Rozdział czternasty. Modernizm i moderniści, cz. 2

Co to jest modernizm? W odpowiedzi na to pytanie nie możemy nic lepszego uczynić, jak podać główne myśli encykliki Pascendi. Jeżeli się zważy, że przeszło trzy czwarte treści tej encykliki, jednej z najdłuższych, poświęcone są wykładowi nauk modernistycznych, to chyba ma się dość danych do wyrobienia sobie dokładnego pojęcia o modernizmie. Aby rzecz uczynić przystępniejszą, ujmiemy ją w formę pytań i odpowiedzi. Zdaniem Ojca Świętego „każdy modernista więcej w sobie przedstawia i łączy osób; jest on filozofem, wierzącym, teologiem, historykiem i krytykiem, apologetą i reformatorem; wszystkie więc te role należy odróżnić, jeżeli się pragnie systemy ich poznać i źródła oraz konsekwencje ich doktryn zbadać”.

Modernistyczna filozofia religii

a) Agnostycyzm

P. Aby zacząć od filozofa, jaką podstawę przyjmują moderniści dla swej filozofii?
O. Za podstawę swej filozofii religii biorą moderniści naukę, która się powszechnie agnostycyzmem zowie.

P. Na czym polega nauka agnostycyzmu?
O. Według tego poglądu rozum ludzki jest całkowicie zamknięty w sferze zjawisk, tzn. poznaje tylko te rzeczy, które mu się okazują i w takiej postaci, w jakiej się okazują; nie ma ani prawa, ani możności przekroczenia tych granic. Dlatego także nie zdoła wznieść do Boga ani poznać Jego istnienia z rzeczy widzialnych.

P. Jaki wniosek wyciągają stąd moderniści?
O. Przede wszystkim ten, że Bóg nie może być bezpośrednim przedmiotem wiedzy, a kiedy mowa o historii, nie można Boga uważać za osobistość historyczną.

P. Lecz co się stanie w takim razie z teologią naturalną, co z motywami wierzenia, co z objawieniem zewnętrznym?
O. To wszystko moderniści całkiem pomijają i odsyłają do intelektualizmu, który nazywają systemem śmiesznym i dawno już zamarłym, mimo że inaczej brzmią wyraźne orzeczenia Soboru Watykańskiego.

P. Jak opiewają te orzeczenia?
O. „Jeśliby kto twierdził, że Boga jednego i prawdziwego, Stwórcę i Pana naszego, nie można na pewno poznać naturalnym rozumu ludzkiego światłem z rzeczy stworzonych, niech będzie wyklęty”. A dalej: „Jeśliby kto twierdził, iż nie jest rzeczą możliwą ani pożyteczną, żeby Objawienie Boże pouczyło człowieka o Bogu i o czci, jaka ma być Mu okazywana, niech będzie wyklęty”. A wreszcie: „Jeśliby kto twierdził, że wiarygodność Objawienia Bożego nie może być potwierdzoną przez znaki zewnętrzne, że więc ludzi ma pobudzać do wiary jedynie wewnętrzne każdego doświadczenie albo natchnienie prywatne, niech będzie wyklęty”.

b) Immanencja życiowa

P. Czy filozofię modernistyczną stanowi sam agnostycyzm?
O. Agnostycyzm uważać należy w nauce modernistów jedynie jako stronę negatywną, pozytywna polega na tzw. immanencji życiowej.

P. Jak przechodzą moderniści od jednej do drugiej?
O. Powiadają, że religia naturalna czy nadnaturalna domaga się jak każdy inny fakt wyjaśnienia. Na próżno jednak szuka się go poza człowiekiem, skoro odrzuca się teologię naturalną i przez usunięcie motywów wierzenia zamyka się dostęp do objawienia, a nawet wszelkie objawienie zewnętrzne znosi się doszczętnie. W człowieku więc samym wyjaśnienia szukać należy, a ponieważ religia jest pewną formą życia, więc w życiu człowieka odnaleźć ją trzeba. W ten sposób dochodzą moderniści do swej zasady immanencji religijnej.

P. A co uważać należy według tej nauki za ostateczną podnietę i za pierwszy objaw zjawisk życiowych, zwłaszcza religii?
O. Jakąś potrzebę lub popęd jakiś; a jeżeli mowa o życiu w znaczeniu ściślejszym należy jego początek upatrywać w pewnym poruszeniu serca, które nazywamy uczuciem.

P. Jak wobec tego wypadnie określić wiarę?
O. Ponieważ przedmiotem religii jest Bóg, więc wiara, będąca początkiem i podstawą wszelkiej religii, polega na pewnym uczuciu wewnętrznym, które powstaje z potrzeby tego, co Boskie.

P. Czy ta potrzeba Bóstwa należy do zakresu świadomości, czy też gdzie indziej jest jej siedziba?
O. Jeśli się zważy, że ta potrzeba Bóstwa daje się odczuć tylko w pewnych warunkach odpowiednich, to nie może sama przez się należeć do zakresu świadomości, kryje się ona zrazu poniżej świadomości, albo – jak brzmi wyrażenie od nowszej filozofii zapożyczone – pod progiem świadomości, gdzie tajne i dotąd niezbadane jej źródło.

c) Początek religii w ogólności

P. A jakim sposobem ta potrzeba Bóstwa daje początek religii?
O. Nauka i historia – tłumaczą moderniści – zamknięte są pomiędzy dwiema granicami; jedną zewnętrzną jest świat widzialny, drugą wewnętrzną jest świadomość. Skoro dojdą do jednej lub drugiej granicy, dalej już posunąć się nie mogą, bo poza tymi granicami jest „niepoznawalne”. Wobec tego „niepoznawalnego” – czy ono jest na zewnątrz człowieka i poza światem widzialnym, czyli też ukrywa się pod progiem świadomości – wywołuje owa potrzeba Bóstwa w duszy do religii skłonnej uczucie szczególniejszego rodzaju i to bez żadnego, jak uczy fideizm, poprzedniego aktu rozumowego. Uczucie to zawiera w sobie samą rzeczywistość Bóstwa jako swój przedmiot i swoją przyczynę zewnętrzną i łączy człowieka w pewien sposób z Bogiem. To właśnie uczucie zwą moderniści wiarą i za początek religii uważają.

d) Pojęcie objawienia

P. Co jeszcze znajdują moderniści w tym uczuciu?
O. Nie samą tylko wiarę, ale nadto razem z nią i w niej – objawienie. Bo i czego więcej wymagać do pojęcia objawienia? Dlaczego nie można by mówić o objawieniu, albo przynajmniej o początku objawienia, gdy owo uczucie religijne wystąpi w świadomości? Dlaczego nie można by powiedzieć, że wówczas w tym uczuciu Bóg sam, jakkolwiek jeszcze niewyraźnie, odsłania się duszy? Co więcej, ponieważ Bóg jest zarazem przyczyną i przedmiotem wiary, powiedzieć można jeszcze o tym objawieniu, że i od Boga pochodzi i do Boga się odnosi, czyli, że Bóg jest jednocześnie Objawicielem i Objawionym.

P. Jakie wnioski wynikają z takiego zapatrywania?
O. Stąd pochodzi przede wszystkim owo niedorzeczne twierdzenie modernistów, że stosownie do różnych punktów widzenia każda religia jest naturalną i nadnaturalną. Stąd owo używanie w tym samym znaczeniu wyrazów: świadomość i objawienie. Stąd wreszcie zasada, stawiająca świadomość religijną jako powszechną normę, która posiada wartość równą objawieniu; jej to poddać się winni wszyscy, nawet najwyższa władza kościelna czy to w swych naukach, czy to w swych zarządzeniach, dotyczących kultu lub karności.

e) Powstawanie religii w szczególności

P. Jak daleko według modernistów sięga wpływ uczucia religijnego?
O. Jest ono nie tylko zarodkiem całej religii, ale zarazem racją wszystkiego, co w jakiejkolwiek religii było lub będzie.

P. A jakże mamy sobie bliżej przedstawić ten twórczy rozwój uczucia religijnego?
O. Początkowo było ono bezkształtne i nieokreślone, powoli jednak pod wpływem utajonego pierwiastka, z jakiego powstało, rozwinęło się wraz z postępem życia, którego, jak powiedzieliśmy, jest pewną formą.

P. Czy w ten sposób powstała każda religia, nawet nadnaturalna?
O. Tak jest, każda religia jest tylko rozwinięciem uczucia religijnego i religia katolicka nie stanowi wyjątku, gdyż jeśli mowa o jej pochodzeniu, to powstała ona w świadomości Chrystusa, męża posiadającego pierwszorzędne przymioty jakich nikt nie miał przed Nim, ani mieć nie będzie, a powstała nie inaczej, jak tylko przez proces immanencji życiowej.

P. Można tu mówić jeszcze o istnieniu porządku nadprzyrodzonego?
O. Niestety, nie chodzi tu już o dawny błąd (pelagianizmu), który naturze ludzkiej przypisywał niejakie prawo do porządku nadnaturalnego. Posunięto się o wiele dalej, skoro ośmielono się twierdzić, że najświętsza religia nasza, zarówno w człowieku Chrystusie, jak i w nas, powstała sama z siebie jako dzieło natury. Zaprawdę nie ma innego sposobu, który by zdołał silniej wstrząsnąć całym porządkiem nadprzyrodzonym.

f) Udział rozumu w akcie wiary

P. Czy w rzeczach religii przysługuje uczuciu tak wyłączna rola, że rozum nie ma tu żadnego znaczenia?
O. Bynajmniej – odpowiadają moderniści. Trzeba bowiem uwzględnić, że w owym uczuciu objawia się wprawdzie Bóg człowiekowi, ale tak niewyraźnie i mglisto, że od wierzącego podmiotu bardzo słabo albo wcale nie da się odróżnić. Stąd musi jakieś światło rozjaśnić owo uczucie, aby Bóg w nim wystąpił wyraźnie. I tu właśnie ma do spełnienia zadanie rozum, którego rzeczą jest myśleć i analizować.

P. Jak spełnia rozum to swoje zadanie?
O. Oto w ten sposób, że ze zjawisk życiowych, powstających w człowieku, tworzy najpierw wyobrażenia, które potem wyraża słowami. Stąd rozpowszechniona zasada modernistów: człowiek religijny winien swą wiarę myślą wypracować.

P. Z czym można porównać to działanie rozumu?
O. Z działaniem malarza, który zatarte rysy starego obrazu odświeża i rozjaśnia; tak mniej więcej tłumaczy to jeden z mistrzów modernizmu.

P. Iloraka jest w tym zajęciu praca rozumu i jaki jej rezultat?
O. Rozum wykonuje tu podwójną pracę: pierwszą aktem naturalnym i samorzutnym, a jej rezultat wyraża w zdaniu prostym i pospolitym; drugą aktem refleksyjnym i umyślnym, który oni zwą opracowaniem myśli, a rezultat wypowiada w zdaniach „pochodnych”, tj. wysnutych z owego zdania prostego, ale wyraźniejszych i dokładniejszych. Gdy zaś te zdania zatwierdzi Urząd Nauczycielski Kościoła, stają się dogmatami.

g) Początek i pojęcie dogmatu

P. Jakie jest w myśl dotychczasowych wywodów zapatrywanie modernistów na powstawanie dogmatu?
O. Początek dogmatu upatrują moderniści w owych pierwotnych i prostych formułach, które pod pewnym względem są dla wiary konieczne, bo dopóki jasne poznanie Boga nie wystąpi w świadomości, o rzeczywistym objawieniu mówić nie można. Sam zaś dogmat zawiera według nich – jak się zdaje – tylko formuły pochodne.

P. Na co głównie trzeba zwrócić uwagę, aby mieć należyte pojęcie dogmatu?
O. Aby poznać istotę dogmatu, powiadają moderniści, trzeba przede wszystkim zbadać stosunek zachodzący między formułami religijnymi a uczuciem religijnym. Łatwo zaś przyjdzie to temu, który pamięta, że jedynym celem takich formuł jest dostarczenie wierzącemu środka do zdania sobie sprawy ze swej wiary.

P. Jak bliżej przedstawia się stosunek tych formuł i do wierzącego i do jego wiary?
O. Pośredniczą one między wierzącym a jego wiarą: ze względu na wiarę są tylko niedokładnymi znakami jej treści, czyli symbolami; ze względu na wierzącego są tylko narzędziami. Nie można zaś żadną miarą utrzymywać, żeby zawierały prawdę bezwzględną.

P. Czym więc są owe formuły uważane same w sobie?
O. Jako symbole są obrazami prawdy, przeto przystosowywać się muszą do uczucia religijnego z uwzględnieniem jego stosunku do człowieka; jako narzędzia, są pomostami prawdy i nawzajem dostosować się winny do człowieka z uwzględnieniem jego stosunku do uczucia.

P. Czy te dogmatyczne formuły, te symbole wiary i narzędzia wierzącego, posiadają wartość stałą czy zmienną?
O. Ponieważ Bóg, który jest przedmiotem uczucia religijnego, może objawiać się w nieskończenie wielu różnych postaciach, ponieważ i człowiek wierzący może znajdować się w różnych warunkach, więc i formuły, które nazywamy dogmatami tej samej zmienności, względnie rozwojowi podlegać powinny.

P. Czy taki rozwój jest tylko możliwy czy też konieczny?
O. Moderniści twierdzą stanowczo, że dogmat nie tylko może, ale powinien się rozwijać i zmieniać; wynika to także z ich poglądów.

P. Z jakim poglądem modernistów wiąże się bezpośrednio obecne ich twierdzenie o koniecznej zmienności dogmatu?
O. Z tym, który wywodzą z zasady immanencji życiowej, że formuły religijne, aby były naprawdę religijnymi, a nie spekulacją rozumową, muszą być żywotne i żyć życiem uczucia religijnego. Znaczy to innymi słowy: że serce ze swymi potrzebami religijnymi ma wywierać rozstrzygający wpływ na powstawanie i dalsze losy dogmatów; serce musi przyjąć i zatwierdzić formułę pierwotną, serce ma kierować pracą, która wytwarza formuły pochodne, serce ma w nich dokonywać pewnych zmian, stosownie do potrzeb uczucia i życia religijnego.

Wiara modernistów

a) Doświadczenie religijne

P. Jaka istnieje różnica między filozofem a wierzącym modernistą?
O. Różnią się tym, że gdy modernista-filozof uznając rzeczywistość Bóstwa za przedmiot wiary, tę rzeczywistość przyjmuje jedynie w duszy wierzącego jako przedmiot uczucia i afirmacji, a wcale nie troszczy się o to, czy ona istnieje i poza owym uczuciem i afirmacją, modernista wierzący uważa natomiast za rzecz pewną rzeczywiste istnienie Bóstwa niezależnie od podmiotu wierzącego.

P. Na czym opiera się ta pewność człowieka wierzącego?
O. Na osobistym doświadczeniu każdego. W uczuciu bowiem religijnym trzeba uznać pewnego rodzaju intuicję serca, za pomocą której człowiek samą rzeczywistość Bóstwa obejmuje i takiej o istnieniu Boga i działalności Jego w człowieku i poza człowiekiem nabywa pewności, że ona wszelką naukową pewność znacznie przewyższa. Jeżeli zaś kto zaprzecza temu doświadczeniu (jak to czynią racjonaliści), to pochodzi stąd, że człowiek taki nie chce postawić się sam w warunkach moralnych, których to doświadczenie wymaga.

P. Jaki bezpośrednio wypływa wniosek z całej tej nauki o doświadczeniu religijnym?
O. Ten, że każdą religię – nie wyjmując pogańskiej – trzeba uznać za prawdziwą. W każdej bowiem religii możliwe są doświadczenia religijne i zdarzały się rzeczywiście; nie ma zaś słusznego powodu, żeby odmówić wartości doświadczeniom religijnym, np. muzułmanina, a przyznać ją tylko doświadczeniom katolików. Nie czynią też tego moderniści; przeciwnie jedni skrycie, drudzy otwarcie głoszą, że wszystkie religie są prawdziwe. To tylko na korzyść religii katolickiej zdają się podnosić, że w porównaniu z innymi więcej posiada prawdy jako więcej żywotna, a zarazem, że bardziej zasługuje na miano chrześcijańskiej, jako bardziej zgadzająca się z początkami chrześcijaństwa.

b) Tradycja

P. Czy moderniści rozciągają zasadę religijnego doświadczenia także na Tradycję?
O. Tak jest, a czynią to w ten sposób, że Tradycję w pojmowaniu katolickim zupełnie niweczą.

P. Czym bowiem jest dla modernistów Tradycja?
O. Rozumieją przez nią udzielanie drugim doświadczenia pierwotnego przez nauczanie za pomocą formuły utworzonej przez rozum. Tej zaś formule oprócz siły, którą nazywają „wyobrażającą”, przypisują także pewną moc sugestywną.

P. Komu i na co służy to sugestywne działanie?
O. Najpierw wierzącemu, aby zbudzić uśpione może uczucie religijne i raz już doznane doświadczenie na nowo wywołać; potem służyć może niewierzącemu, aby po raz pierwszy obudzić uczucie religijne i wytworzyć doświadczenie. Tym zaś sposobem rozpowszechnia się szeroko doświadczenie religijne pomiędzy narodami nie tylko między współczesnymi przez nauczanie, ale także wśród pokoleń potomnych bądź to przez książkę, bądź to przez podanie ustne.

c) Stosunek wiary do wiedzy

P. Co o stosunku wiary do wiedzy głoszą moderniści?
O. Przede wszystkim twierdzą stanowczo, że przedmioty jednej i drugiej są i odrębne i oddzielone. Wiara bowiem odnosi się do tego, co wiedza uważa za „niepoznawalne”. Dlatego też różne są wiary i wiedzy dziedziny: wiedza obraca się w zakresie zjawisk, w którym nie ma miejsca dla wiary; wiara zajmuje się rzeczami Boskimi, które dla wiedzy nie istnieją. Stąd zaś wynika, że nigdy nie może powstać spór między wiarą a wiedzą, dopóki tylko każda z nich zostaje w swej dziedzinie.

P. Czy przytoczone uwagi dadzą się także zastosować do osób i zdarzeń należących równocześnie do obu dziedzin?
O. Tak jest, odpowiadają moderniści. Jeżeli bowiem ktoś zapyta, czy np. Chrystus prawdziwie czynił cuda i rzeczywiście przewidywał przyszłość, czy prawdziwie zmartwychwstał i wstąpił do nieba – zaprzeczy filozofia agnostyczna, przyzna wiara; ale z tego nie wywiąże się żadna między nimi walka. Bo raz zaprzeczy temu samemu modernista jako filozof, przemawiający do filozofów i pojmujący Chrystusa wedle danych historycznych, drugi raz przyzna jako wierzący i do wierzących przemawiający, dla którego Chrystus żyje drugim życiem przez wiarę i w dziedzinie wiary.

P. Czy więc nie ma żadnej zależności między wiarą a wiedzą?
O. Niestety nie ma, jeżeli mowa o wiedzy w stosunku do wiary, ale jest i to potrójna, jeżeli mowa o wierze w stosunku do wiedzy. Najpierw bowiem trzeba zauważyć, że w każdym fakcie religijnym, skoro od niego odejmie się Boską rzeczywistość i doświadczenie jej przez wierzącego, wszystko inne, a w szczególności formuły religijne nie przekraczają wcale dziedziny zjawisk i dlatego należą do zakresu wiedzy. Dalej, chociaż powiedziano, że Bóg jest przedmiotem samej tylko wiary, rozumieć to należy tylko o rzeczywistości Boskiej, a nie o „idei” Boga. Ta bowiem należy do nauki, która dochodzi, kiedy rozumuje w tzw. porządku logicznym, także do tego, co jest bezwzględnie i idealne i może je w swoim postępie rozwojowym zmieniać i prostować. Wreszcie człowiek nie znosi w sobie rozdwojenia: dlatego pewna wewnętrzna konieczność zniewala wierzącego do takiego godzenia wiary z wiedzą, żeby wiara nie sprzeciwiała się ogólnemu pojęciu, jakie daje wiedza o całym wszechświecie. Tym sposobem wiedza jest naprawdę niezawisła od wiary, wiara zaś mimo zapewnienia, że leży poza wiedzą, ma się jej poddawać.

P. Jaka jest w tym względzie nauka papieży?
O. Wprost przeciwna, że przypomnimy np. Piusa IX, który tak pisał do biskupa wrocławskiego (1857): „W rzeczach dotyczących religii filozofia ma być nie panią, ale sługą; nie ma ona przepisywać, w co trzeba wierzyć, ale przyjmować to, co wiara uczy, z rozumną uległością – nie badać głębokości tajemnic Bożych, ale ją czcić pobożnie i pokornie”.

Teologia modernistów

a) Teologiczna immanencja i symbolizm

P. O co chodzi modernistycznemu teologowi?
O. O pogodzenie wiary z wiedzą i to nie inaczej, jak tylko przez poddanie pierwszej pod drugą.

P. Jakiej trzyma się w tym względzie metody?
O. Przyjmując te same zasady, których używa filozof, stosuje je do człowieka wierzącego; są to zasady immanencji i symbolizmu. Filozof uczy, że pierwiastek wiary jest immanentny, czyli tkwi wewnątrz, wierzący dodaje, że tym pierwiastkiem jest Bóg, z tego wnosi teolog: więc Bóg jest w człowieku. Oto immanencja teologiczna. Dalej filozof jest pewny, że wyobrażenia przedmiotu wiary są tylko symboliczne, wierzący znowu jest pewny, że przedmiotem wiary jest Bóg sam w sobie; stąd wnioskuje teolog, że wyobrażenia rzeczywistości Boskiej są symboliczne. Oto symbolizm teologiczny.

P. Co sądzić o tej teologicznej immanencji i symbolizmie?
O. Bardzo wielkie to błędy, niebezpieczne i zgubne, co wynika z samych konsekwencji. Symbolizm bowiem pozwala na lekceważenie formuł dogmatycznych, bo przypisuje im tylko względną prawdę i chwilową wartość, zależną od potrzeb uczucia religijnego; immanencja znów teologiczna przypomina dość wyraźnie panteizm, dla którego Bóg jest światem, a świat Bogiem.

b) Permanencja Boża

P. Jaką jeszcze zasadą posługują się moderniści w teologii?
O. Zasadą, którą można nazwać „permanencją Bożą”. Różni się ona od zasady immanencji mniej więcej tak, jak doświadczenie przekazane przez Tradycję od doświadczenia osobistego.

P. Gdzie stosują moderniści tę zasadę permanencji?
O. Głównie tam, gdzie chodzi o tłumaczenie pochodzenia dzieł Boskich. Weźmy np. Kościół i sakramenty. Według nauki modernistów, wynikającej z ich agnostycyzmu i immanencji życiowej, nie można utrzymywać, że Chrystus sam ustanowił Kościół i sakramenty. Powstały one z czasem i powoli jako dzieła życia chrześcijańskiego. Ponieważ jednak życie chrześcijan jest dalszym ciągiem i rozwojem życia Chrystusa, w którego świadomości były zawarte wszystkie świadomości chrześcijańskie jak roślina w nasieniu, a dalej to życie w ciągu wieków dało początek Kościołowi i sakramentom, to można całkiem słusznie powiedzieć, że ich początek pochodzi od Chrystusa i jest Boski. Podobnie i Pismo Święte i dogmaty są czymś Boskim.

c) Zastosowanie zasad modernistycznych do poszczególnych latorośli wiary

P. Co moderniści sądzą o początku i istocie dogmatu?
O. Zdaniem ich, jak już wyżej była mowa, powstaje dogmat z jakiegoś popędu, czyli potrzeby, która zniewala umysł człowieka wierzącego, aby własnej i innych świadomości religijnej nadał więcej jasności, względnie, aby zgłębił i udoskonalił pierwotną formułę myśli. Wynikiem tej pracy są pewne formuły pochodne, które potem zebrane w jedną całość, czyli w jeden system naukowy, i zatwierdzone przez publiczny urząd nauczycielski jako odpowiadające świadomości powszechnej, nazywają się dogmatem.

P. Jaką jest nauka modernistów o początku i istocie kultu oraz sakramentów?
O. Utrzymują, że kult powstaje z dwóch popędów, czyli potrzeb: jedna z nich domaga się jakiegoś składnika zmysłowego w religii, druga dąży do jej rozszerzania, które jest niemożliwe bez jakiejś formy zmysłowej i aktów poświęcających – zwanych sakramentami. Co się tyczy istoty tych ostatnich, to są one tylko znakami, czyli symbolami działającymi na uczucie religijne.

P. Jak zapatrują się modernistyczni teologowie na Pismo Święte?
O. Określają je jako zbiór doświadczeń nadzwyczajnych i wybitnych, które zdarzały się w każdej religii.

P. A o inspiracji jaką głoszą naukę?
O. Nie różni się ona wcale, chyba tylko większą siłą od owego popędu, który zniewala człowieka wierzącego do wypowiadania swej wiary słowem i pismem. Coś podobnego mamy w natchnieniu poetyckim, dlatego powiedział jeden z poetów: „Jest w nas Bóg – Jego działanie zapał nasz roznieca”. W ten sposób można też natchnienie ksiąg świętych przypisać Bogu.

P. Jak wyjaśniają moderniści początek Kościoła?
O. Twierdzą, że Kościół powstał z dwojakiej potrzeby: pierwsza właściwa jest każdemu człowiekowi wierzącemu, a zwłaszcza temu, który pozyskał jakieś szczególne, pierwotne doświadczenie: człowiek taki pragnie się swą wiarą podzielić z innymi; drugą odczuwa ogół, skoro wiarę wyznaje już większa ilość ludzi: chcą oni utworzyć społeczność, aby razem bronić wspólnego dobra, pomnażać je i rozszerzać.

P. Czym więc jest Kościół?
O. Jest to wytwór świadomości zbiorowej, czyli zespolenie się świadomości indywidualnych, które na mocy permanencji życiowej zależne są od jakiegoś pierwszego człowieka wierzącego, a mianowicie, jeśli mowa o katolikach, od Chrystusa.

P. A skąd bierze się w Kościele władza?
O. Stąd, że każda społeczność potrzebuje władzy kierującej, której obowiązkiem jest wieść wszystkich stowarzyszonych do wspólnego celu i strzec roztropnie składników całości, którymi są w stowarzyszeniu religijnym nauka i kult. Stąd w Kościele katolickim potrójna władza: dyscyplinarna, dogmatyczna i liturgiczna.

P. Z jakim poglądem należy się liczyć przy określaniu istoty i praw władzy kościelnej?
O. Nie z dawniejszym „błędnym i dziś już przestarzałym”, że Kościół otrzymał swą władzę z zewnątrz, tj. bezpośrednio od Boga; lecz z nowszym, który głosi, że jak Kościół powstał z zespolenia się świadomości indywidualnych, tak podobnie i władza w tym Kościele zawdzięcza swoje powstanie świadomości religijnej, której też pragnienia uwzględniać powinna.

P. Jaki winien być według modernistów stosunek Kościoła do państwa?
O. Podobny temu, o jakim była mowa odnośnie do wiary i wiedzy, tylko, że tam chodziło o przedmioty, tu o cele. Jak więc obce są sobie wiara i wiedza ze względu na przedmiot, którym się zajmują, tak obce są sobie Kościół i państwo ze względu na cele, do których dążą: Kościół ze względu na cel duchowy, państwo ze względu na cel doczesny. Znaczy to innymi słowy, że trzeba rozdzielić państwo od Kościoła, katolika od obywatela.

P. Czy moderniści zadowalają się żądaniem rozdziału Kościoła od państwa?
O. Bynajmniej, bo jak wiara co do składników zjawiskowych winna podlegać wiedzy, tak Kościół ma podlegać państwu w sprawach doczesnych. Tego wprawdzie nie mówią jeszcze może moderniści otwarcie, ale muszą to przyjąć jako wniosek, wynikający koniecznie z ich założeń.

d) Ewolucja wiary i Kościoła

P. Co moderniści-teolodzy uważają za główny punkt swego systemu?
O. Ewolucję, bo w religii żyjącej nie ma – jak mówią – i nie może być nic niezmiennego. Dogmat więc, Kościół, kult religijny, księgi, które jako święte czcimy, nawet wiara sama – to wszystko, jeśli nie ma zamrzeć, musi ulegać prawom rozwoju.

P. Jak mamy sobie przedstawiać rozwój wiary?
O. Pierwotna forma wiary była według modernistów niewyrobiona i wspólna wszystkim ludziom, bo z samej natury ludzkiej i z życia ludzkiego brała początek. W miarę jednak rozwoju życiowego rozwijała się i wiara przez wzbierające wciąż uczucie religijne w świadomości.

P. Jakie były przyczyny rozwoju wiary?
O. Te same, o których już była wzmianka, aby wytłumaczyć powstanie wiary. Uwzględnić tylko jeszcze trzeba ludzi nadzwyczajnych (których nazywamy prorokami, a najpierwsze wśród nich miejsce zajmuje Chrystus) już to dlatego, że ich życie i nauki otoczone były pewną tajemniczością, którą wiara przypisywała bóstwu, już to dlatego, że nowych, przedtem nieznanych nabyli doświadczeń, odpowiadających potrzebie religijnej każdego wieku.

P. Co głównie wpływało i wpływa na rozwój dogmatu?
O. Głównie to, że wiara przezwyciężać musi przeszkody, pokonywać nieprzyjaciół, odpierać zarzuty. Do tego dodać należy nieustanną dążność do zgłębiania tajemnic wiary. W ten sposób – by pominąć inne przykłady – rozwinęły się prawdy o Chrystusie, wiara początkowo dopatrywała się w Nim czegoś Boskiego, aż powoli i stopniowo dopatrzyła się i uznała Boga.

P. Co przyczyniało się i przyczynia najwięcej do rozwoju kultu?
O. Potrzeba dostosowania się do obyczajów i tradycji narodów, a także potrzeba posługiwania się siłą wewnętrzną i zwyczajem uświęconym niektórych czynności.

P. A z rozwojem Kościoła jak się ma sprawa?
O. Największego znaczenia jest tu ten wzgląd, że Kościół pogodzić się musi ze zjawiskami historycznymi i formami rządu świeckiego, publicznie wprowadzonymi.

P. Czy moderniści pierwsi zaczęli głosić rozwój i zmienność prawd wiary?
O. Byli już dawniej tacy, a uroczyście potępił ich teorie Sobór Watykański następującymi słowy: „Nauka wiary objawiona przez Boga nie jest udzielona umysłom ludzkim do wydoskonalenia jako wymysł filozoficzny, ale powierzona Oblubienicy Chrystusowej jako depozyt Boży, aby jej wiernie strzegła i wyjaśniała nieomylnie. Dlatego należy zawsze pojmować dogmaty w tym znaczeniu, w jakim je Kościół ogłosił i nigdy nie wolno pod pozorem głębszego zrozumienia od niego odstępować”.

Ks. dr Andrzej Dobroniewski

Powyższy tekst jest fragmentem książki Modernizm potępiony przez papieży.