Rozdział piąty. Katolicka nauka o uszczęśliwiającym widzeniu Boga, cz. 1

Kościół Chrystusowy, którego apostoł nazywa „filarem i podwaliną prawdy” (1), zawsze troskliwie strzegł powierzonych sobie skarbów Boskiego objawienia. Pawłowe napomnienie: „Strzeż powierzonego ci skarbu, unikając światowych słów nowości i sprzeciwów rzekomej nauki” (2), były dla niego pobudką do usilnej troski, by nic nie uronić z objawionej mądrości i nie ulec teologicznym błędom, które zaczęły wsączać się w umysły wiernych i je zatruwać jeszcze za życia apostołów.

Katolickie dogmaty i cała wiedza teologiczna, która obecnie mieści się w olbrzymiej ilości tomów, nie posiadała wprawdzie od swego początku tej wyrazistości i formy, jaką udoskonaliły wieki późniejsze. Mimo to jednak Credo pierwszych wieków chrześcijaństwa jest to samo, które my dzisiaj odmawiamy, a w jego prosto sformułowanych artykułach znajdują się te same prawdy, w które my obecnie wierzymy i je wyznajemy. Nic istotnego nie zostało zmienione, niczego nie dodano i niczego też nie ujęto, gdyż „prawda Pańska trwa na wieki” (3), a więc jest niezmienna; wśród zmienności różnych systemów naukowych, pośród morza fałszu i błędu ona jedna tylko trwa niewzruszenie jak skała granitowa umocowana na silnym fundamencie nieomylnego słowa Bożego.

Prawdy Boże nie podlegają substancjalnej zmianie; ich treść istotna była, jest i będzie zawsze ta sama. „Ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się” (4). Kościół katolicki jednak to jak „biegły w nauce o królestwie niebieskim, podobny jest do człowieka gospodarza, który dobywa ze skarbca swego rzeczy nowe i stare” (5). Ze skarbca Bożego objawienia wydobywa on pewne prawdy, wyjaśnia je obszernie i stosuje ich treść do potrzeb danej chwili.

Dogmat widzenia uszczęśliwiającego jest jedną z tych prawd, w które cały Kościół Chrystusowy od początku swego istnienia silnie wierzy. Ta prawda była zawsze na ustach wszystkich wiernych, ilekroć w apostolskim Credo wymawiali słowa: „Wierzę w życie wieczne”. W tym bowiem ostatnim artykule symbolu wiary Kościół zamknął całą naukę teologiczną o uszczęśliwiającej wizji Boga, nauczając, że dusza, która w chwili odłączenia się od ciała nie ma na sobie żadnej winy lub kary doczesnej, albo też za nie już w czyśćcu złożyła odwiecznej sprawiedliwości ekspiację, dostaje się do nieba i tam ogląda Boga „twarzą w twarz”, doznając stąd niewysłowionego szczęścia i wesela.

Katolicka nauka o widzeniu uszczęśliwiającym jest piękna; wnosi ona bowiem dużo nieprzemijających wartości w życie ludzkie, porywając umysł ku wiecznotrwałym ideałom prawdy i zapalając wolę miłością niestworzonego Dobra. Rozważanie dogmatu widzenia uszczęśliwiającego daje człowiekowi dużo optymizmu; w świetle tej prawdy przekonujemy się, że istotnie „dzisiejsze utrapienie nasze, lekkie i przemijające, chwałę wiekuistą wagi niezmiernej sprawuje w nas” (6).

Widzenie uszczęśliwiające według nauki Pisma Świętego

Przy wyzyskiwaniu tekstów biblijnych do eschatologicznego studium o uszczęśliwiającym widzeniu Boga trzeba zwrócić szczególną uwagę na stosunkowo duże bogactwo antropomorfizmów, które tej prawdzie nadają wyraz konkretny, działają bezpośrednio na wyobraźnię i równocześnie na umysł. Pochodzi to bez wątpienia z uniwersalnego charakteru Bożego objawienia i ze stylu właściwego księgom świętym, które nawet najbardziej głębokie tajemnice z dziedziny nadprzyrodzonej przedstawiają celowo w sposób dostosowany do ludzkiej zdolności pojmowania. Jakiekolwiek stąd powstające trudności nie mogą mieć żadnego uzasadnienia, ponieważ wiemy, że dobrze tłumaczące istotę rzeczy terminy widzenia czy oglądania Boga w słowniku skrypturystycznym są synonimami poznania umysłowego, i w takim też znaczeniu posługuje się nimi teologia.

a) Stary Testament.

Izraelici wierzyli w nieśmiertelność duszy. Ta wiara ich przebija ze wszystkich kart ksiąg świętych Starego Testamentu. Jeśli chodzi jednak o sposób istnienia duszy w życiu pozagrobowym i o stan, w jakim się znajdują dusze na tamtym świecie, naród izraelski nie miał w tej kwestii dokładnie sprecyzowanego pojęcia. Według ich wierzeń dusza po rozłączeniu z ciałem zstępuje do podziemnego królestwa umarłych. W księgach Starego Testamentu to miejsce pobytu dusz ludzi umarłych sześćdziesiąt pięć razy nazwane jest szeol, a pięć razy Abaddon. Tam przebywają dusze wszystkich umarłych (refajim), zarówno dobrych jak i złych. Według zdania Hioba szeol jest „ziemią ciemną i okrytą mgłą śmierci, ziemią nędzy i ciemności, kędy cień śmierci jest i nie masz porządku, ale wieczny strach przebywa” (7). Dusze przebywające w szeolu nie prowadzą życia prawdziwie szczęśliwego; nie oglądają tam Boga i Nim się nie cieszą. Eklezjastes mówi: „Cokolwiek może czynić ręka twoja, czyń pilnie, bo ani działalności, ani rozumu, ani mądrości, ani umiejętności nie będzie w otchłani, dokąd ty pośpieszasz” (8). Skoro tak pesymistycznie pojmowano krainę umarłych, to nic dziwnego, że za nią nikt z Izraelitów nie tęsknił; owszem, lękano się zstąpienia do szeolu i dlatego zwracano się do Boga z błagalną prośbą o długie życie i odwrócenie niebezpieczeństwa śmierci. Np. psalmista dziękuje Bogu za wybawienie go od śmierci i za to, że dusza jego nie zstąpiła do szeolu. „Ogarnęły mnie boleści śmiertelne i niebezpieczeństwa otchłani spotkały mnie. Znalazłem ucisk i boleść; ale wzywałem imienia Pańskiego: «O Panie, wybaw duszę moją!». Miłościwy Pan i sprawiedliwy, i Bóg nasz jest litościwy. Pan strzeże maluczkich: uniżony byłem, a wybawił mnie. Wróć się, duszo moja, do spokoju twego, albowiem Pan dobrze ci uczynił; bo wyrwał duszę moją od śmierci, oczy moje od płaczu, nogi moje od upadku” (9). Niektórzy jednak czasem pragnęli śmierci i zstąpienia do szeolu, ale w tym celu, by uwolnić się od jakiegoś nieznośnego bólu i wielkich cierpień. Tak np. patriarcha Jakub pragnął umrzeć i pójść do szeolu, gdy uwierzył w rzekomą śmierć swego syna Józefa. Mówił w nieutulonym żalu: „Zstąpię do syna mego z żałości do otchłani” (10).

Chociaż w tak ciemnych kolorach wyobrażano sobie życie dusz w szeolu, to jednak mimo to spodziewano się, że dusze ludzi świętych i sprawiedliwych zostaną wyzwolone z „ziemi ciemnej i okrytej mgłą śmierci” i osiągną szczęście zupełne. Ma ono polegać na zjednoczeniu się z Bogiem przez poznanie i miłość (11). Dużo szczegółów na ten temat zawierają przede wszystkim psalmy. Tęsknota duszy ludzkiej za doskonałym zjednoczeniem się duszy z Bogiem należy do częstych zwrotów autora natchnionej psalmodii. Stąd niejednokrotnie przy dźwiękach harfy pieśniarzowi Pańskiemu wyrywa się z serca pragnienie oglądania Boskiego oblicza i upajania się Jego niestworzonym pięknem.

„Sprawiedliwy Pan i sprawiedliwość miłuje, prawość widziało oblicze Jego” (12). Sprawiedliwość w Piśmie Świętym bardzo często znaczy tyle co świętość. Ten przymiot stanowi największą ozdobę Bożej natury. Stąd nic dziwnego, że Bóg, sama świętość nieskończona, miłuje tych, którzy jaśnieją tą doskonałością i w niej Go naśladują. Owszem, za nieskalane i cnotliwe życie Stwórca jednoczy duszę bardzo ściśle ze sobą, dopuszcza ją mianowicie do intuicyjnej kontemplacji siebie, upodabnia ją do siebie tak, jak to najbardziej możliwe jest dla stworzenia. „Będziemy podobni do niego, bo ujrzymy go jako jest” (13). Wprawdzie druga część wiersza, a mianowicie: „prawość widziało oblicze Jego”, sama w sobie nie przedstawia znaczenia dowodowego, bo tłumaczenie polskie, idąc za interpretacją Hieronimowej Wulgaty, nie oddało dobrze właściwego sensu. W oryginalnym tekście hebrajskim ta część wiersza brzmi: „Prawi będą oglądali oblicze Jego”.

Również na innym miejscu razem z głęboką wiarą w nadprzyrodzone przeznaczenie człowieka psalmista akcentuje wielką ufność w osiągnięcie błogiego stanu uszczęśliwiającego widzenia Boga. „Nie zostawisz duszy mojej w otchłani, ani dasz świętemu twemu oglądać skażenia. Oznajmiłeś mi drogi żywota, napełnisz mnie weselem przy obliczu twoim, rozkosze na prawicy twej aż do końca” (14). Chociaż słowa te w świetle mowy św. Piotra apostoła, zanotowanej w Dziejach Apostolskich (15), zawierają ideę mesjańską, to jednak na podstawie paralelizmu, jaki istnieje między Chrystusem, Głową ciała mistycznego, a wiernymi, jako członkami tego nadprzyrodzonego organizmu, słusznie można rozszerzyć ich zakres i odnieść do poszczególnych wierzących. Chwała i uwielbienie wybranych będzie udziałem w chwale Chrystusa, który „przemieni ciało naszego uniżenia i upodobni je do ciała jasności swojej” (16), ponieważ „jeśli razem z nim cierpimy, abyśmy z nim razem i uwielbieni byli” (17).

„A ja w sprawiedliwości pokażę się przed obliczem twoim – woła znowu gdzie indziej psalmista – nasycony będę, gdy się ukaże chwała twoja” (18). Podtrzymuje w sobie nadal król-prorok żywą nadzieję, że spotka się z Bogiem „twarzą w twarz”, przyobleczony w szatę sprawiedliwości i świętości. To spotkanie się ze Stwórcą stanowi szczególny powód do radości, gdyż jego konsekwencją ma być zaspokojenie wszelkich pragnień ludzkiej natury, dusza przez całe wieki będzie się nasycała intuicją chwały Bożej. „W kontemplacji żywota wiecznego umysł będzie całkowicie nasycony prawdą. Wszystkie tajemnice porządku przyrodzonego i nadprzyrodzonego zajaśnieją przed wzrokiem duszy w świetle pełnej oczywistości. Umysł błogosławiony ujrzy, jak nieskończone doskonałości Boże związane są jednolitym splotem w Bóstwie, z którym się całkowicie utożsamiają; pojmie on i zrozumie, jak owe rozliczne doskonałości, które dostrzega w świecie, a które w warunkach doczesnych tak bardzo się między sobą różnią, a nieraz wzajemnie się nawet i wykluczają, jak one łączą się harmonijnie i jednoczą w niepodzielnej istocie Bożej i z nią się całkowicie utożsamiają: jak wolność najzupełniejsza idzie w parze z odwieczną niezmiennością, jak nieskończone miłosierdzie utożsamia się z niewzruszoną sprawiedliwością, a najczystsza miłość z najwyższą mądrością” (19).

„Pragnęła dusza moja do Boga mocnego, żywego; kiedyż przyjdę i ukażę się przed obliczem Bożym?” (20) Całe życie ludzkie to status viae, czyli stan pielgrzymowania do celu ostatecznego, którym jest Bóg. Jak z powodu niewygód podróży znużony pielgrzym denerwująco wygląda kresu drogi i jak najprędzej pragnie do niego dotrzeć, tak samo i człowiek wyczerpany walką życiową, wycieńczony na siłach, pośród samych prawie trudności z wielkim utęsknieniem wyczekuje tego momentu, kiedy za „dobry bój” (21), usłyszy błogosławione słowa: „Dobrze, sługo prawy i wierny… Wejdź do wesela Pana twego” (22).

„Panie, chodzić będą w jasności oblicza Twego i w imieniu Twoim będą się weselić cały dzień, i w sprawiedliwości Twojej będą podwyższeni” (23). Niebo nie tylko jest stanem najwyższego szczęścia, wynikającego z posiadania Boga przez umysł i wolę; jest ono również miejscem, gdzie przebywa obecnie Chrystus w uwielbionym ciele i Jego wniebowzięta Matka, a kiedyś znajdą również tam pomieszczenie wszyscy sprawiedliwi, którzy zmartwychwstaną w chwalebnych ciałach. Jako mieszkanie Boga i Jego najbliższych przyjaciół niebo jest tym, czego umysł ludzki w obecnym stanie pojąć nie może, ani nasz język wysłowić nie potrafi. Nawet św. Paweł, który przecież w śmiertelnym swym życiu „zachwycony był aż do trzeciego nieba” (24), nie zdołał wyrazić tego, co wtedy czuł i doznawał, bo przecież „oko nie widziało, ani ucho nie słyszało i w serce człowiecze nie wstąpiło, co Bóg przygotował tym, którzy Go miłują” (25). Nieskończona Prawda, niestworzone Dobro i najcudniejsze Piękno – oto Boska triada, która uszczęśliwia mieszkańców nieba. I nic dziwnego, że błogosławieni, poznając najwyższą Prawdę, kochając najwyższe Dobro i wpatrując się w Boskie Piękno, weselą się i radują w sposób dla nas obecnie niepojęty; przepromienieni zaś niejako jasnością słońca Boskiej Prawdy tak długo będą się cieszyć i doznawać stąd najwyższego szczęścia, jak długo to słońce odwiecznej Mądrości będzie im świeciło; będzie zaś im ono przyświecało przez całą wieczność; nigdy bowiem to słońce nie wygaśnie; przez całą wieczność będzie ono olśniewało umysły prawdą i ogrzewało dusze miłością. „Chodzić będą w jasności oblicza Twego i w imieniu Twoim będą się weselić cały dzień”.

b) Nowy Testament.

W kazaniu na górze między wieloma nagrodami dla ludzi sprawiedliwych za ich czyny dobre przyrzekł Chrystus oglądanie Boga tym, którzy mają serce czyste i niezbrukane grzechem. „Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą” (26). Wprawdzie czystość duszy jest przyczyną oglądania Boga już w tym życiu przez wiarę, i to tym doskonalszego, im bardziej człowiek wyzuty jest z grzesznych przywiązań; niewątpliwie jednak błogosławieństwo to odnosi się do jasnego i intuicyjnego oglądania Stwórcy w życiu przyszłym za cnotliwe i bogobojne życie doczesne.

Na innym znowu miejscu Zbawiciel mówi o bezcennej wartości dusz ludzkich, które ze względu na swoje nadprzyrodzone przeznaczenie cieszą się ciągłą nad sobą opieką aniołów, tych niebieskich adoratorów Boskiego majestatu, kontemplujących wprost oblicze Stwórcy. „Baczcie, abyście nie wzgardzili którymś z tych maluczkich. Powiadam wam bowiem, że aniołowie ich w niebiesiech zawsze widzą oblicze Ojca mego, który jest w niebiesiech” (27). Wyraźnie więc powiada Chrystus, że aniołowie oglądają Boga bezpośrednio. Nie ma racji do powątpiewania, dlaczego człowiek zjednoczony z Bogiem na wieki miałby być pozbawiony tego szczęścia, zwłaszcza że Zbawiciel w rozprawie z saduceuszami na temat zmartwychwstania ciał przyrównuje ludzi do aniołów. „Równi będą aniołom i są synami Bożymi, będąc synami zmartwychwstania” (28).

W modlitwie arcykapłańskiej Chrystus istotę życia wiecznego zakłada na poznawaniu Boga i Słowa Wcielonego. „To jest życie wieczne, aby poznali Ciebie, jedynego Boga prawdziwego i tego, któregoś posłał, Jezusa Chrystusa” (29). Pośrednie poznanie Boga przez światło wiary stanowi w tym życiu konieczny warunek usprawiedliwienia, tej bezwzględnie potrzebnej konieczności do osiągnięcia ostatecznego celu, którym jest życie w chwale. Ci zaś, którzy już osiągnęli życie wieczne, poznają Boga i Chrystusa nie pośrednio, ale intuicyjnie, bo „gdy przyjdzie to, co jest doskonałe, ustanie to, co jest częściowe” (30). Miejsce wiary zastąpi oglądanie.

W świetle więc nauki Chrystusa intuicyjne poznawanie Boga przez tych, co osiągnęli swój cel ostateczny, jest prawdą bezwzględnie pewną.

Ale dodajmy do tego jeszcze kilka ważnych szczegółów zaczerpniętych z eschatologii św. Pawła. Jak na wiele innych tajemnic wiary rzucił ten wielki Apostoł Narodów dużo światła, tak do kwestii widzenia uszczęśliwiającego wniósł niejeden szczegół głębokiej egzegezy.

Po wyśpiewaniu wobec korynckiego kościoła wspaniałego hymnu o teologicznej cnocie miłości i rozpaleniu jej żarem serc wiernych stara się wpłynąć na ich umysł, wskazać na ostateczny kres jego bezustannej pogoni za prawdą. W tym celu odsłania apostoł Koryntianom tajemnicę podniesienia naszego umysłu na stopień doskonałej kontemplacji Boga. „Gdy byłem dziecięciem, mówiłem jako dziecię, rozumiałem jako dziecię, myślałem jako dziecię. Lecz gdym stał się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecięce. Teraz poznaję po części, lecz później poznam jakom i poznany jest” (31).

Poznanie Boga w życiu obecnym i przyszłym pozostaje do siebie w takim stosunku, jak sposób poznawania dziecka i doskonałość wiedzy człowieka dojrzałego. Wiemy przecież, że prymitywne pojęcia nierozwiniętego jeszcze umysłu dziecięcego o otaczającym je świecie stworzonym są ciemne i niedoskonałe. Powiada św. Jan Chryzostom, że „dziecko wprawdzie wiele widzi, słyszy i mówi, niczego jednak jasno nie widzi, czy słyszy lub mówi” (32). Podobnie przedstawia się i nasza wiedza o Bogu w życiu doczesnym. Poznajemy Go per speculum in aenigmate, jakby przez niewyraźne zwierciadło świata materialnego, w którym odbijają się doskonałości niestworzonego bytu Bożego, lub czerpiemy o Nim stosunkowo skąpe wiadomości z nadprzyrodzonego światła wiary. A przeciwnie, pojętność rozumu człowieka dorosłego zdradza wysoki stopień inteligencji i dojrzałości sądu. Podobnie ma się rzecz i z doskonałością poznawania Boga w niebie. Błogosławieni oglądają Jego istotę już nie przez podobieństwo, ale jasno twarzą w twarz i „tak, jak jest”. Wyrażenia św. Pawła apostoła: „później poznam jakom i poznany jest” nie należy pojmować w znaczeniu dosłownym, czyli w ten sposób, jakoby to poznawanie wyczerpywało pełnię Bożego bytu, ale trzeba je rozumieć w sensie użytym dla podkreślenia doskonałości poznawania.

Na czym polega istota oglądania Boga, zdawał sobie sprawę św. Paweł, którego umysł przepojony był głębokim i zdrowym mistycyzmem; poruszając w swych listach do gmin chrześcijańskich kwestię życia pozagrobowego w chwale, na pewno przeżywał on reminiscencje tego momentu, kiedy „zachwycony był do raju i posłyszał tajemnicze słowa, których człowiekowi mówić się nie godzi” (33). Możemy o tym wnioskować z wybitnej jego zdolności umiejętnego odtwarzania porywów duszy, która całą swoją istotą lgnie do Stwórcy.

„Zawsze przeto pełni jesteśmy nadziei, wiedząc, że póki przebywamy w ciele, tułamy się daleko od Pana (bo chodzimy w wierze, a nie w widzeniu), ufamy jednak i wolimy raczej wyjść z tułactwa w ciele, a znaleźć się przy Panu. I dlatego usiłujemy odlegli, czy obecni, Jemu się podobać. Wszyscy bowiem stanąć musimy przed trybunałem Chrystusowym, aby każdy zdał sprawę z czynów dokonanych w ciele, dobrych czy złych” (34). Bóg dla nas w życiu teraźniejszym stanowi odległy, a więc i słabo poznawalny przedmiot poznawania. „Chodzimy w wierze, a nie w widzeniu – per fidem enim ambulamus, et non per speciem”. Istotę Boga oglądamy oczyma wiary. Celem naszych pragnień jest wyzwolenie się z ciała i przeniesienie się do ojczyzny, wobec której życie na ziemi jest tylko wygnaniem. „Przebywamy w ciele, tułamy się daleko od Pana… Ufamy jednak i wolimy raczej wyjść z tułactwa w ciele, a znaleźć się przy Panu”. Znalezienie się przy Panu, czyli stała obecność i obcowanie z Bogiem polega przede wszystkim na Jego poznawaniu intuicyjnym, gdyż niemożliwością jest przebywać z kimś i równocześnie go nie znać, nie patrzeć na niego. Powiada św. Tomasz z Akwinu, że „na próżno chcielibyśmy wyjść z tułactwa w ciele, gdybyśmy zaraz nie mieli się znaleźć przy Panu. Nie znajdujemy się, jak tylko wtedy, gdy oglądamy przez widzenie” (35).

Podobną myśl rozwija św. Paweł również w liście do Tesaloniczan. Zakłopotanym członkom kościoła w Tesalonikach z powodu różnych opinii na temat paruzji Chrystusa wyjaśnia apostoł prawdziwą naukę o drugim przyjściu Zbawiciela na Sąd Ostateczny. „Sam Pan na dany znak i na głos archanioła i na dźwięk trąby Bożej zstąpi z nieba, a zmarli w Chrystusie powstaną pierwsi. Potem i my, którzy żyjemy i pozostawieni jesteśmy, pospołu z nimi zostaniemy pochwyceni na obłoki naprzeciw Chrystusa w powietrze i zawsze z Panem pozostaniemy” (36). Najprawdopodobniej ci sprawiedliwi, którzy dożyją czasu Sądu Ostatecznego, nie umrą, ale żywi z uwielbionym ciałem i duszą przeniesieni zostaną do nieba, żeby na zawsze w nagrodę za uczciwe życie połączyć się z Chrystusem. Chociaż każdego człowieka wiąże powinność śmierci (reatus mortis) jako skutek grzechu pierworodnego, to jednak Bóg w tym wypadku może tym sprawiedliwym ludziom ją podarować, i na pewno ją podaruje, jeśli zechce w taki sposób ostatnich mieszkańców globu ziemskiego przenieść do siebie. „I tak zawsze z Panem pozostaniemy”. Oto są słowa szczerej radości, wyrażającej silną wiarę w bezustanne i wieczne zjednoczenie z Bogiem.

Naukę o uszczęśliwiającym widzeniu Boga znajdujemy również w natchnionych pismach św. Jana apostoła, który jako umiłowany uczeń Chrystusa swoje życie strawił na kontemplacji Boskiej miłości. „Teraz jesteśmy dziećmi Bożymi, a jeszcze się nie okazało, czym będziemy. Wiemy, że gdy się okaże, będziemy podobni do niego; bo ujrzymy go jako jest” (37). Swoim pięknym stylem, pełnym namaszczenia, odtwarza apostoł obraz wizji uszczęśliwiającej jako konsekwencję podniesienia człowieka do nadprzyrodzonego stanu synostwa Bożego przez łaskę. Intuicja Boskiej istoty będzie doskonałym aktem poznawczym, gdyż Boga „ujrzymy jako jest”, a więc bezpośrednio; będzie ona również posiadała zdolność upodobnienia nas do Stwórcy. „Będziemy podobni do Niego”. Św. Tomasz naucza, że „przez to widzenie najbardziej upodabniamy się do Boga i jesteśmy uczestnikami Jego szczęśliwości, albowiem sam Bóg przez swoją istotę poznaje własną substancję, i to stanowi Jego szczęśliwość; dlatego jest powiedziane: gdy się okaże, będziemy podobni do niego, bo ujrzymy go jako jest” (38).

W proroczej zaś wizji niebieskiego Jeruzalem, którego fundamenty mienią się od drogocennych kamieni jaspisu, szafiru, chalcedonu, szmaragdu, chryzolitu, topazu, hiacyntu, ametystu i innych (39), św. Jan poświęca dużo szczegółów w celu odzwierciedlenia życia sprawiedliwych u tronu Baranka, z wielką precyzją i artyzmem przelewa na papier tajemnicze widzenie chwały błogosławionych w krainie szczęścia. Przede wszystkim zaś zwraca uwagę na źródło tego nadprzyrodzonego szczęścia, a mianowicie na intuicyjne poznawanie Stwórcy. „Będą oglądać oblicze Jego” (40). Spośród wielu przyczyn szczęścia w życiu nieśmiertelnym intuicja Boga zajmuje pierwsze miejsce. W tym akcie poznawania Stwórcy mieści się treść całego nieba i jego niezrównanych bogactw chwały.

Ks. Marcin Ziółkowski

(1) 1 Tm 3, 15.

(2) 1 Tm 6, 20.

(3) Ps 116, 2.

(4) Mt 5, 18.

(5) Mt 13, 52.

(6) 2 Kor 4, 17.

(7) Hi 10, 21–22.

(8) Ekle 9, 10.

(9) Ps 114, 3–8.

(10) Rdz 37, 35.

(11) O szeolu porównaj: ks. W. Michalski, Dusza i jej nieśmiertelność w Piśmie świętym, Wiara w nieśmiertelność, praca zbiorowa, Warszawa 1936, s. 69–103; O. Schilling, Der Jenseitsgedanke im Alten Testament. Seine Entwicklung und deren Triebkräfte, Mainz 1951; G. Perrella, La dottrina dell’oltretomba nel Vecchio Testamento, „Divus Thomas” (Pi) 12, 1953, s. 196–204; H. Strack, P. Billerbeck, Kommentar zum Neuen Testament aus Talmud und Midrasch, Exkurs 31, s. 1016–1029; G. Riccioli, Życie Jezusa Chrystusa, tłum. J. Skowroński, Warszawa 1956, s. 100–101; ks. E. Dąbrowski, Nowy Testament na tle epoki, Poznań 1959, t. II, s. 121–122; ks. Cz. Jakubiec, Stare i Nowe Przymierze, Warszawa 1961, s. 186–194.

(12) Ps 10, 8.

(13) 1 J 3, 2.

(14) Ps 15, 10–11.

(15) Dz 2, 24–28.

(16) Flp 3, 21.

(17) Rz 8, 17.

(18) Ps 16, 15.

(19) Ks. dr A. Żychliński, Życie pozagrobowe, Kraków 1944, s. 61–62.

(20) Ps 41, 3.

(21) 2 Tm 4, 7.

(22) Mt 25, 23.

(23) Ps 88, 17; por. R. Tournay, L’eschatologie individuelle dans les Psaumes, „Revue Biblique” 56, 1949, s. 481–506.

(24) 2 Kor 12, 2.

(25) 1 Kor 2, 9.

(26) Mt 5, 8.

(27) Mt 18, 10.

(28) J 17, 3.

(29) Łk 20, 36.

(30) 1 Kor 13, 10.

(31) 1 Kor 13, 11–12.

(32) De incompreh. Dei nat., homil. 1, PG 48, 704.

(33) 2 Kor 12, 4.

(34) 2 Kor 5, 6–10.

(35) Contra gent., l. 4, c. 91.

(36) 1 Tes 4, 16, 17.

(37) 1 J 3, 2.

(38) Contra gent., l. 3, c. 51.

(39) Ap 21, 19–20.

(40) Ap 22, 4.

Powyższy tekst jest fragmentem książki był ks. Marcina Ziółkowskiego Niebo i piekło. Eschatologia, t. 2.