Rozdział jedenasty. Najświętsza Ofiara

Msza Święta

Uwielbiam Cię, o mój Panie, Boże, z najgłębszym szacunkiem dla Twej męki i ukrzyżowania, złożonych w ofierze za nasze grzechy. Doświadczyłeś niewysłowionych cierpień w Twej bezgrzesznej duszy. Zostałeś wystawiony w Twym niewinnym ciele na haniebne tortury, w których złączyły się w jedno ból i wstyd. Zostałeś obnażony i ubiczowany z wielką gwałtownością, Twe święte ciało drżało pod mocnymi uderzeniami, niczym drzewo targane wichrem. A gdy Twe ciało zdeformowały tortury zawisłeś na Krzyżu, nagi, jak widowisko dla wszystkich oglądających Twe konwulsje i agonię. Cóż to wszystko znaczy, mocny Boże?! Cóż to za głębia, której nie możemy przeniknąć?! Mój Boże, wiem dobrze, że mogłeś nas zbawić choćby na Twe słowo, bez jakiegokolwiek cierpienia; lecz Twoim wyborem było, by odkupić nas za cenę Twojej Krwi. Patrzę na Ciebie, Ofiaro wzniesiona ponad Kalwarię. Wiem i wyznaję, że Twoja śmierć była zadośćuczynieniem za grzechy świata całego. Wierzę i uznaję, że tylko Ty jedyny mogłeś złożyć godne wszelkiej nagrody i chwały zadośćuczynienie, gdyż Twoja Boska natura dała bezcenną wartość Twoim cierpieniom. I choć to raczej ja powinienem rozpaść się w proch, jak na to zasłużyłem, Ty zostałeś przygwożdżony do Drzewa Krzyża i skonałeś.

Taka Ofiara nie mogła być zapomniana. To nie było – nie mogło być – zwykłe wydarzenie w historii świata, dokonane, zakończone, minione, po którym zostały tylko niejasne, nierozpoznane efekty. Jeśli ten wielki czyn był taki, jak wierzymy, jak go poznaliśmy, musi być tu obecny, mimo że przeszły; musi być pewnikiem po wszystkie czasy. Podpowiada nam to nasza własna, uważna refleksja nad tym wydarzeniem; stąd też, gdy mówimy, że Ty, o Panie, choć wstąpiłeś do Chwały, będziesz ponawiał i zachowywał Twoją Ofiarę aż po kres wszystkich rzeczy, nie jest to tylko nowina najbardziej poruszająca i radosna, poświadczająca tak wielką miłość Pana i Zbawcy, lecz niosąca ze sobą czołobitne uznanie i współczucie naszych umysłów. I choć ani nie mogliśmy, ani nie ośmielilibyśmy się przepowiedzieć tak cudownej nauki, mimo to wielbimy ją w sposób jak najbardziej godzien Twojej doskonałości, podobnie wielbimy Twe nieskończone współczucie, które teraz wychwalamy. Tak, mój Panie, choć odszedłeś z tego świata, codziennie ofiarowujesz się w pełnym uwielbienia darze Eucharystii: a choć przecierpiałeś już Mękę i Śmierć, wciąż czynisz siebie przedmiotem upokorzenia i nie powściągasz pełni swej łaskawości dla nas. Codziennie ofiarujesz siebie w pokorze; z powodu nieskończoności Twego istnienia nie ma końca Twemu ogołoceniu, dla dobra tych, dla których go dokonałeś. Tyś jest Kapłanem na wieki (por. Ps 109, 4; Hbr 5, 6).

Mój Panie, oddaję Ci w zamian samego siebie, jako ofiarę dziękczynną. Tyś dla mnie umarł, a w zamian ja czynię siebie Twoim. Nie należę do siebie. Ty mnie kupiłeś; przez me działanie i uczynki dopełnię odkupienia. Pragnę być oddzielony od wszystkiego, co jest ze świata; pragnę oczyścić się z grzechu; chcę oddalić od siebie nawet to, co niewinne, jeśli korzystam z tego dla własnego pożytku, lecz nie dla Twojego. Oddalam od siebie dobre imię i zaszczyty, wpływy, potęgę, by moja wartość i siła były w Tobie. Uzdolnij mnie, bym sprostał temu, co tutaj wyznaję.

Komunia Święta

Mój Boże, kto może zamieszkać z Tobą, poza człowiekiem czystym i świętym? Grzesznicy mogą zmierzać ku Tobie, lecz komu pozwolisz podejść do siebie, oprócz człowieka uświęconego? Mój Boże, uwielbiam Cię jako Najświętszego; gdy zdecydowałeś się przyjść na ziemię, przygotowałeś dla siebie święte domostwo w najcnotliwszym łonie Błogosławionej Dziewicy. Oto wybrany przybytek, któryś uczynił dla siebie. Maryja była przygotowana, by Cię przyjąć; od chwili swego poczęcia, napełniona Twoją łaską, nie znała grzechu. I tak rok po roku wzrastała w łaskach i zasługach, aż nadszedł dzień, w którym zesłałeś swojego archanioła, by zwiastował Jej Twe poczęcie. Bo święty musi być przybytek, w którym zamieszkuje Najświętszy. Uwielbiam i wychwalam Cię, o mój Panie i Boże, za Twą wielką świętość.

O mój Boże, mieszkasz w świętości, a przecież chcesz znaleźć domostwo w mym sercu. Mój Panie, mój Zbawicielu, przychodzisz do mnie, ukryty pod ziemskimi postaciami, a przecież w prawdziwym ciele i krwi, w których począłeś się w łonie Maryi. Ty, któryś najpierw zamieszkiwał pod Jej sercem, przybywasz do mnie. Panie, Ty mnie widzisz, lecz ja nie widzę siebie. I choćbym zawsze postrzegał siebie w prawdzie, zawsze spoglądał bezstronnie, z niczym niezmąconą władzą sumienia, to nigdy, z powodu mej natury, nie będę w stanie zgłębić do końca samego siebie, patrzeć na siebie prawdziwie i widzieć całego siebie. Lecz Ty, gdy do mnie przychodzisz, przenikasz mnie po krańce mojego jestestwa. Gdy mówię: „Domine, non sum dignus – Panie, nie jestem godzien”, kieruję to do Ciebie, jedynego, który w pełni może zrozumieć te słowa. Ty widzisz, jak bardzo niegodny jest grzesznik przyjmujący Jedynego, Świętego Boga, którego Serafini czczą z drżeniem. Widzisz nie tylko plamy i blizny po dawnych grzechach, lecz także okaleczenia, zionące rany, ciągły nieporządek, jaki pozostawiły w mojej duszy. Dostrzegasz niezliczoną liczbę istniejących wciąż we mnie grzechów, choćby nie były śmiertelne, obecnych w swej mocy, winie, karygodności, w które jestem przyodziany. Dostrzegasz wszystkie me złe przyzwyczajenia, nawyki myślowe, krnąbrne, nieprawe myśli, wielość mych chorób i mą nędzę, a wciąż przychodzisz do mnie. Wiesz doskonale, że czuję jak w rzeczywistości małe jest wszystko, co teraz mówię, a mimo to przychodzisz do mnie. O mój Boże, czy pozostawiony sam sobie nie zginąłbym pod straszliwą wspaniałością i trawiącym ogniem Twego majestatu? Uzdolnij mnie, bym mógł Cię przyjąć, bym nie musiał powtarzać za świętym Piotrem: „Odejdź ode mnie, Panie, bom jest człowiek grzeszny” (por. Łk 5, 8).

Mój Boże, uzdolnij mnie, bym mógł Cię przyjąć, jedynie Ty możesz to uczynić. Oczyść me serce i umysł ze wszystkiego, co jest przeszłością. Zmieć, oczyść wszystkie moje wspomnienia, wiążące mnie ze złem. Uwolnij mnie od senności, chorowitości, drażliwości, słabości duszy. Daj mi prawdziwe widzenie rzeczy niewidzialnych i uczyń bym prawdziwie, w praktyce, w każdym szczególe życia, wybierał Ciebie ponad wszystko co na tej ziemi i przyszły świat zamiast obecnego. Daj mi odwagę, prawdziwe wyczucie rozróżniania między dobrem a złem, pokorę i skromność we wszystkich rzeczach i czułą, pełną utęsknienia miłość ku Tobie.

Pokarm duszy

„Pragnęła dusza moja do Boga” (por. Ps 41, 3).

W Tobie, o Panie, żyją wszystkie byty, a Ty dajesz im pokarm. „Oculi omnium in Te sperant – Oczy wszystkich nadzieję mają w Tobie, Panie” (por. Ps 144, 15). Drapieżnym zwierzętom dajesz mięso i picie. Żyją dzień po dniu, bo Ty nieustannie dajesz im życie. A gdy im to odbierasz, natychmiast czują całe swe nieszczęście. Natura zaświadcza o tej wielkiej prawdzie, bo gdy przychodzi czas na dzikie zwierzęta, wydają ryki, z dzikością zataczają koła, szukając tego, czego im potrzeba. Lecz, jako że my, ludzie, jesteśmy Twoimi dziećmi, sycisz nas innym pokarmem. Ty wiesz, o mój Boże, któryś nas uczynił, że nic nas nie nasyci oprócz Ciebie i dlatego przeznaczyłeś swoją Boską istotę by była dla nas pokarmem i napojem. O pełna uroku Tajemnico! O najbardziej zdumiewająca ze wszelkich budzących głęboki podziw łaskawości! Ty, Najchwalebniejszy, Najpiękniejszy, Najmocniejszy, Najsłodszy, Ty wiesz najlepiej, że nic innego nie może wzmacniać naszych nieśmiertelnych natur, naszych słabych serc, tylko Ty; dlatego przyjąłeś ludzkie ciało i krew, by ludzie, przyjmując ciało i krew Boga, mieli udział w Boskim życiu.

O, jaka to straszliwa, bojaźń budząca myśl! Rozdajesz także inne dobra pośród ludzi, lecz, co do mnie, ciało i krew Boga jest mym jedynym życiem. Zginąłbym bez tego. Lecz czy nie zginę za sprawą tego pokarmu, przyjmując go?! Ja mogę się tak wywyższać, by przyjąć Boga jako pokarm? O mój Boże, staję w wąskim przejściu – czy mam iść do przodu, czy się cofnąć? Pójdę do przodu – by spotkać się z Tobą. Otworzę me usta, przyjmę Twój dar. Czynię to z wielkim szacunkiem i bojaźnią, lecz cóż innego mam zrobić? Do kogo pójdę, jeśli nie do Ciebie? Kto poza Tobą mnie zbawi? Kto poza Tobą oczyści? Kto poza Tobą uczyni mnie zdolnym do przezwyciężenia samego siebie? Kto poza Tobą wydźwignie me ciało z grobu? Dlatego przychodzę do Ciebie we wszystkich moich potrzebach; z bojaźnią, ale i z wiarą.

Mój Boże, Tyś jest mym życiem; gdybym Cię opuścił, stałbym się cały spękaną, spragnioną ziemią. Zgubione dusze w piekle cierpią z pragnienia, bo nie mają Boga. Pragną, choć ich łaknienie wynika z innej przyczyny, z racji potrzeb ich pierwotnej natury. Lecz ja, mój Boże, chcę pragnąć Cię lepszym pragnieniem. Chcę być odziany w tę nową naturę, która tęskni za Tobą ponieważ Cię kocha, tak że przełamuje we mnie lęk przed zbliżeniem się do Ciebie. Idę ku Tobie, o Panie, nie tylko dlatego, że bez Ciebie jestem nieszczęśliwy, nie tylko dlatego, że czuję, iż jesteś mi potrzebny, lecz dlatego, że Twoja łaska skłania mnie do szukania Ciebie jedynego, samego w sobie, bo Tyś tak chwalebny i piękny. Idę ku Tobie z wielką bojaźnią, lecz z jeszcze większą miłością. Obym nigdy nie stracił, niczym minionych lat, przeszłych uderzeń serca, wszystkich pogrzebanych spraw – o, nie pozwól, bym kiedykolwiek stracił młodzieńczej, gorliwej, uległej miłości do Ciebie. Spraw, aby Twoja łaska podtrzymywała słabość natury. Uczyń dla mnie tym więcej, im mniej mogę uczynić sam dla siebie. Im bardziej odmawiam otworzenia mego serca na Ciebie, tym częstsze i mocniejsze niech będą Twe nadprzyrodzone odwiedziny, a Twoja obecność we mnie – niech bardziej przynagla i przynosi większe skutki.

Najświętsze Serce

O Najświętsze Serce Jezusa, uwielbiam Cię w Twej jedności z Drugą Osobą Trójcy Świętej. Cokolwiek należy do Jezusa, należy też do Boga Ojca i winna być temu oddawana ta sama cześć, jaką składamy Jezusowi. Nie przyjął na siebie swej ludzkiej natury jako czegoś różnego i oddzielnego od Jego Boskiej istoty, lecz w sposób prosty, absolutny, wieczny uczynił ją swoją, abyśmy zgodnie z Jego zamysłem zostali przyłączeni do Niego. Oddaję Ci cześć, o Serce Jezusa, boś Ty samym Jezusem, jako Wiekuiste Słowo w ludzkiej naturze, którą przyjął On w pełni i żyje nią w pełni. Ty jesteś Serce Najwyższego, który stał się człowiekiem. Czcząc Ciebie, czczę mego Wcielonego Boga, Emmanuela. Oddaję Ci cześć, boś miało udział w tej Męce, która jest moim życiem, boś zostało złamane agonią w Ogrodzie Oliwnym, a Twa drogocenna treść wylała się krwawymi łzami, wypływając żyłami i porami skóry wprost na ziemię. A później na krzyżu znów wylała się z Ciebie krew, a po śmierci przebito Cię włócznią i uronione zostały przez Ciebie ostatnie, cenne krople, które są naszym zbawieniem.

Mój Boże, mój Zbawicielu, uwielbiam Twe Najświętsze Serce, bo jest ono przybytkiem i źródłem Twych wszystkich najczulszych ludzkich uczuć dla nas, grzeszników. Ono jest narzędziem i sługą Twojej miłości. Bije dla nas. Tęskni za nami. Troska się nami i naszym zbawieniem. Ono jest płomieniem gorliwości, za sprawą którego chwała Boża może objawić się w nas i przez nas. Ono jest pośrednikiem, za sprawą którego płyną ku nam przeobficie Twe ludzkie uczucia, cała Twa Boska Miłość do nas. Twe niepojęte współczucie dla nas, jako Boga i Człowieka, jako naszego Stwórcy, Odkupiciela i Sędziego, może nas objąć, i obejmuje, w jednym, połączonym strumieniu, poprzez Twe Najświętsze Serce. O Najświętszy symbolu i Sakramencie Miłości, Boskiej i ludzkiej, w ich pełni, Tyś zbawiło mnie swą Boską mocą, przez swe ludzkie uczucie, i wreszcie, przez Twą cudownie działającą krew, którąś przelało.

O Najświętsze, najbardziej miłujące Serce Jezusa, Ty skrywasz się w Przenajświętszej Eucharystii i wciąż dla nas bijesz. Tak jak wtedy i teraz wołasz: „Desiderio desideravi – Pożądaniem pożądałem” (por. Łk 22, 15). Oddaję Ci cześć z całą miłością i szacunkiem, płonącym uczuciem, najbardziej uniżoną a zarazem stanowczą wolą. Gdy Ty, Boże, zniżasz się do mego cierpienia, bym mógł mieć udział w Tobie, jeść i pić Ciebie, gdy przez chwilę, która jest Twoja, zamieszkujesz we mnie, o spraw, by me serce biło w jednym rytmie z Twoim Sercem. Oczyść wszystko, co jest we mnie ziemskie, wszystko co próżne i zmysłowe, wszystko co jest zatwardziałością i okrucieństwem, wszystką przewrotność, wszystek nieporządek, wszystko, co we mnie śmiertelne. Napełnij mnie Tobą, tak, by ani codzienne wydarzenia, ani okoliczności losu nie były zdolne naruszyć Twej obecności we mnie; niech zyskam pokój w Twej miłości i bojaźni przed Tobą.

Św. John Henry Newman

Powyższy tekst jest fragmentem książki św. Johna Henry’ego Newmana O krok bliżej… Medytacje.