Rozdział jedenasty. Obowiązki stanu, cz. 2

Ręce

W starożytnym muzeum w Brukseli znajduje się niezwykle ciekawy obraz Antona van Dycka (1), który przedstawia osiem, wyrazistych jak twarze, rąk.

Jaki piękny do rozważenia temat: moje ręce. Jeśli jestem fizycznym pracownikiem, szorstkie ręce, podobne do rąk cieśli Józefa, ręce jak jego dłonie przez Boga błogosławione, jeśli jak on, przyjmuję i Bogu ofiarowuję moją codzienną męczącą pracę. Ręce, które dotykają tkanin i pak, jeśli pracuję w sklepie lub biurze. Ręce trzymające pióro, jeśli poświęcam się wolnym zawodom.

Ręce zawsze czyste – nieprawdaż?

Ręce pracowite, nie bojące się pracy.

Ręce mądre i artystyczne; trzeba robić ze smakiem wszystko, co się robi.

Pomyślę o tych, którzy nie mają jednej ręki lub czasem obu.

Jakie szczęście mieć ręce, móc nimi poruszać, posługiwać się. Nie przychodzi nam na myśl, aby dziękować! A jednak, gdybym był pozbawiony rąk! Dzięki Ci o Boże, żeś Twymi Boskimi rękoma ukształtował moje ręce do pracy.

Ale oto inne ręce rysują się w mojej pamięci… przebite ręce ukrzyżowanego Zbawiciela. Przedziwnie wzruszająca jest ich historia. Maleńkie rączki Jezusa ze stajenki, miłośnie całowane przez Maryję.

Rosnące ręce, które się kaleczyły przy warsztacie; apostolskie ręce, które siały dobrodziejstwa, przywracały ślepym wzrok a głuchym słuch, które rozmnażały chleb i kruszyły kłosy, aby nakarmić Pana, które wypędzały przekupniów; eucharystyczne ręce z Wieczernika i z Emaus, krwawe ręce na krzyżu, które pod uderzeniami młota drżały z boleści i z miłości!…

Ręce Jezusa wyciągnijcie się za mną ku Ojcu, otoczcie mnie waszą opieką, wskażcie mi serce waszego Pana!

Inicjatywa

Inicjatywa jest naturalnym celem życia pełnego i bogatego, jest ekspansją pełnej i bujnej aktywności ujętej w karby.

Jest ekspansją w karby ujętą – gdyż inaczej nie jest przedsiębiorczością, ale zuchwalstwem.

Przyszły miliarder Carnegie w wieku piętnastu lat był zwykłym telegrafistą w wielkiej kompanii kolejowej. Pewnego dnia dowiaduje się z depeszy o wykolejeniu, które spowodowało parogodzinne zamknięcie toru. Na swoją rękę telegrafuje, aby pociągi osobowe zostały wstrzymane na stacjach, podczas gdy pociągi towarowe będą ekspediowane. Szef Carnegiego przybywa do biura z dwugodzinnym opóźnieniem. Widzi, że szkody są naprawione. Jako prawdziwy Amerykanin nie mówi słowa, ale od tej chwili kariera Carnegiego jest zapewniona.

Dlatego też Vogüé mógł napisać bez kłamstwa: „Smutne doświadczenie uczy nas, że istnieje kategoryczna sprzeczność między słowem inicjatywa a słowem porządny człowiek. Czasami porządni ludzie popierają wysiłki czynione dla ich zbawienia – i to już wielkie szczęście, gdy się im nie sprzeciwiają, ale sami nie podejmują tych wysiłków, nigdy ich nie inicjują” (2).

Nie będę należeć do tych smętnych poczciwców. Pewien biskup, też Amerykanin, miał jako hasło słowa: „To dare and to do”, to znaczy: „ośmielać się i czynić”.

Dla człowieka, który przy tym umie być ostrożnym i jasno patrzeć nie ma lepszego programu.

Być wybitnym w swoim zawodzie

Bardzo znamienna jest legenda o św. Maternie i o cieślach.

Święty stara się dostać do pracujących w lesie drwali i cieśli. Cieśle przyjmują go uprzejmie, częstują go nawet napitkami. Ale gdy tylko próbuje ich ewangelizować, natychmiast hałas pił i siekier głuszy jego głos.

Podobnie dzieje się w wielu pracowniach, w biurach, na spotkaniach młodych. Dobrego towarzysza wita się chętnie, lecz prozelityzmu (3) nie potrzeba!

Wtedy – opowiada dalej alzacka legenda – pewien pracujący od rana młody robotnik występuje: „Dlaczego śmiejecie się z tego starca?”. Wszyscy się odwracają: „Kim ty jesteś?”. „Umiem robić wszystko.” I nowo przybyły rzeźbi na oczach wszystkich zgrabny kapitel, toczy nogę stołową… „Rzeczywiście, tak dobrze pracujesz, że możesz być mistrzem nas wszystkich.” I młody cieśla tłumaczy im, że rzeczywiście jest ich mistrzem i panem, On, Jezus, syn Józefa. I odtąd św. Matern był dobrze przyjmowany przez cieśli.

Jeśli w świecie pracy, w tym świecie nie tyle złym, ile skłonnym do przekpiwania, pojawią się ludzie o mocnych przekonaniach katolickich, o dużej wartości moralnej, i którzy będą równocześnie bardzo kompetentni w swoim zawodzie – to do nich będą należeć przyszłość i wyznaczanie kierunku.

Świat pracy ceni przede wszystkim solidną pracę. Jeśli zobaczy, że umiem robić wszystko, będzie miał dla mnie szacunek. Skoro tylko ktoś zdobył sobie szacunek, może wszystko powiedzieć – i będzie słuchany.

Będę wybitny w swoim zawodzie, aby moje apostolstwo było tym owocniejsze.

Bóg w interesach

„Tak w interesach, jak i nigdzie indziej nie można obyć się bez Boga” – powiedział wielki przemysłowiec Karol Nicaisse.

Nie ma interesów bez sumienności, nie ma sumienności bez wierności Bogu.

Zbyt często ogranicza się Boga jedynie do prywatnego i rodzinnego życia. Tam przyznaje Mu się miejsce i chce Mu się służyć. Zdecydowanie rzadziej czyni się to w społecznym i zawodowym życiu. Jest miejsce dla Boga i miejsce, gdzie robi się interesy; między nimi nie ma żadnego związku.Moralność, a tym mniej religia – powiadają ludzie – nie mają żadnego związku z produkcją obuwia czy samochodów, z szyciem ubrania, z zawieraniem umowy dzierżawy lub umowy o pracę.

Jeśli chce się przez to wyrazić, że zajęcie się tymi materialnymi sprawami nie jest bezpośrednim przedmiotem moralności i religii, to jest to słuszne twierdzenie. Lecz jeśli chce się powiedzieć, że transakcje handlowe, umowy kupna i najmu, różnego rodzaju działalności gospodarcze wymykają się spod praw moralności i nie powinny być dyktowane sprawiedliwością – jest to wielki błąd.

Człowiek, który niejako dopuszcza Boga do swoich interesów, zobowiązuje się tym samym, by zawsze być sumiennym, by dostarczać jedynie towar uczciwie zrobiony, uczciwie zważony, po cenie uczciwie obliczonej. Bardzo trafnie powiedziano w tym względzie: „Jest chrześcijański sposób zapracowania na chleb”, a także: „Bezpieczeństwo dróg wzrasta w prostym stosunku do ilości szoferów bojących się Boga”.

Postanowienie: Będę zawsze sumienny w mojej pracy i w moich zarobkach.

Przełożony

„Gdyby było dużo takich ludzi, jak pan, nie byłoby wielu takich, jak ja” – powiedział pewien marynarz, eksrewolucjonista, do swego dawnego porucznika, który powoli, przez łagodność, spokój, wyrozumiałość i życzliwość bez słabości, ale i bez zarozumiałości – doprowadził go do uznania ładu i dyscypliny.

Nierozumna twardość niektórych przełożonych nie tłumaczy całej kwestii socjalnej. Daleko do tego. Istnieją i inne powody: okoliczności, instytucje, osłabienie idei chrześcijańskiej. Ale jednak powiedzenie owego marynarza jest znamienne i warte zapamiętania. Często ludzie dyskredytują urzędy.

Kwestia socjalna – mówi Leon Harmel (4) – jest kwestią szacunku. A Fénélon (5) tak się wyrażał: „Ludzie ubliżają sprawiedliwości, nie łącząc z nią łagodności, szacunku i względności;jest to zły sposób czynienia dobrze”.

Szacunek. Tego słowa używa i Harmel i Fénélon. Tłumaczy ono wiele rzeczy. Szacunek to oliwa w trybach społecznej maszyny; to ułatwienie stosunków, to coś, co pozostawiając każdego na swoim miejscu wyrównuje jednak odległości, co nie pozwala, jednym odczuwać ich wyższości, drugim ich niższości; szacunek nie znosząc nierówności dąży do tego, aby o nich zapominano i tak wprowadza między ludzi wraz z większym wzajemnym poważaniem, poczucie rodzinnego przywiązania i przyjaźni, które posłuszeństwo czynią lekkim a sprawowanie władzy możliwym.

Światło na świeczniku

Przysłowie arabskie mówi, że człowiek ukrywa swe wady pod pachą, ale skoro podniesie rękę by rozkazywać, błędy te wypadają i wszyscy je widzą.

Każdy, który z jakiegokolwiek tytułu piastuje jakąś godność ma wielką odpowiedzialność. Zaszczyty zobowiązują (noblesse oblige).

Nie ma nic gorszego, niż zabiegać o jakieś stanowisko, nie dbając o to, czy się go zaszczytnie wypełni.

Nie kłaść światła pod korzec. Ale jeśli to światło jest na świeczniku, uważać trzeba, aby jego blask był bez skazy i bez zaćmień.

Trzeba wielkiej cnoty, aby słuchać. Ale trzeba jeszcze więcej przymiotów, aby rozkazywać.

Zwłaszcza w dzisiejszych czasach, kiedy każda cząstka władzy jest przedmiotem zazdrości, kiedy najmniejsza godność jest znienawidzona – jeśli w sprawowanie jakiegokolwiek urzędu nie włożymy taktu, delikatności, bezinteresowności, łagodnej odwagi, połączonej ze spokojną stanowczością, jeśli w nie nie włożymy zrozumienia dusz, ich potrzeb; ich trudności, ich większej niż dawniej drażliwości – to lepiej, żebyśmy się od sprawowania tego urzędu wstrzymali i z oczu ludzkich zniknęli.

Minęły już czasy – jeśli kiedykolwiek mogły istnieć – rozkazywania z góry, bez delikatności, bez wyczucia; minęły czasy, w których można było zajmować wyższe stanowisko, nie troszcząc się o dobro mniej uprzywilejowanych braci.

Ks. Raoul Plus SI

(1) Anton van Dyck (1559–1641) – wybitny portrecista; nadworny malarz Karola I, współpracownik Rubensa.

(2) Ollé la Prune w przedmowie do książki Le prix de la vie, do książki, której nie można nie czytać i nie rozważać, jeżeli się jest przyzwyczajonym do książek poważnych – mówi to samo: „Wielu zacnych ludzi nie sprzeciwia się temu, aby ich prowadzono, bo aby iść nie będąc prowadzonym trzeba się wiele namozolić”.

(3) Prozelityzm – dążenie do nawracania na swoją wiarę, do pozyskania zwolenników jakiejś idei.

(4) Leon Harmel (1829–1915) – przemysłowiec, zwany „dobrym ojcem” robotników. Swoją fabrykę w Ardenach postanowił uczynić wzorem chrześcijańskiego zakładu pracy, tworząc w niej samorządną korporację złożoną z wszystkich kategorii pracowników, jak również radę zakładową, którą dopuścił do współudziału w zarządzie firmy, oraz kasę oszczędnościowo-zapomogową. Jego Podręcznik chrześcijańskiej korporacji (1877) opatrzył przedmową kardynał Pecci (późniejszy Leon XIII). Harmel organizował także, bezprecedensowe dotąd, wielotysięczne pielgrzymki francuskiego świata pracy do Rzymu, zorganizował też pierwszy Kongres Robotników Chrześcijańskich.

(5) Francois de Saliniac de la Mothe Fénélon (1651–1715), pisarz, teolog, pedagog i moralista, arcybiskup Cambray, dyrektor zakładu wychowawczego dla dziewcząt nawróconych z protestantyzmu, wychowawca księcia Burgundii; bronił nauki o całkowitej śmierci egoistycznego życia, istnienie Boga wywodził z piękna i harmonii natury, polemizował z jansenistami.

Powyższy tekst jest fragmentem książki ks. Raoula Plus SI Młodzieńcom ku rozwadze.