Rozdział siódmy. Przygotowanie do pracy i zabawy w dorosłym życiu

W poprzednim rozdziale rozważaliśmy chrześcijański wymiar pracy. Zobaczyliśmy, że w praktyce oznacza on, że każdy z nas może na swój sposób pracować z Chrystusem przy Jego czterowymiarowym dziele – tworząc, panując, ucząc i przybliżając ludzi do Boga. Możemy pracować dla Chrystusa służąc Mu przez zaspokajanie wzajemnych potrzeb, a jeśli służba ta, nieważne jak znaczna, wypływa ze szczerej chęci pomocy, przyczyniamy się wówczas do budowy Królestwa Bożego, zarówno przez nasze dobre uczynki, jak przez niezależne owoce naszej pracy. Jak zatem najlepiej przekazać dzieciom takie spojrzenie na pracę, by same w swym życiu nim się kierowały?

Po pierwsze, dzieci powinny powoli poznawać i pojmować ogromne znaczenie sakramentu bierzmowania. Kiedy są jeszcze małe, można poprosić miejscowego kapłana, by pokazał nam jak i gdzie przechowuje się oleje święte w naszym kościele, i by wyjaśnił, do czego każdy z nich służy. Dzieci zostały już kiedyś namaszczone olejem katechumenów i Krzyżmem świętym podczas chrztu. Nawet naszym najmłodszym możemy wyjaśnić powód tych obrzędów – dlaczego używa się olejów, dlaczego do Krzyżma dodaje się wonnych olejków, itd. Dzieci zetknęły się już z przeróżnymi zastosowaniami olejów w codziennym życiu, nie powinno zatem stanowić trudności przekazanie im znaczenia sakramentalnych namaszczeń.

Można także wykorzystać obrzęd błogosławienia olejów świętych w Wielki Czwartek i przybliżyć dzieciom modlitwy przy poświęceniu Krzyżma (i innych olejów), a gdy tylko nadarzy się sposobność, wziąć udział w Mszy świętej biskupiej w diecezjalnej katedrze.

Powinniśmy zrobić wszystko, co konieczne, by dopełnić przygotowania naszych dzieci do przyjęcia sakramentu bierzmowania – zwrócić uwagę na duchową godność, odpowiedzialność i dojrzałość, jakie za sobą pociąga. Możemy także ukazać jego dynamiczny charakter, jako że daje im możliwość i prawo do czynienia wyjątkowych rzeczy dla Chrystusa.

Najlepiej zacząć od pokazania im, że ten święty sakrament „przenika ich mocą kapłańskiego, prorockiego i królewskiego urzędu Chrystusowego… odziawszy ich w szaty tego szczególnego urzędu” (poświęcenie Krzyżma świętego), tak by mogły mieć udział w apostolstwie świeckich oraz panowaniu i nauczaniu naszego Pana, Jezusa Chrystusa.

Następnie przejdźmy do powiązań między ich codzienną pracą, obowiązkami względem siebie, uczestnictwem w Mszy świętej, a darami, jakie otrzymują podczas bierzmowania. Warto także wspólnie przeczytać liturgię Mszy świętej i przedstawić im dary Ducha Świętego jako wyjątkowe narzędzia, które pomogą im w życiu i pracy dorosłych chrześcijan, w Chrystusie, z Chrystusem i dla Chrystusa.

Każdą rocznicę bierzmowania możemy wykorzystać, by pogłębić lekcję, jaką dał im ten wielki dzień, by rozważyć ją względem wszystkich nowych doświadczeń i obowiązków, jakie przyniósł im miniony rok. Skupmy się zwłaszcza na związku sakramentu z ich codzienną pracą, nauką, przygotowaniem do dorosłego życia, a w miarę jak będą dorastać, z ich wyobrażeniami o swym powołaniu.

Weźmy Janka, lat czternaście – czy stara się używać daru rady? Gdy nie wie, co zrobić w danej sytuacji, czy wznosi swe myśli i serce, by prosić o pomoc Ducha Świętego? Czy odwołuje się do mądrości swych rodziców albo przyjaciół jak poradzić sobie w takiej sytuacji, później zaś prosi Ducha Świętego, by pozwolił mu następnym razem lepiej czerpać z daru rady? Czy pilnie uważa na lekcjach religii, by jak najpełniej współdziałać z Duchem Świętym i Jego darami mądrości, rozumu i umiejętności, by potem Duch Miłości mógł posługiwać się nim i jego ustami głosić chwałę dzieł Bożych?

Rocznica bierzmowania może dla każdego dziecka stanowić osobiste rozliczenie się z korzystania z łask płynących z tego sakramentu, natomiast nowenna przed Zesłaniem Ducha Świętego i samo święto może być okazją dla całej rodziny, by rozważyć wartość sakramentu bierzmowania i jego cudownych owoców dla naszego życia.

Naturalnie nic z tego nie spłynie na nasze dzieci, jeśli sami nie będziemy dawać im przykładu własnym życiem i pracą, jeśli nie będziemy działać z Chrystusem i dla Chrystusa we wszystkim, co robimy, czerpiąc z Jego kapłańskiego, prorockiego i królewskiego urzędu.

Co się tyczy nas, matek, dobrze wiemy, jak powinna wyglądać nasza codzienna praca; kłopot w tym, by tę wizję wprowadzić w życie. Bowiem w naszym życiu rodzinnym, w pracach domowych, w tym, co robimy dla naszej wspólnoty parafialnej i lokalnej społeczności, jako kobiety zazwyczaj zajmujemy się zaspokajaniem podstawowych ludzkich potrzeb, służąc ludziom, których znamy i kochamy.

Wyraźnie widać, że nasz dzień składa się z czterech wymiarów pracy wspólnych całej ludzkości, czterech wymiarów dzieła Chrystusa. Przez pracę w domu mamy udział w Jego dziele tworzenia; odpowiadając na nieskończone pytania dzieci naśladujemy Go jako Proroka i Nauczyciela, a jako Władcę kiedy dyscyplinujemy je i kształcimy. Łatwo dostrzeżemy też Chrystusa w Jego członkach – służąc naszym mężom, dzieciom i bliźnim. Pracujemy na chwałę Jego Królestwa trwając u boku naszych mężów, pomagając przy wychowaniu Jego przyszłych współpracowników, naszych dzieci.

Jedyna trudność polega na tym, by faktycznie wykonywać nasze codzienne obowiązki w duchu, jakiego wymaga takie postrzeganie naszej pracy. Jeśli jednak zastanowimy się głębiej nad sensem naszych zajęć i pomodlimy się do Najświętszej Maryi Panny i św. Józefa, na pewno łatwiej nam będzie świecić dzieciom przykładem prawdziwego chrześcijanina.

W miarę, jak dzieci dorastają, czerpiąc od nas ideały pracy chrześcijańskiej, możemy naprawiać nieuchronne błędy naszego postępowania przez uświadamianie im naszych słabości, ułomności fizycznych, braku przygotowania, jak również naszej niemocy i skłonności do grzechu, które przeszkadzają nam w osiągnięciu ideału.

Zadanie ojca w tej kwestii jest dużo trudniejsze i pod wieloma względami ważniejsze. Bowiem jeśli żywiciel rodziny robi co w jego mocy, by z pomocą Boga, w godny sposób zarobić na chleb, wówczas dzieci od razu widzą, że życie w duchu chrześcijańskim w prawdziwym świecie jest możliwe, że wysiłki, by odrodzić wszystko w Chrystusie mają sens, że głównym sposobem na wywiązanie się ze swego zadania może i powinna być nasza praca. Jeśli jednak ojciec nie postrzega tak swej pracy wówczas trudno jest mamie poczuć, że będąc jego „pomocnikiem” przysługuje się Chrystusowi; tym trudniej będzie pokazać dzieciom, jak zwykły człowiek może być współpracownikiem Chrystusa w zwyczajnym życiu i codziennej pracy.

Z jednej strony zadanie ojca polegać ma zatem na analizowaniu swej pracy pod względem chrześcijańskich zasad, rozważaniu, jak jeszcze pełniej wcielać je w życie i jak, bez względu na rozmach, pracować na rzecz zmian w swej profesji, które umożliwiłyby wszystkim pracę w duchu chrześcijańskim.

Najlepiej byłoby zacząć od spotkania z osobami o podobnych poglądach wewnątrz swojej społeczności i omówienia problemów, jakie pojawiają się w pracy przy zetknięciu z przekonaniami chrześcijańskimi (1).

Kolejną i najważniejszą drogą do wpojenia naszym dzieciom chrześcijańskiego wymiaru pracy są nasze nawyki przy robieniu zakupów i zamawianiu usług. W dzisiejszych czasach jest oczywiście niemożliwe, by idealnie przestrzegać chrześcijańskich zasad, ale możemy przynajmniej starać się, by dostępnymi nam środkami, czasem i energią, wyróżniać produkty, które są efektem pracy według chrześcijańskich standardów, a nie norm krańcowo różnych. Wielu z nas jest już świadoma swej powinności, by nie korzystać z usług firm i sklepów, które, o ile nam wiadomo, pozwalają na złe warunki pracy, niskie płace itp., a w przyszłości powinniśmy bardziej zainteresować się tymi kwestiami.

Ważne jest także, by brać pod uwagę fakt potwierdzony przez osoby z doświadczeniem w branży handlowej, mianowicie, że prawie każda „promocja” oznacza dla kogoś stratę – mniejszą zapłatę dla pracownika, pośrednika czy producenta; pokrycie różnicy w cenie przez innego klienta, na innej rzeczy – lub wbrew temu, co zostało napisane, oferowana cena wcale nie jest promocyjna. Powinniśmy uważniej przyglądać się sprzedawcom typu: „Policzę pani po cenach hurtowych” albo: „Mogę pani zaoferować rabat”, by zdać sobie sprawę, co tak naprawdę dzieje się z ceną produktu zanim trafi od producenta do naszych rąk (2).

Moglibyśmy spędzić chociaż porównywalnie tyle czasu, co na polowaniu na okazję, by dowiedzieć się, gdzie możemy kupić dobre towary, wyprodukowane z myślą o rzetelnym zaspokojeniu potrzeb bliźnich. Powinniśmy wybierać te sklepy, którym w naszym mniemaniu naprawdę zależy na satysfakcji klienta, a nie tylko na dobrej prasie, a unikać tych, które ostentacyjnie folgują grzesznym skłonnościom sprzedając wulgarne czasopisma i komiksy, i tych, które koncentrują się na zwalczaniu konkurencji, by zwiększyć własne zyski. Ta zasada ma zastosowanie także w innych dziedzinach życia – przy wyborze lekarza, prawnika, księgowego czy jakichkolwiek inwestycji itd.

Takie podejście może z pozoru być zabójcze dla finansów przeciętnej rodziny, jednak w większości przypadków okazuje się na dłuższą metę korzystne, chociażby dlatego, że lojalność wobec sklepów nastawionych jedynie na zysk powoduje z czasem wzrost cen i spadek wartości naszych pieniędzy.

Polecana wyżej zasada dokonywania poważniejszych zakupów jest zdecydowanie bliższa chrześcijańskiej koncepcji pracy (tym samym sprawiedliwości i miłosierdziu), niż zasada nabywania towarów najtaniej jak to możliwe, z korzyścią dla naszej rodziny (lub społeczności), za to kosztem innych. Kupowanie w duchu chrześcijańskim nie kłóci się również z ideą ubóstwa, oznacza bowiem posiadanie mniejszej ilości bardziej wartościowych rzeczy, niż gdybyśmy zawsze mieli kupować wszystko, co najtańsze i łatwe do zdobycia (3).

Musimy zatem wpoić naszym dzieciom chrześcijański ideał pracy w połączeniu z sakramentem bierzmowania (i naturalnie uczestniczeniem w Mszy świętej) oraz dawać im przykład jako osoby pracujące i korzystające z pracy innych. Ponadto, wychowanie naszych dzieci ma zawierać przygotowanie do wszystkich czterech wymiarów pracy, by jako chrześcijanie wykonywali ją pełnią swych umiejętności, dla Chrystusa obecnego w ich bliźnich.

Każde życie, powołanie, każda profesja i zajęcie wymagają umiejętności we wszystkich czterech aspektach pracy, z przewagą jednego czy dwóch. Każdy musi wiedzieć jak stworzyć szereg rzeczy, jak dzielić się z innymi prawdą, jak korzystać ze swej władzy. A każdy chrześcijanin musi posiadać podstawowe umiejętności potrzebne w apostolstwie świeckim, zwłaszcza jak brać pełny i czynny udział w Mszy świętej (również i w tym, co następuje po „Ite Missa est”), jako modlić się ze swym Kościołem, jak przez całe życie wzrastać w Chrystusie przez udział w liturgii.

Jesteśmy winni naszym dzieciom choćby podstawy tworzenia, umiejętność głoszenia słowa i mądrość, jakie słowa głosić, właściwe posługiwanie się swą władzą i postępowanie godne członków królewskiego kapłaństwa Kościoła. Jeśli im tego nie zapewnimy, nasze dzieci będą gorzej uposażone, by dokonać właściwego wyboru co do swej przyszłości, nie znając swych mocnych stron. Na zawsze pozostaną gorsi, gdyż nie podejmą swego powołania jako kompletni, pełnoprawni współpracownicy Chrystusa.

Weźmy na przykład matkę lub ojca, którzy przed ślubem nie odebrali elementarnego przygotowania związanego z utrzymaniem domu i rodziny, a używać swego autorytetu nauczyli się dopiero gdy stało się to nieuchronną koniecznością przy wychowywaniu małych dzieci.

Czego będzie wymagało takie czterowymiarowe przygotowanie od naszego życia rodzinnego? Po pierwsze, nie pozostawiajmy edukacji religijnej naszych dzieci wyłącznie w rękach „siostry”, ale dopilnujmy tego, czego siostra nie jest w stanie zrobić – by nasze dzieci świadomie brały udział w Mszy świętej, modliły się według tradycyjnych formuł jak i własnymi słowami, zrozumiały prawdę o Bogu na tyle, by mogły dzielić się nią z innymi.

Można dawać dzieciom szansę, by „nadzorowały” czynności, by wykorzystywały władzę nad innymi przy pracach domowych lub rodzinnych przedsięwzięciach, by w ten sposób nauczyły się co ma na celu władza – dobrze wykonaną pracę i dobro pracowników – i by przez kluczowe lata kształtujące charakter świadomie przygotowały się do korzystania z niej.

Należy również zastanowić się, jak przygotować dzieci do komunikowania się z innymi – poprzez mówienie, pisanie, sztukę, taniec, jak również przez zdobywanie wiedzy i mądrości potrzebnych by to, co pragniemy przekazać, stanowiło wartość.

Musimy dopilnować, by dzieci wykształciły umiejętności tworzenia, niezbędne w codziennym życiu – gotowanie, sprzątanie, pranie, reperowanie, zajmowanie się zwierzętami itd. I by robiły to tak dokładnie i sumiennie, jak tylko możliwe, nie dla własnej korzyści czy samodoskonalenia, ale dla dobra innych ludzi, dla Chrystusa.

Na pierwszy rzut oka, założenia te mogą wydawać się niemożliwe do zrealizowania, ale jeśli zastanowimy się, co w praktyce będą oznaczać, zobaczymy, że tak kompletne przygotowanie do życia i pracy chrześcijanina pomoże rozwiązać wiele innych poważnych kwestii życia rodzinnego, być może właśnie tych, które z początku wykluczają powodzenie tak złożonego planu.

Jeśli uda nam się nauczyć dzieci, by przyjmowały odpowiedzialność w życiu rodzinnym, unikniemy wielu kłótni i zrzucimy z barków ogromny ciężar (przynajmniej odrobinę) pełni odpowiedzialności. Jeśli uda nam się nauczyć dzieci dobrze wykonywać proste prace domowe, oszczędzimy trochę własnych sił, nie będąc zmuszonym robić wszystkiego samemu. A jeśli sami nauczymy dzieci podstawowych umiejętności tworzenia i komunikacji, zniknie także kwestia rodzinnego odpoczynku i wykształcania w dzieciach nawyków dobrej rozrywki.

Czytanie, które pielęgnuje mądrość i umiłowanie prawdy, wyobraźnia, znajomość i płynność posługiwania się językami, rysunek, malarstwo, garncarstwo czy rzeźba, śpiew, taniec, pisarstwo, aktorstwo, stolarstwo, ogrodnictwo – wszystkie te umiejętności służą zarówno pracy jak zabawie, w zależności od ich celu i sposobu, w jaki są wykonywane. Nie możemy oczywiście sami nauczyć naszych dzieci biegłości w każdym z tych kunsztów, ale możemy przynajmniej pozwolić im pracować z nami, nie tylko przy zamiataniu, odkurzaniu i sprzątaniu, ale przy niezbędnych naprawach, uprawianiu ogródka czy jakimkolwiek innym zajęciu, które ich zainteresuje.

Możemy przypomnieć sobie z dzieciństwa umiejętności, które być może dziś zatraciliśmy (takiej jak np. śpiew czy malowanie), by dzieci mogły nabyć podstawowe umiejętności z zakresu komunikacji artystycznej, dojrzałej zabawy i jednocześnie bawiły się razem z nami (ucząc się przy okazji, jak bawić się bez nas).

Problem tkwi w tym, że większość z nas boryka się z własnymi, głęboko zakorzenionymi nawykami, rozpraszając swą uwagę, mniej lub bardziej, biernymi formami rozrywki, a nie prawdziwym wypoczynkiem. Praca i zabawa są równe przed obliczem Boskiej Mądrości: „Ja byłam przy Nim mistrzynią, rozkoszą Jego dzień po dniu, cały czas igrając przed Nim” (Prz 8, 30). Ale dla ludzi, praca różni się od zabawy tym, że posiada nadrzędny cel (służy potrzebom naszym lub innych, buduje Królestwo Boże, daje nam utrzymanie, satysfakcję z dobrze wykonanego zadania), podczas gdy zabawa jest przyjemnością samą w sobie, bez żadnych jasnych, świadomych podtekstów. Dla nas, upadłych dzieci Adama, praca oznacza ciężką harówkę (celowy wysiłek wykraczający daleko poza granice pasji bądź przyjemności), w przeciwieństwie do zabawy.

Zabawa lub odpoczynek nie powinny wszakże być bierne, podobnie jak praca. Jesteśmy stworzeni na obraz Boga, który jest czystym aktem. Jesteśmy stworzeni, by działać; reszta jest konieczna z powodu słabości naszej cielesnej natury. Odpoczynek i zabawa powinny zatem cudownie angażować nasze moce, zwłaszcza te, które nie biorą udziału w codziennej pracy (4).

Wydawałoby się, że im forma rozrywki czy odpoczynku jest bardziej bierna, tym mniejsze ma prawo do miejsca w naszym życiu. Większość „dobrych” lub „nieszkodliwych” programów telewizyjnych, audycji radiowych, opowieści kryminalnych, filmów itd., przynosi ukojenie, uciechę i rozrywkę dla inwalidów, obłożnie chorych, staruszków, bądź tych, którzy są tak wykończeni nieludzką pracą lub obciążeni stresami współczesnego życia, że nie mają już sił na prawdziwy odpoczynek.

To kolejna trudność związana z jakąkolwiek zabawą w gronie rodzinnym – większość z nas uważa, że należy do tej ostatniej grupy. Upewnijmy się jednak, czy nie istnieje sposób, by nabrać więcej energii (np. dwa czy trzy razy w tygodniu kłaść się wcześniej spać) zanim zupełnie zrezygnujemy z zabawy z naszymi dziećmi.

Poważniejszym zarzutem jest to, że większość z nas cierpi na jeden z przejawów snobizmu typu: „Nigdy nie potrafiłem narysować prostej linii… Nic nie potrafię zaśpiewać…”, który traktujemy, jak nam to zostało wpojone, jako wystarczającą wymówkę, by nie posiadać podstawowych umiejętności właściwych ludziom. Największy problem tkwi jednak w przyzwyczajeniach i toku myślenia całego współczesnego społeczeństwa, które z biegiem lat nacierać będzie na nasze dzieci z coraz większą siłą.

Każdy z nas umie coś stworzyć, począwszy od naturalnych talentów, przez nasze zainteresowania dziś. Możemy postarać się, by zainteresowania dzieci wymagały od nich coraz to nowych i lepszych umiejętności. Idealnie byłoby połączyć rodzinną pracę, zabawę i naukę podczas codziennej liturgii, by w ten sposób wzrastać w mądrość, lata i łaski. Obchodzenie święta lub postu przez szczególną pracę w domu, specjalne pieśni, modlitwy, odgrywanie scenki nawiązującej do danej okazji itd. sprawia, że nasze życie rodzinne i wychowanie naszych dzieci są spójne i głęboko chrześcijańskie.

Zbyt wielu z nas nie potrafi sobie wyobrazić ani siebie ani własnych dzieci (zwłaszcza nastolatków) zdolnymi i chętnymi do życia według takich założeń. Możemy jednak wszyscy zacząć od punktu, w którym jesteśmy i od bieżących zainteresowań naszych dzieci i sprawić, by nasz odpoczynek był naprawdę twórczy.

Istnieje jeszcze jeden ogromnie ważny skutek właściwego przygotowania dzieci do przyszłej pracy i zabawy, tak bardzo niezbędny w przyszłym życiu każdego chrześcijanina, że nie należy szczędzić sił, by go osiągnąć. A jest nim zachowanie i rozwijanie przez dzieci radości płynącej z działania, i to działania na rzecz Boga. Dzieci są oczywiście uczestnikami, a nie biernymi widzami, modlitwy, pracy i zabawy. Wiele z sił skierowanych przeciwko chrześcijaństwu ma na celu zniszczenie tej skłonności, scalenie bierności i radości, by naturalne czynności naszego ciała i umysłu wydawały się nienaturalne i nieprzyjemne, aby natura ludzka stała się podobna maszynie, a nie Bogu, który jest czystym aktem.

Jednym ze specjalnych obowiązków, które należą do nas jako do rodziców, jest zadbać, by zainteresowanie naszego dziecka czynieniem dobra było ciągle podsycane, popierane i prowadzone w dobrym kierunku; byśmy nie pozwolili mu wygasnąć z braku pomysłów, materiałów bądź warsztatu, albo by zostało wykorzenione przez nadmiar biernych przyjemności.

W ilu bowiem przypadkach pragnienie śpiewania zostało stłamszone przez nauczyciela, który kazał ci być cicho, bo miałeś głos jak wrona. Nauczycielka chciała, by jej chór „ładnie brzmiał”, przed innymi nauczycielami i rodzicami, a powinna była chcieć, by wszyscy jej uczniowie nauczyli się używać swego głosu zgodnie z wolą Bożą, na Jego chwałę i dla własnej radości. Ile dzieci odłożyło pędzel i farby, bo w mniemaniu nauczyciela i rodziców „nie miało talentu”, i tak nie otrzymało żadnej pomocy na krytycznym etapie, gdy zaczęło go obchodzić jak wyglądają jego prace i co o nich sądzą inni.

Ilu początkującym ogrodnikom lub kucharzom plany pokrzyżował brak zainteresowania, pomocy ze strony rodziców, bo łatwiej było rodzicom coś zrobić samemu niż nauczyć dzieci, jak coś zrobić. Kiedy naturalne pragnienie tworzenia pozostaje niezaspokojone, i dzieci i dorośli uciekają w bierność, lub w wandalizm (który jest formą eskapizmu), lub w coś jeszcze gorszego, a sposoby na ucieczkę można dziś znaleźć aż nazbyt łatwo.

Ponieważ odnosi się to tak do modlitwy, jak do pracy i zabawy, zachęcajmy nasze dzieci na wszelkie sposoby, jakie tylko podsunie nam wyobraźnia, i w każdej sferze, by wprowadzały „słowo w czyn”, a nie były „tylko słuchaczami oszukującymi samych siebie” (Jk 1, 22). Nie musimy się obawiać, że w ten sposób dziecko wyrośnie na aktywistę. Wręcz przeciwnie, przygotowanie do prawdziwego, celowego, umiejętnego i dobrego działania jest najlepszym wstępem do kontemplacji. To uprawianie biernej bezczynności prowadzi do bezcelowości, nerwowej nadpobudliwości. Jak mamy oczekiwać, by nasze dzieci zachwycały się Panem Bogiem, który stanowi czysty akt, skoro nie potrafią delektować się działaniem w wymiarze ludzkim, które jest piękne przez swą słuszność, zręczność i celowość czynienia dobra.

Celem naszej domowej nauki pracy i zabawy powinno być zatem, by dzieci nie tylko potrafiły rozróżniać podstawowe wymiary pracy i umiejętności życiowe, by nie tylko posiadały duchowe, emocjonalne i fizyczne umiejętności potrzebne przy prawdziwie ludzkim i chrześcijańskim wypoczynku, ale przede wszystkim, by nigdy nie zapomniały prawdy oczywistej dla wszystkich dzieci, mianowicie, że prawdziwe szczęście odnaleźć można tylko w działaniu, a nie przez „bycie zabawianym”.

Poza tym, musimy zachęcić je, by czerpały radość nie w samych czynach, ale w hojności. Dla niektórych dzieci jest to prawda oczywista; inne muszą się jej uczyć przez całe życie, przez mniej lub bardziej bolesne lekcje. Możemy jednak odrobinę pomóc łasce Bożej, dając dzieciom umiejętności, którymi będą mogły obdarowywać innych; pokazując im, jak z nich korzystać, by sprawiać przyjemność innym; traktując hojność jako coś naturalnego i pozytywnego w naszym życiu; nagradzając dziecko za hojne rozporządzanie swymi rzeczami, czasem i siłami; pokazując im, że ich hojność pozwala nam być bardziej hojnymi wobec nich.

W ten sposób będziemy tworzyć podstawy dla najważniejszej lekcji, jaką jedynie łaska Boża może dać naszym dzieciom – że największa radość płynie z ofiarowania się dla dobra innych. Jeśli nasze dzieci rozpoczną tę naukę zanim wkroczą w dorosłość, nie musimy martwić się o ich przyszłość, bowiem będą przygotowane na to, co Bóg dla nich przewidział.

Pytania sprawdzające

1. Jaki jest związek pomiędzy sakramentem bierzmowania a pracą?

2. Jak dary Ducha Świętego, zwłaszcza dar rady, pomagają nam w codziennej pracy?

3. Jak praca gospodyni wpisuje się w czterowymiarową pracę Chrystusa?

4. Podaj podstawowe obowiązki rodziców wobec rozwoju ich dzieci, jak podane przez autorkę.

5. Wyjaśnij różnicę pomiędzy aktywną i bierną rozrywką i podsumuj stosunek autorki do biernego odpoczynku.

Zagadnienia do dyskusji

1. Zastanów się nad oceną motywów i metod kupowania dóbr dokonaną przez autorkę. Czy prawdą jest, że promocja oznacza, że „kogoś się oszukuje” albo że w przeciwnym razie promocja jest tylko na papierze? Czy istnieje pole do ulepszenia naszych nawyków i motywów zakupów? Jaki wpływ na dzieci może mieć słabość ich rodziców pod względem sprawiedliwości i dobroczynności w kwestiach finansowych?

2. Wymień praktyczne sposoby aktywności dzieci (w różnych przedziałach wiekowych), które pomogą im rozwinąć chrześcijańskie poczucie odpowiedzialności. Czy da się zbytnio obciążyć dzieci, zanim są gotowe, by przyjąć taką odpowiedzialność? Lub powierzać im za mało zadań?

3. Omów praktyczne sposoby zachęcania dzieci do aktywnych form pracy i odpoczynku, które odsuną pokusę biernego oglądania telewizji i filmów. Jakie sposoby można zastosować by zachęcić je do zabaw grupowych? Czytania? Tańczenia? Grania na instrumentach? Czy byłoby możliwe, by rodziny chrześcijańskie o podobnych poglądach przyjęły taki sam plan, by ich dzieci mogły razem odpoczywać w duchu chrześcijańskim?

4. Omów sposoby podnoszenia norm dotyczących jakości rzeczy wytwarzanych i kupowanych. Co powinno się zrobić, by wzbudzić w dzieciach zainteresowanie muzyką poważną, arcydziełami malarstwa, rzeźbą i wystrojem wnętrz? Jak można przekonać domowników do zwiększenia obecności sztuki religijnej w domach?

5. Omów nacisk autorki na fakt, że chrześcijańskie życie zdominowane jest przez radość z działania i służenia innym. Gdzie tkwią źródła chrześcijańskiej radości? Jakie naturalne i nadnaturalne środki są nam dostępne, by pomóc chrześcijańskiej rodzinie osiągnąć taką radosną atmosferę?

Mary Perkins

(1) Określenie chrześcijańskich standardów dla każdego zawodu i kierunku, w jakim powinna dążyć ich odmiana, należy oczywiście do zawodowych stowarzyszeń, ekspertów i teologów moralności. A jednak katolickie szkoły zawodowe jedynie gdzieniegdzie rozpoczęły dzieło transformacji. Jednak dopóki każdy nie uzmysłowi sobie potrzeby odrodzenia wszelkiej pracy w Chrystusie, według zaleceń papieskich, dopóki nie zacznie postrzegać swej pracy w kategoriach chrześcijańskich, nie będzie dyskutować o tym, co można zmienić i próbować wcielić tych założeń w życie, eksperci nigdy nie zabiorą się do poważnych problemów, a nawet jeśli, nic by z ich działania nie wynikło.

(2) W tym kontekście, kapłani i duchowni mogliby rozważyć istotę „zniżki dla duchownych” na wydawnictwa religijne. Ponieważ oni kupują najwięcej tych pozycji zniżka oznacza, że czytelnik świecki musi przepłacić. Czy ta praktyka ma na celu popularyzację lektury duchowej wśród świeckich? Albo pomóc katolickim księgarniom, które starają się udostępnić te wydawnictwa wszystkim?

(3) Takie podejście nie oznacza oczywiście, że mamy wyróżniać pracowników, których praca, choć dobrze umotywowana, nie przynosi owoców. Pielęgnowalibyśmy w ten sposób i tak już dominujące niechlujstwo, które wypływa z przekonania, że nieważne „jak”, ważne, że „chce się dobrze” i „ofiarowuje się Bogu”. Jaka by „apostolska” praca nie była, apostoł ma chrześcijański obowiązek dążenia do doskonałości w swej codziennej pracy i życiu.

(4) Na tym polega wartość gier, zarówno dla dzieci, jak dla dorosłych. Naszym obowiązkiem jest dopilnować, by dzieci nauczyły się brać w nich udział, a nie tylko się przyglądały, by potrafiły bawić się według zasad zabaw i sportów popularnych wśród ich rówieśników oraz jak mądrze wybrać zabawę, w zależności od ich potrzeb i okoliczności.

Powyższy tekst jest fragmentem książki Mary Perkins Dom rodzinny. Wychowanie chrześcijańskie.