiecistych i obfitujących w siano łąk, zamiast karczmy dobrze zaopatrzonej w spiżarnię, zamiast pańskiego dworu i poetycznego szlacheckiego dworku, znaleźli za laskiem to, co się u nas zwykle za laskiem spotyka: była to duża przestrzeń głębokiego piasku, gdzieniegdzie z nagimi pagórkami zeschłej trawy, z porozrzucanymi gaikami małej i krzywej sośninki, ze sterczącymi tu i ówdzie pniami lub wystającą luźną, obdartą i bezlistną sosną, co pokazywało, że tam kiedyś był las, ale go wycięto i dawno już na zielonym stole popłynął w tę przepaść, co już u nas tyle lasów pochłonęła. Droga szła środkiem tej smutnej płaszczyzny, rozlegającej się na parę wiorst (7) wokoło i zamkniętej w obszerny łuk wielką sosnową puszczą, należącą zapewne do lasów rządowych i dlatego całą ochronioną i tajemniczo i wspaniale czerniącą się na krańcach horyzontu.

Ktokolwiek zastanawiał się nad koleją rzeczy ludzkich, wie dobrze, że prawie koniecznym był ten zawód, bo nadzieje i marzenia naszych podróżnych były zanadto piękne.

Znaleźli się oni w położeniu autorów, którzy ukończywszy swe dzieło i przeprowadzając je przez zarośla i cienie typografii (8), oczekują, aż wyjdzie na widok publiczny, i w oczekiwaniu tym, nie śpiąc po nocach, marzą o wziętości, o sławie, o wdzięczności ziomków i o wszystkich rozkoszach, które za sobą ciągnie reputacja.

Tę nieznaną krainę roją oni sobie tak wonną, jak wonnymi były w myśli Michała te łąki, z których ściętym sianem miał poczęstować swe konie. Wyobrażają sobie w niej wieńce tak smakowite, jak smacznymi były te zrazy z kaszą ze słoniną, które sobie Jan przyrządził w swym sercu na śniadanie. Wymarzają ją tak lśniącą jedwabiem i aksamitem, tak pełną czarownych głosów, wydobywających się z ognistej i rozkochanej piersi, tak świetną gustem i elegancją lub tak pociągającą sielskim wdziękiem i poetyczną prostotą, jak pan Ksawery wymarzył dwór i dworek, edukowane panny i cudną wiejską piękność, prześliczny krajobraz, z bliska ukazujący uprawę, zamożność i dostatek, usuwający się coraz dalej i dalej przed jego zdumionym wzrokiem i łączący się w błękitnej oddali z niebem, które tam tak bliskie jest ziemi.

Ale cóż znajdują ci biedni wędrujący po sławę, ci najgorsi ze wszystkich moralnych pacjentów? Oto kawał dzikiej i pustej krainy, suchy piasek pod nogami, trochę zarośli bez cienia, gdzieniegdzie bezlistne drzewo, wyschłe jak ich serca, i wokoło puszczę ciemną i głuchą, za którą nie wiedzieć co – może podobna pustka, może jakaś nędzna karczemka, gdzie nie utulą ani głodu, ani pragnienia; może jakaś gromada ludzi głupich, pijanych lub zajętych tylko sobą, którzy nie spojrzą na nich i nie zechcą lub nie zdołają wyczytać na ich czole czarownego słowa: „geniusz”; a może tylko cmentarz i na nim napis: „zapomnienie”. Podróż życia jest smutną w ogóle, a wyprawa po sławę stokroć jeszcze smutniejsza niż wyprawa po żonę.

Tym zawodem, który tu tak obszernie i tak żywo przedstawiliśmy, najwięcej jednak zmartwił się Jan, bo żołądek żarłoka jest prawie tak drażliwym, jak miłość własna autorów w ogóle i miłość własna polskiego malarza w szczególności. Daleko zaś więcej jest wymagającym niż dbałość furmana o wygodę koni, niż niecierpliwość kawalera znalezienia tej, co miała ozdobić i upoetyzować jego życie.

Pan Ksawery uśmiechnął się, widząc zmartwienie swego sługi, i rzekł jego stylem:

– A co, Janie? Tu już dokumentnie widzisz, że karczmy żadnej nie ma.

– A widzę, proszę pana – odpowiedział Jan spluwając.

– Ale to gorzej – mówił dalej pan Ksawery – że przed nami rozstajne drogi i obie równie szerokie, obie prowadzą w wielki las, za którym nie wiedzieć co.

– A to już, proszę pana – odpowiedział sługa obracając się – można symetrycznie powiedzieć, że nie wiedzieć, co będzie za lasem i która z tych dróg dobra, i zaprowadzi nas tam, gdzie trzeba.

– A gdzież nam trzeba, jak myślisz? – zapytał młody człowiek, gdy konie szły wolno w głębokim piasku.

– Jużci najpierwej – rzekł Jan kładąc ręce na brzuchu – trzeba by znaleźć austerię (9), gdzie by można dokumentnie powiedzieć: „Jest co przekąsić!”...

– A potem?

– A potem, proszę pana – mówił dalej, zaśmiawszy się głośno i mrużąc oczy – trzeba by znaleźć jakiś dwór, który by tak jakoś konfidentnie wyglądał.

– Kiedy to tak uczenie mówisz – rzekł pan Ksawery – że cię nie rozumiem.

– Bo, proszę pana, ja przysłuchiwałem się dobrze, jak gadał ten pański dyrektor (10) w Lublinie, co to, jak jakieś mądre słowo powiedział, to zaraz zielone okulary podnosił.

– Jakże to ten dwór będzie konfidentnie wyglądać? – zapytał pan Ksawery.

– A to tak, proszę pana – odpowiedział Jan – że można będzie z daleka o nim powiedzieć, że tam jest panna.

– Dobrze by to było – odpowiedział młody człowiek – tylko to bieda, że nie wiemy, która z tych dwóch dróg zaprowadzi nas do takiego dworu.

– A to prawda, proszę pana – rzekł z powagą Jan.

Dojeżdżali wtedy do rozstajnej drogi i pan Ksawery krzyknął:

– Stój, Michale!

Michał osadził konie na miejscu, co w piasku było nietrudne, a Jan sądząc, że pan chce dalej iść pieszo, gotował się zeskoczyć z kozła, żeby mu podać rękę.

– Siedź, siedź, mój uczony Janie! – dodał wtedy pan. – Nie wysiadam.

– A cóż tu, proszę pana – zapytał sługa – będziemy robić, kiedy ja dokumentnie widzę, że tu...

– Że tu karczmy nie ma – przerwał pan Ksawery. – Widzę to i ja. Ale ponieważ nie wiemy, która z tych dwóch dróg zaprowadzi nas do niej, a potem do owego dworu, o którym mówiłeś, będziemy tu czekać, aż kto nadjedzie i objaśni nas.

– A jeżeli, proszę pana, nikt nie przyjedzie aż do wieczora? – zapytał zakłopotany żarłok.

– Nie może tak być; obie drogi duże: może się też ktoś ewentualnie zdarzy i prędzej – odpowiedział pan Ksawery dając nacisk na słowie cudzoziemskim, którego Jan pewno jeszcze nie słyszał. Jakoż ciekawy sługus obrócił się prędko, zdjął kaszkiet i zapytał:

– A co to znaczy, proszę pana „ewentualnie”?

– To znaczy, mój kochany: przypadkowo, na wszelki przypadek – odpowiedział pan Ksawery. – To wyraz dyplomatyczny.

– Aha! Rozumiem – rzekł Jan i obróciwszy się do furmana, powtarzał sobie ciszej ten nowy nabytek erudycji po kilka razy, czekając tylko na okazję, żeby go użyć, z równą niecierpliwością, jaką ma młodzieniec, gotujący się na erudytę, gdy złapie jakiś uczony kamyk, którym co prędzej chce uderzyć swoich czytelników.

Tymczasem Michał zlazł z kozła, wydobył spod nóg sporą garść siana i potarłszy ręką każdemu koniowi nozdrza, część położył na dyszlu między naszyjnikami, a z resztą stanął przed lejcowymi końmi i karmił je z ręki.

Po niejakim czasie usiadł na swoim miejscu i pokręcał wąsa; Jan siedział już spokojnie i przeżuwał w myśli oba nowe wyrazy, których się nauczył, mieszając je z odgrzanym barszczem, który spodziewał się znaleźć w pierwszej karczmie, a pan Ksawery, zapaliwszy cygaro, oparł się o poduszkę i marzył o owym dworze, który by „konfidentnie” wyglądał.

Stali tak z pół godziny, patrząc przed siebie na jedną i drugą drogę, czy kto nie jedzie. Już się woźnica zdrzemnął, Jan zaczął mocno spluwać i zapomniawszy o wszystkich łacińskich przyprawach swej mowy, myślał już tylko o kawałku wieprzowiny i odgrzanej do niej kapuście, której zapach zaleciał go z sosnowego boru; już i pan Ksawery znudził się i miał zamiar kazać jechać na los szczęścia którąkolwiek z dróg, co się przed nimi zagłębiały w ciemny las, gdy z tyłu dało się słyszeć mocne chrząknięcie, potem uderzenie z bicza, na które Jan, obróciwszy się do pana, rzekł:

– Teraz, proszę pana, ewentualnie można powiedzieć, że ktoś jedzie.

Pan Ksawery uśmiechnął się i obejrzawszy się, zobaczył porządną nietyczankę (11) niekrytą, ciągnioną przez trzy dobre gniadosze w krakowskich chomątach, a w niej starego, wysokiego mężczyznę, przy którym siedział na tylnych łapach potężny wyżeł. Na koźle młody chłopak woźnica w białej siermiężce z czerwonymi wypustkami i w czerwonej krakowskiej czapeczce, a obok niego niewielki, może czternastoletni chłopiec w porządnej, choć niewytwornej liberii.

Gdy ów podróżny zrównał się z ekwipażem naszego bohatera, objechawszy go z lewej, zawołał na swego furmana:

– Jasiek! Stój!

Jasiek ściągnął cugle i stanął jak wryty tak, że bryczka była obok bryczki i panowie mogli się rozmówić ze sobą. Nowo przybyły odsunął swego legawca (12), który stanął w jego nogach, obejrzał bryczkę pana Ksawerego, rzucił okiem na konie i uprząż i widząc, że wszystko jest nowe i całe, skłonił się, przyłożył rękę do kaszkietu i rzekł mocnym, basowym głosem:

– Kapitan Zdarski do usług!

– Ksawery Wymysłowski – odpowiedział młody człowiek, uchylając swojego kaszkiecika i oddając ukłon.

– Z Lubelskiego? – rzekł kapitan.

– Nie myli się pan dobrodziej – odpowiedział nasz bohater.

– Znałem ojca pańskiego, Erazma – mówił kapitan. – Był porucznikiem w trzecim pułku strzelców konnych, a ja służyłem w czwartym.

– To mój stryj, panie kapitanie – odpowiedział pan Ksawery.

– Po którym dostaniemy sukcesję, jak się ożenimy, proszę pana kapitana – dodał Jan zdejmując kaszkiet.

– Nie do ciebie, kpie, mówią – rzekł kapitan spojrzawszy surowo na mieszającego się do dyskursu sługę.

– Oho! Coś ten pan argumentnie gada – szepnął Jan do Michała, który pokiwał głową, uśmiechnął się i pokręcił wąsa.

Kapitan mówił dalej:

– Czy się panu coś zepsuło?

– Nie, panie kapitanie.

– A czegóż pan tu stoisz?

– Rozstajne drogi, nie wiem, którą jechać – mówił pan Ksawery.

– A dokądże pan chcesz jechać? – pytał kapitan gładząc swe siwe wąsy.

– Tego także nie wiem, panie kapitanie – odpowiedział nasz bohater uśmiechając się.

– Czy to żart ze mną, czy serio? – zapytał kapitan marszcząc brwi.

– Z poważnymi ludźmi nigdy nie żartuję – odpowiedział młody człowiek – mówię serio, że sam nie wiem, dokąd jadę.

– Choć pan kapitan mnie złajał, że się odezwałem – rzekł znowu Jan, którego język świerzbił – ale ja jeszcze konfidentnie powiem panu kapitanowi, że chcemy się żenić, a nie wiemy z kim: jedziemy więc tak dyplomatycznie szukać żony.

– Czyś ty, głupcze, kucharz? – zapytał kapitan Jana.

– Jan Skrawek, panie kapitanie, lokaj mojego pana – odpowiedział Jan, imitując poznanie się panów i zdejmując kaszkiet.

– Jeżeliś tedy lokaj – rzekł kapitan – a nie kucharz, to po cóż, kpie jakiś, szpikujesz mowę swoją słowami, których nie rozumiesz? Nie odzywaj się więcej.

Na wspomnienie czegoś szpikowanego Janowi przyszła na myśl szpikowana słoninką pieczeń z buraczkami, splunął więc, westchnął głęboko i umilkł. Kapitan mówił dalej:

– Więc pan doprawdy szukasz żony?

– Szukam, panie kapitanie – odpowiedział pan Ksawery uśmiechając się – i nie wiem, którą z tych dwóch dróg jechać, żeby dobrze trafić!

– A czemuż się pan nie udałeś do mnie? – rzekł kapitan. – Ja w Gostyńskiem i Płockiem znam wiele osób, do których mógłbyś pan uderzyć. Dobra rada i moja rekomendacja nigdzie panu nie zawadzi. Znałem pańskiego stryja, proszę mi także dać rękę; jak się poznamy bliżej, to może się i pokochamy.

Stary wyciągnął rękę do pana Ksawerego, który nachyliwszy się w swoim powozie, uścisnął silną dłoń człowieka, którego fizjonomia ujmowała wyrazem otwartości, dobrego humoru i energii. Kapitan dodał:

– Siadaj pan ze mną, a pański powóz niech jedzie za nami. Pojedziemy razem i pogadamy obszerniej o pana projektach. Kto wie, może się tu niedaleko znajdzie to, czego pan szukasz. A jeżeli nie tu, to powiozę pana dalej. Nie mam co robić i także jeżdżę sobie po świecie dla rozrywki. Wszystko mi więc jedno, czy tu, czy tam, a weselsza będzie podróż we dwóch i z dobrym celem.

Pan Ksawery wyskoczył ze swej bryczki, okazując zgodę na propozycję kapitana, która mu się podobała jako niespodziewana, trochę obcesowa, ale oryginalna.

cdn.

Józef Korzeniowski

(1) Tu: ryzyko; niebezpieczeństwo.

(2) Paweł z Werony – Paolo Veronese (1528–1588), malarz włoskiego Odrodzenia, twórca monumentalnego malarstwa dekoracyjnego w Wenecji i zarazem dekorator budowli publicznych we Włoszech. Stałym motywem jego fresków i plafonów są uczty na tle komnat i architektury ze wspaniałymi kondygnacjami schodów. Najbardziej znanym dziełem tego rodzaju jest Wesele w Kanie – olbrzymie płótno, powstałe w roku 1563, o nieprzeciętnych walorach kolorystycznych i kompozycyjnych.

(3) (Z łac.) przymusowe obywanie się bez czegoś; braki.

(4) Dawniej, tu: jedwabnymi.

(5) (Ang.) tak, proszę pani.

(6) Zestawienie nazwisk z pozoru tylko nieoczekiwane. Władysław Syrokomla, właściwie Ludwik Kondratowicz (1823–1862) był pisarzem późnego romantyzmu i główne pole jego twórczości stanowiła gawęda wierszowana o tematyce historycznej lub zaczerpniętej z bliskiej przeszłości. Specjalizował się on również w tłumaczeniu z łaciny poezji staropolskiej (Janicki, Kochanowski, Klonowicz, Sarbiewski itd.) starając się zachować koloryt językowy dawnej epoki. Stworzył w ten sposób rodzaj biblioteki przekładów. Wydał również Dzieje literatury polskiej (1851, 1852) obejmujące czas do połowy XVII wieku.

(7) Wiorsta – rosyjska niemetryczna miara długości równa jednej siódmej mili rosyjskiej (7467,6 metra), czyli 1066,8 metra.

(8) (Z gr.) tu: technicznego procesu powstawania książki; drukarstwa.

(9) (Z wł.) karczmę; zajazd; oberżę.

(10) Tu: nauczyciel domowy; guwerner; korepetytor.

(11) Lekką bryczkę; nazwa pochodzi od czeskiego miasta Neutitschein.

(12) Psa myśliwskiego wystawiającego i aportującego zwierzynę.

Powyższy tekst jest fragmentem książki Józefa Korzeniowskiego Wyprawa po żonę.

Czytaj więcej z tej książki:

Wyprawa po żonę, cz. 1

Wyprawa po żonę, cz. 2

Wyprawa po żonę, cz. 3

Wyprawa po żonę, cz. 4

Wyprawa po żonę, cz. 5

Wyprawa po żonę, cz. 6

Przedruk tekstu jest możliwy jedynie za podaniem klikalnego źródła.

 
Start Literatura Literatura Wyprawa po żonę, cz. 5
 

WIADOMOŚCI

CIEKAWOSTKI

WYWIADY

PUBLICYSTYKA

KOMPENDIUM

LITERATURA

DZIECIARNIA