Rozdział jedenasty. O miłości uszczęśliwiającej

W akcie widzenia uszczęśliwiającego błogosławieni poznają Boga intuicyjnie, a więc bezpośrednio, jasno i doskonale. Poznają Go jako Prawdę nieskończoną; ich umysł za pomocą światła chwały zagłębia się w tajemnicach Boskiej istoty, czerpiąc stąd olbrzymią wiedzę o Bogu i o świecie stworzonym.

Błogosławieni jednak poznają Boga nie tylko jako Prawdę nieskończoną; poznają oni Go również jako Dobro najwyższe; widzą w Nim sumę wszelkiego dobra. Owszem, oni to Dobro nieskończone posiadają, są z Nim zjednoczeni tak ściśle, jak to w ogóle jest możliwe dla stworzenia; są zaś zjednoczeni z Nim już na zawsze bez jakiejkolwiek obawy Jego utraty.

Z poznawania Boga jako Dobra nieskończonego rodzi się w błogosławionych miłość. Wola bowiem lgnie samorzutnie do poznanego uprzednio Dobra i kocha je. Błogosławieni, kochając Boga nade wszystko, doznają stąd niewysłowionego szczęścia. Miłość bowiem jest jednym z twórczych czynników szczęścia według powiedzenia średniowiecznego teologa Hugona od św. Wiktora: „Nikt bez miłości nie może być szczęśliwy”. Dlatego tę miłość, którą pałają do Boga błogosławieni w niebie, teologia nazywa miłością uszczęśliwiającą (amor beatificus).

Św. Paweł apostoł mówi że „miłość nigdy nie ustaje, chociaż proroctwa się skończą, choć zniknie dar języków, choć przeminie wiedza” (1). W niebie już jest niepotrzebny charyzmat proroctwa lub dar języków albo wiedza abstrakcyjna. „Gdy przyjdzie to, co jest doskonałe, ustanie to, co jest częściowe” (2) – powiada św. Paweł. W niebie intuicyjna kontemplacja najwyższej Prawdy odsłania uwielbionemu umysłowi błogosławionych olbrzymią dziedzinę tajemnic świata przyrodzonego i nadprzyrodzonego.

W niebie ustaje wiara i nadzieja, jak to głosi konstytucja dogmatyczna papieża Benedykta XII Benedictus Deus. „Oglądanie Boskiej istoty i Jej posiadanie wyniszcza w duszach akty wiary i nadziei” (3). Zbawienie dusz, czyli bezpośrednie oglądanie Boga św. Piotr nazywa kresem wiary – „finis fidei salus animarum” (4). U bram nieba ustaje wiara. Jej miejsce zajmuje w niebie intuicyjne i doskonałe poznawanie Boga, nadzieję zaś zastępuje posiadanie celu ostatecznego. Z cnót teologicznych jedna tylko „miłość nie ustaje – caritas numquam excidit”. Z nią przechodzi dusza do wiecznego odpocznienia, do nieba. Tam dopiero miłość płonie najżywszym płomieniem. Wola błogosławionych bowiem osiągnęła to, czego ciągle pragnęła i czego szukała na wszystkich drogach doczesnej pielgrzymki; zdobyła już nieutracalnie Dobro zupełne, najwyższe i nieskończone (5).

Obecnie nie możemy w żaden sposób pojąć tego ogromu uszczęśliwiającej miłości błogosławionych. Jeśli my tutaj na ziemi, posiadając małą cząstkę dobra stworzonego, obejmujemy je miłością i odczuwamy stąd radość i szczęście, to jakże wielka musi być miłość błogosławionych w niebie, posiadających Dobro najwyższe i niestworzone – Boga, który „sam tylko swoją nieskończoną dobrocią potrafi doskonale napełnić wolę ludzką!” (6).

„Miłość jest życia najpiękniejszym kwiatem” (7) – mówi ks. Franciszek Sawicki. Nigdy nieprzemijającą wartość miłości dobrze oceniał św. Paweł apostoł, gdy w liście do Koryntian pisał: „Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, byłbym jako miedź dźwięcząca albo cymbał brzmiący. I gdybym miał dar proroctwa, znał wszystkie tajemnice i posiadał wszelką wiedzę, a wiarę miałbym taką, iżbym przenosił góry, a miłości bym nie miał, niczym nie jestem. I gdybym na żywienie ubogich rozdał wszystką majętność swoją, a ciało swoje wydał na spalenie, a miłości bym nie miał, nic mi nie pomoże” (8). Jak zaś Pawłowe serce gorzało miłością Boga, możemy wnosić ze słów, które skreślił do wiernych Wiecznego Miasta: „Jestem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani potęgi, ani moce, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani siła, ani co wysokie, ani co głębokie, ani żadne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Bożej, która jest w Chrystusie Jezusie Panu naszym” (9). Przytoczone słowa pozwalają nam zorientować się w wielkiej skali uczuć miłości Boga, którą gorzało serce apostoła. Uprzytamniają nam one również do pewnego stopnia tę miłość Boga, która uszczęśliwia dusze zbawionych w niebie.

„Tam to odpoczywać będziemy i widzieć; widzieć i kochać; kochać i chwalić. Oto, co będzie na końcu bez końca” (10) – tak charakteryzuje niebo św. Augustyn.

Miłość uszczęśliwiająca jest przebóstwieniem woli błogosławionych tak, jak widzenie uszczęśliwiające jest przebóstwieniem ich umysłu. Jak przez widzenie uszczęśliwiające błogosławieni uczestniczą w wiedzy i mądrości Boga, tak przez uszczęśliwiającą miłość biorą udział w Jego świętości (11).

Czym jest miłość uszczęśliwiająca błogosławionych w niebie, o tym mogą trochę powiedzieć święci mistycy, którzy w czasie mistycznej kontemplacji najlepiej spośród śmiertelników wniknęli w tajemnice nieba. Św. Bernard mówi, że miłość Boża przebóstwia świętych i jednoczy ich z Bogiem w sposób najbardziej możliwy dla stworzenia (12).

Św. Jan od Krzyża tak mówi o zjednoczeniu duszy z Bogiem przez miłość w czasie mistycznej ekstazy: „Gdy dusza ustąpi mu (tj. światłu Bożemu) miejsca do działania, czyli gdy usunie wszelką zasłonę i zmazę stworzenia, natychmiast zostaje prześwietlona i przemieniona w Boga, i On jej udziela swego bytu nadprzyrodzonego tak, że się wydaje sama Bogiem i posiada wszystko, co sam Bóg… Mimo całej przemiany zachowuje jednak swój byt naturalny, tak odrębny od Boga, jak szkło prześwietlone od prześwietlającego je promienia słońca” (13). Gdzie indziej zaś mówi tenże święty doktor: „Możemy powiedzieć o duszy, będącej w tym stopniu przemienienia w miłość, że jej stan trwały podobny jest do stanu drzewa, które ustawicznie spala ogień” (14).

I nic dziwnego, że mistycy, którzy zakosztowali przedsmaku szczęścia wiecznego w chwili zachwytu, czują niechęć do świata i do jego radości.

„Kto zakosztował Bożej miłości,
Kto uczuł w sobie jej tchnienia,
Dla tego wszystkie ziemskie radości
Są pełne smutku, znużenia.

I wzroku swego wstrzymać nie może,
Tu na ułudnej próżności,
Bo szczęście jego w tej tajemnicy,
Którą odnalazł w skrytości” (15).

Przedmiotem miłości błogosławionych w niebie jest przede wszystkim Bóg jako Dobro nieskończone godne najwyższej miłości. Drugorzędnym zaś przedmiotem miłości dusz zbawionych są wszyscy mieszkańcy nieba. Tam kochają błogosławieni Boga ze względu na Niego samego, a wszystkich innych ze względu na Boga. Im bliżej ktoś jest Boga, tym więcej go inni kochają.

Niebo więc jest miejscem, gdzie panuje największa miłość, i to miłość uszczęśliwiająca. W niebie wszyscy się jak najlepiej znają i kochają. Lecz bez wątpienia kochają się specjalną miłością ci, których węzły szczególnej miłości łączyły na ziemi. „Łaska bowiem nie niszczy natury, ale ją udoskonala – gratia non tollit naturam, sed perficit” (16). Według św. Tomasza w niebie nie ustają szlachetne przyczyny miłości. E. Gilson zaś mówi: „W szczęśliwości niebieskiej zawierają się również wszystkie dobra ziemskie uporządkowane i wysublimowane” (17). Ci więc, którzy ze szlachetnych pobudek kochali się na ziemi specjalną miłością, będą się też w szczególny sposób miłowali w niebie. Caritas numquam excidit. „Mocna jest jak śmierć miłość… Wody mnogie nie mogły ugasić miłości i rzeki nie zatopią jej; choćby człowiek dał wszystką majętność domu swego za miłość, wzgardzi nią jako nicością” (18) – mówi natchniony autor Pieśni nad pieśniami.

Ks. Marcin Ziółkowski

(1) 1 Kor 13, 8.

(2) 1 Kor 13, 10.

(3) Denz. 530.

(4) 1 P 1, 9.

(5) Pięknie mówi sławny Alkuin: „O! Quam iucunda est caritas, et quam dulcis praesentia illius, et quam felix vita, ubi numquam deerit quod semper amatur! Quae nunc in absentem ardet, tunc in praesente laetatur. Licet ubique Deus praesens sit, tamen aliter in imagine per speculum cernitur, aliter in praesentia per speciem videtur”, Epistola 69, PL 100, 240.

(6) S. th. I-II, q. 3, a. 1 c.

(7) Filozofia miłości, Poznań 1937, s. 89.

(8) 1 Kor 13, 1–3.

(9) Rz 8, 38–39.

(10) Państwo Boże, tłum. Wł. Kubicki, Poznań 1937, t. III, s. 656.

(11) Por. M. J. Scheeben, Handbuch der kathol. Dogmatik, Fryburg Bryzgowijski 1878, t. II, s. 300.

(12) „O amor sanctus et castus… eo suavior et dulcior, quod totum divinum est, quod sentitur. Sic affici, deificari est. Quomodo stilla aquae modica, multo infusa vino, deficere a se tota videtur, dum et saporem vini induit et colorem; et quomodo ferrum ignitum et candens igni simillimum fit, pristina propriaque forma exutum; et quomodo solis luce perfusus aër in eandem trasformatur luminis claritatem, adeo ut non tam illuminatus, quam ipsum lumen esse videatur: sic omnem tunc in sanctis humanam affectionem quodam ineffabili modo necesse erit a semetipsa liquescere atque in Dei penitus transfundi voluntatem. Alioquin quomodo omnia in omnibus erit Deus, si in homine de homine quidquam supererit? Manebit quidem substantia, sed in alia forma, alia gloria, alia potentia”, De diligendo Deo, cap. 10, PL 182, 991.

(13) Wejście na górę Karmel, ks. 2, r. 5, tłum. o. Bernard od Matki Bożej OCD.

(14) Żywy płomień miłości, tłum. o. Bernard od Matki Bożej OCD, Kraków 1939, s. 36.

(15) Glosa druga o rzeczach Boskich (Otra a lo divino), tłum. o. Bernard od Matki Bożej OCD.

(16) S. th., q. 1, a. 8, ad 2.

(17) Tomizm. Wprowadzenie do filozofii św. Tomasza z Akwinu, tłum. J. Rybałt, Warszawa 1960, s. 491.

(18) Pnp 8, 6–7.

Powyższy tekst jest fragmentem książki był ks. Marcina Ziółkowskiego Niebo i piekło. Eschatologia, t. 2.