Rozdział siódmy. Walka z pokusą

Mama poszła z Ulą do krawcowej. Ula potrzebuje bowiem nowego płaszcza. Stary zrobił się tak krótki, że ręce i nogi śmiesznie z niego wystają. I co dzień odrywa się jakiś guzik, taki jest ciasny.

– Niedługo nie będę mogła oddychać i uduszę się – śmieje się Ula.

Mama kupiła wreszcie nowy materiał. Najpierw trzeba było zaoszczędzić trochę pieniędzy, dlatego trwało to tak długo.

– Piotrze, uważaj na ogień, żeby nie wypadł, i odrabiaj swoje lekcje! – mówi mama. – Wrócimy niedługo.

W mieszkaniu panuje cisza. Tylko ogień huczy i bulgoce gotująca się w garnku woda. Piotrek kończy odrabianie. Stawia uważnie literę za literą. Potem chodzi po pokoju. Patrzy na maleńki żłóbek z figurką Pana Jezusa. Obok stoi pudełko ze źdźbłami siana.

Mama postawiła je i poradziła dzieciom, żeby po każdym dobrym uczynku przekładali jedno źdźbło z pudełka do żłóbka, a po złym – z powrotem do pudełka. Piotrkowi i Uli bardzo spodobał się ten pomysł. Chcą, by Pan Jezus miał do Bożego Narodzenia pełen żłóbek siana, by mógł ciepło i wygodnie spoczywać. Dlatego co dzień pomagają mamie i dobrze odrabiają lekcje.

Wczoraj po południu mama upiekła piękne ciasto. Oboje chętnie jej pomagali. Gorliwie wycinali z ciasta serca, gwiazdy i małe zwierzęta. Tata zaś przy pomocy noża wyrzeźbił z ciasta wielkiego świętego Mikołaja.

To była zabawa!

A potem jak pachniała kuchnia!

Mama dała obojgu po pełnej garści ciastek. Ula nic nie powiedziała, ale Piotrek widział, jak nic nie jedząc wsypała je do wielkiej torby, w której przechowuje wszystkie słodycze aż do Bożego Narodzenia.

Piotrek spróbowałby chętnie, choćby tylko kilku… Ale nie chce być gorszy od Uli… „Kochany Jezu – myślał – dla Ciebie potrafię wytrzymać, to jasne!”

I szybko schował swoje ciastka.

Wieczorem oboje położyli Dzieciątku Jezus po źdźble siana do żłóbka.

Teraz ma wielką ochotę zjeść choć parę sztuk. Ale trochę mu wstyd, że Ula zbierze więcej.

Wtem przychodzi mu do głowy myśl: „Mama przecież postawiła duże pudło z ciastkami na najwyższej półce w spiżarni”.

Klucz do spiżarni leży na szafie w kuchni. „Jeśli wezmę krzesło, to dosięgnę – myśli Piotrek. – A mama nie zauważy nawet, jeśli wezmę kilka sztuk”.

„Ale to jest łakomstwo…!” Czy ktoś powiedział to głośno? Czy też był to tylko delikatny, cichy głos w głębi serca, który wie zawsze, czego nie wolno robić… i który czasem staje się tak donośny, że aż w uszach dźwięczy: „Piotrze, nie rób tego!”.

Lecz oto odzywa się inny głos: „Ciastka są takie dobre… tylko parę, przecież to nic wielkiego…”. Kto to tak mówi do Piotrka?

Chłopiec bierze krzesło. Nie można na nim stanąć w butach, bo mama zauważy. Więc bierze gazetę i rozkłada ją na krześle.

Tam u góry jest klucz…

Już trzyma go w ręku.

Co to tak trzeszczy? Ach, to tylko krzesło pod nim. Piotrek przestraszył się. Jednak wkłada klucz do dziurki. Drzwi otwierają się. Tam wysoko… stoi pudło przykryte papierem pergaminowym. Cała spiżarnia pachnie ciastkami.

Już przysunął krzesło do półki. Jakie ciężkie jest pudło! Piotrek zdejmuje papier… Tam leżą… brązowe, chrupiące, smaczne… Kilka znalazło się w jego ręku…

„Mama nie chce, byśmy je brali” – mówi głos, dobry głos… I Pan Jezus także nie chce. Co Mu obiecałeś poprzedniej niedzieli, Piotrze?

„Nie będę łakomym”.

Teraz zdaje mu się znów, że ten głos stał się bardzo wyraźny, prawie krzyczy w nim: Piotrze, przecież przygotowujesz się do Komunii Świętej! Piotrek kładzie szybko ciastka z powrotem, zakrywa je znów papierem i stawia pudło na swoim miejscu. Żadnego ciastka nie ugryzł, ani kruszynki. Choć jedno jest trochę oślinione. To są ślady walki i zwycięstwa Piotrka. Potem zamyka spiżarnię i pośpiesznie kładzie klucz na szafie.

Na parapecie okna stoi żłóbek, obok pudełko z sianem.

„Nie możesz marznąć, Jezu – myśli Piotrek. – Dla Ciebie nie byłem łakomy. Teraz dostaniesz trochę sianka”.

Otwierają się drzwi. To mama i Ula. Wnoszą z sobą zimno. Ula ma całe policzki czerwone. Rozciera ręce tak mocno, aż palce skrzypią.

– Jesteśmy już z powrotem – mówi mama. – O, ogień jeszcze się pali, dobrze. Zaraz zrobimy kawę.

Jak wspaniale smakuje Piotrkowi kromka chleba! Słodka prawie jak ciasto! A on wewnątrz jest rozradowany.

– Idźcie jeszcze trochę się pobawić – pozwala mama.

Na podwórzu są Maciek i Irka. Ula zabrała ze sobą swą wielką piłkę, która jest bardzo piękna, ma kolorowe cętki i odbija się od ziemi aż do gałęzi.

– Ojej, ale ona wysoko skacze! – podziwia Maciek. – Będziemy się bawić w myśliwego? Uważajcie, ja rysuję prostokąt, to będzie pole, wy musicie biegać po nim, bo jesteście zającami. A ja jestem myśliwym i zechcę w was trafić. Ulu, daj piłkę!

Ula stoi i ociąga się. Tej piłki nie dała jeszcze nigdy innym dzieciom. Maciek jest taki dziki, może ją zepsuć i nie będzie już się odbijała…

– Tej Ula nam nie da – mówi Piotrek. – Zetrzyj z powrotem linię boiska!

Z Ulą jednak coś się stało. Nagle mówi całkiem po przyjacielsku:

– Proszę, bierz ją… – i sama biegnie na boisko.

Piotrek aż otworzył usta ze zdziwienia. Patrzcie, coś takiego! Nawet jemu, swemu bratu nie dała nigdy tej piłki do rąk. A teraz…

Ale nie ma czasu na długie myślenie.

– Uciekaj, bo cię trafię! – krzyczy Maciek-myśliwy.

Potem, gdy skończyli i Maciek odszedł do domu, Ula pozwoliła Irce pobawić się piłką pod ścianą. Nie powiedziała nic nawet wówczas, gdy piłka wpadła w kałużę. Umyły ją i wytarły fartuchem.

Czy Dzieciątko Jezus nie cieszy się z tego?

Erika Goesker

Powyższy tekst jest fragmentem książki Eriki Goesker Przygody Piotrka i Uli, czyli jak przygotować się do I Komunii Świętej.