Rozdział drugi. Życie codzienne Świętej Rodziny

Słowa Pisma Świętego mówiące o tym, że Jezus był doświadczony we wszystkim na nasze podobieństwo, z wyjątkiem grzechu (Hbr 4, 15), powinny wywrzeć na nas ogromne wrażenie.

Zbyt często jednak mało zwracamy uwagę na fakt Wcielenia, nie rozumiejąc dogłębnie tego, że prawdziwy Bóg stał się prawdziwym człowiekiem. Tak jak zachwyca nas Boskość Chrystusa, tak Jego człowieczeństwo zdaje się być spychane na drugi plan, w podświadomość. Dlatego nie potrafimy korzystać z tej przeogromnej siły przyciągania, jaka tkwi w świadomości, że Bóg jako człowiek, około dwóch tysięcy lat temu, chodził po naszej ziemi.

Podobnie nie wzrusza nas świętość Józefa i Maryi. Zawrotna wysokość Ich świętości pociąga nasze spojrzenie ku górze, lecz nasze stopy tkwią w rozpadlinie wyżłobionej przez nasze grzechy i niedoskonałości. Obawiamy się uznać Józefa i Maryję za Osoby nam bliskie. Boimy się pójść w Ich ślady.

Dlatego właśnie powinniśmy się starać o to, by myśleć o Jezusie, Maryi i Józefie jako o osobach obecnych w naszym świecie – bliskich, prawdziwych, najlepszych przyjaciołach, ludzkich i rozumiejących, którzy nie odejdą z powodu naszych win i niepowodzeń, jeśli tylko będziemy postępować za Ich przykładem. Kiedy poznamy środowisko i warunki w jakich Jezus, Maryja i Józef wiedli życie rodzinne, wówczas łatwiej nam będzie pojąć Ich świętość.

Naturalne jest, że interesuje nas w jakim otoczeniu żyła Święta Rodzina. Ale przekraczając granice zwykłej ciekawości, mamy szukać szczegółów dotyczących zajęć Jezusa, Maryi i Józefa, aby przekonać się jak bardzo są do nas podobni. Nie ma potrzeby zgłębiać pobożnych lecz niezgodnych z historią legend o dzieciństwie i młodości Naszego Pana. Ewangelia przedstawia nam coś więcej niż tylko ogólny zarys obiektu naszych poszukiwań. Jeżeli dodamy do tego dane zaczerpnięte z wiarygodnych źródeł, ukaże się naszym oczom pełen uroku, ujmujący obraz Świętej Rodziny.

Warto na początku przedstawić źródła, z których poznajemy naturę Ziemi Świętej, gdzie mieszkali Jezus, Maryja i Józef. Ewangelie pełne są ważnych szczegółów odnoszących się do tamtych czasów. Również źródła archeologiczne odkrywają dobrze zachowane ruiny wielowiekowych budowli, co pomaga poznawać ówczesne zwyczaje i kulturę. Cennym źródłem jest cywilizacja orientalna, nieznacznie zmieniona od wieków. Domy, stroje, narzędzia, żywność i zwyczaje społeczne nie uległy zmianom, które stale rewolucjonizowały naszą zachodnią cywilizację. Łącząc wszystkie te fakty uzyskujemy całkiem szczegółowy i bardzo prawdopodobny obraz życia w Ziemi Świętej dwa tysiące lat temu.

Palestyna, której nazwa wywodzi się od nazwy starotestamentowego ludu Filistynów, jest zadziwiająco mała. Położona na południowo-wschodnim krańcu Morza Śródziemnego, rozciąga się na przestrzeni około dwustu czterdziestu kilometrów z północy na południe. Rzeka Jordan dzieli ją wzdłuż, niemalże na pół, płynąc przez Jezioro Genezaret (Jezioro Galilejskie) na południe, do Morza Martwego.

Bardziej interesuje nas zachodnia część Palestyny, gdyż Święta Rodzina spędziła tam większość życia. Obszar ten znacznie różni się w szerokości. W Judei na południu szerokość osiąga około stu kilometrów, zwężając się ku północy do tego stopnia, że w Galilei szerokość wynosi jedynie czterdzieści kilometrów. Zachodnia Palestyna zajmuje powierzchnię równającą się połowie obszaru stanu Maryland – około trzynastu tysięcy kilometrów kwadratowych. Dziesięć razy zmieściłaby się w stanie Nowy Jork czy Illinois, pięćdziesiąt razy w Teksasie. Poza równiną ciągnącą się wzdłuż wybrzeża Morza Śródziemnego, jest to teren pagórkowaty, a na horyzoncie można czasem dostrzec kilka szczytów górskich.

W Ewangeliach czytamy, że podróżowano wówczas głównie pieszo, dlatego też odległości jakie przemierzano wydają nam się znacznie większe niż w rzeczywistości. Nazaret w Galilei na północy leży w odległości około stu dwudziestu kilometrów od Jerozolimy, znajdującej się w Judei, na południu. Betlejem oddalone jest od Jerozolimy o około osiem kilometrów na południe. Tak więc obszar, jaki Święta Rodzina przemierzała wówczas powoli i w utrudzeniu, dziś można pokonać szybkim samolotem w ciągu kilku minut.

Oprószone śniegiem szopki. W zimie rzadko pada śnieg, a nawet jeśli, to topnieje w ciągu kilku godzin. Miesiące zimowe – od listopada do marca włącznie – trafniej powinny być nazywane okresem deszczowym. Średnia temperatura w najchłodniejszym miesiącu, czyli styczniu, wynosi około ośmiu stopni Celsjusza. „Okres suszy” trwa od kwietnia do października, ale wieczorne wiatry i obfita poranna rosa łagodzą największe upały lata.

Klimat oczywiście ma wpływ na plony i roślinność Ziemi Świętej. Za czasów Świętej Rodziny tereny te pokrywały liczne lasy i tarasowe winnice. Zniknęły jednak z powodu niezaradności i złych rządów tureckich, począwszy od średniowiecza do Pierwszej Wojny Światowej. Dlatego też tam, gdzie niegdyś wiele palestyńskich rodzin (w tym prawdopodobnie i Święta Rodzina) uprawiało małe ogródki warzywne dla zasilenia spiżarni, dziś widzimy ogołoconą i zniszczoną ziemię. W pobliżu uprawiano pszenicę i jęczmień, a także kukurydzę, proso, orkisz, soczewicę, fasolę, len, a czasem bawełnę. Ryżu jeszcze nie znano.

Jednym z najciekawszych dla nas aspektów życia Jezusa, Maryi i Józefa był rodzaj spożywanych przez nich potraw. Ewangelia daje do zrozumienia, że postępowali według ówczesnych zwyczajów, o których informują nas inne źródła historyczne, jak również marginesowe komentarze zawarte w Biblii.

Zwykle spożywano dwa posiłki: obiad w południe i kolację, stanowiącą główny posiłek dnia. Śniadanie było zbyt skromne, by móc je nazwać posiłkiem. Składało się jedynie z kubka mleka, odrobiny masła czy kilku pieczonych placków z oliwą z oliwek. Możliwe, że w miejsce dzisiejszych łyżek, używano łyżki drewniane, choć bardziej prawdopodobne jest, że posługiwano się rękoma.

Podstawę jak zawsze stanowił chleb, wyrabiany z jęczmienia, różnych zbóż lub soczewicy. Maryja codziennie piekła chleb zależnie od zapotrzebowania, choć jeśli chciała, mogła go kupić u miejscowego piekarza. Nadawała mu formę płaskich okrągłych placków, mających około dwóch centymetrów grubości oraz powyżej dwudziestu centymetrów szerokości. Za piec służył pokryty gliną otwór w ziemi albo gliniane lub kamienne naczynie o wysokości około metra, do którego wkładano opał. Na tym przenośnym piekarniku albo w glinianym otworze w ziemi, zaraz po usunięciu rozżarzonych węgli, pieczono chleb. Do robienia chleba Maryja nie używała codziennie nowego zaczynu, lecz przechowywała na dzień następny porcję ciasta, by z niego rozpocząć fermentację nowego.

Resztę pożywienia Świętej Rodziny stanowiły głównie warzywa. Menu uzupełniały oliwki, oliwa z oliwek, masło, mleko, ser, jajka i duszone owoce. Mięso rzadko pojawiało się na stole, a jeśli już, to była to baranina i wołowina.

Za przyprawy służyły cebula, czosnek lub por. Odpowiednikiem naszego deseru były figi, morwy, pistacje, migdały oraz owoce granatu. Winogrona podawano świeże albo suszone na słońcu, w postaci ciastek rodzynkowych. Bardzo popularnym warzywem były ogórki.

Maryja przyrządzała głównie potrawy gotowane, ale od czasu do czasu piekła mięso lub ryby złowione w jeziorze Genezaret, tak jak wiele lat później Jej Syn przygotował je po Zmartwychwstaniu dla swoich apostołów. W Galilei rybę uważano często za rarytas. Wcześniej marynowano ją i suszono. Kukurydzę Maryja opiekała lub piekła nad ogniem. Z soczewicy i fasoli gotowano wyśmienitą gęstą zupę, często z dodatkiem mięsa, mięty, anyżu, kminku lub gorczycy. Do słodzenia, zamiast cukru, Maryja używała dzikiego miodu. Sól jaką kupowała pochodziła z przybrzeżnych skał Morza Martwego albo była uzyskiwana przez odparowanie wody z Morza Śródziemnego.

Dwa rodzaje napojów pojawiających się na stole w Nazarecie stanowiły kozie mleko i wino. Masło uzyskiwane z tego mleka miało czasami stałą konsystencję, nieraz była to niemalże półpłynna śmietana, a czasem gęsty twaróg ze zsiadłego mleka. Maryja sama wyrabiała masło utrząsając mleko w bukłaku lub ubijając w naczyniu. Wino przechowywano w chłodnej piwnicy, w dużych bukłakach z koziej skóry. Z nich przelewano je do mniejszych „butelek” z kozich skór, by serwować na stole.

Bardzo istotne jest zapoznanie się ze szczegółami domowego życia Świętej Rodziny. Jezus odwoływał się do nich w wielu swoich przypowieściach i kazaniach, ukazując świetną znajomość palestyńskiej codzienności. Czy moglibyśmy prosić o większe zapewnienie od Boga, że jego dary są dobre i że powinniśmy wykorzystywać te dobre rzeczy, które nam dał do użytku na tym świecie, jako pomoc w osiągnięciu zbawienia i doskonałości?

Innym, bardzo interesującym nas szczegółem jest wygląd Jezusa, Maryi i Józefa.

Zgodnie z ówczesnym zwyczajem, Jezus i Józef nosili trzy rodzaje odzieży. W kraju o tak łagodnym klimacie jak palestyński, nie było potrzeba więcej. Najpierw ubierano część garderoby przypominającą współczesną koszulę nocną, a nazywaną prześcieradłem lub płótnem. Do ciężkiej pracy zdejmowano inne części stroju po to, aby zapewnić swobodę ruchu. Tak więc na przykład, kiedy kilku z apostołów łowiło ryby w jeziorze Galilejskim, będąc „prawie nagimi” (por. J 21), to w rzeczywistości byli odziani właśnie w taką bieliznę. Innymi słowy, jeżeli ktoś z ówczesnych był ubrany jedynie w płótno, mówiono, że jest nagi.

Na płótno Jezus i Józef zakładali tuniki – swego rodzaju „sutanny” czy togi zapinane z przodu. Strój ten był typowym ubiorem noszonym w domu czy warsztacie. Szeroka przepaska czy pas w talii i raczej szerokie, długie rękawy nadawały strojowi ładną linię. Aby zapewnić swobodę podczas chodzenia, ten długi do kostek strój miał na dole po bokach rozcięcia na długość stopy. Najpopularniejszym kolorem był niebieski, choć najbardziej lubiano biały w brązowe lub czerwone pasy. Trzecią, zakładaną na wierzch częścią garderoby był płaszcz. Jezus i Jego przybrany ojciec nosili go w celu ochrony przed chłodem i deszczem, kiedy wychodzili z domu, albo przykrywali się nim podczas snu. Szczególnie ciepłe były płaszcze z runa, jednak większą popularnością cieszyły się wełniane i bawełniane. Ponieważ nie miały rękawów i były zapinane z przodu, przypominały kamizelkę, jednak sięgały aż do ziemi. Płaszcz albo tunika były tym cennym strojem, „w całości tkanym”, o który żołnierze rzucali losy po ukrzyżowaniu Jezusa na Kalwarii.

Nakryciem głowy Jezusa i Józefa był zawój formowany ze swego rodzaju długiej chusty. Inna chusta okrywała szyję i ramiona, chroniąc przed palącym słońcem. W Nazarecie, jak na całym Wschodzie, pojawienie się publicznie bez nakrycia głowy świadczyło o braku szacunku wobec innych osób, toteż obaj prawie zawsze musieli nosić zawój.

Mieli brody i długie włosy, tak jak powszechnie przedstawiani są na obrazach. Nosili pejsy, będące śladem dawnej hebrajskiej tradycji, dzięki którym Izraelici odróżniali się od bałwochwalczych ludów, które je obcinali i składali w ofierze swym bożkom.

Za obuwie służyły Świętej Rodzinie w lecie sandały, a w okresie deszczu i zimy, buty kryte. Zwyczajne sandały składały się z drewnianej lub skórzanej podeszwy z przymocowanymi do niej rzemieniami, które związywano wokół podbicia. Buty chroniące całą stopę robiono z grubego materiału. Skarpetki były rzadkością, jeśli w ogóle je noszono. Ponieważ buty i sandały były przeznaczone do użytku poza domem, zawsze zostawiano je przed wejściem.

Suknia Maryi raczej przypominała ubranie męskie. Znakiem odróżniającym był welon i (ubierana poza domem) narzutka lub duży szal. Sądząc po kolorach zwykle używanych, nosiła czerwoną suknię z niebieską narzutką i duży biały welon, okrywający całe ciało gdy przebywała w miejscach publicznych. Długie warkocze opadały Jej a ramiona, ale prawdopodobnie nie były powiązane razem, gdyż tak było skromniej.

Znając architekturę domów w Palestynie z tamtego okresu możemy wywnioskować raczej dość trafnie, jak wyglądał dom Świętej Rodziny w Betlejem i w Nazarecie. Wpierw jednak musimy zapomnieć o wyobrażeniach narzucanych przez zachodnie doświadczenie i legendy.

Domy w Palestynie były raczej podobne do siebie. Tak jak współczesne domy w Betlejem, dom Świętej Rodziny zbudowano prawdopodobnie z bloków wapiennych scementowanych wapienną zaprawą. Składał się przynajmniej z jednego pokoju na piętrze, znajdującego się nad pokojem położonym na parterze, na wysokości ulicy. Wchodziło się do niego po kamiennych schodach z zewnątrz budynku. Pokój taki miał około pięciu metrów długości, czterech szerokości i niecałe dwa metry wysokości.

Pokój na parterze mógł być warsztatem św. Józefa z przedłużeniem do groty znajdującej się w wyrastającym zaraz za domem wzgórzu. Rzemieślnicy tacy jak św. Józef, pracowali na ulicy przed domem. Warsztaty służyły tylko do przechowywania sprzętu.

Główny pokój Świętej Rodziny (pomieszczenie położone na piętrze) nie miał okien i był bardzo prosto urządzony. Jedyne światło wpadało przez drzwi. Nie było tam kominka, a jedynie palenisko służące do gotowania znajdowało się przy drzwiach, dzięki czemu łatwo wychodził dym. Na półce biegnącej wzdłuż ściany leżały zwinięte barwne maty. Na noc rozkładano je na podłodze, by służyły za posłanie.

Duża lampa zwisająca ze środkowej belki sufitu rzucała blade światło – dziś z pewnością zadziwiłby nas jej wygląd. Przypominała spodek z zawiniętymi bokami w taki sposób, że formowały po złączeniu rodzaj szyjki, w której umieszczano knot zanurzony w oliwie. Pod lampą stał pomalowany taboret lub stolik z kilkoma krzesłami. Tu cała trójka spożywała posiłki.

Dach ich domu był płaski, a belki łączące boczne ściany pokrywał cement lub glina. Prowadziły tam schody z zewnątrz. Latem, Jezus, Maryja i Józef spędzali tam chłodne wieczory na rozmowie i modlitwie. Używali dachu podobnie jak my dziś ganku czy werandy.

Jako stolarz św. Józef należał do szanowanej średniej klasy rzemieślniczej. Sądząc po jego zawodzie, nie był bardzo biedny, ani też nie można było go nazwać bogatym. Posługiwał się młotkiem, piłą, siekierą, heblem, dłutem i rylcem. Pracując w drewnie był tzw. złotą rączką, wyrabiając pługi, beczułki na mleko, wiejadła, jarzma, widły i meble. Wiele razy nie płacono mu gotówką, gdyż praktykowano handel wymienny. Wedle takiej „umowy” Józef, jeśli zaszła potrzeba, dbał o narzędzia gospodarskie sąsiadów, w zamian otrzymując płody rolne w okresie żniw.

W tym miejscu zakończymy naszą wstępną prezentację codziennego życia Świętej Rodziny. Trzeba tu jedno podkreślić: Jezus, Maryja i Józef prowadzili prawdziwie „ludzkie” życie, odpowiednio posługując się dobrami ziemskimi. Nie odrzucali, na purytański sposób, błogosławieństwa Bożego stworzenia, jak gdyby dary te były złe same w sobie. Wręcz przeciwnie – właściwa szczodrość przyrody dawała Im wiele sposobności, aby chwalić Boga Przedwiecznego w niebie i dziękować Mu za to, czym w swej mądrości i opatrzności Ich obdarzał.

Powinniśmy o tym pamiętać. Wszystko, co Bóg stworzył, samo w sobie jest dobre, a zło i grzech wkraczają jedynie w momencie nadużywania tych dóbr. Wielka zasada życia pozostaje niezmiennie ta sama – czy to u Świętej Rodziny z Nazaretu czy też w rodzinie Kowalskich XXI wieku: ponieważ wszystko co stworzone jest dobre, powinniśmy czynić z tego użytek o tyle, o ile pomaga nam to w służbie Bogu i do zbawienia naszych dusz. Co za prosta zasada! – powiesz. – Jakże prosta do zachowania! Po co więc aż tyle o niej mówić?

Po co? Ponieważ zimne karty historii poświadczają upadek herezji, które rozbijały się w pył, budując na błędnym pojmowaniu prawdy o dobrej naturze stworzenia. Zanim Chrystus przyszedł na ziemię, świat pogański ogarniał moralny chaos, gdyż nie akceptowano tego faktu. Wybierano tylko spośród dwóch ekstremalnie błędnych dróg. Jedna grupa pogan – stoicy – postrzegała wszelkie stworzenie za złe samo w sobie i dlatego uważała, że należy całkowicie unikać tego, co materialne. Inni twierdzili, że niemożliwe jest nadużycie stworzenia. Ludzie ci reprezentowali dwa przesadne rodzaje zachowań, które później ciągle przeszkadzały Kościołowi w pełnieniu jego misji.

Na przykład, w pierwszych wiekach chrześcijaństwa byli heretycy tacy jak manichejczycy w II wieku, albigensi w XII, czy sztywni kalwiniści w XVI, którzy z dezaprobatą patrzyli na dozwolone przyjemności, a rzeczy materialne uważali za nieuniknione zło, które trzeba znosić skoro nie można zupełnie go uniknąć. Jednak taki styl życia był niemożliwy do wprowadzenia w praktykę dla człowieka składającego się z ciała i duszy. Było to zniewagą dla mądrości, dobroci i miłości jego Stwórcy i mogło prowadzić jedynie do nieszczęścia, grzechu i rozpaczy. Jedna z prymitywnych herezji (doketyści) oparta na tej antymaterialnej filozofii głosiła nawet, że ciało Chrystusa było pozorem, że był On jedynie zjawą, bo Bóg nie mógłby posiadać czegoś tak grzesznego jak ludzkie ciało.

Z drugiej strony zawsze istnieli otwarcie materialistyczni poszukiwacze przyjemności, dający się bezgranicznie pochłonąć upojeniu samowoli i rozkoszy.

Kościół tymczasem jednoznacznie trzymał się prawdy powierzonej mu przez Chrystusa, odważnie strzegąc jej, mimo że zupełnie nie zgadzała się z tym, co głosili przeciwnicy. Katolicy byli zawsze uczeni, że człowiek składa się z duszy i ciała, że ciało nie jest czymś grzesznym, choć obecne są w nim skłonności do grzechu będące następstwem grzechu pierworodnego oraz, że rzeczy materialne mają bezpośrednio wspierać ciało, a pośrednio duszę w dążeniu do osiągnięcia celu w tym i przyszłym świecie. Dlatego należy używać rzeczy stworzonych (bo są dobre), ale nie nadużywać ich (bo są jedynie środkiem pomagającym w dążeniu do życia wiecznego, a nie życiem wiecznym).

Kościół poszedł nawet dalej, ucząc, że ciało ma swoją godność ponieważ jest świątynią Ducha Świętego oraz uświęcając je poprzez sakramenty, które ustanowił Chrystus, błogosławiąc ciało przy śmierci i grzebiąc w poświęconej ziemi. Mimo wszelkich szyderstw i drwin heretyków i niewiernych, Kościół zgodnie z nauką Chrystusową twierdził, że zarówno ciało jak i dusza otrzymają nagrodę życia wiecznego.

Kościół w liturgii nieustannie przywołuje wartość, jaką ma dla nas dobro stworzenia. W rzeczywistości, zwróćmy uwagę na przykład na to, że cała nauka o sakramentaliach opiera się na tej zasadzie. Sakramentaliami są przedmioty lub czynności, którymi posługuje się Kościół na wzór podobny do sakramentów, w celu uzyskania dla wiernych łask doczesnych lub duchowych. Sakramentalia takie jak medaliki i szkaplerz są znakami wiary, przedmiotami będącymi zewnętrznym wyrazem wiary w dobroć i serdeczność Boga względem nas. Są znakami ufności, że wysłucha On naszych modlitw.

Dobrze znane są sakramentalia, dzięki którym można uzyskać Boże błogosławieństwo. Aby wykorzystać wszystkie środki dane nam przez Boga do osiągnięcia wiecznego zbawienia, Kościół zatwierdził błogosławieństwo wielu przedmiotów – i to tak mało kojarzących się ze świętością – jak samochody, sprzęt gaśniczy, piece hutnicze, radia, pszczoły, mosty i piwo.

Ponad czterysta lat temu Ćwiczenia duchowe, ta „złota księga” św. Ignacego Loyoli, była jednym z głównych czynników w odpieraniu moralnej anarchii protestanckiej rewolty, wypierając ją ożywioną katolicką kontrreformacją. Ale zasadniczym elementem Ćwiczeń duchowych, ich „założeniem i zasadą”, na których Ignacy zbudował cały swój system nawracania dusz do Boga, było po prostu przypomnienie tego, czego uczy Święta Rodzina o prawidłowym korzystaniu z dóbr ziemskich.

„Człowiek został stworzony po to, aby wielbić i czcić Boga, naszego Pana, i służyć Mu, i w ten sposób dostąpić zbawienia duszy. Inne rzeczy na ziemi zostały stworzone ze względu na człowieka, aby pomagać mu w osiągnięciu celu, do jakiego został stworzony. Wynika z tego, że człowiek powinien używać rzeczy stworzonych o tyle o ile są mu pomocne w osiągnięciu tego celu, a gdy przeszkadzają mu w tym, wówczas powinien się od nich uwalniać”.

Toteż w praktyce lekcja Świętej Rodziny o „dobrej ziemi” może być przykładem kilku podstawowych zasad.

Jeżeli spotyka cię jakaś życiowa porażka, rozczarowanie, choroba czy jakiekolwiek cierpienie, pamiętaj, że pochodzą one od tego samego Ojca, który może dawać tylko dobre dary. Posyła lub przynajmniej dopuszcza próby w twoim życiu, ale tylko dla twojego większego dobra. Dlatego uczyń największy akt miłości, zawierzając Jego opatrzności, wiedząc, że nic nie może wydarzyć się na tym świecie bez zezwolenia Jego doskonałej mądrości. Tak więc nawet trudności mogą stać się dla ciebie pomocą.

W związku z tym trzeba właściwie rozumieć postępowanie wielkich świętych ascetów, którzy dobrowolnie zrezygnowali z wielu dozwolonych przyjemności. Nie szukali cierpienia dla cierpienia. Raczej, uznając faktyczną wartość wszelkiego stworzenia, czuli, że powinni ofiarować swoje poświęcenie jako pokutę za własne grzechy i wynagrodzenie za grzechy świata. Zawsze kierowali się roztropnością. Tak też i ty możesz czasem czynić małe dobrowolne wyrzeczenia w duchu pokuty, wynagrodzenia i miłości. Najłatwiejszą i jednocześnie najbardziej bezinteresowną formą zaparcia się siebie jest chętna akceptacja tego, co każdego dnia Bóg ci zsyła.

Jeżeli jasno widzisz, że jakaś stworzona rzecz jest przeszkodą na twojej drodze do Boga, że pozbawia cię spokoju sumienia lub jest okazją do grzechu, wielkodusznie wyrzeknij się jej. Rzecz ta jest dobra sama w sobie, ale nie jest dobra dla ciebie. Powyższe zasady odnoszą się do korzystania z rzeczy stworzonych w sposób mniej lub bardziej negatywny. Ważniejszy dla naszego obecnego celu jest aspekt pozytywny: korzystanie ze stworzenia o tyle, o ile jest nam pomocne.

Na przykład: nie lękaj się dostrzec Bożej woli w dozwolonych przyjemnościach twojego życia. Błądzeniem purytańskim byłoby myśleć, że twoje życie małżeńskie jest proporcjonalnie mniej święte im bardziej intymne. Akceptacja w życiu rzeczy dobrych, z wdzięcznością dla ich Stwórcy, może być zasługą, bo każdy taki czyn staje się modlitwą dziękczynną. W rzeczywistości powinieneś postrzegać doczesne błogosławieństwa jako delikatny przedsmak ogromnej dobroci Wszechmocnego Boga, który pragnie obdarzyć cię swym wiecznym szczęściem w niebie. Pracując czy odpoczywając nie powinieneś myśleć, że im większą przy tym odczuwasz radość, tym mniejsza jest twoja zasługa. Podobnie wzajemna miłość męża i żony, jak i miłość dzieci, są prawdopodobnie najmilszym i najgłębszym źródłem radości życia rodzinnego. Bóg chce, abyś rozkoszował się tym uczuciem. Przyjmuj je więc w tym samym duchu: „Miłość otrzymuje to, co daje”.

Być może zastanawia cię dlaczego nauka katolicka zdaje się tak mało mówić o tym uświęcaniu szczęścia i przyjemnych stron życia. Odpowiedzi nie musimy szukać daleko. Zwykle nietrudno jest uduchowić radość – gorzej już ból, bo trudniej jest pozostać wiernym Bogu w chwilach zniechęcenia. Dlatego zwraca się szczególną uwagę na to, co wymaga podkreślenia w pierwszej kolejności.

W dalszej części tej książki będziemy mieli okazję zastanowić się nad trudnościami, jakich doświadczyli Józef z Maryją. Nie znaczy to, że ich życie było posępne i ponure, ani też, że wzorowane na nich życie małżeńskie jest pełne cierpienia. Oczywiście trudności nie należy bagatelizować. Trzeba je przewidywać i być na nie do pewnego stopnia przygotowanym. W tym celu będziemy konkretnie o nich mówić. Ale fakt, że będą omawiane nie oznacza, że zajmują dominujące miejsce. O wiele bardziej przewyższa je piękno i radość zaszczepiane przez Boga w każdej rodzinie, w której na co dzień panują chrześcijańskie ideały.

I to jest właśnie ta radość, której będziesz doświadczał podwójnie jeśli przyjmiesz ją z rąk Boga z prawdziwą wdzięcznością i miłością.

Ks. Francis L. Filas SI

Powyższy tekst jest fragmentem książki ks. Francisa L. Filasa SI Święta Rodzina wzorem dla rodzin.