Rozdział piąty. Wychowanie moralne i religijne. Dobry przykład

Niezależnie od wszystkich zasad, jakie właśnie wyłożyłem – zasady rozwagi, taktu i rozsądku – jako przewodnika, który umożliwi wam właściwe karcenie swoich dzieci, trzeba jeszcze przedstawić inne warunki, od których w dużym stopniu zależy rezultat i skuteczność karcenia. Gdy tylko wam je podam, przybliżę ten temat, zatrzymując się na tym, jak ważne jest, by nie szczędzić wysiłków w procesie właściwego wychowania dzieci.

Pierwsza rada

Rada pierwsza, którą teraz dam, jest taka, że powinniście być wyczuleni na każdy najmniejszy przejaw stronniczości w kierowaniu dziećmi. W rodzinie, w której jest kilkoro dzieci, często występują między nimi duże różnice w charakterze, nastroju, talentach, tak jak i różnice w cechach fizycznych, a co więcej, jest dosyć naturalne, że rodzice czasem bardziej lubią jedno od drugiego. Mało tego, zdarza się sporadycznie, że doświadczają swoistego uczucia niechęci lub antypatii do któregoś ze swoich dzieci. Takie naturalne uczucia nie są grzechem, ale musicie je trzymać pod kontrolą i hamować na tyle, by w żaden sposób nie wpłynęły na waszą postawę, która powinna być taka sama dla wszystkich bez wyjątku. Gdybyście postąpili inaczej, popełnilibyście poważny błąd.

Nie da się wytłumaczyć, jak szkodliwe są takie rozróżnienia i preferencje dla dobrego wychowania. Takie wyraźne faworyzowanie jednego dziecka, które, inaczej niż pozostałe, staje się przedmiotem waszych szczególnych starań i uwagi, i wszystko, co zrobi, spotyka się z pochwałą i uznaniem, a otwarta niechęć do drugiego, którego uczyniliście przedmiotem szorstkości i rygoru, i w którym zawsze jesteście gotowi znaleźć jakąś winę, oznacza jawną i gorszącą niesprawiedliwość. Jeśli wszystkie są tak samo twoimi dziećmi, skąd ta różnica w traktowaniu? Trzeba tutaj, ku zawstydzeniu ludzkości, stwierdzić, że nie spotyka się tego u zwierząt, które równo traktują swoje młode!

Co więcej, taka niesprawiedliwość jest bardzo szkodliwa w każdym aspekcie. Jest szkodliwa dla faworyzowanych, ponieważ ściąga na nich niechęć rodzeństwa i ponieważ uczą się w ten sposób, że mogą być wymagające, złośliwe, dumne i zawsze gotowe nadużyć waszej słabości. Niestety! Któregoś dnia przekonacie się, jaką smutną nagrodę dostaniecie od swoich beniaminków za całą uwagę, jaką ich obdarzaliście. Jest to zgubne także dla reszty dzieci, które, czując się poniżane, pomijane i zaniedbywane, nie patrzą już na was oczami miłości i nie chcą przyjmować od was karcenia, bo w dużej mierze uważają je za inspirowane nienawiścią i odrazą; i które w końcu zaczynają odczuwać rozgoryczenie, urazę i palącą zazdrość wobec tych, którzy na ich oczach są traktowani lepiej niż oni sami – uczucia, które narastają z upływem lat i w końcu powodują wśród rodzeństwa rozdźwięk i niezgodę, której nigdy nie da się usunąć. Taki jest rezultat waszej stronniczości; tak poważnie skrzywdzi ona najprawdopodobniej wszystkich członków rodziny.

Ale możecie zapytać, czy nie jest słuszne, by wyróżniać i bardziej lubić tych, którzy są najbardziej godni uznania? W rzeczy samej, może jest, pod warunkiem, że wasze upodobanie opiera się na prawdziwych zaletach, a nie na przypadkowych cechach. Chciałbym po prostu zwrócić uwagę na fakt, że nie możecie pozwolić, by uczucie was zaślepiło; aż nazbyt łatwo jest przekonać samego siebie, że to większe zalety sprawiają, iż lubicie jedno dziecko bardziej od drugiego, podczas gdy w rzeczywistości może to być tylko szczególne uczucie albo większa sympatia z waszej strony.

Nie walory umysłu czy ciała są w tym przypadku prawdziwą wartością, lecz zalety serca – rozwaga, posłuszeństwo, dobre zachowanie. Tam, gdzie występują, możecie rzeczywiście okazać szczególne zadowolenie, żeby zachęcić takie dziecko i zmotywować pozostałe do jego naśladowania. W takim przypadku ci pomijani nie mają racjonalnego powodu do narzekania, ponieważ to od nich w pełni zależy, czy też będą tak traktowani. Krótko mówiąc, taka postawa nie jest bynajmniej prymitywnym systemem wyróżniania jednego dziecka i niechęci do pozostałych, co zawsze jest nierozsądne i krzywdzące, ale sprawiedliwym rozdzielaniem nagród i kar, co samo w sobie nie może nikogo urazić.

Ale mimo wszystko, nie zapominajcie, że nawet jeśli jedno z dzieci zasługuje na wasze uczucie bardziej niż pozostałe, musicie mimo wszystko powstrzymać się przed zbyt wyraźnym demonstrowaniem miłości do niego. Jest dość naturalne, że taki szacunek i uczucie powinny być większe tam, gdzie większa jest zasługa, ale trzeba je okazywać bardzo ostrożnie i rozważnie. Pamiętne przykłady pozostawione nam przez Boga w Piśmie Świętym odnośnie zgubnych skutków, jakie szczególne ojcowskie upodobanie przyniosło rodzinie Jakuba, jak choćby w przypadku Józefa, powinny być wyraźną nauką. Józef był ze wszystkich synów Jakuba najsympatyczniejszy, najmądrzejszy i najlepiej się prowadził, jednak gdy ojciec podarował mu piękniejszy i bardziej okazały płaszcz, to wyróżnienie wywołało taką zazdrość braci, że wybuchła w końcu w straszny sposób i sprzedali go w niewolę.

Ten przykład powinien pokazywać, jak rozważni i ostrożni musicie być w zewnętrznym wyrażaniu szczególnych uczuć. Preferencja może być uzasadniona, ale nie zawsze rozsądnie jest ją okazywać. Waszym szczególnym celem powinno być zachowanie miłości wszystkich dzieci i utrzymanie między nimi wzajemnej uprzejmości, zgody, pokoju i miłosierdzia. Na pewno się wam to nie uda, jeżeli będziecie przejawiać wyraźne rozróżnienie i stronniczość w stosunkach z waszymi dziećmi.

Druga rada

Moja druga rada: niech ojciec i matka będą całkowicie zgodni w kierowaniu rodziną, bo jeśli mają odmienny pogląd na sprawy i nie są zgodni w działaniu, nie odniosą sukcesu w wychowaniu swego potomstwa.

Wóz zaprzężony w dwa konie porusza się sprawnie, jeżeli oba ciągną razem i jednoczą swoje siły; a jeśli jeden ciągnie w swoją stronę, a drugi w przeciwną, nie ujadą daleko. Czy widzicie analogię? Jeśli, na przykład, nie pochwalasz postępowania żony i uważasz je za zbyt łagodne i pobłażliwe, a ona z drugiej strony potępia twoje jako zbyt szorstkie i surowe, jeśli oboje stosujecie zupełnie przeciwstawne metody, jeżeli ciągle się sprzeczacie i obwiniacie nawzajem, a przy tym jesteście na tyle nierozważni, by robić to w obecności dzieci, czyniąc z nich w ten sposób świadków waszych dyskusji i sporów, jaki może być rezultat? Taki, że oboje staniecie się godni pogardy w oczach waszych dzieci, poniżycie się przed nimi i zupełnie zmarnujecie pozytywne skutki, jakie mogłoby przynieść karcenie – dzieci szybko się przekonają, że jeśli jeden rodzic je skrytykuje, drugi weźmie w obronę. I tak wasza wzajemna niezgoda zupełnie niszczy ducha domowej dyscypliny, prowokuje dzieci do nieposłuszeństwa i męczy tego rodzica, który, gdyby nikt mu nie przeszkadzał, mógłby dobrze pokierować dziećmi.

Jest zatem rzeczą najwyższej wagi, by rodzice byli jednomyślni i całkowicie zgodni w wychowaniu swoich dzieci. A jeśli powstanie niezgoda – bo jest raczej niemożliwe, by zawsze z kimś się zgadzać – starajcie się dojść do porozumienia sami, nie dając dzieciom podstaw do podejrzeń, że jest między wami różnica zdań. Nie będzie trudno się porozumieć, jeśli w spokojnym i przyjaznym nastroju, nie mając innego powodu niż tylko dobro waszych dzieci, przedstawicie swoje racje bez wrogości i wzajemnego obwiniania się. Pozwólcie jednak, że powtórzę: w obecności dzieci musicie zawsze być jednomyślni i wspierać się wzajemnie, żeby nie mogły się w waszym wypadku sprawdzić słowa Ewangelii: „Każde królestwo, wewnętrznie skłócone, pustoszeje” (Mt 12, 25).

Trzecia rada

Trzecia rada: niech postępowanie rodziców będzie wzorowe i wolne od wszelkich zarzutów. Dobry przykład jest ostatnim obowiązkiem w kształtowaniu wychowania moralnego i religijnego. Te obowiązki, jak pamiętacie, to nauczanie, czujność, karcenie i dobry przykład.

Jestem świadomy, że trudno jest znaleźć tak nikczemnych rodziców, którzy by świadomie uczyli swoje dzieci złych rzeczy. Ogólnie rzecz biorąc, rodzice mówią tylko o uczciwości, honorze, czystości, religii; jaki sens ma jednak to piękne nauczanie, jeżeli dzieci widzą, że wasze postępowanie jest z nim sprzeczne? Co będą naśladować – wasze nauki czy wasz przykład? Czy nie wiecie, że przykład jest bardziej przekonywujący niż słowa? A jeśli prawda ta dotyczy przykładu w ogóle, to o ile bardziej przykładu danego przez rodziców, skoro wszystko sprzyja temu, by był bardziej skuteczny – więzy krwi, wspólnota życia, naturalny instynkt, naturalny szacunek, częste oglądanie dzieci, słuchanie, rozmowy z nimi. Wasze postępowanie jest zawsze otwarte dla ich oczu, a szacunek, jaki w nich wzbudzacie, prowadzi w naturalny sposób do ślepego przyjmowania wszystkiego, co robicie, jakby było prawem, i całkowitego usprawiedliwiania siebie, jeżeli mogą powiedzieć: mój ojciec tak robi, moja matka tak robi. Dlatego z reguły prawdziwe jest twierdzenie: jaki ojciec, taki syn, i wystarczy znać charakter rodzica, by móc domyślić się, jakie będzie dziecko.

Skoro wpływ przykładu rodziców na dzieci jest tak duży, z łatwością zrozumiecie, jak ważne i konieczne jest, by wasze postępowanie było bez zarzutu. Nigdy nie powinniście w ich obecności zrobić lub powiedzieć czegoś niewłaściwego; jednym słowem, całe wasze życie powinno być wzorem cnoty, skromności i chrześcijańskiego postępowania. Wtedy wasze nauki i karcenie pozostawią silny i trwały ślad w sercach waszych dzieci, po prostu dlatego, że zobaczą, iż są poparte i potwierdzone waszym przykładem. Gdybyście mieli postępować inaczej, jaką wagę mogą mieć wasze nauki czy karcenie, jeżeli dajecie waszym dzieciom powód do wymówek, a może wasze przewinienia są jeszcze poważniejsze. W takim przypadku lepiej milczeć i nie zwracać uwagi na to, co robią, bo wasze słowa nie przyniosą żadnego efektu.

Możecie z tego wywnioskować, jak winni i niegodni swego miana są ci rodzice, którzy na tyle się zapominają, by w obecności dzieci mówić i działać bez żadnych zahamowań, i którzy zamiast dawać im dobry przykład, dają ciągłe zgorszenie, ustawiczną szkołę zła i grzechu przez swój skandaliczny język, złe nawyki, wstrętne czyny i nieuporządkowane życie dalekie od Boga i wszystkiego, co dobre i święte. Niestety! W przypadku wielu nieszczęśliwych dzieci byłoby lepiej, gdyby nigdy nie miały kontaktu ze swoimi rodzicami, bo ich widok nie może im dać niczego prócz złego przykładu. Czego syn może nauczyć się od ojca, który potrafi być wesoły tylko w barze albo w złym towarzystwie, który jest nieuczciwy i nie myśli o niczym prócz własnego interesu, pieniędzy i zysku i w którym nie ma nawet śladu religijności. I czego może nauczyć się córka od matki, która jest pochłonięta przyjęciami, strojami i zabawą, a może nawet niedozwolonymi i niezgodnymi z prawem rozrywkami? Czy nie będzie prawdziwym cudem, jeżeli dzieci dorastające w takim środowisku nie okażą się wiernymi kopiami swoich rodziców?

To z pewnością przepełnienie czary niegodziwości, najcięższa ze wszystkich zbrodni. Jeżeli Jezus Chrystus powiedział ogólnie: „Biada człowiekowi, przez którego dokonuje się zgorszenie” (Mt 18, 7), o ileż bardziej groźba ta dotyczy takich rodziców, świadomych, że zgorszenie, które dokonuje się przez nich, jest najbardziej zaraźliwe? Wiem, że wielu rodziców, którzy sami prowadzą złe życie, próbuje za wszelką cenę ukryć to przed dziećmi, by nie dawać okazji do zgorszenia. Możecie być jednak pewni, że wasza ostrożność nie pomoże wam ujść przed uważnym, przenikliwym wzrokiem rodziny. Jeśli nie jesteście naprawdę dobrzy, na próżno staracie się ukryć swoje złe uczynki – wcześniej czy później, bezpośrednio czy nie, dotrą do świadomości waszych dzieci. Nie ma innego sposobu, by mieć opinię szlachetnego, niż naprawdę takim być, a nie tylko na pozór.

Ks. John Hagen

Powyższy tekst jest fragmentem książki ks. Johna Hagena ABC dobrego wychowywania dzieci.