Rozdział pierwszy. Łaski chrztu świętego, cz. 1

„Synu człowieczy, czy kości te powrócą znowu do życia?” (Ez 37, 3)

Młodzieńcze: przede wszystkim czy ty żyjesz? Chcę powiedzieć: czy jesteś żywy? Czy jesteś żywy czy umarły?

Żywy? Nieprawdaż? Czy możliwe, aby ta książeczka wpadła w ręce człowieka pozbawionego życia?

Rozumiesz mnie? Chodzi o to życie, które jedynie jest ważne, o życie Boskie, o życie Boskie w tobie… Czy ty żyjesz tym życiem?

Mówmy jasno. Czy jesteś w stanie łaski?

Słyszę, jak mi odpowiadasz słowami Joanny d’Arc: „Jeśli w stanie łaski nie jestem, oby mnie Bóg w ten stan wprowadził. Jeśli w nim jestem, oby mnie Bóg w nim zachował”.

Jeśli w nim nie jestem…

Mógłbym liczyć się z tą możliwością? Ty, w dwudziestym roku życia, byłbyś w stanie grzechu ciężkiego?… To nieprawda. Powiedz, że nieprawda.

A gdyby jednak przypadkiem była to prawda… Znasz sposób, aby ani chwili dłużej nie pozostać w tym stanie. Prędko, z głębi serca uczyń akt skruchy i obiecaj, że jak najprędzej pójdziesz do spowiedzi. A potem, rzeczywiście, jak tylko będziesz mógł, idź do kapłana.

Od stóp konfesjonału wstaniesz żywy.

Jeśli jestem w stanie łaski – oby Bóg raczył zachować mnie w nim! Nie jest to łatwe, wiem. Ktoś powiedział: „stan łaski jest stanem heroicznym”. Ale jest też dogmatem, że w każdej chwili, nawet w najcięższej pokusie, mam zawsze wystarczającą łaskę, aby zostać wiernym, zostać nienaruszonym, zostać żywym.

Ale żeby to otrzymać, aby otrzymać tę łaskę, muszę się modlić. Bo tylko Bóg jest dawcą zwycięstwa, zwycięstwa nadprzyrodzonego, bardziej niż każdego innego.

Boże mój, Maryjo, Matko Niepokalana. Jestem żywy, zachowaj mnie przy życiu.

„Wyjdź duchu nieczysty” (słowa obrzędu chrztu świętego)

„Wyjdź z niego duchu nieczysty i pozostaw miejsce Duchowi Świętemu” (1) – tak modlił się nade mną kapłan.

Jaka jasność; jaka dobitność wyrażenia. Przychodząc na świat, obarczony grzechem pierworodnym, byłem pod panowaniem szatana, choćby tylko w tym znaczeniu, że byłem pozbawiony łaski uświęcającej, która w swej istocie sprawia, że dzięki specjalnej i miłującej obecności, żyje we mnie cała Trójca Przenajświętsza.

Trzeba było osobnego sakramentu, aby odebrać szatanowi władzę nade mną, aby przywrócić mi Boże przywileje, aby oddać mi to, co na początku Bóg chciał dać Adamowi, poza darami przyrodzonymi ciała i duszy, tj. życie nadprzyrodzone, ten nadmiar nieporównany, który sprawia, że o ile jestem wolny od grzechu ciężkiego, On, Bóg, żyje w samej głębi mojej istoty.

Ten sakrament to chrzest. W dniu, w którym go otrzymałem, kapłan, zastępca Boży, obleczony wszechmocą Zbawiciela, wypowiedział nade mną te zdumiewające słowa, w pełni prawdziwe i jak najbardziej skuteczne: „Wyjdź z niego duchu nieczysty i pozostaw miejsce Duchowi Świętemu”. A mocą słów obrzędu istotnego: „ja ciebie chrzczę”, dokonała się nieprawdopodobna przemiana: szatan stracił władzę nade mną, a Duch Święty i cała Trójca Przenajświętsza weszła triumfalnie do mojej dziecięcej duszy.

Jeśli w tej chwili, w tej przepływającej obecnej minucie, jestem w stanie łaski, Bóg żyje we mnie…

Obecność Boża w duszy

Pewnego razu pytają młodego chrześcijanina w katakumbach, czy miałby odwagę zanieść Eucharystię konającemu. Trzeba wyjść na światło dzienne, przejść przez pogańskie miasto, prawdopodobnie się narazić… Zgłasza się Tarsycjusz. Oddają mu puszkę z Chlebem Żywota i Tarsycjusz idzie.

Na zakręcie ulicy bawią się jego koledzy. Wołają go: „chodź z nami”. „Za chwilę. Na razie nie mogę”. Nalegają. Tarsycjusz się opiera. „Ale co ci jest? Czy niesiesz jakiś skarb?” Poganie się gromadzą: Pod ciosami kamieni pada Tarsycjusz.

Mnie także przez chrzest powierzono Boga na drogę życia. Obecność Ducha Świętego, całej Trójcy Przenajświętszej w mojej duszy nie jest mniej rzeczywista niż obecność świętego Człowieczeństwa Chrystusa w Eucharystii. Jedna jest duchowa (obecność ducha podobna do obecności duszy w ciele), druga jest materialna, cielesna. Ale obie są równie prawdziwe i rzeczywiste.

A więc… A więc dlaczego dla rzeczywistej duchowej obecności Boga w mojej duszy nie mam tego samego nabożeństwa, co dla rzeczywistej obecności eucharystycznej. Trzeba, aby ta nielogiczność w końcu ustała.

Bóg jest we mnie obecny; muszę szanować tę obecność, a więc unikać grzechu ciężkiego. A czym jest grzech ciężki? Odwróceniem słów chrztu: Wyjdź ze mnie Duchu Święty! Wróć do mnie duchu nieczysty! Co za potworność.

Bóg jest we mnie obecny: muszę uczcić tę obecność. Przed rzeczywistą obecnością eucharystyczną czuwa ustawicznie płonąca lampka. Będę pamiętał, jeśli nie ciągle, to przynajmniej od czasu do czasu, że Bóg jest rzeczywiście obecny w mojej duszy, że jestem żywym tabernakulum…

Święty Krzysztof

Krzysztof (2) jest przewoźnikiem nad rzeką. Pewnej zimy, gdy woda wezbrała, jakieś dziecko chce się przedostać na przeciwległy brzeg. Przewoźnik bierze dziecko na ramiona. W czasie przeprawy ciężar, początkowo nieznaczny, staje się przygniatający. Krzysztof mówi do dziecka: „Ciężko cię dźwigać”. Był to Syn Boży!

Mnie także Bóg powierzył się w chrzcie świętym. Zaszczyt przedziwny, ale i odpowiedzialność olbrzymia. Jeśli każdy zaszczyt pociąga obowiązki, to o ile bardziej ten… Patrzę jak kapłan niesie Wiatyk choremu lub jak w dzień Bożego Ciała kroczy pod baldachimem, trzymając Najświętszy Sakrament. Jakie skupienie, jakie uczucie głębokiej pokory a zarazem nieporównanej radości… Obecność Boga w mojej duszy, spowodowana przez chrzest, nie będąc obecnością eucharystyczną, jest niemniej obecnością rzeczywistą i prawdziwą.

Czy jestem święcie dumny z tej obecności?

Czy jestem wystarczająco pokorny? Próżność zaćmiewa mi widok mojej rzeczywistej wielkości.

Czy jestem wystarczająco skupiony? Pomyślę o niezmiernym skupieniu aniołów, korzących się u tronu Bożego. Jak bardzo są świadomi wielkiego szczęścia i zaszczytu, który na nich spływa z Bożej obecności. Czy nie z podobnym skupieniem powinienem czcić Boga obecnego w mojej duszy?

Czy ta obecność Boża wystarczająco promieniuje z mojej duszy na zewnątrz? Bóg żyjący w mojej duszy powinien promieniować jak słońce w zamkniętym kryształowym naczyniu.

Przypomnę sobie o swojej odpowiedzialności. Czy nie jestem także Krzysztofem, czy i mnie Bóg nie powierzył się na niebezpieczną przeprawę życia?

Skupienie

Wódz murzyński w Benone w Afryce stracił podczas bitwy dwóch synów. Chcąc zapomnieć o swym nieszczęściu wziął sobie dwóch niewolników, którzy mieli mu towarzyszyć od świtu do nocy. A gdy tylko ich pan się zamyślał, mieli grać na bębnach, potrząsać kosze z muszlami, uderzać w gongi i podnosić wielki krzyk.

Dobrze by było, gdybyśmy czasami przypominali sobie cel życia: czy jestem na ziemi, aby na niej zostać wiecznie, czy aby ją opuścić? Ale nie. Bębny, kosze z muszlami, gongi i okrzyki otaczają nas nieustannie hałaśliwym korowodem. Nie potrzeba płatnych niewolników. Oszałamiające i pochłaniające życie codzienne spełnia to samo zadanie… Ani jednej wolnej chwili, abym mógł myśleć o rzeczach istotnych, o bogactwach otrzymanych na chrzcie, o moim Boskim przeznaczeniu. W moim życiu jest miejsce tylko dla rzeczy ubocznych i zbędnych. Przede wszystkim Królestwo Boże, a reszta to naddatek. Dla mnie jest odwrotnie. U mnie ta reszta pochłania właśnie wszystko.

„Zajęci rzeczami postronnymi nie mamy czasu wejść w siebie. Niech każdy z nas spróbuje odciąć ze swojego życia czas, który spędza w objęciach «brata śmierci», snu i czas poświęcony rzeczom postronnym, i czas niepotrzebny, i czas stracony, i czas próżno roztrwoniony – co mu pozostanie? Czy większa część, zalewających nas błahych zajęć, myśli i uczuć nie dąży skrycie do tego, by zasłonić przed naszym wzrokiem choć części tej krótkiej drogi, która nas wiedzie niechybnie ku śmierci!” (H. Bordeaux) (3).

Pustynia

„Zawsze znajdą pustynię ci, którzy są jej godni” (Ernest Psichari) (4).

Samotność jest ojczyzną mocnych. Nasze milczenie daje miarę poziomu naszej działalności. Dobro nie czyni hałasu, a hałas nie czyni dobra. Milczenie było zawsze ozdobą wielkiej świętości. W klasztorach jest ono obowiązkowe. Powinno być obowiązkowe wszędzie, gdzie dąży się do owocnego czynu.

Co wymyślano, aby godnie uczcić zawieszenie broni i bohaterską śmierć nieznanego żołnierza? Minutę milczenia, trzy minuty milczenia. Milczenie następujące po zwycięstwie. Dobrze zrozumiane milczenie jest ojcem zwycięstwa. Aby zmienić oblicze świata Pismo Święte żąda tylko jednej rzeczy: Nie żąda ani wielkiego zdobywcy, ani prawodawczego aeropagu, ani bezprzykładnych zamierzeń. Żąda tylko pół godziny milczenia.

To wszystko? Tylko to? Ale czy jest jakakolwiek proporcja między radykalną zmianą świata a półgodzinnym milczeniem?

Jest proporcja. Człowiek nie zmienia się, bo się nie zastanawia. Gdyby się zastanawiał, ani minuty nie pozostałby tym, kim jest. Syn marnotrawny, dopóki nie stanął przed misą otrąb nie zastanawiał się. Gdy został skazany na pokarm wieprzów musiał się z konieczności zastanowić. I już był na nogach. „Zabiorę się i pójdę do mego ojca” (Łk 15, 18). Dość już. Nie może znieść swojego stanu, nie chce dłużej być niegodnym. Świat jest tym, czym jest i pozostaje tym, czym jest, tylko dlatego, że nie zna pustyni.

W gorączkowym życiu naszej epoki pełnym targaniny, wszystko jest ciągłym ocieraniem się o wszystko, tłumem stłoczonym, zwartym, szumiącym…

Codziennie postaram się o kilka minut zupełnej samotności, zejdę w głąb mojej duszy. Tam, z dala od wszelkiego gwaru, w czujnym milczeniu będę trwał w obecności Bożej. Wzbudzę gorący i trwały akt wiary w obecność Bożą we mnie, ugruntowaną przez chrzest.

Święte rozmyślania

Rzadko myślimy o tym, o czym myśleć będziemy wiecznie. O czym będziemy myśleć wiecznie? O Bogu. Tu na ziemi nie myślimy o Nim prawie nigdy.

Nie myślimy o tym Bogu, którego obecność w nas tu na ziemi daje nam życie łaski, a kiedyś – świetlana – stanowić będzie nasze życie chwały. Kto na ziemi myśli o tym, że jest „Boskim”, że przez chrzest jest osobą uczynioną na kształt Boga, ubóstwioną, że jest prawdziwym dzieckiem Bożym, że Boga nosi w duszy?

Kto z tego tłumu, tłoczącego się na dworcach kolejowych, w drzwiach sal wykładowych i teatrów zastanawia się nad tym poważnie?

Ludzie się nie zastanawiają. Nie zastanawiają się nigdy. Nie myślą nigdy (lub prawie nigdy) o rzeczach istotnych.

Jeden z „młodych” (5) zabity na wojnie pozostawił brzemienne myślą słowa:

„Czy zauważyliście z jaką radosną wdzięcznością modlące się dziecko, czytająca kobieta, człowiek bezczynny i samotny witają każdego, kto przyjdzie im przeszkodzić?

Jak tym chwiejnym trzcinom ciąży to, że muszą być trzcinami myślącymi (6). O ile bardziej wolałyby się poruszać bezmyślnie za podmuchem wiatru.

O! Spędzić minutę, jedną minutę w obliczu swego «ja». Zdaje się ludziom, żeby od tego umarli. I jest w tym cień prawdy: coś by w nich zamarło, umarłaby ta osobowość pozorna, chwiejna, lekkomyślna, nic nie znacząca, zwiewna i bezrozumna, którą w sobie wytwarzają, odkąd doszli do używania rozumu.

Przecież przez skupienie naraziliby się na to, by w strasznym blasku prawdy ujrzeć wieczne i bolesne zagadnienie nędzy i wielkości człowieczej. Jak ciężkie w następstwa są takie nieostrożności! O nie. Ludzie ich nie popełniają. Zostali stworzeni, by jak ptaki mogli szybować na wyżynach, ale zachowali tylko ptasi mózg, a skrzydła połamali, bo wolą pełzać niż latać.

Mamy tylko pięćdziesiąt lub sześćdziesiąt lat świadomego życia. Jest to mało, aby stać się człowiekiem, dużo, by pozostać dzieckiem (7). Ludzie wysilają w tym kierunku wszystkie swoje zdolności. Idą wzdłuż drogi, mijają piękność nie widząc jej, mijają cierpienie nie przyjmując go i z zawiązanymi oczyma biegną ku śmierci.

Pewnego dnia spadnie oślepiająca zasłona. I wtedy otrzymają nagrodę za swój codzienny wysiłek: w chwili, gdy utracą życie, ujrzą i poznają to, co stanowi jego wartość”.

Ks. Raoul Plus SI

(1) Po Soborze Watykańskim II dokonano zmiany rytu chrztu świętego.

(2) Gr. Christophoros – rodzący Chrystusa, noszący w sobie albo inaczej: wyznający Chrystusa. Św. Krzysztof – dawniej opiekun podróżnych, obecnie patron kierowców. Jego wizerunek widnieje między innymi na krakowskich Krzysztoforach oraz herbie Wilna.

(3) Henry Bordeaux (1870–1963) – pisarz bezpośrednio związany z Akcją Francuską (Action Francaise), ruchem ideowo-politycznym francuskiej prawicy nacjonalistycznej i monarchistycznej. Autor piętnastu powieści oraz jedenastu tomów wspomnień, członek Akademii Francuskiej.

(4) Wnuk Renana, oficer wojsk kolonialnych w Afryce, ateista, nawrócony w czasie swego pobytu na Saharze. Zabity na wojnie w chwili, gdy powziął zamiar wstąpienia do dominikanów.

(5) Henryk du Roure, katolik z przekonania, profesor filozofii w kolegium francuskim w Moguncji, zabity w czasie okupacji w potyczce. Życiorys jego napisał Leonard Constat (Bloud).

(6) Francuski filozof, związany z wielokrotnie potępionym przez Kościół katolicki (1613, 1656 i 1715) środowiskiem jansenistów (nazwa tego ruchu pobożnościowego pochodzi od C. Jansena) – Blaise Pascal (1623– 1662) – w swoich Myślach (Pensees, 1670) podkreślił to, iż „człowiek jest tylko trzciną, najwątlejszą w przyrodzie, ale trzciną myślącą”.

(7) Autor nie ma tutaj jednak na myśli dzięcięctwa duchowego.

Powyższy tekst jest fragmentem książki ks. Raoula Plus SI Młodzieńcom ku rozwadze.