Święta Rita z Cascii. Patronka spraw beznadziejnych. Rozdział drugi

Okrucieństwo nienawiści

Inaczej niż rodzice Rity, Paweł Mancini nie zarabiał na życie uprawą ziemi, doglądaniem stad, czy troską o zwierzęta. Był raczej zatrudniony jako strażnik w jednej z wież w okolicy zwanej Collegiacone, położonej między Roccaporeną a Cascią. Jak to czasami bywało, Paweł mógł uzyskać swe stanowisko drogą politycznej nominacji i pomimo tego, że wskazywało to na poważanie wśród lokalnej społeczności, stanowisko to mogło również być przyczyną napięcia i drażliwości, które czasami charakteryzowały jego zachowanie. Usposobienie Pawła było nieco porywcze i był on raczej skłonny do łatwego popadania w rozdrażnienie. Rita jednakże, poprzez cierpliwą wyrozumiałość i autentyczną dobroć była zdolna wyłagadzać nawet tę trudną cechę charakteru męża. Jedynym prawdziwie trudnym wyzwaniem, które zawsze wisiało nad rodziną jako zagrożenie i czasami przeradzało się w otwarty konflikt, był odwieczny spór kierujący rodzinę Mancinich przeciwko innej miejscowej rodzinie. Rita codzienne modliła się potajemnie, aby Paweł i jej synowie nie zostali nigdy bezpośrednio dotknięci tym konfliktem.

Wspólnie, jako mąż i żona, byli źródłem niezachwianego życia domowego dla swych dwojga dzieci, które chcieli wychować na tych samych wartościach i ideałach chrześcijańskiego życia, jakie sami otrzymali. Naciski społeczne potrafią jednakże być silne, a dom rodziny Mancinich nie był wolny od ich wpływu. Pomimo szlachetnego dziedzictwa, które Antoni i Amata przekazali jako rozjemcy swej córce i jej rodzinie, pomimo łagodnego i pełnego współczucia usposobienia Rity, powszechny duch wrogości i współzawodnictwa, charakteryzujący rozległe obszary życia publicznego, odgrywał również znaczącą rolę w kształtowaniu postaw dzieci rodziny Mancinich. Ten wpływ miał się ujawnić w bardzo dramatyczny i bolesny sposób, kiedy tragedia nagle dotknęła życie tej skądinąd pokojowo nastawionej i zgodnej rodziny.

Był rok 1413, dzień jak każdy inny. Z początku Ricie nie wydawało się dziwnym, że Paweł znów do późnych godzin nie wracał z pracy. Obowiązki często wymagały, aby był elastyczny co do ilości czasu poświęcanego swemu zajęciu. Prawdą wszakże było, że bezpieczeństwo publiczne spoczywało w rękach ludzi takich jak Paweł, którzy stróżowali na wieży, na przemian każdego dnia i nocy. Jednakże tego szczególnego dnia, Rita stawała się bardziej niż zwykle zatroskana spóźnianiem się Pawła. Z upływem godzin jej zatroskanie wzrastało. Myślała, że jej mąż mógł zachorować albo się zranił. Nie miała odwagi niepokoić synów tymi przemyśleniami, ale poprosiła kilku mężczyzn z sąsiedztwa by towarzyszyli jej w drodze do wieży.

Droga do wieży Collegiacone nie była bardzo długa, ale wystarczająco długa, aby napięcie i niepokój zdążyły przeniknąć myśli Rity, zanim doszli na miejsce. Uczucia eksplodowały natychmiast, jak tylko ujrzeli ciało Pawła leżące na ziemi. Ślady brutalnego mordu były łatwo widoczne. Jak wiele kłopotliwych myśli przenikało umysł Rity, jak wiele sprzecznych emocji odczuwała w tamtym czasie! Zrozumiała natychmiast przyczynę brutalnej śmierci ukochanego: to długa i nieprzejednana waśń, która dręczyła jego rodzinę. Teraz pochłonęła kolejną ofiarę! Następna wdowa! Następna rodzina pozbawiona ojca! Jak często ta sama historia się powtarzała! Jak wielu jeszcze zostanie przez nią dotkniętych? Czy jeden z jej synów zajmie teraz miejsce ojca i pewnego dnia stanie się ofiarą takiego samego pozbawionego sensu końca? Ledwo znalazła czas by poczuć ból związany ze stratą Pawła, myśli o dzieciach pochłonęły całą jej uwagę.

Rita była nie tylko praktyczną, lecz również głęboko przepełnioną wiarą kobietą. Jedyną możliwą odpowiedzią dla tego, co okrucieństwo nienawiści jej uczyniło była odpowiedź, której nauczyła się jako dziecko od rodziców. To oni tak bardzo chcieli uchronić Ritę od tego rodzaju przemocy, ale w sposób oczywisty nie mogli. Nie mogli również przewidzieć ironii tej ostatecznej brutalności dotykającą ją w osobie, w której pokładali nadzieję, że będzie jej obrońcą i opiekunem. Zamiast tego ich słowa i przykład lat minionych pokazały jej drogę jak poradzić sobie z tym wszystkim. Rita czerpała również ze swych własnych osobistych przekonań religijnych, by zrozumieć wielkie wyzwanie, jakie stanowiła śmierć Pawła w świetle ufności w wolę Boga i w mądrość Ewangelii. Jezusowe przesłanie przebaczenia było jej dobrze znane. Tak jak każdy inny chrześcijanin znajdowała wiele okazji, aby praktykować tę naukę w swym życiu i by uczyć jej znaczenia swoje dzieci. Nigdy wcześniej jednakże powód dla jej stosowania nie był tak wielki i nie stanowił tak bardzo osobistego wyzwania. Rita wiedziała jednak, że zarówno w rzeczach wielkich, jak i w małych słowo Pana Jezusa stanowiło pewną drogę ku wolności i pokojowi. Uczyniła więc jedyną rzecz, którą uważała za możliwą. Zapewniła Boga o swym przebaczeniu dla morderców Pawła.

Sąsiedzi, którzy towarzyszyli Ricie w oglądaniu tego strasznego obrazu, przynieśli teraz pozbawione życia ciało Pawła do domu. Rita pospieszyła przed nimi, aby osobiście oznajmić synom te pełne bólu wieści. Po drodze dokładnie powtarzała swe słowa, pragnąc objąć ich pełnią macierzyńskiego pocieszenia i współczucia, cały czas gotowa by zachęcić ich do nie okazywania nawet najmniejszego przejawu odwetu, który, jak przypuszczała, może stać się natychmiastową odpowiedzią dla przynoszonych przez nią niepomyślnych wieści.

Synowie Mancini byli teraz młodymi nastolatkami i ich reakcja na wieść o okrutnej śmierci ojca nie była zaskoczeniem: mieszanina szoku, smutku, obawy, zmieszania i złości przepełniła obu. Rita dobrze rozumiała ich uczucia i potrzeby, i starała się podzielić z nimi zasobami jej własnego głęboko uduchowionego życia. W wypływających z głębi serca modlitwach pragnęła, aby obaj synowie mogli doświadczyć pocieszenia i pokoju, jakie wiara w Chrystusa i w Jego nauczanie przyniosły jej samej, gdy została doświadczona tak strasznym przestępstwem.

Potrójny smutek

Miłość matki może być potężna i przekonywująca, jednakże ze smutkiem trzeba przyznać, że w tym przypadku nie była wystarczająca, aby ukoić synów Rity i Pawła w ich żalu. Inne siły również odgrywały swoją rolę, wymuszając na chłopcach uwagę i posłuszeństwo. Z każdym dniem Paweł Maria i Giangiacomo stawali się bardziej pewni społecznego oczekiwania względem ich obu – podzielanego z wielką siłą przez znaczną ilość krewnych ze strony ojca – a mianowicie, że synowski obowiązek wymagał od nich pomszczenia jego śmierci. Honor nazwiska rodziny wymagał aż tak wiele!

Rita ze swej strony w dalszym ciągu głosiła przesłanie przebaczenia, ale jej słowa w coraz większym stopniu były postrzegane przez synów raczej jako kobiecą słabość niż chrześcijańską cnotę. Podczas gdy nigdy nie wątpili oni w ból i cierpienie, jakich doświadczała osobiście matka z powodu śmierci ojca, dostrzegali swoją własną, bardzo odmienną drogę radzenia sobie z tą tragedią. Droga ta jawiła się im jako bardziej sprawiedliwa i konieczna. Wraz z upływem tygodni i miesięcy planowali swą zemstę, z ostrożności nie dyskutując o niej otwarcie, ażeby w dwójnasób nie przytłaczać Rity swą determinacją. Matczyne przeczucie przeniknęło jednak to udawane milczenie i skłoniło ją do stałego podnoszenia tej kwestii w nadziei, że postawa synów ulegnie zmianie. Zmaganie to było męczące i intensywne, jako że Rita walczyła nie tylko z przekonaniem swych synów, ale również z argumentami i zwyczajami znacznej części społeczeństwa, które ponaglało ich w tych zamiarach. Wielokrotnie wskazywała postać Chrystusa wiszącego na krzyżu, prosząc ich by przypomnieli sobie Jego słowa o przebaczeniu dla tych, którzy Go tam umieścili. Nic z tego co mówiła, jak się wydawało, nie przemawiało do nich.

Przekonana w końcu, że błaganie synów jest pozbawione sensu, modliła się do Boga ze zdwojoną gorliwością prosząc, aby uczynił to, do czego ona najwyraźniej była niezdolna i skłonił jej dzieci do zejścia z nierozważnej drogi, po której kroczyły. Jej obawy dotyczyły nie tylko powtórzenia się przemocy, w której udział był ich zamiarem, ale również utraty ich niewinności, w rzeczy samej – ich dusz. Ojciec bez wątpienia doświadczył brutalnego i gwałtownego końca, ale nie był odpowiedzialny za śmierć innego człowieka. Znacznie większe i okrutniejsze byłoby cierpienie Rity teraz, gdyby jego synowie uczynili to, co zostało jemu uczynione.

Pewnego dnia, gdy Rita była głęboko pochłonięta modlitwą za synów, osiągnęła całkowitą pewność – z nowym i przenikającym stopniem świadomości – że jej pragnienie pomyślności dla Pawła Marii i Giangiacoma nie mogło być większe od pragnienia Boga, którego synami również byli. Zawierzyła ich przeto całkowicie Jego mądrości i opatrzności tak, jak uczyniła to w przeszłości ze swoim życiem, odkładając na bok własne plany.

Nie minął jeszcze pełny rok od śmierci Pawła, gdy tragedia po raz kolejny zawitała w domu Rity Mancini. Pomimo tego, że nie była to ta tragedia, której kiedyś się obawiała, nie czyniło to jej mniej okrutną i pełną bólu dla Rity. Choć jej synowie w dalszym ciągu planowali zemstę na zabójcy swego ojca, kruchość życia objawiła się w postaci śmiertelnej choroby, która nawiedziła Roccaporenę. Pośród wielu ofiar znaleźli się Paweł Maria i Giangiacomo Mancini. Jako że umarli oni w młodości, dokonanie zemsty, którą planowali, miało spaść na barki innych.

Czy Rita mogła sobie wyobrazić, w jaki sposób jej modlitwa do Boga zostanie wysłuchana? Czy mogła przewidzieć wysoką cenę niewinności swych synów? Wierzyła, że w jakiś sposób Bóg skieruje wszystkie rzeczy na dobrą drogę. Teraz prosiła jedynie o siłę by mogła zaakceptować Jego wolę. Życie Rity zmieniło się tak zasadniczo i tak szybko. W wieku trzydziestu dwóch lat poznała wielką udrękę utraty męża i dwóch synów. Sama na świecie, pozbawiona trojga ludzi, na których najbardziej jej zależało, Rita ufała Bogu, który wycierpiał dla niej tak wiele, aby jej obecne cierpienie nie poszło na marne.

cdn.

Ks. Michael Di Gregorio OSA

Powyższy tekst jest fragmentem książki ks. Michaela Di Gregorio OSA Święta Rita z Cascii. Patronka spraw beznadziejnych.