Rozdział piętnasty. Papieska armia – jezuici

„Ażeby we wszystkim utrafiać w sedno, trzeba być zawsze gotowym wierzyć, że to, co ja widzę jako białe, jest czarne, jeśli tak to określi Kościół hierarchiczny” – napisał Ignacy Loyola. Ów święty Hiszpan postawił szczególny warunek swym duchowym synom – bezgraniczne posłuszeństwo Kościołowi Chrystusowemu.

„Wierzymy bowiem – kontynuował Ignacy – że między Chrystusem, Panem naszym, Oblubieńcem, a Kościołem, Jego Oblubienicą, jest ten sam Duch, który nami rządzi i kieruje dla zbawienia dusz naszych. Bo tenże sam Duch i Pan nasz, który dał dziesięcioro przykazań, ten sam kieruje i rządzi świętą Matką naszą, Kościołem” (Reguły o trzymaniu z Kościołem, 13). Dziś, w świecie rządzonym przez relatywizm i konsumpcjonizm, nie ma innego wyboru, jak tylko pójść drogą św. Ignacego – umiłować papiestwo i Kościół, oraz złożyć w swym sercu bezwzględny ślub posłuszeństwa hierarchii, którą – jak wierzył założyciel jezuitów – kieruje Duch Święty.

Początki armii

Ignacy Loyola – a właściwie Iñigo López de Oñaz y Loyola – podobnie jak św. Franciszek z Asyżu początek swego życia spędził na służbie rycerskiej. W młodym wieku trafił na dwór granda Kastylii, gdzie poznał rzemiosło sztuki wojennej. W późniejszym czasie walczył w szeregach wicekróla Nawarry. Wielokrotnie słuchał legend rycerskich, chciał również dołączyć do panteonu, w którym zasiadali już Roland i Cyd. Jednak w wieku trzydziestu lat został ciężko ranny podczas walki z Francuzami o twierdzę Pampeluna. Podczas leczenia chorej nogi powodowany nudą sięgnął po Złotą legendę Jakuba de Voragine i Życie Chrystusa Ludolfa von Sachsena. Lektura tych książek zmieniła jego życie. Po wyzdrowieniu odbył surową pokutę, po której doszedł do wniosku, że życie prawdziwie religijne to nie tylko spełnianie zewnętrznych aktów pobożności, ale przede wszystkim wewnętrzne rozważanie tajemnic życia Jezusa Chrystusa. W przekonaniu tym nie był oryginalny, czerpał z duchowego dziedzictwa średniowiecza, kierując się wskazaniami św. Bernarda z Clairvaux czy też św. Tomasza a Kempis. Wtedy właśnie napisał słynne Ćwiczenia duchowe, które stały się inspiracją dla pokoleń świętych kapłanów, osób konsekrowanych i świeckich. Żądanie bezgranicznego oddania się Chrystusowi, walki w Jego Imię, było charakterystyczne dla epoki baroku, w której wszystko podporządkowywano idei ignacjańskiej: „Ad maiorem Dei gloriam – Dla większej chwały Bożej”.

Pierwszy cel: islam

Św. Ignacy udał się w pielgrzymkę do Ziemi Świętej, gdzie spędził dziewiętnaście dni. Chłonął atmosferę sakralną miejsc związanych z życiem Pana Jezusa, ale też starał się nawracać muzułmanów. Doprowadził przez to do zaognienia sytuacji i na surowe polecenie gwardiana franciszkanów udał się w drogę powrotną. Postanowił jednak, że czym prędzej uda się znów do Jerozolimy, by nawrócić jak najbardziej liczne rzesze niewiernych, nawet za cenę męczeństwa poniesionego od Turków. Tymczasem jednak – w wieku trzydziestu czterech lat – rozpoczął wraz z dziewięciolatkami naukę łaciny. Nie był to już dla niego powód do wstydu, nauczył się pokornego znoszenia ośmieszenia i drwin. W międzyczasie, z powodu ubogiego stylu życia, inkwizycja hiszpańska zainteresowała się Ignacym, czy przypadkiem nie należy do niebezpiecznej sekty alumbrados. Przeszedłszy pozytywnie wynik postępowania, udał się na studia do Paryża, gdzie uzyskał tytuł magistra filozofii i teologii. Co charakterystyczne, w tym samym czasie w owym mieście studiował również Jan Kalwin, choć ponoć późniejsi przeciwnicy nigdy się ze sobą nie spotkali.

Do Ignacego powoli zaczęli przystępować inni pobożni młodzieńcy, jak na przykład Piotr Faber, którzy postanowili żyć według wskazań zawartych w Ćwiczeniach duchowych. W 1534 roku Ignacy oraz jego sześciu towarzyszy złożyło śluby, że będą przestrzegać czystości i ubóstwa, a tak szybko, jak tylko będzie to możliwe, udadzą się do Jerozolimy głosić naukę Chrystusa. Chcieli jednak, by ich inicjatywa odbyła się za aprobatą Stolicy Apostolskiej. Postanowili, że jeśli w ciągu roku nie będą mogli udać się do Ziemi Świętej, oddadzą się do dyspozycji papieża – pójdą tam, gdzie Ojciec Święty zadecyduje. W międzyczasie otrzymali święcenia kapłańskie, a wolą Stolicy Apostolskiej było, by zajęli się nauczaniem, pracą nad reformą klasztorów i obroną wiary katolickiej.

Organizacja zgromadzenia

Bullą Regimini militantis ecclesiae z 1540 roku papież Paweł III zatwierdził istnienie jezuitów – Towarzystwa Jezusowego (Societas Iesu). Jego szczególnym zadaniem miało być odtąd propagowanie myśli katolickiej i chrześcijańskiego sposobu życia, kaznodziejstwo, słuchanie spowiedzi, a także formacja wiernych poprzez Ćwiczenia duchowe. Jezuici nie mieli zajmować się szczególnie życiem intelektualnym, jak chociażby dominikanie. U podstaw Towarzystwa Jezusowego legło przekonanie, że prawdziwa filozofia – tomizm – jest znana, a zadaniem katolików jest ją propagować.

Jezuici składali śluby czystości i posłuszeństwa, a także ubóstwa (choć ten ostatni miał nie dotyczyć studiujących kleryków). Według konstytucji zgromadzenia nie mieli obowiązku uczestniczenia w modlitwach chórowych, brewiarz był odmawiany indywidualnie. Formację przed święceniami kapłańskimi znacznie wydłużono w celu odbycia gruntownych studiów filozoficznych i teologicznych. Jezuici mieli również prowadzić kolegia dla młodzieży męskiej, w których solidnie wykładaliby zarówno przedmioty kościelne, jak i świeckie, dając odpór ówczesnej humanistycznej propagandzie, która twierdziła, że nauka i wiara nie mogą iść w parze.

Wewnętrzna organizacja jezuitów była centralistyczna, miała charakter monarchiczny. Generałowie zakonu swoją funkcję pełnili dożywotnio, mieli władzę absolutną w zgromadzeniu.

Czwarty ślub

Posłuszeństwo, rzecz ważna w każdym zgromadzeniu zakonnym, została przez św. Ignacego Loyolę podniesiona do rangi omal nie najważniejszej. Jak sam założyciel jezuitów powiedział: „Ci, którzy tylko wolą są posłuszni, a sprzeciwiają się rozumem, są w zakonie tylko jedną nogą”. Dlatego – zdaniem Ignacego – nie wystarczy okazywać posłuszeństwo swoim przełożonym poprzez dokładne wypełnianie ich woli. Obowiązkiem jezuity jest również przyjąć zdanie przełożonych jako swoje własne. Być może w XXI wieku, po doświadczeniach liberalizmu i po podniesieniu wolności jednostki do rangi bożka, wydaje się takie podejście anachronicznym i niemożliwym. Św. Ignacy jednak chcąc, by jego duchowi synowie przysporzyli Bogu i Kościołowi jak najwięcej dusz, uznał, że jest to możliwe do zrealizowania jedynie wtedy, gdy podwładni będą posłuszni swoim przełożonym, ci ojcu generałowi, a ten Ojcu Świętemu. Miało to być posłuszeństwo iście żołnierskie, takie, jakiego nauczył się św. Ignacy w swojej młodości, gdy walczył z bronią w ręku.

Jezuici mieli odmawiać zaszczytów kościelnych. Jak mawiał Loyola, w przeciwieństwie do innych zakonów, które batalistycznie nazywał kirasjerami, swoje zgromadzenie określał mianem „lekkiej jazdy”, która natychmiast uda się na żądanie głównodowodzącego tam, gdzie zaistnieje taka konieczność.

Ślub posłuszeństwa miał się objawiać szczególnie poprzez gotowość ewangelizacji. Św. Ignacy zwykł mawiać: „Pracownicy w Winnicy Pańskiej jedną tylko nogą powinni stać na ziemi, drugą zaś winni trzymać podniesioną i gotową do wyruszenia w drogę”. W tym też celu, by uwypuklić stałe zdecydowanie do głoszenia Ewangelii, jezuici składają czwarty ślub, jakim jest posłuszeństwo papieżowi w sprawach misji. Oznacza on, że zakonnicy są zdecydowani głosić Chrystusa wszędzie tam, gdzie będzie tego chciał papież.

Obietnicę takiego posłuszeństwa złożył św. Ignacy w petycji do papieża o zatwierdzenie zgromadzenia:

„Ktokolwiek w Towarzystwie naszym, które imieniem Jezusowym nazwać pragniemy, chce dla Boga walczyć pod sztandarem krzyża i służyć wyłącznie tylko Panu, tudzież rzymskiemu papieżowi, jako namiestnikowi Bożemu na ziemi, ten złożywszy ślub wiecznej czystości, uważyć i zrozumieć ma, że jest członkiem Towarzystwa, na to przede wszystkim założonego, aby starało się o doskonalenie dusz w życiu i nauce chrześcijańskiej, o rozszerzanie wiary przez publiczne kazania i głoszenie słowa Bożego, przez «ćwiczenia duchowne» i dzieła miłosierdzia, a zwłaszcza przez uczenie katechizmu dzieci i prostaczków, tudzież słuchanie spowiedzi wszystkich wiernych chrześcijan. Środkiem i drogą do osiągnięcia tego celu jest najściślejsze posłuszeństwo papieżowi, tak aby mógł używać nas, jak i gdzie zechce, wysyłać dokąd zechce, czy do Turków, czy do innych niewiernych, heretyków, schizmatyków, czy wreszcie do wiernych. Nadto wszyscy ślubować będą wieczyste ubóstwo i ścisłe posłuszeństwo przełożonemu Towarzystwa, w którym uznawać będą obecnego niejako Chrystusa. Niełatwe to bez wątpienia powołanie i dlatego też postanowiliśmy nikogo nie przyjmować do naszego Towarzystwa, nie wypróbowawszy go wprzód długo i dokładnie”.

Posłuszni Stolicy Apostolskiej jezuici wyruszyli w świat, by walczyć z błędem i przyciągać do Prawdy.

Misjonarz Dalekiego Wschodu

Do najbliższych towarzyszy św. Ignacego Loyoli należał św. Franciszek Ksawery. Wraz z nim zakładał Towarzystwo Jezusowe, przyjmował święcenia kapłańskie. Kiedy do św. Ignacego napłynęła prośba od króla Portugalii o wysłanie misjonarzy do zamorskich posiadłości w Indiach, św. Franciszek posłuszny swemu przełożonemu natychmiast się tam udał.

Po trzynastomiesięcznej podróży, przepełnionej niebezpieczeństwami i pracą ewangelizacyjną, statek z misjonarzami dopłynął do portu Goa. Tam posługę głoszenia Ewangelii podjął jeden z towarzyszy Franciszka, natomiast on udał się do dwudziestu tysięcy rybaków, którzy zostali ochrzczeni, ale pozbawiono ich katechezy. Ksawery pracował wśród nich przez dwa lata.

W 1547 roku Franciszek postanowił udać się do Japonii. Był to kraj, który praktycznie pozbawiony był chrześcijańskich misjonarzy. Jezuici dotarli do kraju kwitnącej wiśni, ale ich pracy ewangelizacyjnej sprzeciwili się japońscy możni. Po licznych perturbacjach misjonarzy przyjął do swych posiadłości jeden z feudałów. Franciszek rozpoczął głoszenie Ewangelii i udało mu się nawrócić około tysiąca Japończyków. Zadowolony z sukcesu zapragnął udać się do Chin. Jednakże mieszkańcy tego kraju byli nastawieni do Europejczyków bardzo sceptycznie, nie chcieli wpuszczać do swego kraju misjonarzy. Franciszek zmarł na wyspie Sancian w nocy z 2 na 3 grudnia 1552 roku w wyniku ciężkiej podróży i uciążliwego klimatu. Beatyfikował go Paweł V w 1619 roku, a kanonizował Grzegorz XV w 1622 roku.

Aby naprawić po Lutrze

Św. Piotr Kanizjusz urodził się w 1521 roku w Nijmegen w Holandii. Wbrew woli swego ojca rozpoczął studia teologiczne w Kolonii, które zakończył w wieku dziewiętnastu lat obroną tytułu magistra sztuk wyzwolonych. Rozpoczął pracę naukową. Będąc pod wpływem Piotra Fabera rozpoczął ćwiczenia duchowe metodą św. Ignacego z Loyoli, a wkrótce wstąpił do Towarzystwa Jezusowego. Jeszcze jako kleryk z mocą występował przeciw herezji protestantyzmu. Cieszył się takim poważaniem, że trzykrotnie był wysyłany do cesarza Karola V w sprawie usunięcia z urzędu arcybiskupa Wiednia dostojnika, który jawnie sprzyjał luteranom. W 1549 roku Piotr złożył profesję zakonną. Dalsze życie zakonne upłynęło mu na zwalczaniu błędów w Niemczech. Był w tym tak gorliwy, że papież Leon XIII nazwał go w encyklice Militantis Ecclesiae drugim po Bonifacym apostołem Niemiec. Kanizjusz uczestniczył również w obradach Soboru Trydenckiego jako teolog-konsultor. Był autorem trzech katechizmów, których poszczególne tomy przeznaczone były dla dzieci (podstawy), uczniów (mających jakąkolwiek wiedzę na temat teologii) i młodzieży (średnie wykształcenie). Jak wspominał papież Benedykt XVI: „Nauka katolicka była w nich wyłożona za pomocą pytań i odpowiedzi, zwięźle, językiem biblijnym, w sposób bardzo jasny i pozbawiony elementów polemicznych. Za jego życia ukazało się dwieście wydań tego katechizmu! A potem kolejne setki, aż do XX wieku. W Niemczech jeszcze w pokoleniu mojego ojca ludzie mówili na katechizm po prostu «Kanizjusz»: przez całe stulecia pełnił on rzeczywiście funkcję katechety, przez stulecia kształtował wiarę ludzi”.

Piotr Kanizjusz został beatyfikowany w 1864 roku przez bł. Piusa IX, a kanonizowany i ogłoszony doktorem Kościoła w 1925 roku przez Piusa XI.

Duch jezuicki nadzieją dla Kościoła

Wybór jezuity Jorge Mario kard. Bergoglio na papieża jest być może znakiem Opatrzności Bożej, że Kościół katolicki XXI wieku potrzebuje na nowo odkryć ducha św. Ignacego. Gorliwość o zbawienie dusz, która przepełniała pierwszych jezuitów, wspaniale podsumował jeden ze współczesnych historyków, odnosząc się wprawdzie do misji jezuickiej w Paragwaju, ale dając wyraz apostolskiemu zaangażowaniu całego zakonu: „Jezuici szli do pogan bez obstawy zbrojnej. Wdzierali się w ostępy, do których nie odważyłby się wejść żaden żołnierz. Zawsze byli gotowi usłyszeć złowrogi okrzyk wojenny Indian albo patrzeć na podpalanie swoich wsi po nocach. Męczeństwo było dla nich nieustanną możliwością. A gdy nadeszła taka godzina, szli na spotkanie śmierci z nadprzyrodzonym bohaterstwem”.

Również współczesne społeczeństwa, narody, głodne są Bożej Ewangelii. Zanieść im ją mogą tylko ludzie, którzy – podobnie jak Ignacy – będą rozmiłowani w idei Ad maiorem Dei gloriam, a swoim życiem ją potwierdzą. Będą stanowić armię, która pod przewodem papieża zwycięsko pokona wszelkie zasadzki szatana.

Jak mówił św. Ignacy: „Ten tylko, kto w tych próbach odznaczy się chrześcijańską roztropnością, nauką i czystością życia, przyjętym być może do hufca Chrystusa Pana, który niechaj drobnym początkom naszym błogosławić raczy na chwałę Ojca Niebieskiego, któremu samemu niech będzie na wieki cześć i chwała”.

Kajetan Rajski

Powyższy tekst jest fragmentem książki Kajetana Rajskiego Prawdziwy mężczyzna… czyli kto?