Rozdział siódmy. Najpotrzebniejsze cnoty, cz. 1

Skromność

„Skromność jest najpiękniejszą ozdobą urody a nawet brzydoty”, powiedział pewien powieściopisarz.

Skromność w ruchach, skromność w spojrzeniach, skromność w ubraniu.

Muszę zrozumieć, że nie chodzi tylko o mnie. Jeśliby nawet pewna swoboda pod tym względem nie była szkodliwa dla mnie, (co jest więcej niż wątpliwe) to powinnam myśleć o drugich. A gdybym przypadkiem stała się dla kogoś okazją do grzechu? Niech nic w moim ubraniu, moim stroju, w moim zachowaniu nie stanie się choćby daleką pobudką do najlżejszego grzechu.

Zwłaszcza w kościele powinnyśmy uważać już nie tylko na zupełną skromność, ale nawet na pewną surowość i powagę ubrania i zachowania. Do kościoła przychodzę, aby się modlić i innym w modlitwie pomagać. Tylko po to i wyłącznie po to. Należy też pamiętać, że nieodpowiedniość ubrania w kościele może być dla drugich, zwłaszcza dla ludzi prostych, powodem zgorszenia i złym przykładem.

Zresztą oprócz ogólnych zasad skromności w ubraniu i zachowaniu, których nigdy przekraczać nie wolno, trzeba pamiętać, że w sukni, w której można być w domu na wieczorze, w kółku zamkniętym, nie można się pokazywać na ulicy, a tym bardziej w kościele.

Zastanowię się czy w moim ubraniu i zachowaniu pilnie przestrzegam zasad skromności chrześcijańskiej, i czy moje zachowanie lub ubranie nie mogło przyczynić się do cudzego grzechu lub dać złego przykładu.

Ubranie kobiety chrześcijańskiej

Podczas kanonizacji św. Zofii Barat, cztery tysiące uczennic i wychowanek Sióstr Serca Jezusowego przybyło do Rzymu i papież przyjął je w wielkiej sali błogosławieństw. Zanim odeszły prosił je usilnie, aby z całych sił starały się zwalczać mody nieprzyzwoite. Użył przy tym słowa „krucjata” i oświadczył: „Musieliśmy zamknąć drzwi tego domu, naszego ojcowskiego domu, niektórym z naszych córek, zresztą poczciwym, ale którym brakło tego poczucia, które u kobiety, a tym bardziej u kobiety chrześcijańskiej, nie może zanikać: poczucia skromności”.

Często idąc za nakazami mody same nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo odchylają się one od przepisów i zasad chrześcijańskiej skromności. Ale tu właśnie należy zachować swój niezależny sąd i poczucie przyzwoitości. Na nic nie zdadzą się przepisy, co do szczegółów ubrania, ale każda kobieta, która nie zatraciła w bezmyślnym małpowaniu mody poczucia godności własnej i skromności, doskonale wyczuwa, co jest przyzwoite, a co nie – i potrafi doskonale ubrać się nawet modnie a przyzwoicie.

Zawsze osoby pewnego typu ubierały się wyzywająco i nieskromnie, tylko że dawniej osoby porządne nie naśladowały tego i miały swój sposób ubierania się przyzwoity a modny. Dziś wiele, zwłaszcza osób młodych i mało znających szerszy świat, myśli, że jeśli nie będą naśladować najbardziej ryzykownych pomysłów widywanych w telewizji i czasopismach, muszą uchodzić za źle ubrane i zacofane. Tymczasem jest wprost przeciwnie. Pewna pani oglądała w jednym z najbardziej eleganckich sklepów Paryża suknie. Wydały się jej bardzo długie. „To niemodne przecież!” „Owszem, proszę pani – odpowiedziała z ironicznym uśmiechem sprzedająca – dla teatrów, na eksport, dla półświatka, to niemodne, ale u nas ubierają się tylko osoby z najwyższego oraz porządnego towarzystwa, a te nie noszą tego, co nosi ulica”.

Kto ma rację? Czy nauka chrześcijańska i papież, czy świeccy moraliści, którzy zachęcają do wszelkich zuchwałości?

Próżność

Próżność ma jedno na myśli: jak wyglądam? Jak inni mnie widzą? Myśląc o tym ciągle, chcemy wrażenie to kontrolować i stąd ten nieprzeparty pociąg każdej kobiety do lustra. Lustro jest jej wiernym towarzyszem, powiernikiem i doradcą. Milcząc pociąga, nie mówiąc kusi i oszukuje. Umie ukryć to, co jest, pokazać to, czego nie ma. Kobieta mająca przy sobie lusterko nie może wytrzymać, żeby przynajmniej co pięć minut w nim się nie przejrzeć.

Ileż czasu traci się przed tym kuszącym kawałkiem szkła…

Zastanowię się w świetle prawd wiecznych, tych prawd jedynie rzeczywistych i znaczących, jak nazwać taką stratę cennego czasu, tego czasu danego nam nieraz pod tak wyliczoną miarą do naszego uświęcenia.

A gdyby to była jedynie strata czasu? Ale czy myśl zaprzątnięta naszym zewnętrznym wyglądem zdolna jest potem do oderwania się od ziemi, kiedy od kształtu nosa i koloru włosów tak trudno jej się oderwać? Nic tak nie wyjaławia myśli i serca, jak ta ustawiczna troska o wygląd zewnętrzny; nic tak nie uczy egoizmu, niezdrowej zalotności, nic nie wprowadza takiego niepokoju w serca i myśli.

Zróbmy próżności odpowiednie dla niej miejsce w naszym życiu. Ograniczmy ją do potrzebnej dbałości o nasz zewnętrzny, porządny wygląd.

Mniej będę patrzeć w odbicie mej twarzy w lustrze, a więcej będę się przyglądać prawdziwemu obliczu mej duszy.

Tańce

„Tańce mogą być niewinne, większa ich część jest moralności wątpliwej, a niektóre są wprost przeciwne dobrym obyczajom”. Tak mówił o. Janvier w swoich kazaniach wielkopostnych w kościele Notre Dame.

Będę się odnosić wrogo i niechętnie do tańców wątpliwych i niezdrowych, i to nie zwracając uwagi na sugestię mego otoczenia, na podszepty mody i na kaprysy mego osobistego upodobania. Tańce, w których tańczący zbyt są do siebie zbliżeni i w których ruchy zasadnicze nie są dostatecznie skromne, są tańcami złymi i jakkolwiek zgrabnie by je nazywać, jakkolwiek odwoływać się do „przyzwoitego wykonania” – złymi pozostaną. I od tych muszę się nieodwołalnie wstrzymać.

Ale nie będę mogła bywać w świecie! W jakim świecie? W tym świecie, który sobie kpi z zasad naszej wiary i z prawdziwej wielkości dusz? A jaka szkoda z niebywania w takim świecie? O. Janvier mówi jeszcze: „Jeśli fakt bywania w świecie ma nas lub drugich doprowadzać do grzechu, to naszym obowiązkiem, jako chrześcijanek, jest w nim nie bywać”. Trudno. Nasza religia ma prawa, nakazy i zakazy, z którymi kompromisów nie ma. Ani zabawa, ani bywanie, ani moda, nie mogą tych zasad naruszyć i dla nich łamać ich nie możemy, jeśli chcemy zostać katoliczkami. Zresztą, dlaczego ja, wierząca kobieta, katoliczka, miałabym być niewolnicą ludzi bez czci i wiary, obyczajów pogańskich, przeciwko którym już dawno powinny kobiety chrześcijańskie wystąpić i to wystąpić zwycięsko?

Dlaczego oni, słudzy ducha tego świata, słudzy szatana, mają zawsze dyktować mi prawa, zwyczaje i mody? Dlaczego my, katolicy, nie możemy wytworzyć sobie sposobu życia, sposobu bawienia się, zgodnego z zasadami naszej wiary, z naszymi przekonaniami?

Nie mówmy, że na to trzeba, żeby całe społeczeństwo się zmieniło. Społeczeństwo to my; niech każda z nas w swoim sposobie życia, w swoim sposobie zabawy, stoi jawnie i wiernie przy zasadach moralności chrześcijańskiej, a spostrzeżemy się niebawem, że tworzymy klan, społeczność, w której można i żyć i bawić się w sposób poczciwy i bezgrzeszny.

I nie przypuszczajmy, żeby wstrzymanie się od tańców zakazanych, od zabaw nie licujących z duchem chrześcijańskim, mogło nam przynieść ujmę w życiu, żeby np. utrudniało dziewczynie wyjść za mąż. Z innymi dziewczynami młodzi ludzie lubią się bawić, a z innymi żenić. I z pewnością młodzi ludzie, przynajmniej ci, wśród których chciałybyśmy wybrać towarzysza naszego życia, ojca naszych dzieci, nie cenią w kobiecie głównie sztuki choreograficznej. A na pewno więcej ocenią siłę woli, wierność obranym zasadom życia, niż wielką biegłość w wykonywaniu wątpliwych i niemoralnych tańców.

Szczerość

„Moja córko, mało jest osób prawdziwych. Pomyśl trochę nad tym wyrażeniem a polubisz je”, pisała słusznie pani de Sévigné do pani de Grignan.

Czytałem o szczerości kobiet zdania, które zdawałyby się potwierdzać ten mało przychylny sąd. Pewna pani utrzymywała, że jest szczera. „Co pani nazywa szczerością?” „Mój Boże! Kobieta szczera jest kobietą, która nie kłamie bez potrzeby”. A moralista genewski, Amiel, oświadcza kategorycznie, tonem mało zresztą uprzejmym: „Czy to pod pozorem skromności, czy ostrożności, czy dobrego wychowania, kobieta nie mówi nigdy całej swojej myśli – a i to, co o niej sama wie, jest zaledwie częścią prawdy rzeczywistej. Wydaje się, jakby zupełna szczerość była dla niej niemożliwa, a zupełne poznanie siebie zakazane”.

Bez względu na to, ile jest prawdy w tych może zbyt pobieżnych i zbyt ogólnikowych zdaniach – ja przynajmniej będę prawdziwa.

Być szczerą wobec Boga. Nie będę udawać, że nie rozumiem. Będę najzupełniej lojalną: „Tak, Panie, właśnie tego żądasz ode mnie… Nieprawdaż? Nie śmiałam spojrzeć w twarz temu żądaniu… ale teraz jestem już gotowa”.

Być szczerą wobec siebie samej. Będę się uważać za taką, jaką rzeczywiście jestem w oczach Bożych.

Być szczerą wobec innych. Nigdy cienia hipokryzji. Będę unikać wszystkiego, co się robi dlatego, „że ktoś patrzy”. Nigdy cienia przesady. „Tak kocham prawdę – mówił ktoś – że nie mogę powstrzymać się od upiększania jej”. Nie. Przedstawiać prawdę taką, jaką jest. Nigdy cienia kłamstwa: zupełna prostolinijność. Nie będę podobna do tych kobiet, które w oczy zasypują ludzi pochwałami, a poza oczyma suchej nitki na nich nie zostawiają. Nie będę zresztą ani bezwzględną, ani szorstką, ani niewyrozumiałą. Będę łączyć obowiązki miłości bliźniego z obowiązkami prawdomówności. Z tym jednym zastrzeżeniem zawsze i wszędzie będę szczera – będę prawdziwa.

Dyskrecja

Dyskrecja oczu, dyskrecja ust. Nie chcieć wszystkiego wiedzieć, nie chcieć wszystkiego powiedzieć.

Tak jak święta ciekawość dowodzi wartości duszy, tak samo upodobanie, żeby wiedzieć wszystko, nawet to, co niepotrzebne i złe, dowodzi ciasnoty i małości duszy. Niezdrowa ciekawość tego, co może zamącić spokój, jest oznaką duszy bliskiej zepsucia, duszy dojrzałej do upadku. Ciekawość tego, co niepotrzebne, jest oznaką duszy, która nigdy nie potrafi być skupioną, duszy, którą zajmie i zaprzątnie pierwsza lepsza błahostka.

Dyskrecja ust. Uprzejmość jest konieczna, ale zawsze połączona z rozumną rezerwą i ostrożnością. Ci, co mało mówią, rzadko wykraczają przeciw miłości bliźniego. Będę się brzydzić czczą gadaniną. Będę pamiętać, że muszę zdać rachunek z wszystkich słów niepotrzebnych, z wszystkich słów złośliwych. A bardzo często ludzie gadatliwi są ludźmi złośliwymi.

Oprócz tego będę się starała unikać śmieszności plotkarstwa. Słowo powtarzane nabiera często innego zabarwienia. Powtarzaniem nawet rzeczy obojętnych, można często narobić wiele przykrości, kwasów, nieporozumień. Taka lub inna wiadomość może być potrzebna dla mnie, a dla innych może być zbyteczna. Dlaczego nie zatrzymać jej dla siebie? Tu mam bardzo dobre i zbawienne pole do umartwienia.

Będę pilnie strzegła mowy, aby była szczera, pełna miłości bliźniego, pożyteczna i nie szkodząca nikomu.

Światowość

Wielkie niebezpieczeństwo świata leży w tym, że tłumaczy on ludziom, iż nie jest tak niebezpieczny jak powiadają.

Światowość składa się z całego szeregu rzeczy, które mogłyby być dozwolone same w sobie i każda z osobna, ale których nagromadzenie zakrywa nam Boga, nasze wielkie obowiązki i nasz prawdziwy cel. Nie ma nic złego w tym, aby siedzieć w wygodnym fotelu, spać w miękkim łóżku, dobrze jeść, mieć suknie kosztowniejsze od innych, późno chodzić spać, późno wstawać, żeby wieść wygodne życie, pozostawiając innym pracę i poświęcenie; ale jakże łatwo w życiu wypełnionym tymi wszystkimi miłymi rzeczami stracić z oczu Królestwo Boże!

A Pan Jezus wyraźnie powiedział, że wpierw mamy szukać Królestwa Bożego, a reszta będzie nam dodana. Duch świata stara się nam narzucić zasady zgoła odmienne, a ludzie przyjmują te zasady nawet o tym nie wiedząc, może nie w słowach, ale w praktyce. Świat uczy: „Najpierw sprawy tego świata, a potem Królestwo Boże. Wpierw ziemia i jej rozkosze, potem troska o zapewnienie nieba sobie i drugim; wymagania Boże można odsunąć daleko, na dziesiąty plan”.

Ale nie zabronicie mi przecież tej a tej przyjemności! Nie robię nic złego! Przecież nie możecie wymagać, abym się zajmowała zbawieniem drugich. Co? Praca społeczna? Nie cierpię jej! Czyż mam spać na desce?… Widzicie przecież, że można być doskonałą chrześcijanką bez tych wszystkich przesad…

Duch tego świata

Jakże Duch Boży może wniknąć w duszę, zaprzątniętą całkowicie przyjemnościami i myślą o swoim zadowoleniu?

Na tym polega niebezpieczeństwo ducha tego świata. Nie jest to otwarte zerwanie z Bogiem. Bynajmniej. Ale dusza ogarnięta tym duchem, obok Boga, i ponad Boga, stawia cały szereg innych rzeczy. Czym są te inne rzeczy? Ponieważ człowiek nie może objąć całej ziemi, używać wszystkich jej przyjemności, stara się więc przynajmniej pilnie wyszukiwać i w lot chwytać te wszystkie, które są mu dostępne. Bóg niknie wtedy w oddali. Kiedy czasami zażąda kategorycznie spełnienia jakiegoś obowiązku religijnego lub koniecznego zwycięstwa, wtedy jesteśmy wobec Niego grzeczni; spełniamy czego żąda pod grzechem. Zresztą pragniemy tylko, aby trzymał się w ukryciu, aby nie wtrącał się w bieżące szczegóły naszego codziennego życia; Jego obecność byłaby rażąca i niewygodna, jak niedyskretna obecność nieproszonego a natrętnego gościa.

Świat dowodzi w ten sposób: Chodzi o to, aby w życiu nagromadzić jak najwięcej majątku i przyjemności, a ponieważ życie jest krótkie, musimy się o to jak najusilniej starać. W zabawie i przyjemnościach zapominamy najłatwiej o wszystkich troskach, kłopotach i przykrościach. Życie otoczone uznaniem ludzkim jest życiem pełnym i miłym. Jest to atmosfera, w której na jawie marzymy, jak w bajkach z tysiąca i jednej nocy.

To odwrócenie wartości jest wielkim niebezpieczeństwem życia światowego. Ocenia się i sądzi wypadki i wartości życia w stosunku odwrotnym do ich prawdziwej wartości.

Ks. Raoul Plus SI

Powyższy tekst jest fragmentem książki ks. Raoula Plus SI Dziewczętom ku rozwadze.