Rozdział ósmy. Edukacja eucharystyczna

Błędem byłoby sprowadzać wiedzę dziecka na temat Eucharystii do rozumienia rzeczywistej obecności Jezusa w Najświętszym Sakramencie oraz rozumienia natury Komunii świętej.

Jak najprędzej i w miarę jak zwiększa się zdolność pojmowania dziecka, powinno być ono wprowadzone w tajemnicę Ofiary Eucharystycznej, innymi słowy, powinno mu się inteligentnie przekazać prawdę o wartości Mszy świętej. To naturalnie zakłada, że ten przekaz oparty jest na pełnej i poprawnej informacji na ten istotny temat – niestety, często nie można powiedzieć, że tak jest.

Łatwo jest wytłumaczyć nawet stosunkowo małym dzieciom – jak widać to w Dziecięcej Wyprawie Krzyżowej (1) – że Pan Jezus nie chciał ograniczyć swojej Ofiary na Krzyżu do jednego tylko dnia, do Wielkiego Piątku.

Ponieważ grzechy wciąż rozpleniały się na świecie, było rzeczą właściwą – choć oczywiście, samo w sobie, nie konieczną, aczkolwiek bez wątpienia właściwą – żeby Pan Jezus powtarzał swoje podniesienie między ziemią a niebem, żeby stanął niczym ekran – ekran Jego przebitych rąk i otwartego boku – pomiędzy sprawiedliwością nieustannie zagniewanego Boga a grzechami ludzkości.

W rezultacie, przed swoją śmiercią Chrystus Pan udzielił swoim apostołom i ich następcom mocy przemiany chleba i wina w swoje Ciało i Krew, mocy ofiarowywania Go na nowo, mocy podniesienia Go znowu w każdej Mszy świętej pomiędzy ziemię i niebo.

Ponieważ każdy dzień, przez ludzkie zbrodnie, przez zapomnienie i niewyrażalną niewdzięczność ze strony tak wielu ludzi, naznaczony jest grzechem i zdradą Judasza, właściwym jest, mówi Bossuet, żeby codziennie był Wielki Piątek.

Pan Nasz w każdej Mszy świętej składa w ręce kapłana gotowość poniesienia całkowitej ofiary, gotowość, którą żywił w chwili Pierwszej Ofiary Eucharystycznej i którą zachował w czasie swej Męki i Konania na Krzyżu.

W ten sposób będzie ciągle ponawiane składanie Jego Ofiary. Nie jest to inna ofiara od owej wielkoczwartkowej podczas Ostatniej Wieczerzy; jest to ta sama ofiara. Nie jest ona też inna od Ofiary Kalwarii. Tam była to Ofiara krwawa, na ołtarzu podczas Mszy świętej jest to Ofiara bezkrwawa. Różna jest tylko forma.

Ażeby podkreślić tożsamość Mszy świętej z Ofiarą Krzyża – ponieważ jest dogmatem, iż stanowią one jedną i tę samą Ofiarę – Kościół dba bardzo, ażeby w każdej Mszy świętej cały szereg szczegółów przywoływało na pamięć Ofiarę Jezusa na Kalwarii.

Kapłan nie może odprawiać Mszy świętej jeżeli nie ma krucyfiksu nad ołtarzem. Kamień ołtarza poniżej obrusa oznakowany jest pięcioma krzyżami, które przywołują na pamięć pięć Ran Chrystusa. Wszystkie przedmioty, których kapłan używa oraz szaty, które ma na sobie, mają coś, co odnosi się do krzyża.

Nie powinno być zatem rzeczą nadmiernie trudną dla dziecka, żeby pilnowało, by mogło należycie poznać prawdę o niewysłowionej tajemnicy Ofiary Chrystusa, odnawianej, a raczej ciągle powtarzanej.

Wówczas nabierze ono nawyku – a jest to bardzo podstawowy nawyk – przyjmowania Komunii świętej nie tylko, by otrzymywać, lecz również by dawać; nie tylko by korzystać z Chleba Żywego, lecz by jednoczyć się z Jezusem w samym akcie Jego ciągle ponawianej Ofiary.

***

Czy dzieci należy poprowadzić dalej w edukacji eucharystycznej ponad poziom omówiony wyżej? To znaczy czy powinny w tak młodym wieku zostać wprowadzone w temat łaski, a zwłaszcza w temat niewysłowionej łaski, danej światu poprzez Najświętszy Sakrament Ołtarza?

Być może rozsądnie będzie zaczekać trochę z zapoznaniem ich z zagadnieniem łaski, lecz należy to mieć cały czas na uwadze. Nie powinniśmy sami decydować o wydzielaniu tym małym chrześcijanom tylko części nauki wiary.

Zanim wnikniemy głęboko w tajemnicę Eucharystii, musimy zrozumieć wspaniałą naukę naszego włączenia w Chrystusa: Pan nasz ażeby przywrócić nam życie łaski, które utraciliśmy przez grzech pierworodny, nie zadowolił się odkupieniem nas od niego spłacając nasz dług zasługami swego Życia i Ofiary, chciał bowiem, żebyśmy byli z Nim jedno, co – jak już zrozumiałem z medytacji – jest punktem szczytowym chrześcijaństwa. Pan po to, żeby wlać w nas ponownie życie nadprzyrodzone, przemienił nas w jedno ze sobą.

Dzięki krwawemu trudowi, jaki nasz Boski Zbawiciel zdecydował się znieść dla nas na Kalwarii, staliśmy się zdolni być włączonymi, osadzonymi i ustanowionymi jako odrośle Żywego Pnia. Chrzest urzeczywistnił owo wzniosłe włączenie w Chrystusa w przypadku każdego z nas.

Od Kalwarii zatem jesteśmy z Ciała Chrystusa, Mistycznym Ciałem Chrystusa: Jezus i my. „Ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami” (J 15, 5).

Wynika z tego piękna i ściśle logiczna konsekwencja: Podobnie jak Boski Odkupiciel, umierając na krzyżu, ofiarował się jako Głowa całej ludzkości, tak w tej czystej Ofierze ofiaruje On Ojcu Niebieskiemu nie tylko siebie jako Głowę Kościoła, lecz w sobie – również swe mistyczne członki.

Od Kalwarii Jezus nie jest oddzielony od swych członków. Ktoś, kto przechodzi przez drzwi nie przekłada najpierw głowy, a po dwudziestu metrach – pozostałych członków swego ciała; przechodzi przez nie jako całość w jednym momencie.

Czy tak trudno sprawić, żeby nasi mali chrześcijanie to zrozumieli? Oczywiście będziemy starali się wytłumaczyć im to dopiero, gdy uświadomimy im, jakie znaczenie ma dla nich chrzest oraz jak wspaniały jest ich status w świetle nauki Chrystusa.

Zbyt łatwo mówimy sobie, że to trudne i pod tym uspokajającym pretekstem zaniedbujemy to, by przekazać dzieciom radość i wiedzę przydającą im splendoru, którym bezsprzecznie potrafią się cieszyć.

Będę uczył swe dzieci, by jak najszybciej odnalazły w Eucharystii wielki plan Chrystusa świadczący o Jego miłości. W akcie Ofiary składanej przez ręce kapłana, którego słowo jedynie sprowadziło Go na ołtarz, wierni sami, złączeni jednym pragnieniem i jedną modlitwą, składają Ojcu Przedwiecznemu najmilszą Ofiarę uwielbienia i wyjednania wszelkich łask potrzebnych Kościołowi.

***

Powinniśmy wpoić w dzieci zwyczaj chodzenia do Komunii świętej nie tylko po to, by otrzymywać – choć już samo to jest ogromnym przywilejem, bo „jeżeli nie będziemy spożywali Ciała Syna Człowieczego, nie będziemy mieli życia sobie” (por. J 6, 53) – lecz przede wszystkim, by dawać. Rozważaliśmy to zagadnienie wcześniej, lecz jest ono godne wielkiej uwagi.

Jak możemy oczekiwać, że prawdziwie zjednoczymy się z Tym, który jest zarówno ofiarą jak i żertwą, jeżeli nie będziemy starali się podtrzymywać ducha poświęcenia w najskrytszych głębiach naszego jestestwa?

Połączenie dwóch bytów, z których jeden jest w stanie ofiarowania się, a drugi nie, jeden jest przepełniony wielkodusznością i poświęceniem, a drugi nie – byłoby jedynie postawieniem obok siebie dwóch całkowicie różnych bytów. Czy to oznacza zjednoczenie?

Zatem duch poświęcenia jest dyspozycją, którą powinniśmy w sobie w pierwszym rzędzie rozwijać, jeżeli chcemy wynieść z Eucharystii jak największą korzyść. Kapłan w czasie Ofiarowania wpuszcza kilka kropel wody do kielicha. My musimy wlać całe swoje jestestwo do kielicha ofiarnego.

Pragnienie dawania powinno nas ożywiać znacznie bardziej niż pragnienie otrzymywania. Zaoferować wielkoduszność, zrozumieć wezwanie do ofiary, do złączonej ofiary – oto duch eucharystyczny.

Gdybyśmy tylko potrafili natchnąć wszystkie swoje praktyki religijne i działania ową dyspozycją, która tak wiele dla nas znaczy, gdy uczestniczymy w największym, jaki jest możliwy, akcie czci – w świętej Ofierze Mszy świętej.

Dla iluż to ich całą ich modlitwą jest modlitwa błagalna! Gdy mają trudności, czegoś potrzebują, to wyciągają rękę: „Panie, daj mi…” Takiej modlitwy się nie zabrania, ale to nie wszystko, co można nazwać modlitwą.

„Modlitwa – jak mówi katechizm – jest wzniesieniem naszych umysłów i serc do Boga…” Po co? Żeby Go wielbić, dziękować Mu, błagać Go o przebaczenie i prosić o łaski.

Prośba o łaski jest ostatnią w kolejności w porządku modlitw. Pierwszą i główną jest modlitwa uwielbienia, jest ona naszym hołdem skierowanym ku Bogu. To ku Niemu a nie ku sobie powinny być skierowane nasze dusze. „Wysławiam Cię, bo wielka jest chwała Twoja”. Oto podstawowe uczucie wyrażone w Gloria in excelsis. „Wielbi dusza moja Pana” – to Magnificat, radosna modlitwa Maryi.

W modlitwie dziękczynienia jest pewna doza myśli o nas samych, lecz my jesteśmy na drugim planie. Modlimy się, ponieważ otrzymaliśmy od Boga dar. Dziękujemy Mu za Jego dobrodziejstwa. Ten rodzaj modlitwy mógłby być znacznie częstszy! Jest tak wielu, którzy mają zwyczaj otrzymywać, nie dziękując nigdy.

W modlitwie przebłagalnej modlący się jest rzeczywiście obecny w swojej modlitwie; on bowiem zgrzeszy ł; to o sobie mówi. Modlitwa ta jest jednak znakomita choć dopiero trzecia w hierarchii świetności.

A ile modlitwy pozostałoby w życiu większości chrześcijan, gdyby nie zaliczono ich modlitw błagalnych do czci, jaką oddają Bogu?

Jak z tego punktu widzenia wygląda moja modlitwa? Czy zasadniczym moim celem jest zainteresowanie Boga moimi sprawami a nie moje zainteresowanie się Bogiem?

Powinienem rozszerzyć swoją koncepcję czci oddawanej Bogu. Będę uczył swoje dzieci, że w modlitwie mają prosić, błagać o przebaczenie, dziękować, lecz nade wszystko będę je uczył, że mają wielbić Boga.

Ks. Raoul Plus SI

(1) Wydawnictwo lokalne.

Powyższy tekst jest fragmentem książki ks. Raoula Plus SI Chrystus w rodzinie. t. III: Wychowanie.