Rozdział szósty. Cesarska wielkoduszność

Atanazy zwyciężył raz jeszcze, jednak Euzebiusz był zawsze u boku cesarza i wiedział jak wykorzystać jego słabości. Czy to możliwe, pytał, by tak wiele, tak różnych zarzutów można było postawić człowiekowi, jeśli jest niewinny? Atanazy jest sprytny i ma wielu przyjaciół, kontynuował, którzy są gotowi przysiąc, że czarne jest białe, jeśli tylko mogłoby mu to pomóc. Niech stanie sam przeciw swoim oskarżycielom, a cesarz wkrótce pozna prawdę. W zasadzie takimi zarzutami powinien zająć się synod, niech zostanie zwołany i niech Atanazy zostanie na niego wezwany.

Konstantyn wpadł w pułapkę. Synod został zwołany, wysłano list do Aleksandrii. Atanazy widział wyraźnie, że nie może się spodziewać sprawiedliwości wśród swoich wrogów i przez długi czas odmawiał opuszczenia biskupstwa. W międzyczasie zmieniono miejsce obrad z Cezarei na Tyr, a Atanazy został oskarżony przez Euzebiusza o uporczywe ignorowanie rozkazów cesarza. Jego powody, dodał, są jasne dla wszystkich, świadomy swojej winy nie ośmiela się stanąć przed zgromadzeniem. Cesarz zagroził doprowadzeniem go siłą, jeśli Atanazy nie pojawi się z własnej woli. Dalszy opór był bezużyteczny, więc Atanazy wyruszył do Tyru.

To był dziwny synod. Na sześćdziesięciu obecnych biskupów prawie wszyscy byli arianami i zagorzałymi wrogami Atanazego. Obecni byli także melicjanie. Przy drzwiach zamiast diakonów stali strażnicy. Ksiądz Makary, o którego niewinności zaświadczył przecież sam Konstantyn, został przyprowadzony pod strażą i zakuty w kajdany. Atanazy zmuszony był stać, jak przestępca, przed sędziami. Kilku obecnych biskupów egipskich głośno protestowało przeciwko takiemu zachowaniu, ale ich protesty zostały obcesowo pominięte.

Przywoływano jeden po drugim stare zarzuty. Atanazy został oskarżony o brutalne i okrutne postępowanie, o bycie powodem ciągłych konfliktów. Na te zarzuty odpowiedział, że biorąc pod uwagę, że niemal wszyscy obecni są jego wrogami, proces nie jest sprawiedliwy.

Następnie przywołano sprawę Ischyrasa, jednak niczego nie dowiedziono.

W końcu melicjański biskup opowiedział z przejmującymi i dramatycznymi szczegółami, historię okrutnego morderstwa Arseniusza.

– Oto ręka zamordowanego – zakończył pokazując i otwierając sławne pudełko. Okrzyk dobrze udawanego przerażenia wydobył się z gardeł arian.

– Czy któryś z was znał Arseniusza? – spytał Atanazy spokojnie. Kilku obecnych wstało. – W takim razie zobaczcie mojego świadka – powiedział patriarcha, wskazując na księdza stojącego blisko drzwi.

Przyprowadzono mężczyznę, którego twarz i postać spowijał długi płaszcz, który Atanazy powoli odsunął. Oto Arseniusz we własnej osobie stał przed nimi!

– Oto jedna ręka – kontynuował Patriarcha, odsłaniając ją – a oto druga. Myślę, że żadnemu człowiekowi Bóg nie dał więcej. Może ci, którzy utrzymują, że ta martwa dłoń należy do Arseniusza, mogą wskazać nam gdzie była umieszczona.

Nastąpił moment ogólnego zamieszania, w tym czasie melicjanin, który tak barwnie opowiedział historię morderstwa Arseniusza, doszedł do wniosku, że rozsądek jest lepszy od męstwa i pospiesznie zniknął ze zgromadzenia. Jednak arianie nigdy nie tracili głowy. To magia, mówili, dokonana przez Atanazego sprawiła, że martwy człowiek pojawił się wśród nich.

Nie było sensu kontynuować dyskusji przy tak uporczywej niesprawiedliwości. Atanazy, czym prędzej opuścił synod i wyruszył do Konstantynopola by pojawić się – surowy i oskarżycielski – na drodze cesarza, gdy ten wyjeżdżał z pałacu.

Konstantyn rozpoznając go próbował minąć go bez słowa, ale Atanazy stał bez ruchu.

– Pan rozsądzi między nami – powiedział poważnie – jeśli weźmiesz stronę moich wrogów przeciw mnie.

Cesarz zatrzymał się.

– Czego chcesz? – zapytał.

– Pozwól mi poddać się pod sąd prawomocnego synodu, lub pozwól mi spotkać się z moimi wrogami twarzą w twarz w twojej obecności – powiedział Atanazy.

– Tak się stanie – odpowiedział Konstantyn.

Arianie w międzyczasie obwołali Atanazego winnym wszystkich stawianych mu zarzutów i zdjęli go ze stanowiska. Gratulowali sobie sukcesu swojego przedsięwzięcia, gdy otrzymali niepokojący list od cesarza, który oskarżał ich o ukrywanie prawdy i nakazał im natychmiastowe przybycie do Konstantynopola. Wielu z nich, przejętych strachem, powróciło do domów, pozostali, śmielsi, pod wodzą Euzebiusza i Teognisa z Nicei, wyruszyli do cesarskiego miasta. Po drodze układali nowy plan. Gdy przybyli, zamiast przedstawić stare oskarżenia, oskarżyli Atanazego o opóźnianie wypłynięcia statków z ziarnem z Aleksandrii do Konstantynopola, co miało wywołać głód. Konstantyn był bardzo wrażliwy na punkcie dobrobytu swojego nowego miasta i niedawno skazał przyjaciela na śmierć za taki czyn. Cesarz zwrócił się do Atanazego z wściekłością.

– Jak mógłbym ja, biedny człowiek i biskup, zrobić coś takiego? – spytał patriarcha.

– Jesteś wystarczająco bogaty i masz wystarczająco dużą władzę, by zrobić wszystko, co tylko chcesz – odciął się gorzko Euzebiusz.

Konstantyn postanowił podtrzymać decyzję synodu. Atanazy zasłużył na śmierć, ale cesarz okaże mu litość. Wygnał go do Trewiru w Galii – arianie triumfowali.

W Aleksandrii i w całym Egipcie nastała żałoba i rozpacz, gdy nadeszła ta wieść. Apelowano o sprawiedliwość, ale na próżno. Nawet św. Antoni, który napisał do Konstantyna, nie mógł przekonać go do zmiany zdania. Tylko jednej rzeczy cesarz nie chciał zrobić, mimo usilnych perswazji arian – nie wybrał następcy nieobecnego patriarchy. Atanazy w zasadzie nadal rządził diecezją ze swojego dalekiego wygnania, pisząc nieustannie do biskupów i kleru, przypominając im, że mają bronić wiary i że droga ku pocieszeniu wiedzie przez utrapienia.

Euzebiusz tymczasem, próbował zmusić Aleksandra, starego biskupa Konstantynopola, by dopuścił Ariusza do wspólnoty. Mimo swoich dziewięćdziesięciu lat, Aleksander twardo odmawiał i ani groźby, ani prośby nie mogły zmienić jego stanowiska. Euzebiusz w końcu nakłonił cesarza, by wyznaczył datę, kiedy Aleksander ma przyjąć heretyka albo zostać zdjęty ze stanowiska.

Biskup błagał Niebiosa. Zarządził siedmiodniowy post w swojej diecezji, podczas którego wierni mieli się modlić, by Bóg zapobiegł takiemu świętokradztwu. W wigilię wyznaczonego dnia, stary dostojnik, usłyszawszy, że Ariusz przybył do miasta, położył się krzyżem przed ołtarzem. „Panie – modlił się – jeśli Ariusz musi zostać przyjęty jutro do wspólnoty w tym kościele, zabierz mnie, błagam, z tego świata. Ale jeśli masz litość nad swoim Kościołem, nie znieś, proszę Cię, takiej obrazy”.

W tym momencie Ariusz był triumfalnie eskortowany przez swoich zwolenników wokół miasta. Nagle herezjarcha zbladł i zatrząsł się.

– Nie czuję się dobrze – powiedział – powrócę do was później.

Czas mijał, a Ariusz nie powracał. W końcu poszli go szukać. Znaleźli jego martwe ciało, na jego widok nawet oni zbledli. Ariusz został zabrany przez nagłą i przerażającą śmierć.

Los herezjarchy wywarł wielkie wrażenie na cesarzu, który sam był już u progu śmierci. Podczas choroby prześladowała go myśl o Atanazym. Najstarszy syn cesarza, Konstantyn II, który był na dworze w Trewirze, był wiernym przyjacielem wygnanego biskupa, więc umierający cesarz wysłał mu tajną wiadomość, by przywrócił Atanazego na stanowisko. Następnie otrzymał chrzest z rąk Euzebiusza z Nikomedii i zmarł kilka dni później.

Imperium Konstantyna zostało podzielone między jego trzech synów Konstantyna, Konstansa i Konstancjusza. Dwaj pierwsi, oddani przyjaciele Atanazego, umrą w ciągu dwunastu lat od śmierci ojca. Konstancjusz, który odziedziczył wszystkie słabości i żadnej z zalet Konstantyna Wielkiego, a ponadto był narzędziem arian i zagorzałym wrogiem Atanazego, zostanie władcą imperium.

Jednym z pierwszych działań Konstantyna II było sprowadzenie Atanazego z powrotem do Aleksandrii. Był tam nieobecny przez ponad dwa lata, uroczystości towarzyszące jego powrotowi były wspaniałe, a radość ogromna. Jednak nie miało to trwać długo, gdyż Egipt i Wschód były częścią imperium przeznaczoną dla Konstancjusza, który był całkowicie pod wpływem Euzebiusza.

Euzebiusz długo pożądał biskupstwa w Konstantynopolu, w związku z tym, z pomocą cesarza, usunął prawowitego biskupa i ustanowił siebie na jego miejsce. Sądził, że nikt nie może mu zagrozić, gdy na scenie pojawił się Atanazy, twardy i nieustraszony jak zawsze, by zburzyć wszystkie jego plany. Obaj, Konstantyn i Konstans, byli przyjaciółmi Atanazego, a Konstancjusz był zbyt słaby, by się im przeciwstawić. Euzebiusz zdecydował się na śmiały krok – odwoła się do papieża, natychmiast zaczął układać list, który był arcydziełem oszustwa.

„Atanazy został zdjęty ze stanowiska przez synod – pisał – jego powrót jest, w związku z tym, bezprawny”. Dalej następowało wyliczenie wszystkich zarzutów postawionych patriarsze na synodzie. „Atrament nie plami duszy” – zauważył Euzebiusz lekko, gdy kolejne kłamstwa przybierały realny kształt na papierze.

List został wysłany do Rzymu przez trzech zaufanych przyjaciół, jednak papież Juliusz nie dał się tak łatwo oszukać. Wiedział o sprawie więcej niż spodziewali się arianie – tak wiele, że przywódca wysłanników wyjechał nagle w środku nocy, bojąc się tego, co może wyjść na światło dzienne rano. Dwóch pozostałych, tracąc zupełnie głowy, zgodziło się spotkać się z Atanazym na synodzie, któremu miał przewodzić sam papież.

Euzebiusz wściekł się, gdy usłyszał o tych planach. Pojawienie się na Zachodzie, bez wsparcia cesarza, postawienie Atanazemu w obecności papieża, zarzutów, o których wiedział, że są fałszywe, było planem, który ani trochę mu nie odpowiadał. Biorąc sprawy w swoje ręce wezwał na synod swoich przyjaciół i wybrał arianina zwanego Grzegorzem na miejsce Atanazego.

Nawet gdyby patriarcha został usunięty zgodnie z prawem, biskupi egipscy sami mogli wybrać jego następcę, ale Euzebiusz i jego zwolennicy już od dawna przestali się troszczyć o prawo i sprawiedliwość. Teodor, zarządca Egiptu, był dobrym katolikiem i przyjacielem Atanazego. W związku z tym został usunięty, a na jego miejsce powołano apostatę Filagriusza, znanego ze swojej brutalności i okrucieństwa. Pierwszą rzeczą jaką zrobił było opublikowanie edyktu, w którym mianował Grzegorza nowym patriarchą Aleksandrii i nakazywał traktować Atanazego jako wroga. Z uzbrojonymi oddziałami przejął władzę nad miejskimi kościołami, podczas gdy Grzegorz pod silną eskortą żołnierzy dokonał wjazdu do miasta. Wszyscy, którzy stawiali opór zostali wtrąceni do więzienia, wychłostani lub zamordowani.

By zapobiec dalszemu rozlewowi krwi, Atanazy opuścił Aleksandrię i wyruszył do Rzymu. Pierwszą nowiną, jaką usłyszał, gdy przybył do Italii, była wiadomość o śmierci jego przyjaciela i protektora Konstantyna II.

cdn.

Frances Alice Forbes

Powyższy tekst jest fragmentem książki Frances Alice Forbes Św. Atanazy. Strażnik wiary.