Maksymilian Kolbe – Święty od Niepokalanej. Rozdział ósmy

Niepokalanów i prawdziwy postęp

Gdy o. Maksymilian przebywał w Japonii, jego brat, o. Alfons, zmarł na zapalenie płuc. Stało się to w grudniu 1930 roku, podczas nowenny poprzedzającej święto Niepokalanego Poczęcia. Wyjeżdżając z Niepokalanowa do Japonii, ojciec Kolbe przeczuwał zbliżającą się śmierć swego brata. Kiedy wszedł do celi ojca Alfonsa, by się pożegnać, znalazł go śpiącego. Pochylił się nad nim, ucałował delikatnie w czoło i powiedział wzruszony: „Śpij, mój drogi bracie. Nie było nigdy bardziej zasłużonego spoczynku w służbie Niepokalanej! Żegnaj… kto wie, czy zobaczymy się jeszcze na ziemi”.

Ojciec Alfons był najbliższym współpracownikiem i pierwszym przełożonym Niepokalanowa po wyjeździe ojca Maksymiliana na Daleki Wschód. Chociaż nigdy w pełni nie pojął wspaniałych planów brata, nigdy ich nie podważał. Zawsze jakoś się realizowały. Oto jeden przykład:

Z powodu krytyki niektórych braci w prowincji, obawiających się wielkiego bankructwa, ojciec prowincjał Korneliusz Czupryk odwiedził Niepokalanów, by osobiście przyjrzeć się powadze problemu. Gdyby choć połowa z tego, co mówili, była prawdą, wstrzymałoby to dalszy rozwój miasta. Ojciec Maksymilian i o. Alfons byli tak pewni i pełni optymizmu co do przyszłego rozwoju Niepokalanowa, że ojciec prowincjał, zwracając się do nich, powiedział żartobliwie: „Teraz lepiej zacznijcie myśleć o przygotowaniach do rozpoczęcia budowy seminarium, bo będziecie potrzebowali księży”.

Wkrótce po powrocie ojca Czupryka do klasztoru prowincjalnego w Krakowie ojciec Alfons przybył do niego z projektami konstrukcji seminarium. Ojciec Maksymilian osobiście narysował szczegółowe plany i był gotów rozpocząć budowę. Ojciec Korneliusz zdumiał się, że jego słowa potraktowano tak dosłownie. Rozzłoszczony powiedział ojcu Alfonsowi: „Zbyt poważnie potraktowaliście mój żart”, po czym pozwolił mu odejść. Nastąpił miesiąc ciszy.

Ojcowie Maksymilian i Alfons nie czuli się urażeni z powodu gorzkiej uwagi ojca Korneliusza. Cieszyli się doskonałym pokojem. Nie było tak jednak w przypadku ojca prowincjała, który pokój duszy utracił. Spędził wiele bezsennych nocy zakłopotany i niepewny, jaki kierunek powinien obrać. Kochał Niepokalanów i wielce szanował obu ciężko pracujących braci. W końcu to on dał im pozwolenie na założenie miasta. I czyż on sam nie miał na klęczniku figurki Niepokalanej? Pewnej nocy, po długiej modlitwie, napisał krótko do ojca Maksymiliana: „Pod posłuszeństwem, na chwałę Bożą, ku czci Niepokalanej i dla rozwoju naszego zakonu, polecam założenie seminarium w naszym ubogim klasztorze w Niepokalanowie z początkiem roku szkolnego 1929–1930”.

Kiedy list dotarł do Niepokalanowa, był już gotowy do druku lipcowy numer „Rycerza”. Nie tracąc ani chwili, ojciec Maksymilian szybko dołączył następujące ogłoszenie: „W roku szkolnym 1929–1930 w Niepokalanowie zostanie otwarte seminarium dla powołanych, którzy pragną poświęcić się kapłańskiej i misyjnej służbie w zakonie franciszkańskim”.

Kilka dni później ojciec prowincjał pojawił się w Niepokalanowie, by odwołać wcześniej napisany list, było już jednak za późno. „Rycerza” wydrukowano i rozesłano. Natychmiast posypały się zgłoszenia kandydatów, wywołując konieczność budowy seminarium osobnego od domu formacyjnego braci. Toteż w 1929 roku, zaledwie dwa lata po jego założeniu, Niepokalanów posiadał dwa domy formacji, rozwijające się z piorunującą szybkością, co sprawiło, że w ciągu dwóch lat musiano ustanowić dwa osobne nowicjaty, jeden dla braci, a drugi dla aspirantów do kapłaństwa. Tak więc rozwój Niepokalanowa postępował naprzód nawet, gdy o. Kolbe przebywał w Japonii.

W lipcu 1933 roku, pod czujnym okiem przełożonego generalnego zakonu, odbyła się w Polsce kapituła w celu wyboru nowego prowincjała. Ojciec Maksymilian wrócił z Japonii, chcąc w niej uczestniczyć. Miejsce ojca Czupryka zajął nowy ojciec prowincjał, o. Anzelm Kubit, który był wielce przejęty stanem zdrowia ojca Maksymiliana. Wszyscy widzieli, że o. Kolbe nie czuł się dobrze. Nie mógł dalej sam dźwigać ciężaru obowiązków przełożonego, wykładowcy seminarium itd. Było to zbyt wiele nawet dla kogoś zdrowego. Jego przyjaciel i były prowincjał, ojciec Czupryk, zgłosił się na ochotnika na wyjazd do Japonii, dzięki czemu ojciec Maksymilian mógł zostać odciążony z wielu obowiązków i odzyskać zdrowie.

Po tym, jak był założycielem i pierwszym przełożonym klasztorów w Polsce i Japonii, ojciec Kolbe powrócił do Nagasaki jako podwładny. Bracia, którzy byli mu przeciwni, poczuli się usprawiedliwieni: ich zdaniem, o. Maksymilian został sprawiedliwie powstrzymany przed finansowym narażaniem prowincji przez swoje plany ekspansji. Jednakże dla o. Maksymiliana mało znaczyło, co myśleli inni, dopóki mógł być pewien, że pełnił wolę Bożą. Z uległością przyjął decyzję zgromadzenia prowincji jako wolę Niepokalanej i czuł spokój.

Powiedział kiedyś braciom na konferencji: „Istotę ducha członka Niepokalanowa stanowi nadzwyczajne i doskonałe posłuszeństwo Niepokalanej, wyrażające się w woli przełożonych. Ktokolwiek nie pragnie być doskonałym pod tym względem, nie nadaje się do Niepokalanowa”.

Niewątpliwie ojciec Kolbe wymagał od braci pewnego heroizmu. Czegokolwiek jednak spodziewał się po nich, zwłaszcza jeśli chodziło o praktykowanie cnoty posłuszeństwa, nie było to niczym ponad to, co sam praktykował.

„Cierpieć, pracować i umierać dla Boga samego, dla Boga przez Niepokalaną jako narzędzie w Jej rękach, jest ideałem wartym rycerza Niepokalanej” (kogoś, kto poświęcił się Maryi). Wnioskując z takiego hasła, można by pomyśleć, że życie zakonne w Niepokalanowie było bardzo ciężkie. Kiedyś ojciec prowincjał zwrócił ojcu Maksymilianowi uwagę, że życie w Niepokalanowie jest bardziej rygorystyczne niż gdziekolwiek indziej w zakonie. Odpowiedział: „Jeśli Niepokalanów… faworyzowałby rozluźnienie czy, jeszcze gorzej, zgorszenie, byłoby lepiej, żeby Bóg natychmiast zesłał ogień z nieba, by spalił wszystko”.

Kandydaci na braci byli skrupulatnie szkoleni i przesiewani. Rezultatem była wspólnota zakonna najwyższego duchowego kalibru.

Mimo swej zawrotnej aktywności, o. Maksymilian i jego współpracownicy spędzali, zgodnie z regułą, co najmniej cztery godziny dziennie na wspólnej modlitwie i medytacji. To nie było wszystko. Braci uczono, by zawsze postrzegali swą pracę jako modlitwę. W ogromnej drukarni, gdzie panowało milczenie, bracia pracowali pospiesznie, bez straty czasu. Skupienie było normą. Od czasu do czasu zwracali swe spojrzenia ku wszechobecnej w każdym pomieszczeniu figurze Niepokalanej. Pozdrawiali się wzajemnie Imieniem Maryi.

Ich życie było ściśle wspólnotowe. Poza kapłańską posługą sakramentalną i kaznodziejstwem nie było różnicy między księdzem a bratem, między przełożonym a poddanym mu. Jedynymi, których traktowano we wspólnocie w sposób wyjątkowy, byli chorzy. Mogli oni spożywać specjalne posiłki i otrzymywali wszystkie lekarstwa, których potrzebowali, bez względu na ich koszt. Świadkowie, którzy znali o. Maksymiliana, przyznają jednogłośnie, że jego miłość dla chorych była niezrównana. Wiele cierpiał fizycznie przez czterdzieści siedem lat życia, często opuszczony czy odrzucony, tak więc jego wielka wrażliwość wobec chorych opierała się w znacznym stopniu na własnym doświadczeniu. Główną motywację stanowiło dla niego oczywiście chęć naśladowania Maryi i służenia Chrystusowi w cierpiących.

O. Maksymilian nie szczędził ani swego cennego czasu, ani drogich lekarstw, gdy chodziło o jego chorych braci. W latach 1936–1939 jedną z jego głównych trosk była budowa szpitala dla swej dużej wspólnoty złożonej z siedmiuset członków. Zbudowano go w cichym, zacienionym drzewami zakątku Niepokalanowa, dokąd często udawał się z wizytą. W misjach miłosierdzia podążał Kolbe za przykładem założyciela zakonu franciszkańskiego, św. Franciszka, który również szczególnie umiłował chorych. Liczne są świadectwa czułej opieki, jaką otaczał ich o. Maksymilian. Brat Wawrzyniec opowiada nam, jak „codziennie odwiedzał chorych braci… Wobec poważnie chorych był najbardziej wielkoduszny, spędzając przy ich łóżku nawet całe noce”. Ojciec Izydor Koźbiał wspomina, jak o. Maksymilian czuwał przy łóżku jednego z jego poważnie chorych kolegów z seminarium, żarliwie modląc się za niego i czyniąc znak krzyża na jego czole. „Następnego dnia wyzdrowiał i poszedł ze mną do szkoły.”

Innym razem, gdy o. Maksymilian oprowadzał po Niepokalanowie wybitnego gościa, zwrócił się do niego, mówiąc: „Przejdźmy teraz na oddział, gdzie praca jest najbardziej wytężona i najwartościowsza”. Ku wielkiemu zdziwieniu gościa weszli do szpitala. Ojciec Maksymilian wyjaśnił: „Ci chorzy bracia, zmuszeni do bierności, są ludźmi najbardziej dla nas pożytecznymi, bo swymi cierpieniami ściągają na nas najwyborniejsze błogosławieństwa Boże, na Niepokalanów i apostolat”.

W ten i na wiele innych sposobów ukazuje Święty, jak głęboko przeniknął myśl i serce św. Franciszka. Słusznie nazwano go „współczesnym św. Franciszkiem”.

Pewnego dnia ksiądz przebywający z wizytą w Niepokalanowie zatrzymał się w drukarni przed jedną z imponujących maszyn i spytał ojca Maksymiliana: „Jeśli Biedaczyna (św. Franciszek) żyłby w naszych czasach, co by powiedział na te wszystkie drogie maszyny drukarskie?”.

Ojciec Maksymilian odparł bez wahania: „Zakasałby rękawy, jak ci dobrzy bracia, i nastawił maszynę na pełną parę, wykorzystując te współczesne środki na szerzenie chwały Boga i Niepokalanej”. Ojciec Maksymilian wierzył, że najnowocześniejsze wynalazki i maszyny powinny być w pierwszej kolejności używane w służbie Niepokalanej.

Inicjatywa ojca Maksymiliana w docieraniu do dusz nie ograniczała się jedynie do słowa drukowanego. Zbudował siedzibę stacji radiowej. W wigilię święta Niepokalanego Poczęcia, 8 grudnia 1938 roku, dzięki krótkofalówce pożyczonej od wojska bracia mogli nadać swoją pierwszą audycję. Po kilku emisjach trudności jednak wzrosły. Oponenci M. I., w większości masońscy reprezentanci w rządzie, odmówili przyznania prawa transmisji. Obawiali się, że programy radiowe nadawane z Niepokalanowa zostaną przyjęte nawet lepiej niż „Rycerz Niepokalanej”, który cieszył się wielkim poparciem. Ojciec Maksymilian nie poddał się, lecz z wybuchem II wojny światowej wszystkie działania wstrzymano.

Błyskawicznych i fenomenalnych owoców dobrze zorganizowanej pracy w Niepokalanowie nie można wytłumaczyć zwykłym ludzkim wysiłkiem. Pokorny zakonnik z ubogiej rodziny, ubogi przez swoje śluby, osłabiony gruźlicą, zapoczątkował apostolską pracę szacowaną na miliony – rodzaj przedsięwzięcia, które zdawałoby się możliwym jedynie dla wielkiej korporacji. Bez żadnego kapitału założył miasto, w którym wrzało życie, a setki braci pracowało na zmiany, gdy maszyny drukarskie działały dzień i noc.

Pracowano tutaj tak, jakby to czynił św. Franciszek, zgodnie z piątym rozdziałem jego Reguły: „Niech bracia, którym Pan dał zdolność do pracy, pracują wiernie i z oddaniem, aby unikając nieróbstwa – wroga duszy – nie gasili ducha modlitwy i pobożności, któremu należy podporządkować wszystkie sprawy doczesne”.

Bracia pracujący w Niepokalanowie byli przede wszystkim franciszkanami, toteż Reguła św. Franciszka była ich sposobem życia. Starali się o to i udawało się im, pod inspiracją i kierownictwem o. Maksymiliana, by żyć prostym życiem w heroicznym ubóstwie pierwszych franciszkanów zgromadzonych wokół św. Franciszka przy Porcjunkuli.

Można by pomyśleć, że tak gorączkowa działalność może wśród nich osłabiać ducha zakonnego. Działo się jednak odwrotnie. Między ciszą i pracą, milczeniem i hałasem maszyn istniał wyraźny kontrast. Niepokalanów był znakiem sprzeciwu, w którym pozorne mrowisko było jednocześnie domem modlitwy i kontemplacji. Wrażenia jakie wyniósł z Niepokalanowa ojciec Czupryk w 1936 roku, podzielał generalny przełożony zakonu, Amerykanin, o. Beda Hess, który także go odwiedził: „Mogłem przekonać się na własne oczy, że Niepokalanów naprawdę jaśniał duchem prawdziwie franciszkańskim, żarliwym nabożeństwem do Niepokalanej, wielką gorliwością, najwyższym ubóstwem i największą prostotą. Braci łączył wielki duch miłości. Panowała tam harmonia, a z ich twarzy można było wyczytać pogodną, franciszkańską radość”.

„Radość doskonała” św. Franciszka – zaparcie się siebie, powierzenie się, pokuta i utożsamianie się z Chrystusem Ukrzyżowanym – nie była pomijana, lecz przyjęta z miłością.

Według św. Maksymiliana:

„Postęp jest duchowy albo go nie ma wcale. W konsekwencji, nawet gdybyśmy musieli zawiesić naszą działalność, nawet gdyby wszyscy członkowie Rycerstwa opuścili nas, nawet gdybyśmy się rozproszyli jak liście na wietrze jesiennym – jeśli w duszach naszych będzie rozwijał się duch Niepokalanowa, to z pewnością, moje drogie dzieci, będziemy w pełni postępować naprzód.

Głównym celem Niepokalanowa jest uświęcenie braci, nasze własne uświęcenie. Nigdy nie możemy o tym zapomnieć – to my sami musimy być święci. Jaki jest szczególny charakter Niepokalanowa? Jest nim nawracanie i uświęcenie dusz pod opieką i przez pośrednictwo Niepokalanej. Zatem nie wystarczy zwyczajnie powiedzieć: «nawracanie i uświęcanie dusz». Musimy dodać: «przez Niepokalaną». Każdy wie, że Najświętsza Panna jest Pośredniczką wszelkich łask. Co nas wyróżnia, to absolutna przynależność do Niepokalanej, która jest racją bytu Niepokalanowa i czasopisma «Rycerz Niepokalanej»”.

Ci, którzy podążali za ojcem Maksymilianem, mieli mierzyć wysoko – dążyć do doskonałego naśladowania Maryi Niepokalanej, aby mogli uosabiać Maryję w najbardziej osobisty i pełny sposób: „Każda myśl, uczynek i cierpienie Niepokalanej były najdoskonalszym aktem miłości do Boga, do Jezusa. Dlatego musimy o tym mówić wszystkim duszom i każdej z osobna, tym, którzy żyją dzisiaj i którzy przyjdą później. Mówić o tym naszym przykładem, żywym słowem, słowem drukowanym, przez radio, filmy, malarstwo, rzeźbę itd. Mówić i czynić to, co Niepokalana w konkretnych sytuacjach życiowych i w każdym powołaniu myślała, mówiła i czyniła, aby rozniecić na ziemi najdoskonalszą miłość Jej Serca dla Najświętszego Serca Jezusa”.

Obecność ręki Bożej w dziele ojca Maksymiliana, nie tylko w zakładaniu Niepokalanowa, lecz także w całej jego pracy misyjnej poprzez próby II wojny światowej, została potwierdzona następującym świadectwem ojca Korneliusza Czupryka:

„Święty nie kierował się względami czy interesami ludzkimi. Mawiał, że «Jesteśmy narzędziami w rękach Niepokalanej, a zatem w rękach Boga». Kiedy był chory, nie martwił się, co trzeba było zrobić, lecz mawiał, że «wszystko będzie tak, jak Maryja, a zatem i Bóg, chce, żeby było»”.

Ukryta broń Maksymiliana…

…to medalik Maryi, który tak naprawdę nie jest żadną tajemnicą. Wygląda na to, że nie był on wykorzystywany i rozpowszechniany tak, jak św. Maksymilian pragnął, byśmy to czynili prowadząc dusze do Chrystusa.

Medalik Niepokalanego Poczęcia (znany potocznie jako Cudowny Medalik) od początku istnienia Militia Immaculatae zajmował szczególne miejsce w myśli i czynach św. Maksymiliana. Jak sam mówił: „ponieważ… nawrócenie i uświęcenie są Bożą łaską, Cudowny Medalik będzie pierwszorzędnym środkiem do osiągania naszego celu. Jest on zatem znakomitą bronią Rycerstwa. Jest to kulka, którą wierny żołnierz uderza nieprzyjaciela, czyli zło [grzech], i w ten sposób ratuje dusze”.

Historia cudownego nawrócenia Żyda Alfonsa Ratisbonne’a, którą św. Maksymilian usłyszał jako seminarzysta, przekonała go o mocy Maryi Niepokalanej, przejawiającej się przez to sakramentalium. Sam był świadkiem wielu nawróceń nie-katolików, a nawet antykatolików, dokonanych za pośrednictwem tego medalika. Sprawozdania o tym pojawiają się ciągle w jego rozległej korespondencji. Wygląda na to, że nigdy nie opuszczał Niepokalanowa bez pełnego uzbrojenia w swoje „kulki”. Kolbe, prawdziwy apostoł, nigdy świadomie nie przegapił okazji, by zdobyć duszy łaskę nawrócenia.

W myśl ojca Kolbe medaliki były nawet czymś więcej niż wielką pomocą w nawracaniu. Oprócz tego, że stanowiły dowód niezachwianej ufności w potężną rolę Maryi w przemianie serc, członkowie Rycerstwa mieli nosić medalik jako znak ich całkowitego poświęcenia się Matce Bożej i odmawiać codziennie wezwanie, wygrawerowane wokół wizerunku Niepokalanej na medaliku: „O Maryjo bez grzechu poczęta, módl się za nami, którzy się do Ciebie uciekamy!”. Ojciec Maksymilian dodawał na końcu: „a zwłaszcza za masonami i przeciwnikami Kościoła świętego”.

Medalik ten jest wyrazem czci Maryi w Jej największym przywileju Niepokalanego Poczęcia, a także ukazuje Maryję jako Pośredniczkę wszelkich łask. Jej ręce są rozłożone, a z pierścieni na Jej palcach wychodzą promienie. Najświętsza Panna wyjaśniła św. Katarzynie, że „reprezentują one łaski, jakie mam dla moich dzieci”.

Z drugiej strony medalika dwa Serca – Niepokalane Serce Maryi i Najświętsze Serce Jezusa – przypominają nam, że celem Rycerstwa Niepokalanej, jakie założył o. Kolbe w 1917 roku w Rzymie, jest ustanawianie, przez Niepokalane Serce Maryi, królestwa Najświętszego Serca Jezusowego na całym świecie, w każdej duszy żyjącej obecnie i do końca czasów, i to „tak szybko, jak możliwe, jak najszybciej!”.

Br. Francis Mary Kalvelage FI

Powyższy tekst jest fragmentem książki pod redakcją br. Francisa Mary Kalvelage’a FI Maksymilian Kolbe – Święty od Niepokalanej.