Rozdział szósty. Katolicka nauka o uszczęśliwiającym widzeniu Boga, cz. 2

Świadectwa chrześcijańskiej tradycji

Nauka o niebie jest jednym z zasadniczych problemów, które na kartach ksiąg natchnionych niby złote nici przeplatają inne kwestie i doniosłe zagadnienia objawione przez Boga. I mimo że tylko w konturach Stwórca przed oczyma człowieka odsłonił wizję nieba, to jednak jest ona tak piękna i porywająca, iż wpatrując się w nią, słusznie możemy zawołać ze św. Pawłem: „Utrapień czasu niniejszego ani porównać nie można z przyszłą chwałą, która się w nas objawi” (1). Wobec wielkości nieutracalnego szczęścia w niebie wszystkie boleści i nędze, jakie niesie ze sobą wartki prąd naszego twardego życia, są tylko krótką chwilą próby w ogniu utrapień, po której nastąpi całkowity spokój, radość i wesele bez końca. Tam bowiem „otrze Bóg wszelką łzę z oczu ich, a śmierci już nie będzie, ani smutku, ani wołania, ani bólu już nie będzie, bo dawne rzeczy przeminęły” (2). Naprawdę będzie wówczas requies aeterna – odpoczynek wieczny po drogo kosztującej i wyczerpującej walce na arenie doczesnego życia.

Nic więc dziwnego, że niebo było zawsze i jest przedmiotem najgorętszych pragnień człowieka, do niego przebojem i gwałtem cisną się ludzie, nie żałując nawet największych ofiar, byle tylko „wyjść z tułactwa w ciele, a znaleźć się przy Panu”.

I skądże niebo posiada w sobie tyle porywającego wdzięku i czarującego piękna? Otóż musimy pamiętać o jednej rzeczy, a mianowicie o tym, że istotą szczęścia w niebie jest posiadanie Boga przez błogosławionych, przede wszystkim zaś uszczęśliwiające widzenie Jego istoty. Intuicyjne poznawanie Stwórcy napełnia błogosławionych radością doskonałą. I eschatologiczna nauka o niebie żadnej innej wartości w krainie szczęścia nie akcentuje tak silnie i z taką emfazą, jak uszczęśliwiającą wizję Stwórcy przez błogosławionych.

Już Ojcowie Kościoła pierwszych wieków chrystianizmu widzieli w intuicyjnym poznawaniu Boga jedno ze źródeł i przyczyn radości nieba.

Św. Polikarp, biskup Smyrny, taką wygłosił doksologię w chwili swego męczeństwa: „Boże aniołów i mocy i wszystkiego stworzenia, całego rodu ludzi sprawiedliwych, którzy żyją przed obliczem Twoim! Błogosławię Cię, że mnie uczyniłeś godnym tego dnia i tej godziny, bym pośród liczby męczenników miał udział w kielichu Chrystusa Twego, na zmartwychwstanie do żywota wiecznego, duszą i ciałem, w nieskazitelności Ducha Świętego. Obym wśród nich dzisiaj stanął przed obliczem Twoim jako ofiara piękna i przyjemna, tak właśnie, jak mnie przygotowałeś i już naprzód mi objawiłeś, i jak to spełniłeś, Boże niekłamliwy i prawdy pełen” (3). Pragnie św. Polikarp stanąć razem z czystymi duchami anielskimi przed obliczem Boga. Wprawdzie jego wątłe ciało trawią powoli płomienie ognia na stosie męczeńskim; nie przeszkadza to jednak, by jego „duch ochoczy” rwał się całą siłą do sfery pełnego życia w chwale przed obliczem Boskiego majestatu.

Św. Cyprian, biskup Kartaginy i męczennik, upatruje w bezpośrednim zjednoczeniu duszy z Bogiem szczyt szczęścia. „Cóż to będzie za chwała – mówi on – i co za wielka radość być dopuszczonym do oglądania Boga i dostąpić zaszczytu czerpania radości zbawienia i wiecznej światłości z Chrystusem Panem Bogiem twoim, pozdrawiać Abrahama, Izaaka, Jakuba, patriarchów wszystkich i apostołów, proroków i męczenników, ze sprawiedliwymi i przyjaciółmi Bożymi w królestwie niebieskim cieszyć się z rozkoszy udzielonej nieśmiertelności, doznawać tam tego, czego ani „oko nie widziało, ani ucho nie słyszało i w serce człowiecze nie wstąpiło” (4). Wielki zaś biskup Mediolanu św. Ambroży powiada, że dopiero po śmierci bezpośrednio i z odkrytą twarzą będziemy mogli wpatrywać się w chwałę Pańską, której obecnie nie możemy dojrzeć ze względu na materialne zmysły zasłaniające nam Boga (5). Na innym zaś miejscu tenże święty doktor przepięknie opisuje radości nieba. „Pójdziemy tam – mówi – gdzie jest raj rozkoszy, gdzie Adam, który dostał się między zbójców nie roni już łez nad swoimi ranami, gdzie i sam łotr cieszy się z uczestnictwa w królestwie niebieskim, gdzie nie ma żadnych chmur, żadnych gromów, żadnych błyskawic, żadnych burzliwych zawiei, ani ciemności, gdzie ani wieczór, ani lato, ani zima nie będą wpływały na zmianę okresów czasu. Nie będzie zimna, ani gradu, ani deszczu, ani nie będzie potrzeba słońca, ani księżyca, ani gwiazd, ale sama jasność Boża będzie świeciła. Pan bowiem będzie jasnością wszystkich; ta światłość prawdziwa, która oświeca wszelkiego człowieka, będzie świeciła wszystkim. Pójdziemy tam, gdzie Pan Jezus przygotował mieszkania swoim sługom, by gdzie On jest, tam i myśmy byli” (6).

Pięknie Ojcowie Kościoła przedstawiają wiernym niebo. Nie posiłkują się bynajmniej na terminologią naukową, ani nie przemawiają prelekcyjnym stylem; ich wykład teologii nieba jest raczej popularnym wyjaśnieniem. Jakże jednak ten sposób nauczania trafia do przekonania wiernych! Zdawali sobie sprawę ci święci Ojcowie z tego, że „bojowaniem jest życie człowieka na ziemi” (7), przestrzeń życia ludzkiego od kolebki do grobu zwykle jest zroszona łzami i usłana najeżonymi kolcami wielu trudności; człowiek tęskni za spokojem, radością i weselem. Dlatego wyzyskując ten czuły punkt ludzkiej psychiki, głęboką egzegezę prawd życia wiecznego przedstawiają Ojcowie Kościoła prosto jako stan, w którym ludzie „radość i wesele otrzymają, a uciecze boleść i wzdychanie” (8). Tym zaś niejako balsamem, nagle sprowadzającym ukojenie do znękanej ziemskim życiem duszy, jest Bóg. Kiedy duch ludzki spotka się ze swoim Stwórcą, o ile można się tak wyrazić, oko w oko, i zagłębi się w kontemplacji Jego istoty, natychmiast znikają bezpowrotnie wszystkie możliwości zakłócenia szczęścia. „Będzie się radowało serce wasze, a radości waszej nikt wam nie odbierze” (9).

„Oglądanie Boga stanowi radość doskonałą (10) – powiada św. Hieronim. I tak jest istotnie. Kto poznaje doskonale Prawdę nieskończoną, ten niczego już więcej do szczęścia nie potrzebuje. „Posłuchaj, co mówi św. Piotr: Dobrze jest nam tu być – mówi św. Jan Chryzostom. – Jeżeli on zobaczywszy mglisty jakiś obraz rzeczy przyszłych, od wszystkiego zaraz odwrócił uwagę z powodu rozkoszy, płynącej z takiego oglądania, to cóż się powie o tym, gdy sama Prawda rzeczy się objawi, kiedy w otwartych na oścież komnatach królewskich samego króla będzie można oglądać, już nie przez podobieństwo, ani przez zwierciadło, ale twarzą w twarz, już nie przez wiarę, lecz przez widzenie?” (11) Najwybitniejszy zaś geniusz filozofii i teologii w okresie patrystycznym, św. Augustyn, z właściwą sobie zwięzłością wykwintnego stylu określa chwałę i szczęście dusz świętych jako stan oglądania Boga, wiecznego odpoczynku i radości przy boku Stwórcy. „Teraz widzimy niejasno przez zwierciadło, lecz później twarzą w twarz (12). W ten sposób już widzą święci aniołowie, którzy nazwani są również i naszymi aniołami… Jak więc oni oglądają, tak też i my będziemy oglądać; lecz jeszcze w ten sposób nie oglądamy. Dlatego mówi apostoł, co już przedtem powiedziałem: Teraz widzimy niejasno, przez zwierciadło, lecz później twarzą w twarz. Jako więc nagroda za wiarę zachowane nam jest to oglądanie, o którym i Jan apostoł mówi: Gdy się okaże, do Niego będziemy podobni, bo ujrzymy Go jako jest” (13). Gdzie indziej zaś tak mówi ten święty Doktor: „Jakże wielka będzie ta szczęśliwość, gdzie żadnego nie będzie zła, żadne dobro się nie ukryje, oddawać się będzie chwałę Bogu, który będzie wszystkim we wszystkich… Nagrodą za cnotę będzie On sam, który dał cnotę i przyobiecał jej siebie samego… On będzie celem naszych pragnień, On, który bez końca będzie oglądany, bez uprzykrzenia kochany, bez znużenia chwalony… Tam będziemy odpoczywać i oglądać, będziemy oglądać i kochać, będziemy kochać i chwalić… Oto, co będzie u kresu bez kresu” (14).

Jakie pojęcie o życiu nieśmiertelnym w chwale miał św. Augustyn, możemy domyślać się z tej przepięknej rozmowy, którą prowadził w Ostii ze swoją matką, św. Moniką, przed jej śmiercią. Głębokie reminiscencje tej rozmowy zostawił nam w swoich Wyznaniach. Oto, co pisze (15): „Gdy się zbliżał dzień, w którym miała odejść z tego życia – który to dzień Ty znałeś, my zaś nie – zdarzyło się, jak przypuszczam, za Twoim tajemnym zrządzeniem, że ona i ja sami staliśmy oparci o jakieś okno, skąd rozciągał się widok na ogród wewnątrz domu, w którym mieszkaliśmy w Ostia Tiberina, gdzie z dala od zgiełku po zmęczeniu długą drogą przygotowywaliśmy się do żeglugi. Otóż sam na sam rozmawialiśmy bardzo słodko i zapominając o przeszłości, a zwracając się ku przyszłości, dociekaliśmy w obliczu istniejącej Prawdy, którą Ty jesteś, jakie będzie życie wiekuiste świętych, szczęście, którego «oko nie widziało, ucho nie słyszało i w serce człowiecze nie wstąpiło» (16). Ustami serca usiłowaliśmy zaczerpnąć wody z wysokiego źródła Twego, źródła żywota, które jest u Ciebie, abyśmy w miarę naszych sił ożywieni, mogli w jakiś sposób rozważać rzecz tak wielkiej wagi.

Gdy już rozmowa doszła dotąd, że jakakolwiek rozkosz zmysłowa i jakakolwiek piękność cielesna nie tylko porównania z rozkoszą drugiego życia, ale nawet wspomnienia nie wydawała się godną, podnosząc się w płomiennym uczuciu do Tego, który sam przez się istnieje, przeszliśmy stopniowo wszystkie twory cielesne aż do samego nieba, skąd słońce, księżyc i gwiazdy świecą nad ziemią. Następnie wstąpiliśmy w świat wewnętrzny, rozważając, omawiając; a podziwiając je, dzieła Twoje, przyszliśmy do myśli naszych i minęliśmy je, by dotknąć krainy nieustającej obfitości, gdzie pasiesz na wieki Izraela na pastwisku prawdy i gdzie życie jest mądrością, przez którą przychodzi do bytu wszystko, co było i co będzie, sama zaś do bytu nie przychodzi, lecz taką jest, jaką była i taką będzie zawsze. Co więcej, nie ma w niej «było» lub «będzie», bo jest samym bytem, gdyż jest wieczna, zaś «było» i «będzie » nie jest wieczne. I gdy mówimy i wyrywamy się ku niej, oto całym rzutem serca nieco jej dotykamy; westchnęliśmy i zostawiliśmy tam uwolnione z więzi ziemskich pierwiastki ducha i wróciliśmy do szeptu ust naszych, gdzie się słowo zaczyna i kończy. I cóż jest podobnego słowu Twojemu, Panu naszemu, zostającemu w sobie bez starzenia się i odnawiającemu wszystko?

Mówiliśmy zatem: «Niech umilknie poruszenie ciała, niech umilknie wyobrażenie ziemi, wody, powietrza i firmamentu; niech umilknie dusza sama dla siebie i wyjdzie z siebie, nie myśląc o sobie; niech umilkną sny i zjawy wyobraźni, niech umilknie wszelki język i wszelki znak, i w ogóle cokolwiek dzieje się przemijającego » – ponieważ gdyby ktoś mógł słyszeć, wszystko to mówi: «Nie sameśmy się uczyniły, lecz uczynił nas Ten, który trwa na wieki». Jeśli, to powiedziawszy, umilknie wszystko, ponieważ podniosło ucho ku Temu, który je stworzył, i jeśli sam mówi nie przez nie, lecz przez siebie samego, byśmy słyszeli słowo jego, nie za pośrednictwem języka cielesnego, ani głosu anioła, czy szumu obłoku, ani za pośrednictwem zagadki podobieństwa; lecz jeśli jego samego, którego w tych rzeczach kochamy, bez pośrednictwa tego wszystkiego słuchamy, jak teraz wysililiśmy się i błyskawiczną myślą dosięgli wiecznej Mądrości, ponad wszystkim istniejącej; jeśliby się to przedłużyło, a usunięte zostały inne widzenia o wiele niższego rodzaju, a to jedno porwało, pochłonęło i zatopiło w wewnętrznej radości widza swego, gdyby takim było życie wiekuiste, jakim był ów moment zachwytu, do którego wzdychaliśmy, to czyż to nie jest: «Wejdź do wesela Pana twego» (17)?”. W świetle przytoczonych kilku świadectw starochrześcijańskiej tradycji niebo jest stanem szczęścia zupełnego; jest to pełnia szczęścia jako „stan doskonały, wynikający z posiadania wszelkich dóbr – status omnium bonorum aggregatione perfectus” (18).

Trudno jest człowiekowi tutaj na ziemi pojąć, przynajmniej w przybliżeniu, czym jest szczęście błogosławionych w niebie. Zwykle wyobrażamy je sobie jako wolność od wszelkiego cierpienia, radość, zupełny spokój i beztroski odpoczynek. I te wartości chyba najbardziej zdają się odpowiadać naszej naturze. Czujemy się bowiem często wyczerpani na siłach wskutek ciągłego szamotania się z różnymi trudnościami twardego życia. Chcielibyśmy zrzucić z siebie ten balast ciężkich doświadczeń i zawodów; pragniemy odpoczynku i radości. Z tej racji niebo najbardziej nas pociąga ku sobie, gdyż tam przeczuwamy wieczną radość i wieczny odpoczynek. Życzenia wiecznego odpoczynku zasyłamy poza grób za tymi, którzy od nas już odeszli. Często modlimy się do miłosiernego Boga za zmarłych: „Wieczny odpoczynek racz im dać, Panie, a światłość wiekuista niechaj im świeci! – Requiem aeternam dona eis, Domine, et lux perpetua luceat eis”. Czym jest ten odpoczynek w niebie? Czy to ma być jakiś stan bierny i zastój sił lub wieczna bezczynność? Bynajmniej. Wieczny odpoczynek błogosławionych polega nie tylko na wolności od jakiegokolwiek bólu i cierpienia, ale przede wszystkim na rozwoju ich sił duchowych w najwyższym stopniu. Umysł i wola błogosławionych osiągnęły cel swoich aspiracji; umysł zdobył Boga jako Prawdę nieskończoną, a wola posiada Stwórcę jako Dobro najwyższe. Stąd bezustanna kontemplacja i miłość Boga wypełniają całe życie błogosławionych na łonie szczęśliwości wiecznej. I na tym właśnie, co św. Augustyn nazywa „ineffabilis tranquillitas actionis otiosae”, polega wieczny odpoczynek błogosławionych – requies aeterna (19).

Dogmatyczne orzeczenia Kościoła katolickiego

Przez długi okres czasu Kościół nie wydawał urzędowych definicji, które byłyby dogmatyczną regułą wiary o uszczęśliwiającym widzeniu Boga; nie zachodziła bowiem konieczność dogmatyzacji tej prawdy, choćby i z tego powodu, że autorytet ksiąg świętych był wyrocznią i normą wiary w tej materii dla wszystkich. Chociaż tu i ówdzie pojawiały się heterodoksyjne pojęcia, sprzeczne z nauką objawioną, to jednak nie potrafiły one podważyć wiary ogółu katolików.

Z zamiarem dogmatycznego określenia eschatologicznej kwestii o intuicyjnym poznaniu Boga przez błogosławionych w niebie nosił się już papież Jan XXII. Jako prywatny uczony miał on wprawdzie o tym przedmiocie zdanie odmienne, aniżeli inni ortodoksyjni teologowie; po głębokim przemyśleniu tej kwestii doszedł w końcu do właściwych wniosków; w dogmatyzacji tego artykułu wiary przeszkodziła mu jednak śmierć (20).

Niedoszły do skutku zamiar Jana XXII, dotyczący ogłoszenia bulli o widzeniu uszczęśliwiającym, urzeczywistnił dopiero jego następca papież Benedykt XII i konstytucją Benedictus Deus z dnia 29 stycznia 1336 roku ogłosił naukę Kościoła o widzeniu uszczęśliwiającym jako dogmat wiary.

„Konstytucją niniejszą – brzmią uroczyście słowa bulli – z mocą obowiązującą na zawsze orzekamy, iż według powszechnego zarządzenia Bożego dusze wszystkich świętych, którzy zeszli z tego świata przed męką Pana naszego Jezusa Chrystusa, jak również dusze świętych apostołów, męczenników, wyznawców, dziewic i innych wiernych, zmarłych po przyjęciu przez nich chrztu Chrystusowego, w których nic nie było do odpokutowania w chwili ich śmierci, ani nie będzie, skoro w przyszłości będą umierali, lub też gdyby coś w nich było do odpokutowania, kiedy po swej śmierci (ich dusze) zostały oczyszczone, jako też dusze dzieci, odrodzonych tymże chrztem Chrystusowym, i tych, które będą ochrzczone, a umierających przed dojściem do używania wolnej woli, natychmiast po swej śmierci i po odbyciu wspomnianego oczyszczenia przez tych, którzy potrzebowali tego rodzaju oczyszczenia, jeszcze przed powtórnym przyjęciem własnych ciał i sądem powszechnym, po wniebowstąpieniu Pana naszego Jezusa Chrystusa, były, są i będą w niebie, królestwie niebieskim i raju razem z Chrystusem, zaliczone w poczet świętych aniołów. Po męce i śmierci Pana Jezusa Chrystusa oglądały i oglądają Boską istotę widzeniem intuicyjnym, twarzą w twarz, nie przy pomocy jakiegoś stworzenia, które byłoby przedmiotem widzianym (czyli pośredniczącym), ale dzięki objawianiu się Boskiej istoty bez osłon, jasno i wyraźnie; w ten sposób oglądając, posiadają tę Boską istotę, jak również z tego widzenia i posiadania dusze tych, co pomarli, są prawdziwie szczęśliwe i posiadają życie oraz wieczny pokój. Dusze tych również, którzy później zejdą z tego świata, będą oglądały Boską istotę i będą Ją posiadały przed odbyciem sądu powszechnego. Tego rodzaju oglądanie Boskiej istoty i Jej posiadanie wyniszcza w duszach akty wiary i nadziei, ponieważ wiara i nadzieja są właściwie cnotami teologicznymi. Skoro się rozpoczęło u owych dusz lub się zacznie to intuicyjne i twarzą w twarz oglądanie oraz posiadanie, bez żadnej przerwy i wygaśnięcia wspomnianego oglądania i posiadania będzie ono trwać do chwili Sądu Ostatecznego, a odtąd aż na wieki” (21).

Drugi dokument dogmatyczny, dotyczący tego samego zagadnienia, znajduje się w aktach Soboru Florenckiego, odbytego za papieża Eugeniusza IV. W bulli Laetentur coeli z 6 lipca 1439 roku czytamy: „Dusze tych, którzy po przyjęciu chrztu nie zaciągnęli żadnej w ogóle zmazy grzechowej, jak również te dusze, które po zaciągnięciu grzechowej plamy, czy to pozostając jeszcze w swych ciałach, czy też z tychże ciał uwolnione oczyściły się, natychmiast dostają się do nieba i oglądają samego Boga troistego i jedynego tak, jak jest” (22).

Według więc nieomylnych decyzji Katedry Piotrowej oblicze nieskończenie świętego Boga mogą oglądać jedynie te dusze należące do mistycznego organizmu Chrystusa, które są wolne nie tylko od najmniejszych win i niedoskonałości, ale nawet od wszelkiej kary, będącej następstwem grzechu. Mówi bowiem natchniony psalmista: „Panie, któż będzie mieszkał w przybytku Twoim, albo kto odpocznie na górze Twojej świętej? Który chodzi bez zmazy i czyni sprawiedliwość” (23). Jeżeli człowiek w chwili śmierci podlega jeszcze jakimkolwiek brakom moralnym, albo ciąży na nim kara doczesna za grzechy już odpuszczone, wówczas dusza jego po rozłączeniu z ciałem składa odwiecznej Sprawiedliwości ekspiację w czyśćcu. Jeżeli chodzi o świętych Starego Testamentu, to chociaż nie posiadali tych środków i nadprzyrodzonych pomocy, które według obecnej ekonomii zbawienia dobrze usposobionemu człowiekowi udzielają świętości wewnętrznej, usprawiedliwiała ich jednak wiara w przyszłego Odkupiciela – Chrystusa, połączona z aktami doskonałego żalu, odpuszczała im grzech pierworodny i winy osobiste, usuwała z ich dusz nawet karę za grzechy (24). Wiązała ich dusze jedynie powinność kary, wynikająca ze skazy grzechu pierworodnego (25). Dopiero po dokonaniu dzieła pojednania ludzkości z Bogiem przez ofiarę krzyża Chrystus – jak naucza Doktor Anielski – „zstępując do otchłani, mocą swej męki uwolnił sprawiedliwych od tej powinności, która ich wykluczała od życia w chwale, by mogli oglądać Boga przez istotę” (26).

Ks. Marcin Ziółkowski

(1) Rz 8, 18.

(2) Ap 21, 4.

(3) Euzebiusz z Cezarei, dz. przyt., tłum. ks. A. Lisiecki, s. 168.

(4) Epist. 56, PL 4, 357.

(5) De bono mort., c. 11.

(6) Tamże, c. 12.

(7) Hi 7, 1.

(8) Iz 35, 10.

(9) J 16, 22.

(10) In Is. 66, 44.

(11) Ad Theod laps. 1, 1 n; R. de Journel, 1114.

(12) 1 Kor 13, 12.

(13) De civit. Dei, l. 22, c. 29, PL 41, 797.

(14) Tamże, l. 22, c. 30, PL 41, 802, 804.

(15) Wyznania, tłum. ks. J. Czuj, Kraków 1949, s. 247–249.

(16) 1 Kor 2, 9.

(17) Mt 25, 21.

(18) Boecjusz, De consol. philosoph., 1, 3, pr. 2, PL 63, 724.

(19) Św. Augustyn tak mówi o niebie jako o stanie wiecznego odpoczynku: „Inest in ilia requie non desidiosa segnitia, sed quaedam ineffabilis tranquillitas actionis otiosae. Sic enim ab huius vitae operibus in fine requiescitur, ut in alterius vitae actione gaudeatur. Sed quia talis actio in Dei laude agitur, sine labore membrorum, sine angore curarum; non ad eam sic transitur per quietem, ut ipsi labor succedat, id est non sic esse actio incipit, ut esse desinat quies: neque enim reditur ad labores et curas, sed permanet in actione quod ad quietem pertinet, nec in opere laborare nec in cogitatione fluctuare”, Epistola 55, c. 9, PL 33, 212.

(20) 3 grudnia 1334 roku przed śmiercią papież Jan XXII takie złożył wyznanie wiary, które zresztą miało stanowić część planowanej bulli: „Ecce quod nostram intentionem, quam cum sancta Ecclesia catholica circa haec habemus, serie praesentium ut sequitur declaramus: Fatemur siquidem et credimus, quod animae purgatae, separatae a corporibus, sunt in coelo, regno et paradiso, et cum Christo in consortio angelorum congregatae, et vident Deum ac divinam essentiam facie ad faciem clare… Si vero aliter circa materiam huiusmodi per nos dicta, praedicata seu scripta fuerunt, quoquo modo illa diximus, praedicavimus seu scripsimus, recitando dicta S. Scripturae et sanctorum et conferendo et non determinando nec etiam tenendo et sic et non aliter illa volumus esse dicta, praedicata, scripta”, Ptolomaeus Lucensis, Historia Ecclesiastica, l. 34, c. 42; por. też H. Dénifie, A. Chatelain, Chartalarium Universitatis Parisiensis, Paryż 1891–1894, tom 2 i 3; F. Lakner SI, Zur Eschatologie bei Johannes XXII, „Zeitschrift für katholische Theologie” 72, 1950, s. 326–332; D. Douie, John XXII and the Beatific Vision, „Dominican Studien” 3, 1950, s. 154–174.

(21) Denz. 530.

(22) Denz. 693.

(23) Ps 14, 1–2.

(24) Powiada Wilhelm z Champeaux: „Abraham et caeteri sancti in paradiso sunt, quia in morte ipsius baptisati sunt; nam ipse eos proprio sanguine lavit et morti ereptos vitae restituit, qui non solum originale peccatum moriens expiavit, sed etiam actualia peccata credentium condonali pietate delevit”, Dialogus inter Christianum et Iudaeum de fide catholica, PL 163, 1052.

(25) Por. S. th. III, q. 52, a. 5, ad 2.

(26) Dusze świętych Starego Testamentu po rozłączeniu ze swoimi ciałami znajdowały się w miejscu i stanie, który teologowie nazywają otchłanią (limbus patrum). Sprawiedliwi oczyszczeni ze wszelkich skaz grzechowych zażywali tam spokoju i szczęścia, oczekując odkupienia i wejścia do chwały. Otchłań nazywa się również piekłem (inferi, jak to wyznajemy o Chrystusie w symbolu apostolskim: „Zstąpił do piekieł”); nazywa się również łonem Abrahama (por. Łk 16, 22). Ten stan spokoju w otchłani sprawiedliwi Starego Testamentu osiągnęli przez wiarę w przyszłego Odkupiciela. Pierwszym zaś, kto „uwierzył Bogu i poczytano mu to ku sprawiedliwości” (Rdz 15, 6; Rz 4, 3), był Abraham, praojciec narodu izraelskiego. Dusza Chrystusa złączona hipostatycznie ze Słowem Bożym, po rozłączeniu z ciałem w chwili śmierci, zstąpiła do otchłani. Mówi o tym św. Piotr: „W tym duchu nawet do tych duchów, które przebywały w więzieniu (en fylaké), udał się przepowiadać” (1 P 3, 19); „he fylaké – więzienie” oznacza tu „otchłań – limbus patrum”, por. Fr. Zorell, Novi Testamenti lexicon graecum, Paryż 1911, s. 609, słowo „he fylaké”. Dusze sprawiedliwych w chwili zstąpienia Chrystusa do otchłani zostały obdarzone widzeniem uszczęśliwiającym. W ten tylko sposób można zrozumieć słowa, które Chrystus na krzyżu wypowiedział do nawróconego łotra: „Zaprawdę powiadam tobie, dziś ze mną będziesz w raju” (Łk 23, 43). Dusza Chrystusa przebywała w otchłani od chwili rozłączenia z ciałem w momencie śmierci aż do połączenia się z ciałem w chwili zmartwychwstania. Dusze sprawiedliwych z otchłani zabrał Chrystus do nieba w dniu swego wniebowstąpienia. O zstąpieniu Chrystusa do otchłani porównaj: św. Tomasz z Akwinu, S. th. III, q. 52; Gschwind, Die Niederfahrt Christi in die Unterwelt, Monastyr 1911; A Vitti, Descensus Christi ad inferos, „Verbum Domini” 7, 1923, s. 111–118; H. Quillet, Descente de Jésus aux enfers [w:] Dictionnaire de théologie catholique 6, s. 592–595; A. Michel, Les justes de’l Ancien Testament et les Limbes, „Ami du Clergé” 64, 1954, s. 689–694.

Powyższy tekst jest fragmentem książki był ks. Marcina Ziółkowskiego Niebo i piekło. Eschatologia, t. 2.