Rozdział piąty. Rodzina pozbawiona głowy

Małżeństwo to szczęśliwy związek dzięki różnicom dzielącym, a nie podobieństwom łączącym obie płci. Różnice w istnieniu oznaczają różnice w statusie. Mężczyźni i kobiety wyraźnie różnią się od siebie pod względem fizycznym i psychologicznym. Połączenie tych różnic powoduje, iż przywódcą każdego ogniska domowego staje się mężczyzna. Gdy dochodzi do innej organizacji rodziny, przyczyny są dwie: kobieca nieskromność i męskie niepohamowanie oraz ludzka nieodpowiedzialność intelektualna.

Dziecięcy wierszyk o pewnym panu, który nie jadał tłustego mięsa, i jego żonie nietykającej mięsa chudego stanowi orzeźwiające wspomnienie czasów, gdy wzajemne uzupełnianie się małżonków było przedkładane nad ewentualne łączące ich podobieństwa. Wspomniana w wierszyku para uosabia wręcz brak podobieństw pomiędzy partnerami w związku małżeńskim. Moja żona nienawidzi osłodzonej herbaty, a ja nie dolewam do tego napoju śmietanki. Żona mojego przyjaciela uwielbia jaskrawe kolory mebli, podczas gdy on preferuje stonowane barwy. Taka rozbieżność gustów, zamiast utrudniać życie w małżeństwie, najsilniej przyczynia się do umocnienia jego instytucji. Piękno bierze swój początek z różnorodności.

Oto jedna z miliona przyczyn, dla których współczesnym umysłom trudno zrozumieć pojęcie rodziny i prawdziwe relacje pomiędzy jej członkami. Dziś jedności nie symbolizuje żywy organizm, na przykład kwiat, lecz raczej kupka popiołu. Takiej jedności nie osiąga się, gdy różne rzeczy wydają wspólny owoc dzięki współdzieleniu zadań – jedność ta powstaje w wyniku rozłożenia takich rzeczy na czynniki pierwsze. Związki pomiędzy ludźmi nie są już spotkaniem umysłów, lecz mariażem wartości, lub w przypadku małżeństw, pogodzeniem męskiego i żeńskiego metabolizmu. Aby uniknąć rozwodu, należy dążyć nie do połączenia podobieństw, ale do małżeństwa hołdującego zasadzie, iż ład i piękno wywodzą się z różnorodności. Jedynym dodatkowym wymogiem w takim przypadku jest to, aby mężczyzna był męski, kobietę cechowała kobiecość, a oboje małżonków akceptowało dziecięcość swoich dzieci. Mąż i żona potrzebują wspólnej wiary, zdrowego rozsądku, wspólnego łoża i stołu oraz wspólnych dzieci. Oprócz spraw i osób wymienionych powyżej związek mogą wzmocnić inne wspólne cele pozostające w orbicie zainteresowań obu płci.

Instytucji rodziny grozi zagłada, jeśli mężczyźni próbują budować małżeńskie relacje na bazie naturalnie autonomicznych przyzwyczajeń kobiet i mężczyzn. Na ogół niewyznający tej samej wiary eksperci od spraw małżeńskich sugerują, iż małżonkowie powinni czytać te same książki lub palić tę samą markę papierosów. Chociaż brak im zdrowego rozsądku, zachęca się ich do współdzielenia uprzedzeń intelektualnych. Często bezdzietnym zaleca się, aby wspólnie się bawili i piastowali siebie nawzajem. Jeżeli podstawą harmonii w małżeństwie ma być wspólna zabawa, to z pewnością będzie to zabawa nieudana, w której coraz częściej jedno z dzieci będzie zabierało zabawki i szukało innego towarzysza. Nazywanie małżeństwa dotrzymywaniem towarzystwa to kłamstwo na miarę stwierdzenia, że Chrystus był w porządku. Jeśli to wszystko, co można powiedzieć o małżeństwie lub Chrystusie, to ludzkość padła ofiarą okrutnego oszustwa. Jeśli małżeństwo sprowadza się do tego, że mężczyzna zamienia kilku lub kilkunastu przyjaciół tej samej płci na jedną towarzyszkę płci przeciwnej, jest to zaiste szalona instytucja, obłąkana gra w karty, w której „dziadek” ma dzieci, mecz tenisowy, w którym dzieci są piłkami, a miłość – brakiem punktów. To wyścig, w którym ludzkość skazana jest na przegraną.

Małżeństwo jest wspaniałą rzeczą, czymś, co mógł wymyślić jedynie Bóg. Kościół porównuje je do relacji łączącej Chrystusa i Jego Kościół, gdyż nie istnieje inne, wystarczająco trafne porównanie. Niech będzie to dla nas ostrzeżeniem – instytucję małżeństwa należy badać i poznawać z wielką pokorą, od samego początku zdając sobie sprawę, iż ma ona nikły związek ze swoim współczesnym substytutem fałszywie określanym tą samą nazw ą i rejestrowanym w tych samych dokumentach urzędowych.

Warte czegoś więcej niż przelotnej uwagi jest to, jak o małżeństwie mówi święty Paweł. Kościół w swojej mądrości włączył jego słowa do obrządku Mszy ślubnej. Święty Paweł rzecze: „Żony niechaj będą poddane swym mężom, jak Panu, bo mąż jest głową żony, jak i Chrystus – głową Kościoła: On – Zbawca Ciała. Lecz jak Kościół jest poddany Chrystusowi, tak i żony mężom – we wszystkim”. Opierając się na tym świadectwie, z charakterystycznym dla katolików paskudnym dogmatyzmem, twierdzę bezdyskusyjnie, iż „mężczyzna jest głową rodziny”. Sprawa nie jest jednak tak oczywista, gdy spojrzeć na statystyki. Ogólnie rzecz biorąc, Amerykanin nie jest głową swojej rodziny. Jeśli pragniemy zreformować pojęcie rodziny, przede wszystkim należy wziąć pod rozwagę różnicę pomiędzy zaleceniami świętego Pawła i świadectwem naszych zmysłów w kwestii męskiego przewodzenia rodzinie. Odnowienie wszystkiego w Chrystusie musi praktycznie niemal rozpocząć się od przywrócenia mężczyźnie jego właściwej pozycji.

Różnice między płciami

Prawdą najoczywistszą, choć zauważaną niemal wyłącznie przez prostodusznych chrześcijan, jest to, iż małżeństwo jest związkiem szczęśliwym z powodu różnic, a nie podobieństw pomiędzy kobietą i mężczyzną. Celem małżeństwa jest spłodzenie potomstwa – udana realizacja tego zamierzenia zależy od funkcji odmiennych dla każdej z płci. Zapewne nie ucieszy to zwolenników równouprawnienia, gdyż różnica funkcji pociąga za sobą różnicę statusów. Kobietę można nazwać równą mężczyźnie, a jabłko równe brzoskwini, jeśli zdefiniuje się równość inaczej, niż czyni to większość z nas. Wspomniane różnice są nie tylko natury fizycznej, ale i psychologicznej, i to właśnie one, a nie żadne kościelne postanowienia czynią w normalnych warunkach mężczyznę głową rodziny.

Rzadko kwestionuje się fizyczne zdolności mężczyzny do przewodzenia rodzinie. Jest silniejszy, logika nakazuje więc, aby utrzymywał rodzinę, a z oczywistych powodów osoba utrzymująca rodzinę powinna być jej głową. Podczas ciąży i wychowywania dzieci kobiety nie dysponują pełną niezależnością, co wskazuje na funkcję, jaką powinien spełniać wobec nich mężczyzna. Głowa rodziny musi być osobą niezależną. Przyczyny wymienione powyżej są przydatne w ustalaniu, kto przewodzi rodzinie, jednakże to przede wszystkim psychologiczne cechy mężczyzny decydują o właściwej dla niego funkcji męża i ojca.

Mężczyźni przeważnie są obiektywni. Łatwiej jest im utrzymać dystans do pewnych spraw i analizować je w oderwaniu od własnej osoby. U kobiet umiejętność ta, choć możliwa do wypracowania, pojawia się nader rzadko. Kobiety skupiają uwagę na ludziach i mierzą wszystko własnym sercem, a co za tym idzie, chętniej okazują współczucie i gotowość do służenia innym. Tendencja ta, gdy staje się cnotą, czyni z kobiety gorące, bijące serce rodziny. Jeśli pozostawić jej wolny wybór, kobieta skłania się ku zajęciom i czynnościom odmiennym od tych, którymi interesują się mężczyźni. Rzadko jej uwagę przyciągają nauki wymagające obiektywizmu. Teologia, filozofia, matematyka i prawo zawsze były i pozostaną dziedzinami obsadzanymi przez mężczyzn. Kobiety wabi natomiast najczęściej to, co wymaga współczucia i bezinteresownej przyjaźni. Często robią karierę pisarską z uwagi na łatwość w okazywaniu uczuć – jeśli przewyższa je powieściopisarz płci męskiej, najczęściej dzieje się tak w przypadku, gdy utwór jest wzbogacony o warstwę filozoficzną. Obiektywizm mężczyzn powoduje, iż częściej interesują ich rzeczy uniwersalne niż szczegóły, tak więc z reguły wiodą prym w komponowaniu muzyki i tworzeniu dzieł sztuki. Nie jest to ani przypadek, ani wynik jakiegokolwiek spisku, że kobiety na ogół zajmują się domem; nie jest również arogancją ze strony mężczyzn, gdy twierdzą, iż dom jest właściwym miejscem dla kobiety. Kobiecemu temperamentowi najlepiej odpowiada towarzystwo znajomych istot, którym kobieta może okazywać w dowolny sposób swoją miłość i oddanie.

Określenie mężczyzny mianem osoby wyzutej z logiki myślenia to obraza równie wielka jak w przypadku, gdy zaprzeczamy istnieniu kobiecej intuicji. Żona zwykle mawia tak: „Johnie Jones, wkurzasz mnie. Zawsze musisz wszystko tak chłodno analizować?”. A mąż odpowiada jej na to z wyrzutem: „A ty zawsze zaczynasz od wyciągnięcia wniosków!”. W ten sposób każde z nich stara się głębiej pojąć daną prawdę. Połączenie męskiej logiki i kobiecej intuicji jest jednym z najpiękniejszych dzieł Bożych, a zarazem darem, dzięki któremu rodzice mogą przekazywać wiedzę swoim dzieciom.

Inne skłonności mężczyzn są wypadkową ich obiektywizmu i wojowniczości. Mężczyzna z natury bywa agresywny i bezpośredni, jego zadaniem jest inicjować i kreślić wizje. Kobieta zwykle wycofuje się na drugi plan, całkowicie zadowala ją, gdy odnajdzie siłę w opiece, jaką roztacza nad nią mąż. Zachowuje ostrożność i sprytnie realizuje swoje cele, sięgając po takt oraz dyplomację jako doraźne metody oddziaływania. Wszystkie owe wrodzone cechy pomagają w ustaleniu właściwego miejsca mężczyzny w społeczeństwie i ognisku domowym.

Trudne do udowodnienia

O relacjach łączących małżonków można powiedzieć znacznie więcej, niż udało mi się napisać w tym eseju, a ponadto żadnej z nich nie sposób udowodnić za pomoc ą wyizolowanego przypadku tej czy innej osoby. Trudno byłoby nawet dowieść trafności kategoryzacji męskich i kobiecych temperamentów, przeprowadzając sondę wśród znajomych. Brzmi to dość przygnębiająco! Można obecnie zaobserwować pewne zjawisko, które z braku lepszego słowa, określiłbym jako feminizację. Feminizacja zachodzi w rodzinie i społeczeństwie, gdy w sytuacjach wymagających męskiego podejścia nadmiernie przejawiane są cnoty charakterystyczne dla kobiet. Jeśli obarczać tu kogokolwiek winą, to wyłącznie mężczyzn. Kobiety nie uzurpują sobie prawa do miejsc przynależnych mężczyznom, lecz odmówienie im tego wątpliwego przywileju również niczego by nie rozwiązało. Żony i matki są zmuszane do przejmowania tronów, z których abdykują mężowie i ojcowie. Mężczyźnie brak dziś operatywności.

Kobieta jest sercem rodziny, zaś mężczyzna dba o powiązanie rodziny z resztą społeczeństwa dla wspólnego dobra nas wszystkich. Zbliżenie rodziny do społeczności to kamień węgielny powołania żonatego mężczyzny, jego misja i domena. Jeśli mężczyzna nie kontroluje realizacji tego zadania, musi podjąć się tego kobieta, a to może doprowadzić do zignorowania wspólnego dobra i nadmiernej troski o dobro tej jednej rodziny. Indywidualne dobro rodziny winno wynikać z dobra ogółu, zamiast stanowić sumę dóbr jednostkowych, tak więc nadmierna troska o dobro pojedynczej rodziny może doprowadzić do sytuacji zwiastującej chaos całemu społeczeństwu. Pomiędzy mężem i żoną istnieje pewien normalny stan napięcia związany ze sprawą dbania o wspólne dobro. Taki stan napięcia umożliwia utrzymanie równowagi. Dla kobiety dbanie o dobro rodziny jest oczywistym priorytetem. Mężczyzna, jeśli prawdziwie jest głową rodziny, zdaje sobie sprawę, iż jej dobro zależy od dobra wspólnego i czyni je najważniejszym celem swoich działań. Dla niego „świadomość społeczna” nie jest chwilową rozrywką, lecz głównym czynnikiem motywującym. W obliczu wyższej konieczności mężczyzna jest nawet gotów zagrozić dobrobytowi swojej rodziny, aby lepiej służyć dobru ogółu. Zawsze dzieje się tak podczas wojny, a niekiedy również w czas pokoju. Stykając się dziś z potrzebą zmiany porządku społecznego, nie możemy uchylać się od odpowiedzialności za wspólne dobro, jeśli mamy uniknąć nieszczęścia.

Tak jak w przypadku świętego Józefa, największą chlubą dla mężczyzny jest określenie go mianem „męża sprawiedliwego”. Męski temperament, cechujący się obiektywizmem, logiką i bezpośredniością, doskonale odpowiada cnocie sprawiedliwości, tej, której tak bardzo brak dziś ludziom i ich sprawom. Wielu z nich przejawia miłosierdzie, dobrą wolę i empatię, którymi nie sposób jednak zastąpić sprawiedliwości. Cechą typowo kobiecą jest okazywanie współczucia ubogim, typowo męską zaś – walka z niesprawiedliwością, która jest przyczyną biedy.

Matriarchat

Statystyczna amerykańska rodzina skłania się ku matriarchatowi. Synowie przyswajają sobie cechy matek, ponieważ ojcowie nie okazują wystarczająco wyraźnie cnót właściwych mężczyznom. Filmy, audycje radiowe i komiksy ukazują boleśnie prawdziwy obraz męskiej podrzędności w rodzinie, równie wyraźny wśród wyznawców Kościoła katolickiego, jak i poza Kościołem. Dzisiejsze wyznanie wiary to prywatna pobożność, a nie publiczne apostolstwo, gdy tymczasem to pierwsze przemawia przeważnie do kobiet, a to ostatnie zyskuje większe zainteresowanie u mężczyzn. Nawet parafialne stowarzyszenia mężczyzn zaczęły tracić właściwą im męską atmosferę i niewiele pomaga tu zorganizowanie „wieczorku sportowego”. Równie wielkim nieszczęściem spowodowanym przez feminizację jest fakt, iż wspomniane stowarzyszenia służą jako strefa buforowa pomiędzy duchownymi i mniej pobożnymi mężczyznami, którym nie brak jednak że agresywnej męskości dojrzałej do wykorzystania w działaniach apostolskich.

Nieustanna, niekończąca się troska dobrego męża i ojca o dobrobyt rodziny to znak dzisiejszych czasów – oszczędzanie od dnia narodzin na opłacenie nauki dzieci, nawet wtedy, gdy dzieci sąsiadów przymierają głodem, korupcja zżera lokalną politykę, słabnie wiara i wykorzystuje się bliźnich. Oto dobro mierzone według norm przyjętych przez żonę i to ona tak naprawdę jest głową rodziny. Nie jest to przywództwo, którego wartość mierzy się w sposób obiektywny. Taki ojciec zostawia swoim synom dobra materialne, a powinien przekazać im cnotę męskości, by mogli posłużyć się nią we własnym życiu. Syn pozbawiony męskości przez matriarchat kobiecych trosk i zainteresowań zaczyna przejawiać „maminsynkostwo”. W sytuacjach trudnych nie potrafi przystąpić do działania bez czułego i kojącego dotyku dłoni kobiecej na swojej skroni. Nie przyda się na nic w armii, niewiele pożytku będzie mieć z niego Akcja Katolicka. Jeśli nie naprawi swojego życia, stanie się większym ciężarem dla przyszłej żony niż jego ojciec dla jego matki, gdyż będzie jeszcze jednym dzieckiem oddanym żonie pod opiekę. Dopóki mężczyźni nie powrócą do troszczenia się o dobro ogółu, wskazując ów cel także swoim dzieciom, nie uda im się pełnić należycie funkcji głowy rodziny.

Przyczyny

Nietrudno znaleźć przyczynę zaniechania ojcostwa. Osobiście uważam, że przyczyny są dwie: kobieca nieskromność i męski brak kontroli nad sobą oraz intelektualna nieodpowiedzialność wywołana współczesnymi metodami postępowania.

Skromność i wstrzemięźliwość uzupełniają się wzajemnie. Bez którejkolwiek z tych cech mężczyźni stają się niewolnikami kobiet. Wywodząca się z grzechu pierwotnego skłonność do rozwiązłości i kobieca kokieteria zyskały na sile, odkąd wprowadzono do powszechnego użycia środki antykoncepcyjne. Uprzednio kobiety nakłaniały mężczyzn do wstrzemięźliwości nie tylko z pobudek moralnych, lecz również z obawy przed społeczną tragedią przyjścia na świat nieślubnego dziecka. Nieograniczona w działaniu natura przynosiła karę, którą niewiele kobiet było w stanie zaryzykować, dlatego też istniały rozliczne środki ostrożności gwarantujące zachowanie twarzy i moralności. Najskuteczniejszym był skromny strój, innym zaś obecność przyzwoitki – niezwykle skuteczne obyczaje chrześcijańskie. Produkcja środków antykoncepcyjnych (zwłaszcza na skalę masową) zmieniła wszystko. Pozostał jedynie lęk przed Bogiem (dość ironiczne pojęcie, gdyż prawdziwy strach przed Bogiem nie pozwoliłby ludziom podjąć masowej produkcji środków antykoncepcyjnych!). Kobiety zaczęły zwracać na siebie uwagę, a mężczyźni zaniechali prób zachowania wstrzemięźliwości. Społeczne nastawienie wobec kobiet zmieniło się tak dalece, że dziś pobożna dziewica może ubrać się równie bezwstydnie, co prostytutka, a jedyną reakcją, z którą się spotka, będą zaczepne poświstywania.

Owa zmiana w naturze kobiecości spowodowała dramatyczną rewizję podejścia do małżeństwa. Płodzenie dzieci stało się kwestią przypadku. Środki antykoncepcyjne przeznaczone głównie dla kobiet zepchnęły decyzję o posiadaniu dzieci na barki matek. Przywilejem kobiety stał się wybór liczby dzieci, które chce urodzić. Gdy dodać do tego zanik męskiej cnoty wstrzemięźliwości, nie należy się dziwić, że współczesny mężczyzna zajął podporządkowaną pozycję. Każdego zdziwiłaby liczba utrzymanek decydujących o losach naszego narodu dzięki sprytnemu wykorzystaniu różnych sztuczek i uległości niepohamowanych w swych popędach mężczyzn.

Jeżeli katolicka rodzina pragnie utrzymać chrześcijańskie zasady moralności w odniesieniu do związku małżeńskiego, musi czynić to w oderwaniu od panujących obecnie tradycji i obyczajów. Dobra wola żony to nie wszystko, jeśli hołduje ona nadal współczesnym poglądom dotyczącym kobiecego wychowania, gdy tylko nie wchodzą w oczywisty konflikt z moralnością. Taka kobieta nadal uważa, iż dzieci to sprawa indywidualnego wyboru, i pochwala praktykę katolickiego (?) kontrolowania narodzin na masową skalę z powodów właściwie niestanowiących żadnego uzasadnienia tak niebezpiecznej decyzji. Mąż może postrzegać swoją żonę jako wyjątek, a jednak ciągle trwać przy swoich poglądach na kobiecość. Wystawia to na próbę jego wierność, a ponadto czyni go nieodpowiednią osobą do przewodzenia dorastającym dzieciom. Gdy chodzi o czystość, indywidualna cnota zawsze będzie zagrożona, o ile nie towarzyszą jej publiczne tradycje moralne.

Druga z przyczyn, dla których mężczyźni tracą przywództwo w rodzinie może równie dobrze stanowić odległą konsekwencję pierwszej. W przeciwnym razie trudno byłoby wyjaśnić, dlaczego mężczyźni tolerują model organizacji społecznej uniemożliwiający im praktycznie realizację życiowego powołania. Koncentracja produkcji w ręku nielicznych osób nie pozostawia przeciętnemu mężowi innej możliwości niż praca najemna. Człowiek ten nie dysponuje już umiejętnościami, własnością ani narzędziami pozwalającymi na ustanowienie własnych celów lub zasad pracy. Gdy wraca do domu z biura, gdzie wszystkie jego dokonania nie wywierają zbyt wielkiego wrażenia na większości społeczeństwa, lub z fabryki, gdzie jego wydajność pracy określają maszyny, może utrzymać kontrolę nad rodziną jedynie poprzez odwrócenie przyzwyczajeń nabytych w pracy. Dzieci mogą poznać cnoty i zalety ojca jedynie w domu, a tam znacznie łatwiej jest osiągnąć ten cel matce. Mąż pomaga zatem żonie w wymyślonych i zainicjowanych przez nią pracach, a w oczach jej oraz własnych dzieci przyjmuje z tego powodu pozycję podporządkowaną. Nic więc dziwnego, iż w większości przypadków przeciętny mąż z przedmieścia okazuje się mniej męski niż jego małżonka!

Aby uspokoić panie

Przelotne spojrzenie na powyższy wywód może spowodować wśród kobiet natychmiastowe uzbrojenie się przeciwko nagłej a krwawej rewolucji planowanej przez rodzaj męski. Gospodynie domowe z pewnością popędzą do sklepu z tkaninami, aby nabyć purpurową materię odpowiednią do koloru krwi, która z pewnością wkrótce poleje się w domowych progach. Biedny ojczulek, przemknie niejednej przez myśl, będzie krążył niczym lew, rozglądając się, kogo by tu pożreć. Odzyskanie pozycji głowy rodziny może stać się jego obsesją. A ci Barrettowie z ulicy Wimpole, w tym układzie jej mąż to z pewnością pantoflarz! Z tego powodu, nim panie wyciągną przedwczesne wnioski (lub, jeśli wolicie, dokonają intuicyjnych spostrzeżeń), mam nadzieję, iż przyjrzą się całej sytuacji nieco dokładniej. Mężczyzna jako głowa rodziny może ofiarować ognisku domowemu większą satysfakcję niż siniak czy rozbita głowa, na przykład ów spokój umysłu na próżno poszukiwany przez neurotyczne matrony w książkach poświęconych temu tematowi. W każdym razie będzie to stan rzeczy, który co rozsądniejsi ludzie uważają za normalny.

Jakiegokolwiek by nie zastosować lekarstwa, recepta ogólna brzmi następująco: dla mężczyzn męskość musi oznaczać misję, którą każdy z nich otrzymuje do wykonania. Misja ta wiąże się: po pierwsze, z honorem i chwałą Bożą; po drugie, ze wspólnym dobrem; po trzecie, z działaniem mężczyzny na rzecz każdej z dwóch wymienionych wcześniej spraw. Wypełniając przydzielone im zadanie, niektórzy mężczyźni dobierają sobie pomocnika, aby w jedności ciała, umysłu i serca łatwiej osiągnąć cel. W wyniku zawarcia tego świętego związku przychodzą na świat dzieci. Nauczane słowem i czynem osiągają fizyczną, intelektualną i duchową dojrzałość, by również mogły podjąć się realizacji misji, którą przeznaczył im Bóg. Jak sami zapewne zauważyliście, wymaga to pewnego typu apostolstwa, a co więcej, nawrócenia. Bez tego chrześcijańskiego pojęcia rodzina osiąga zaledwie połowiczne znaczenie, znaczenie związane jedynie z kobietą. W takim przypadku dzieci są ubrane i gotowe do wyjścia, lecz nie mają dokąd pójść. Przygotowano je, ale nikt nie wie, do czego. Wszyscy oczekują na wielkie wydarzenie, które nigdy nie nastąpi. Mężczyzna zapewnia rodzinie powód, kierunek, motywację i cel.

Gdy stowarzyszenia skupiające rodziny spotykają się, aby podyskutować o wspomnianych przeze mnie problemach, jest wśród nich Chrystus, Maryja i Józef. Zadaniem mężczyzn jest odkrycie przeznaczonych im misji. Zadaniem kobiet jest zrozumienie, jak mogą najlepiej wspomóc swoich mężów w realizacji stojących przed nimi zadań. Spędzając czas na wspólnych dyskusjach i indywidualnych medytacjach, mężczyźni dostrzegają to, co dostrzegł ich Święty Ojciec – ich powołanie musi stać się częścią krucjaty Kościoła, której celem będzie przywrócenie spraw ludzkich Chrystusowi. Oto cel kierujący każdym ich krokiem. To, co na początku wyglądało na wieczór spędzony na towarzyskich rozmowach i rozważaniach, staje się dla nich nową drogą życia. Spoglądając wstecz na najważniejsze momenty w życiu, ujrzą nie pierwszą parę spodni, nie ukończenie szkoły, nie pierwsze zarobione pieniądze, nie pierwsze spotkanie z ich obecnymi żonami, lecz kroki stawiane ku dojrzałości w Chrystusie: chrzest, pokutę, Eucharystię i sakrament małżeństwa.

Praca wypełniająca dni tych mężczyzn zostanie poddana przez nich szczegółowej analizie. Zmienią ją tak, by odważnie, bez obaw o konsekwencje mogli wykonywać ją, jednocześnie działając na rzecz miłosierdzia i sprawiedliwości, gdyż wiedzą, jak nierozsądnie jest szukać bezpieczeństwa gdziekolwiek indziej niż w realizowanej woli Bożej. Jeśli odkryją, że ich obecna praca jest pozbawiona wartości i służy jedynie zyskowi właścicieli zamiast dobru ogólnemu, postarają się znaleźć sposób, aby wycofać się z niej i lepiej wykorzystać talenty ofiarowane im przez Boga w Jemu tylko wiadomym celu.

To właśnie może uczynić każdy mężczyzna dla odzyskania przywództwa w rodzinie. Być może dziwicie się, dlaczego nie napisałem więcej o praktykach religijnych lub rozwijaniu cnót. Czyżbym kładł zbyt wielki nacisk na społeczny aspekt sprawy, a zbyt mało uwagi przywiązywał do problemów duchowych? Nie leży to bynajmniej w moich zamiarach. Gdy tylko mężczyźni stają się świadomi cudownej misji, do której zostali powołani, zaczynają łaknąć Eucharystii jak nigdy dotąd. Ich cnoty rozwiną się nie tylko dzięki aktywności duchowej, lecz przede wszystkim poprzez Chrystusa działającego w nich podczas ich codziennych czynności apostolskich. Obdarzony nowymi celami, nowy chrześcijanin podniesie swych bliźnich z cichej tragedii ich życia, a postępując na wzór Chrystusa, stanie się przykładem dla swych dzieci, dopełniając w ten sposób chwały ojcostwa.

Ed Willock

Powyższy tekst jest fragmentem książki Eda Willocka Rola ojca w rodzinie katolickiej.