Św. Jan od Krzyża. Człowiek i mistyk. Rozdział szósty

Rosnące napięcie

Jan od Krzyża dojrzał podczas pobytu w Avili. Kiedy inni bracia i siostry pracowicie zakładali nowe klasztory reformy dla mężczyzn, część dla kobiet, on trzymał się swojej bardziej ograniczonej pracy, jaką było udzielanie sakramentów siostrom w klasztorze Wcielenia, uczenie dzieci, które mieszkały blisko, i duchowe przewodnictwo wobec różnych ludzi. Mimo, że pościł jak nakazywała reguła i wcielał w życie swoją przysięgę życia w ubóstwie, nie oddawał się już ascetycznym praktykom wcześniejszych lat. Rozwijał swoje poczucie modlitwy, świadomość ciągłej Bożej obecności w nim i w otaczającym go świecie. Gdy nie służył akurat siostrom lub ludziom z miasta, pisał skrawki poezji lub rzeźbił figurki ukrzyżowanego Chrystusa lub inne rzeczy, które przypominały mu o Bogu przychodzącym do ludzkiego życia.

Po wielu miesiącach modlitw i przemyśleń, Jan miał głęboki ogląd strasznej agonii Jezusa na krzyżu. Badanie tajemnicy cierpienia Jezusa i osobistej relacji każdego człowieka do tego faktu, zainspirowało Jana do narysowania szkicu ukrzyżowania. Ośmiocentymetrowy szkic można oglądać dzisiaj w relikwiarzu w klasztorze Wcielenia. Na tym rysunku widzimy Chrystusa ukrzyżowanego. Patrzymy z góry: Jego ciało ciąży ku dołowi, opadając w kierunku ziemi. Krew kapie z rąk i głowy Chrystusa. Widzimy wyniszczone ciało, pozbawione życia, a jednak je dające. Właśnie to Jan widział w swoim sercu. Tak czuł. Ten wgląd w życiodajne cierpienie Chrystusa i Jego śmierć, był łaską, która przyda mu się w nadchodzących miesiącach.

Reforma rozpoczęta przez Teresę od Jezusa zaczęła teraz sprawiać kłopoty. W obozie reformy utworzyły się różne stronnictwa, zaczęło to powoli dzielić rodzinę karmelitów. Niektórym nie podobało się to, co się dzieje, inni uważali, że grupa chcąca żyć według surowszej reguły stawała się zbyt silna. Jeszcze inni byli pełni zawiści. Jednak narastające codziennie problemy nie mogły być przypisywane tylko tym, którzy chcieli pozostać przy złagodzonej regule. Grupa karmelitów bosych składała się z wielu bardzo silnych a nawet nieprzyjemnych osobowości. Niektóre ze środków stosowanych przez Teresę były podejrzane, a nawet przebiegłe. Poważny konflikt był do przewidzenia i, co ciekawe, bezpośrednia przyczyna konfliktu została wywołana przez ludzi, którzy nie byli nawet karmelitami.

Na prośbę Filipa II Rzym wyznaczył dwóch wizytatorów apostolskich: brata Franciszka de Vargasa i brata Piotra Fernandeza, jeden miał mieć pod opieką teren północnej Hiszpanii (Nową i Starą Kastylię), a drugi część południową (Andaluzję). Wyznaczenie ich dało im wielką władzę nad zakonem karmelitów. Brat Franciszek de Vargas, wizytator na Andaluzję, nie był osobą tak wrażliwą, jak brat Piotr Fernandez, wizytator w Kastylii. Fernandez szukał kompromisów blisko współpracując z różnymi zakonnikami, podczas gdy Vargas po prostu je narzucał. Na przykład Vargas odebrał dom w Huelvie karmelitom trzewiczkowym i przekazał go karmelitom bosym. Następnie potwierdził założenie klasztorów karmelitów bosych w Sewilli, Granadzie i La Peńueli, mimo że generał zakonu karmelitów, ojciec Rubeo, kategorycznie zabronił tworzenia konwentów reformy w Andaluzji.

Oczywiście te działania wywołały wiele obaw u karmelitach trzewiczkowych. Dlatego na początku 1574 roku, karmelici trzewiczkowi postanowili wysłać delegację do Rzymu, by spróbowali cofnąć uprawnienia wizytatorów apostolskich. Do trzeciego sierpnia 1574 roku wysłannicy ci byli w posiadaniu dokumentu, który odbierał szerokie uprawnienia wizytatorów. Jednak gdy nuncjusz papieski, Ormaneto, usłyszał o tym dokumencie użył swoich uprawnień, by ponownie wyznaczyć Fernandeza i Vargasa i nadać im jeszcze większe uprawnienia, stało się to 27 grudnia 1574 roku. Karmelici trzewiczkowi, co zrozumiałe, byli zdenerwowani. Reforma wydawała się im buntem. Postanowili przedyskutować całą sprawę na Kapitule Generalnej, której decyzje były wiążące dla całego zakonu. Kapituła zebrała się w maju 1575 roku w Piacenzy.

W międzyczasie przełożony generalny zakonu, ojciec Rubeo, napisał do matki Teresy prosząc ją o wyjaśnienie ostatnich wydarzeń. Niestety, nie otrzymała ona listu aż do czerwca 1575 roku, czyli miesiąc po tym jak Kapituła debatowała nad problemem. Nieświadomi, że Teresa nie otrzymała listu przełożonego, członkowie kapituły przypisali brak odpowiedzi jej upartemu i buntowniczemu charakterowi.

Jednym z działań naprawczych podjętych przez Kapitułę było wyznaczenie specjalnego wizytatora, który zajmowałby się Hiszpanią i Portugalią. Ojciec Hieronim Tostado wydawał się idealną osobą na to stanowisko. Przybył do Hiszpanii w połowie 1576 roku, ale niezgodność między jego dokumentami a rozkazami legata papieskiego, doprowadził do tego, że Rada Królewska odmówiła mu pozwoleń niezbędnych do wypełniania obowiązków. Tostado wyjechał do Portugalii, by tam pracować do czasu aż wyjaśni się sprawa pozwoleń.

Tymczasem karmelici bosi zorganizowali spotkanie 9 września 1576 roku w Almodovar del Campo. Spotkanie miało na celu przedyskutowanie dwóch tendencji, które pojawiły się we wspólnotach karmelitów bosych: jedna skłaniała się ku życiu kontemplacyjnemu, druga ku działalności apostolskiej. Po długiej debacie, w której Jan bronił kontemplacyjnego stylu życia, karmelici zdecydowali, że należy jednak zaakcentować działalność apostolską. Ustaliwszy tę sprawę, zaczęli dyskutować o swoich relacjach z karmelitami trzewiczkowymi. Karmelici bosi naprawdę próbowali łagodzić nastawienie karmelitów trzewiczkowych i wśród decyzji podjętych na spotkaniu znalazła się nawet ta o odwołaniu brata Jana z funkcji spowiednika w klasztorze Wcielenia. Bracia mieli nadzieję, że taka decyzja załagodzi tarcia między nimi a karmelitami trzewiczkowymi. (Jednak dzięki interwencji zakonnic, lub dzięki przywróceniu go na stanowisko przez nuncjusza papieskiego, Jan kontynuował swoją pracę w klasztorze Wcielenia.) Pomimo dobrych zamiarów, problemy między dwoma grupami nie zostały natychmiast rozwiązane. W zasadzie tylko zupełne rozdzielenie mogło rozwiązać większość tych problemów.

Już przed spotkaniem w 1576 roku, sytuacja pogorszyła się do tego stopnia, że na początku 1576 roku po raz pierwszy zaaresztowano brata Jana. Przeor braci trzewiczkowych z Avili publicznie usunął Jana od Krzyża i jego towarzysza z ich pustelni i uwięził ich w klasztorze w Medina del Campo, tym samym, w którym Jan odbywał nowicjat. Karmelici trzewiczkowi nie tylko czuli się wystarczająco silni, by to uczynić, ale uważali także, że ich działania są absolutnie usprawiedliwione. Nie mieli tylko świadomości jak popularny był Jan dzięki swojej służbie wśród ludzi z okolicy. Ludzie z Avili, gdy tylko usłyszeli o aresztowaniu Jana wzburzyli się i odwołali się do interwencji legata papieskiego Ormaneto, który nakazał natychmiastowe uwolnienie Jana od Krzyża. Co więcej zabronił braciom trzewiczkowym jakiejkolwiek służby w klasztorze Wcielenia. (Do tego czasu, niektórzy karmelici trzewiczkowi nadal pełnili funkcję spowiedników.) Karmelici trzewiczkowi musieli usłuchać, jednak uraza jaką zachowali w sercach, ostrzegała, że wojna się jeszcze nie skończyła. Decyzja Ormaneto dowiodła, że spory między braćmi będą jeszcze wybuchać.

Jan nie brał udziału we wszystkich dysputach, ale jego reputacja czyniła go głównym obiektem działań braci trzewiczkowych chcących powstrzymać reformę. Dysputy i kierowanie grupą braci bosych zaczynało się dawać Janowi we znaki. Był jeszcze chudszy niż zazwyczaj. Był bardzo zmęczony. Jego twarz wyciągnęła się. Wykonywał swoje posłannictwo jakby nic się nie stało i poza swoim wyglądem nie zmienił się.

Ci, którzy widzieli brata Jana, nie uświadamiali sobie jak ciężkie niesie brzemię. Był tak wrażliwy, że urazy i rozgoryczenie, które widział i czuł wokół wywoływały w nim wielkie cierpienie. Jego świadomość i odczuwanie cierpienia Jezusa na krzyżu, brało się z jego własnego przejmującego bólu wywołanego patrzeniem na nieustanne walki między jego braćmi. Wszystko się zmieniło od czasu spokojnych dni w Duruelo tylko osiem lat temu. A nie był to koniec trudności.

Ormaneto, który był tak dobry dla karmelitów bosych zmarł 18 czerwca 1577 roku. Nie będzie dłużej osłaniał swoim papieskim autorytetem przywódców reformy. Przeciwnicy reformy mieli otwartą drogę, karmelici trzewiczkowi, którzy postrzegali reformę jako rewolucyjną i buntowniczą, nie tracili ani chwili czasu i od razu postanowili rzucić reformę na kolana. Być może niektórzy bracia trzewiczkowi uważali reformę za ruch dobry i szczery, ale większość dostrzegała zagrożenia, które niosła ze sobą i upór jej członków. Jednak oni także byli dobrymi i szczerymi ludźmi. Dla dobra Kościoła, dla pokoju i porządku, uważali, że lepiej będzie kontrolować reformę, a może nawet zupełnie powstrzymać ten ruch. Wyznaczenie Filipa Segi jako nowego legata papieskiego potwierdziło ich punkt widzenia. Przed opuszczeniem Rzymu Sega rozmawiał już z przełożonymi karmelitów trzewiczkowych w Wiecznym Mieście i w związku z tym nie był przychylnie usposobiony wobec braci bosych.

W takiej atmosferze bracia trzewiczkowi odważyli się na bardzo śmiałe działanie, które miało rozpocząć najważniejszy okres w życiu brata Jana od Krzyża.

Richard P. Hardy

Powyższy tekst jest fragmentem książki Richarda P. Hardy’ego Św. Jan od Krzyża. Człowiek i mistyk.