Rozdział piąty. Przykład rodziców

Do wychowania młodego pokolenia w duchu religijnym, katolickim i polskim niezbędny jest przykład własnego życia rodziców, Bóg bowiem daje dziecku duszę, ale czym ona zostanie wypełniona, jakie w niej zostaną zasiane ziarna – dobre czy złe, jakie w tej duszy zostaną ugruntowane zasady i przekonania – to już zależy od rodziców jako pierwszych wychowawców duszy dziecięcej.

A w tym wpływie przykład mocniejszy jest od słowa. Przecież zanim jeszcze dziecko przemówić jest zdolne, już widzi i po swojemu naśladuje, cokolwiek czynią starsi. A i później większą wiarę będzie przywiązywać dziecko do tego, co widzi u rodziców, niż do tego, co mówią.

Bo rodzice – to stały nauczyciel w domu, który nie na tablicy lub w książce pokazuje ciekawe rzeczy, ale w każdym czynie, w radości i smutku, w gniewie i dobroci, w pracy i odpoczynku, w modlitwie i niedbalstwie, w najdrobniejszej czynności jest naśladowany. Skoro z tak wielką uwagą dziecko podgląda życie rodziców i je naśladuje, winno się z tego życia uczyć rzetelnej prawdy, aby zdołało rozwinąć w sobie pełnię człowieczeństwa. Aby z małego stało się wielkim. Z niedołężnego silnym.

Bóg sam pomaga i krzepi w tej pracy, bo wkłada do dusz rodziców takie moce, które im pomagają z łatwością spełnić piękne zadanie żywego przykładu.

Rodzice bowiem najpierw mają ten wielki dar natury – przez łaskę uszlachetniony, który ich stawia wyżej od najlepszych nauczycieli i wychowawców: mają miłość rodzicielską, którą wytwarzają węzły krwi, trwające przez całe życie ludzkie. Ta miłość naturalna rodziców do dziecka bardzo im pomaga. Ona rodzi w ognisku domowym atmosferę ciepła, radości, zaufania, ofiarności. Dzięki niej najuboższy domek rodzinny dostarcza więcej wartości kształcących, aniżeli najlepiej urządzony i wyposażony zakład wychowawczy. Dobra matka tyle jest warta, co stu nauczycieli. Dziecko ciągle ją naśladuje, a to naśladowanie jest całym światem nauk. Dlatego sierota, choćby nie miała braków materialnych, jest nieszczęśliwą istotą, bo nie doznaje miłości rodziców. I przeciwnie, dziecko najuboższych rodziców jest szczęśliwe, gdy je otacza troskliwa miłość i czuła opieka dobrego ojca i matki. Czarowna to moc ta rodzicielska miłość; składa się ona z mnóstwa łez, bezsennych nocy, niezliczonych trudów, aktów przebaczenia, wyrozumiałości i upokorzenia.

Drugim naturalnym darem Bożym rodziców jest ich autorytet, czyli powaga. Dla dziecka, zwłaszcza małego, powaga rodziców ma pierwszorzędne znaczenie kształtujące. Z ufnością poddaje się ono tej powadze rodzicielskiej. Bo choć mu nikt o tym nie mówi, to czuje podświadomie, że rodzice zastępują mu Boga na ziemi. I od najmłodszych lat wyobraża sobie Boga na wzór ojca i dobrej swej matki. Poszanowanie, miłość, posłuszeństwo i cześć, słowem: cały stosunek do Boga kształtuje na poszanowaniu, miłości posłuszeństwie i czci do rodziców. Bóg niejako dzieli się z rodzicami swoją władzą nad dzieckiem. Dopuszcza, by rządzili duszą jego, kształtowali i urabiali.

Dzięki powadze, każde słowo ojca i matki, każdy ich czyn nabiera siły wewnętrznej, zdolnej poruszyć i utrwalić dobro.

Te dwie moce, jakimi są powaga rodzicielska i ich naturalna miłość do dziecka, walnie ułatwiają rodzicom spełnienie trudnego zadania żywego przykładu. Jeno trzeba z tych darów korzystać i tak życie rodzinne urządzić, aby istotnie ono się stało niezastąpioną szkołą życia.

Jak to uczynić?

Tak, aby dziecko z przykładu swoich najbliższych i kochanych nauczyło się szczerze miłować Boga i bliźnich, sumiennie pracować, szlachetnie odpoczywać, skromne i pożyteczne prowadzić rozmowy. Wiele zależy od tego, jak rodzice urządzą swój dom, jak rozłożą czas i program zajęć na dni powszednie i świąteczne, jak uszanują liczne tradycje domowe i kościelne oraz praktyki religijne.

Wszystko, co się w domu rodzinnym dzieje, jest nader ważne i święte dla dzieci. I stała godzina rannego wstawania i wieczornego spoczynku. I wspólny pacierz i znak krzyża świętego przed i po przyjęciu posiłku.

I rozejście się po śniadaniu do prac wyznaczonych, i wspólne rozmowy, czytania i śpiewy całej rodziny bądź po obiedzie, bądź po kolacji, zwłaszcza w dni świąteczne.

I nigdy nie opuszczone w niedziele i święta Msze święte, i pilne uczęszczanie do sakramentów świętych, przynajmniej kilka razy do roku.

I dobre pisma i książki religijne, czytane na głos w rodzinie. I powtarzane kazania i nauki, które się w kościele słyszało. I święte rozmowy o rodzinnej parafii, o kościele i o duchowieństwie.

To wszystko pozostanie w duszy dziecka na zawsze. Tę prawdę potwierdzają słowa pewnego pobożnego młodzieńca.

„Dziś dopiero rozumiem – mówił on – jakie znaczenie dla mojego wychowania miały pilnie przez rodziców moich przestrzegane zwyczaje religijne, czy to zwyczaj wspólnego pacierza rano i wieczór, czy odmawiania przez wszystkich domowników Różańca w chłodne wieczory października, litanii w radosne dni maja, czy też śpiewanie Godzinek w niedziele i święta Matki Bożej.

Do dziś też wdzięczny jestem rodzicom za to, że nauczyli mnie korzystać kilka razy do roku z wielkich łask sakramentu pokuty i Eucharystii. Gdy byłem dzieckiem, drżałem, ilekroć razy czekałem na swoją kolejkę u kratek konfesjonału. Ale gdy się obejrzałem, spotykałem się z pogodnym uśmiechem rodziców, którzy przeżywali to, co i ja, z większą tylko ufności ą i miłością. Byłem im wówczas wdzięczny, że znajdowali się przy mnie. Uroczysty nastrój domu w dniu każdej mojej Komunii świętej wypowiadał niejako to, co w duszy czułem. Dziś Bogu dziękuję, że dał mi rodziców, którzy nauczyli mnie szukać szczęścia w czystości i spokoju własnego sumienia”.

W przeciwieństwie do dzisiejszych, dawne rodziny chrześcijańskie żyły pełnią wiary, a w domach ich panowała atmosfera prawdziwie Boża. Oto piękne na ten temat słowa obecnego papieża, wypowiedziane dwa miesiące temu:

„W czasach dawniejszych – mówi Pius XII – wiara religijna przenikała na wskroś całe życie rodzinne. Literatura i sztuka dotyczące ogniska domowego czerpały swe natchnienie z ksiąg świętych. Imiona świętych i patronów znaczyły miasta i miasteczka, góry i źródła. Ścieżki wiejskie i skrzyżowania dróg ukazywały oczom przechodniów wizerunek Chrystusa na krzyżu oraz Jego Najświętszej Matki. Zdawało się, że wszystko, że powietrze nawet samo mówi o Panu. Człowiek żył jakby w styczności z Bogiem, stale pamiętając o Jego wszechobecności i Jego mocy i władzy najwyższej. Budziły go dzwony kościelne, wzywały na Mszę świętą, kazały trzykroć w ciągu dnia Maryję Pannę pozdrawiać. Dzwony kościelne regulowały porządek zajęć codziennych, podczas gdy głos kapłanów zapewniał ich sumienne wykonanie. W tych czasach nikt z was nie znalazłby jednej rodziny, która by nie posiadała katechizmu, Historii Świętej, a częstokroć także Żywotów Świętych Pańskich na każdy dzień roku.

A dziś – mówi dalej Ojciec Święty – ileż to domów, zaśmiecanych książkami o najróżnorodniejszych tytułach, powieściami i opowieściami o przygodach – tamtych ksiąg nie posiada. Iluż rodziców, słusznie troskających się o to, ażeby ich dzieci poznały zasady higieny, troszczy się bardzo niewiele o wykształcenie religijne”.

Najmilsi rodzice, trzeba i nam pośpiesznie wracać do powagi, świętości i do piękna rodzinnego życia, o którym tak ładnie opowiedział nam przed chwilą Zastępca Pana Jezusa na ziemi.

Jakiż dobry przykład miałyby dzieci, gdyby widziały, że rodzice wyrzucają starannie z domu takie śmieci, jak złe książki i pisma, sprośne mowy i żarty, które nie przystoją, brzydkie nałogi pijaństwa, moralne brudy i przekleństwa.

Wyrzucajcie, drodzy rodzice, z domów waszych te śmieci, a także skrzętnie wymiatajcie sprzeczność pomiędzy słowem a czynami waszymi. Bo biada nauczycielowi, gdy dziecko zauważy, że jego postępowanie nie zgadza się z tym, czego uczy.

„A kto by zgorszył jednego z tych małych – powiada Chrystus – którzy we Mnie wierzą, lepiej by mu było, aby mu zawieszono kamień młyński u szyi, i zatopiono go w głębokościach morskich”.

Trzeba by wprost cudu, by dziecko z domu kłamstwa, z domu stałej obmowy i szkalowania bliźnich, z domu zazdrości i nienawiści w stosunku do więcej posiadających, wyrosło na uczciwego i pożytecznego człowieka.

Pamiętajmy, że brudny dom i źli rodzice, to największe zgorszenie dla dzieci, które mamy wychować, jak Bóg tego wymaga – w miłości i prawdzie.

Brudny, nieprzykładny i bezbożny dom – to ruina miłości rodzinnej. Tam nie ma miłości pomiędzy małżonkami i pomiędzy dziećmi. Tam jest spustoszone całe życie rodzinne!

Jeden z komendantów policji, który z racji swego urzędu brał nieraz udział w aresztowaniu komunistów i, oczywiście, zarazem bezbożników, opowiada, że najbardziej go uderzała i zdumiewała w tych aresztowaniach, w chwili rozstawania, zupełna obojętność małżonków względem siebie i rodziców względem dzieci. Powiada, że nie miał wypadku, żeby mąż aresztowany pożegnał żonę, żeby ojciec, a nawet matka aresztowana pożegnała swoje dziecko. Opuszczali dom rodzinny nieraz na parę lat, z bezdusznością zwierzęcą.

To dowodzi, że rodzice bez religii i bez Boga – to zabójcy miłości i powagi rodzicielskiej. To dowodzi, że dom bez Chrystusa, bez tradycji religijnej – to ciemne i zimne więzienie. Oby nas dobry Bóg strzegł od takich rodziców, takich przykładów i takich domów.

A obok domów, które by więzieniem należało nazwać, spotkać można inne, które nazwałbym karczmą lub szynkiem. Pijaństwo, najczęściej w oczach dzieci, napełnia te domy zgorszeniem, przekleństwem, rozpustą i nędzą. Z niezmiernym bólem patrzę, że nawet dziś, w dobie strasznych cierpień przez Boga ku opamiętaniu naszemu zesłanych, nie tylko nie zanika, ale raczej się szerzy plaga pijaństwa. Trudno w wielu domach o kawałek chleba, o ubranko lub książkę dla dziecka, ale wódka zawsze się znajdzie. A z wódką przybywają do domu nieodłączni jej towarzysze – gorszące rozmowy, bijatyki, upodlenie godności ludzkiej i straszne zgorszenie dla maluczkich. Z domu pijackiego wyjdzie wszelka zbrodnia, ale nigdy dobre, posłuszne, szanujące rodziców dziecko. Toteż w imieniu Bożym przestrzegam was, rodzice chrześcijańscy, przed tą plagą pijaństwa. Zapamiętajcie sobie dobrze słowa św. Pawła: „Nie mylcie się!… pijacy… nie posiądą królestwa Bożego”.

Innych nam rodziców i rodzin potrzeba.

My modlimy się o to, żeby wspólna Msza święta i wspólna Komunia święta łączyły rodziców i dzieci we wszystkie rocznice i uroczystości rodzinne, jak imieniny, chrzest, pierwsza Komunia święta, ukończenie szkoły, albo rocznica śmierci najbliższych i drogich nam osób.

Modlimy się o to, żeby w naszych domach rośli polscy święci i polskie święte jak: św. Stanisław Kostka – patron młodzieży, jaśniejący cnotą niewinności, św. Kazimierz – królewicz, św. Wojciech, św. Stanisław – biskup krakowski, św. Andrzej Bobola, św. Klemens Dworzak, św. Florian, błogosławiony Wincenty Kadłubek – biskup krakowski, który przez długie lata pracował w naszej diecezji w klasztorze ojców cystersów pod Jędrzejowem, gdzie też i życia dokona ł, bł. Andrzej Żarówek również z naszej diecezji, urodzony w Opatowcu pod Wiślicą, bł. Jan z Dukli, Władysław z Gielniowa, Szymon z Lipnicy, Czesław i Jacek Odrowążowie, bł. Bogumił, Jakub Strzemię – biskup lwowski, Jan Sarkander, św. Jadwiga – wdowa, św. Kinga, bł. Salomea, Bronisława, Jolanta i inni.

Wiem i wyczuwam, że tego wszystkiego, o czym mówię do was w swym liście, pragniecie, ale także wiem, jak jest trudno nieraz najlepszym nawet rodzicom wychować prawdziwie religijnie swoje dzieci. Wychować człowieka o pięknym charakterze (1).

Bp Czesław Kaczmarek

(1) Niniejszy dodatek to list pasterski biskupa diecezji kieleckiej Czesława Kaczmarka skierowany do rodziców; tekst na podstawie „Kieleckiego Przeglądu Diecezjalnego” z marca 1941 roku.

Powyższy tekst jest dodatkiem do książki Jak od kołyski uczyć o Bogu.