n_ciekawestrony.jpg

Kto najgorszy w rządzie?
 

 -   I L U S T R A C J E   - 


Suren Vardanian

Dom na polanie


 


-  M A G I S T E R I U M  -


Pius XII

Sacramentum ordinis
- O święceniach


 

Naszą witrynę przegląda teraz 1752 gości 
Ilość odsłon od 7 XI 2008 r. .
mod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_counter

Wampir

Niezwykła książka „Wampir” Władysława Reymonta, ukazująca dramat uwikłania się w spirytyzm, okultyzm i fałszywe religie, to już jedenasta pozycja z serii Magna carta zawierającej wielkie, ważne karty naszej rodzimej literatury, wybitne polskie powieści. Więcej...

Hetmani

Przemilczana książka „Hetmani” Weyssenhoffa, ukazująca się dopiero po raz drugi w ponad sto lat od swej pierwszej edycji, to już dziesiąta z serii książek Magna carta, zawierającej wielkie, ważne karty naszej rodzimej literatury, wybitne polskie powieści. Więcej...

Doskonałe nabożeństwo do Panny Maryi

Staraniem Wydawnictwa Diecezjalnego i Drukarni w Sandomierzu ukazał się tradycyjny, klasyczny, nieco uwspółcześniony przekład bestsellera - ponadczasowego dzieła św. Ludwika Marii Grignon de Montfort O doskonałym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny. Więcej...

Wyprawa po żonę

"Wyprawa po żonę" Korzeniowskiego, ponownie wydana blisko 160 lat po swej pierwszej edycji, to kolejna pozycja serii Magna carta zawierającej wielkie, ważne karty naszej rodzimej literatury, wybitne polskie powieści pisane w wieku XIX i początku XX wieku. Więcej...

Pójdźmy za Nim!

Nakładem Wydawnictwa Diecezjalnego i Drukarni w Sandomierzu ukazała się wyjątkowa książeczka - wizytówka serii Magna carta. To niemal zapomniana - niewygodna, bo katolicka - wiecznie aktualna nowela Henryka Sienkiewicza zatytułowana "Pójdźmy za Nim!". Więcej...

Katechizm św. Piusa X

Wydawnictwo Diecezjalne i Drukarnia w Sandomierzu ma zaszczyt i przyjemność zaprezentować nowe wydanie (4 kolory okładki do wyboru!) wybitnego dzieła świętego papieża - Piusa X - ponadczasowego i ortodoksyjnego katechizmu dla osób dorosłych i młodzieży. Więcej...

Cesarski odstępca

Staraniem WDS ukazała się kolejna książka Louisa de Wohla – już piętnasta! – „Cesarski odstępca” goszcząca – niejako w drodze wyjątku – w arcyciekawej serii brawurowych powieści historycznych o przygodach najwspanialszych świętych. Więcej...

Listy z podróży do Ameryki, t. 1

"Listy z podróży do Ameryki" Sienkiewicza, ponownie wydane w stulecie śmierci autora, to ósma z nowej serii książek – Magna carta – zawierającej wielkie, ważne karty naszej rodzimej literatury, wybitne polskie powieści pisane w wieku XIX i początku XX. Więcej...

Listy z podróży do Ameryki, t. 2

"Listy z podróży do Ameryki" Sienkiewicza, ponownie wydane w stulecie śmierci autora, to ósma z nowej serii książek – Magna carta – zawierającej wielkie, ważne karty naszej rodzimej literatury, wybitne polskie powieści pisane w wieku XIX i początku XX. Więcej...

O mitrę hospodarską

"O mitrę hospodarską" Jeske-Choińskiego, ponownie wydana w ponad wiek od pierwszej edycji, to siódma z nowej serii - Magna carta - zawierającej wielkie, ważne karty naszej rodzimej literatury, wybitne polskie powieści pisane w wieku XIX i na początku XX. Więcej...

Posłaniec Króla

Nakładem Wydawnictwa Diecezjalnego i Drukarni w Sandomierzu ukazała się długo oczekiwana książka Louisa de Wohla (już czternasta!) "Posłaniec Króla" goszcząca w arcyciekawej serii brawurowych powieści historycznych o przygodach najwspanialszych świętych. Więcej...

Tiara i korona, t. 1

"Tiara i korona" Jeske-Choińskiego, ponownie wydana w ponad wiek od pierwszej edycji, to szósta z nowej serii książek – Magna carta – zawierającej wielkie, ważne karty naszej rodzimej literatury, wybitne polskie powieści pisane w wieku XIX i początku XX. Więcej...

Tiara i korona, t. 2

"Tiara i korona" Jeske-Choińskiego, ponownie wydana w ponad wiek od pierwszej edycji, to szósta z nowej serii książek – Magna carta – zawierającej wielkie, ważne karty naszej rodzimej literatury, wybitne polskie powieści pisane w wieku XIX i początku XX. Więcej...

Rodzina Połanieckich, t. 1

"Rodzina Połanieckich" Sienkiewicza, ponownie wydana w stulecie śmierci autora, to piąta z nowej serii książek – Magna carta – zawierającej wielkie, ważne karty naszej rodzimej literatury, wybitne polskie powieści pisane w wieku XIX i początku XX. Więcej...

Rodzina Połanieckich, t. 2

"Rodzina Połanieckich" Sienkiewicza, ponownie wydana w stulecie śmierci autora, to piąta z nowej serii książek – Magna carta – zawierającej wielkie, ważne karty naszej rodzimej literatury, wybitne polskie powieści pisane w wieku XIX i początku XX. Więcej...

Matka Boża i Jej rodzina

Nakładem WDS ukazała się książka z godnymi uwagi wywiadami z szesnastoma rozmówcami oraz artykułami autorstwa Kajetana Rajskiego o Najświętszej Maryi Pannie, Jej świętach i kulcie oraz Jej bliższej i dalszej rodzinie, a także o siedmiu szkaplerzach. Więcej...

Bez dogmatu

"Bez dogmatu" Henryka Sienkiewicza, ponownie wydane w stulecie śmierci autora, to czwarta z nowej serii książek – Magna carta – zawierającej wielkie, ważne karty naszej rodzimej literatury, wybitne polskie powieści pisane w wieku XIX i na początku XX. Więcej...

Puszcza

Powieść "Puszcza" Józefa Weyssenhoffa, ponownie wydana wiek po pierwszej edycji, to trzecia z serii książek Magna carta zawierającej wielkie i ważne karty naszej rodzimej literatury, wybitne polskie powieści pisane w wieku XIX i na początku XX. Więcej...

Wiry

"Wiry" Henryka Sienkiewicza (1846–1916), ponownie wydane w stulecie śmierci autora, to druga z nowej serii książek - Magna carta - zawierającej wielkie, ważne karty naszej rodzimej literatury, wybitne polskie powieści pisane w wieku XIX i na początku XX. Więcej...

Na polu chwały

"Na polu chwały" Henryka Sienkiewicza, ponownie wydane w stulecie śmierci autora, otwiera nową serię książek - Magna carta - zawierającą wielkie, ważne karty naszej rodzimej literatury, wybitne polskie powieści pisane w wieku XIX i na początku XX. Więcej...

Śmierć i sąd

Lektura tych książek – wydanych ponownie po ponad pół wieku przez WDS – jest niezwykle ważna dla każdego. Seria „Eschatologia” ks. Marcina Ziółkowskiego dotyka bowiem spraw ostatecznych, takich jak: śmierć i sąd, niebo i piekło, oraz koniec świata. Więcej...

Niebo i piekło

Lektura tych książek – wydanych ponownie po ponad pół wieku przez WDS – jest niezwykle ważna dla każdego. Seria „Eschatologia” ks. Marcina Ziółkowskiego dotyka bowiem spraw ostatecznych, takich jak: śmierć i sąd, niebo i piekło, oraz koniec świata. Więcej...

Koniec świata

Lektura tych książek – wydanych ponownie po ponad pół wieku przez WDS – jest niezwykle ważna dla każdego. Seria „Eschatologia” ks. Marcina Ziółkowskiego dotyka bowiem spraw ostatecznych, takich jak: śmierć i sąd, niebo i piekło, oraz koniec świata. Więcej...

Tylko Kościół. Apologetyka

Wydawnictwo Diecezjalne i Drukarnia w Sandomierzu ma zaszczyt i przyjemność zaprezentować w stulecie śmierci autora pierwsze polskie tłumaczenie książki „Tylko Kościół. Apologetyka” dobitnie dowodzącej, że poza Kościołem katolickim nie ma zbawienia. Więcej...

Nawrócenie i magia

„Nawrócenie i magia” Gilberta Keitha Chestertona to rozszerzona edycja książki wydanej wcześniej przez WDS. Pozycja zawiera „Kościół katolicki i konwersję”, także „Dokąd prowadzą wszystkie drogi” oraz – premierowo – sztukę: „Magia. Komedia fantastyczna”. Więcej...

Pasterz świata

Po raz pierwszy w polskim tłumaczeniu wspaniała, osobista książka Louisa de Wohla goszcząca w arcyciekawej serii brawurowych powieści historycznych o przygodach najwspanialszych świętych. Poznaj wyśmienitą biografię „Pasterz świata” o losach Piusa XII. Więcej...

O naśladowaniu Chrystusa

Tradycyjny, klasyczny, nieco uwspółcześniony przekład genialnej książki Tomasza a Kempis, oprócz Pisma Świętego najbardziej popularnego dzieła literatury chrześcijańskiej w historii. Książka nawróciła więcej ludzi, aniżeli zawiera liter na swych kartach! Więcej...

Błogosławieni i słudzy Boży

Nakładem WDS ukazała się książka z pasjonującymi wywiadami o dwunastu błogosławionych i sześciu sługach Bożych przeprowadzonymi przez Kajetana Rajskiego z dziewiętnastoma rozmówcami, zwierająca także teksty o niezwykłym dziedzictwie czterech świętych. Więcej...

http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/818366baner_Wampir.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/391645baner_Hetmani.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/410401baner_Traktat_o_doskonalym_nabozenstwie.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/890362baner_Wyprawa_po_zone.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/432152baner_Pojdzmy_za_Nim.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/229445baner_Pius_X.JPG http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/657702baner_RCesarski.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/587604baner_Listy_1.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/329658baner_Listy_2.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/830971baner_MitreHospodarska.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/811784baner_poslaniec_krola.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/631027baner_TiaraiKorona1.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/235694baner_TiaraiKorona2.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/669600baner_RPolanieckich2.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/244631baner_RPolanieckich1.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/957404baner_MB_i_jaj_rodzina_czyli_kto.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/206161baner_Bez_dogmatu.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/379606baner_Puszcza.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/635690baner_Wiry.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/945785baner_Na_polu_chwaly.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/689327baner_Smierc_i_sad.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/471952baner_Niebo_i_pieklo.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/330416baner_KoniecSwiata.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/661023baner_Tylko_Kosciol.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/477625baner_chesterton2.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/154209baner_Pasterz.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/265341baner_OnasladowaniuChrystusa.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/589607baner_SiBczylikto.jpg
 

Założyciel szpitali PDF Drukuj Email
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 
piątek, 04 sierpnia 2017 12:47

Człowiek, którego imię przez trzysta lat wiązano we Francji ze szpitalami i domami opieki, urodził się w 1581 roku, w małej wiosce Pouy, niedaleko Pirenejów. Miał trzech braci i dwie siostry, a gdy dzieci odpowiednio podrosły, zaczęły pracować w rodzinnym gospodarstwie.

Wincentego, który był trzecim synem z kolei, posyłano do pilnowania owiec, co uważano za najłatwiejszą pracę, jaką można powierzyć dziecku. Chłopiec lubił chodzić za stadem po zielonych łąkach, albo, kiedy zwierzęta się pasły, siedzieć pod drzewem, obserwując cienie chmur na odległych stokach gór. Kiedy zrobił się starszy, jego miejsce przy owcach zajął młodszy brat, a Wincenty pomagał siać zboże, przerzucać siano i rąbać drewno na zimę. Jego ojciec, Jan a Paulo, był dobrym człowiekiem. Pilnował, by jego dzieci chodziły regularnie do kościoła i bez wahania pomagał biednym i chorym sąsiadom. Ale z całej szóstki jego dzieci żadne nie modliło się tak często jak Wincenty i tylko on oddawał swoje jedzenie cierpiącym przyjaciołom.

– Powinieneś posłać tego chłopca do szkoły – powiedział pewnego dnia proboszcz do Jana. – Kto wie, może zostanie księdzem?

– Tak ojcze, ja też o tym myślałem – odparł Jan. I już wkrótce praca na polach stała się dla Wincentego przeszłością. W klasztorze w mieście Acqs uczył się czytać i pisać, poznawał łacinę i wszystko, co ma związek z religią. Uwielbiał się uczyć i pracował dużo ciężej niż inni uczniowie, ale choć był szczęśliwy, musiał czasami tęsknić za swoim starym domem i wędrówkami z rodzeństwem po łąkach w Pouy.

Po czterech latach jego nauczyciele stwierdzili, że wie dosyć, by móc samodzielnie zarabiać na życie i znaleźli mu posadę guwernanta dzieci pana de Commet, prawnika z Acqs. Ponieważ jego uczniowie byli jeszcze mali, Wincenty miał dla siebie wiele czasu. Poświęcał go na zgłębianie ksiąg religijnych, bo w owym okresie postanowił już, że zostanie księdzem. Kiedy skończył dwadzieścia lat, pożegnał pana de Commet i ruszył do Tuluzy, gdzie po kolejnych dwóch latach został wyświęcony na diakona, a potem na księdza. Ale nie poświęcał całego życia na modlitwy w kościele, czy w swojej celi. Jak dawniej odwiedzał chorych, słuchał o troskach ich ciał i duszy i pomagał obydwu, jeśli tylko był w stanie. W taki sposób poznał potrzeby ludzi dużo lepiej, niż gdyby cały czas przebywał w klasztorze.

Przez następne pięć lat życie młodego księdza upływało spokojnie, ale potem przydarzyła mu się dziwna przygoda. W Marsylii umarł jego stary przyjaciel, który zapisał mu w testamencie piętnaście tysięcy liwrów, co w owych czasach było bardzo znaczną sumą. Na tę wieść serce Wincentego wypełniła wdzięczność – tyle będzie mógł teraz zrobić dla biednych! Zaczął już planować na co wyda spadek, gdy uświadomił sobie ze śmiechem, że nawet dziesięć razy większa suma nie zaspokoi jego pragnień. A poza tym nie miał jeszcze tych pieniędzy, więc przede wszystkim należało szykować się do podróży do Marsylii.

Najprawdopodobniej większość drogi przebył pieszo i zapewne zajęło mu to tyle czasu, co nam dotarcie do Indii. Ale należał do ludzi, którzy chodzą z szeroko otwartymi oczyma, a kraina, po której podróżował, pełna była świadectw historii. Nazwy miast, w których wypoczywał i rzek, przez które się przeprawiał przypominały mu o starożytnych Grekach i Rzymianach, średniowiecznych krzyżowcach i zamieszaniu sprzed dwustu lat, kiedy równocześnie rządziło dwóch papieży. W końcu dotarł jednak do celu swej podróży, czyli do Marsylii.

Załatwił swoje sprawy i z pieniędzmi w kieszeni gotów był do długiej drogi powrotnej do Tuluzy, kiedy przyjaciel jego prawnika zaproponował, aby popłynął z nim statkiem do Narbonny, co znacznie skróciłoby mu drogę. Wincenty z radością przyjął tę propozycję i zaraz wszedł na pokład, ale ledwie statek opuścił Marsylię, kiedy opadły go trzy okręty afrykańskich piratów, którzy grasowali wówczas na Morzu Śródziemnym. Francuzi nie mieli jak się bronić, ale zdecydowanie odmówili poddania się, co tak rozzłościło mahometan, że zabili trzech członków załogi, a resztę poranili. Sam Wincenty został zraniony strzałą w ramię, a choć nie była zatruta, wiele lat minęło, nim rana przestała mu dokuczać. Niewierni wdarli się na statek i skuwszy razem więźniów, przez następny tydzień płynęli wzdłuż wybrzeża atakując wszędzie, gdzie mieli szansę powodzenia. Dopiero kiedy zebrali tyle łupów, ile był w stanie unieść statek, wrócili do Afryki.

Przez cały ten czas Wincenty i inni jeńcy żywili nadzieję, że kiedy wylądują na wybrzeżach Tunisu, władze francuskie dowiedzą się o ich nieszczęściu i przyjdą im z pomocą. Ale kapitan mahometan przewidział taką możliwość i powziął środki, by temu zapobiec. Ogłosił mianowicie, że jeńcy pochodzą ze statku hiszpańskiego. Ciężko zrobiło się jeńcom na duszy, gdy się o tym dowiedzieli, a Wincenty potrzebował całej swojej wiary i cierpliwości, aby powstrzymać innych od rozpaczy. Następnego dnia otrzymali stroje niewolników i pięć czy sześć razy przeszli głównymi ulicami Tunisu, szukając nabywców. Choć rany bardzo im doskwierały, uważali, że wydostanie się ze statku i widok kipiącego wokół życia warte są każdego bólu. Gdy stało się jasne, że siły części jeńców się wyczerpują, kapitan, nie chcąc niszczyć swojego „towaru”, polecił im wrócić na statek, gdzie dostali jedzenie i wino, wszystko po to, by potencjalni kupcy, którzy mieli zjawić się nazajutrz, nie zaczęli podejrzewać, że niewolnicy zaraz im umrą.

Wcześnie następnego dnia rano do statku podpłynęło kilka małych łodzi, a kupcy oglądali ustawionych rzędem jeńców, szczypali ich w żebra, żeby sprawdzić czy są tłuści, sprawdzali ich mięśnie i zaglądali w zęby, aż w końcu kazali im biegać po pokładzie, żeby przekonać się, czy są dość silni do pracy. Jeśli nawet podobne traktowanie wzburzało jeńców, nie śmieli tego okazać, a Wincenty tak skupił się na swoich myślach, że prawie nie zauważał upokorzeń, jakim go poddawano. Wkrótce znalazł nowego pana, w osobie rybaka, który potrzebował kogoś, kto pomagałby mu na łodzi. Ten rybak, o ile nam wiadomo, traktował swego niewolnika całkiem dobrze, ale kiedy przekonał się, że za każdym razem, gdy zrywa się wiatr Wincenty robi się beznadziejnie chory, pożałował swego zakupu i sprzedał go czym prędzej staremu alchemikowi, jednemu z tych ludzi, którzy strawili życie na poszukiwaniach Kamienia Filozoficznego. Alchemik bardzo polubił francuskiego księdza i zaproponował, że zostawi mu cały swój majątek i nauczy go wszystkich tajemnic swej sztuki, jeśli tylko porzuci on chrześcijaństwo i zacznie wyznawać wiarę Mahometa. Oczywiście Wincenty z przerażeniem odrzucił takie warunki. Wielu ludzi szybko dostrzegłoby, jak beznadziejne są podobne nalegania, ale stary alchemik był strasznie uparty i zmarł pod koniec roku bez tej pociechy, jaką dałaby mu świadomość, że nawrócił swego chrześcijańskiego niewolnika na „prawdziwą” wiarę.

Majątek alchemika przeszedł na jego bratanka, a wraz z nim oczywiście również ojciec Wincenty. Ksiądz znosił pogodnie swoją niewolę i nie kłopotał duszy zamartwianiem się na przyszłość. Niebo zesłało mu życie niewolnika i powinien przyjmować z zadowoleniem wszystko, co mu się przytrafia. Tak też czynił, a jego cierpliwość i posłuszeństwo zyskiwały mu sympatię panów.

Wkrótce po śmierci alchemika został sprzedany człowiekowi, który urodził się chrześcijaninem, ale dla korzyści przyjął religię Mahometa. W szesnastym i siedemnastym wieku wielu było w tureckiej służbie takich renegatów, a prawie wszyscy byli bardzo utalentowani i osiągnęli wielkie zaszczyty. Nowy pan Wincentego a Paulo miał, zgodnie z tureckim obyczajem, trzy żony, a jedna z nich, Turczynka z urodzenia i religii, nienawidziła życia w mieście, gdzie większość dnia musiała spędzać zamknięta w apartamentach dla kobiet. Dlatego, gdy tylko miała okazję, jeździła na wieś, do majątku męża, gdzie pracował Wincenty. Była to jałowa ziemia położona na zboczu góry, gdzie słońce paliło chyba jeszcze mocniej niż w samym Tunisie, ale tutaj kobieta mogła chodzić wczesnymi rankami i chłodnymi wieczorami po ogrodzie, który stworzono z wielką troską. Spotykała tam często niewolnika, zawsze zajętego pracą – podlewał rośliny, przycinał krzewy, siał nasiona, a zwykle śpiewał sobie przy tych zajęciach w nieznanym języku. Wyglądał tak odmiennie od ponurych i smutnych niewolników, których zwykle widywała, że zaczęła się zastanawiać, kim jest i skąd pochodzi. Wreszcie pewnego dnia zatrzymała go i spytała, jak się tu znalazł. W owym czasie Wincenty znał już na tyle arabski, żeby móc się porozumiewać, więc opowiedział jej o swoim dzieciństwie spędzonym w Gaskonii i o tym, jak został księdzem.

– Księdzem? A kto to taki? – spytała.

Wyjaśnił jej to i po trochu uczył wierzeń i obyczajów chrześcijańskiej wiary.

– Czy to o tym śpiewasz? – spytała ponownie. – Chciałabym usłyszeć wasze pieśni.

Wówczas Wincenty zaśpiewał jej hymn „Nad rzekami Babilonu” czując wyraźnie, że śpiewa „pieśń Pańską w obcej krainie”. Codziennie Turczynka wracała do swych komnat myśląc o tym, co usłyszała, aż pewnego dnia przyjechał odwiedzić ją mąż, a ona postanowiła porozmawiać z nim o czymś, co bardzo ją dziwiło.

– Rozmawiałam z tym białym niewolnikiem, który pracuje w ogrodzie, o jego wierze – tej, która była kiedyś również twoją wiarą. Wydaje mi się pełna dobrych rzeczy, podobnie jak i ten człowiek. Nigdy nie trzeba go pilnować, jak innych niewolników, a nadzorca ani razu nie musiał go wychłostać. Dlaczego zatem zrezygnowałeś z tej wiary dla innej? Nie uczyniłeś chyba dobrze, mój mężu.

Renegat nic nie rzekł, ale w głębi serca zaczął zastanawiać się, czy dobrze zrobił sprzedając swą nieśmiertelną duszę. Ta myśl nie dawała mu odtąd spokoju. On również porozmawiał z chrześcijańskim niewolnikiem i dowiedział się, że może powrócić do starej wiary. Wiedział jednak, że jeśli to uczyni i zostanie odkryty, czeka go śmierć, jak wszystkich mahometan, którzy zmienili wyznanie. Ale kiedy ksiądz otworzył mu oczy, nie mógł już usiedzieć w spokoju i postanowił, że obaj z Wincentym udadzą się w przebraniu na wybrzeże i wyruszą małą łodzią do Francji. Ponieważ łódka była tak mała, że najlżejszy sztorm przewróciłby ją do góry dnem, dziwne, że nie skierowali się na Sycylię, a potem do Rzymu, tylko ruszyli prosto do Francji. 28 czerwca 1607 roku wysiedli na ląd na jednym z tych długich i wąskich, sięgających daleko w morze pasów ziemi koło małego, otoczonego murami miasteczka Aigues-Mortes. Kiedy Wincenty po dwóch latach niewoli znowu znalazł się na francuskiej ziemi, odetchnął głęboko z ulgą. Wiedział, jak niecierpliwie jego towarzysz czeka na moment, kiedy ponownie stanie się chrześcijaninem, więc po jednym zaledwie dniu odpoczynku ruszyli wczesnym rankiem przez ukwiecone pola do starego miasta Awinion. Tu renegat wyspowiadał się z grzechów u samego legata papieskiego i został z powrotem przyjęty do grona chrześcijan. W następnym roku pojechał wraz z ojcem Wincentym do Rzymu i wstąpił do zakonu, którego członkowie pracowali w szpitalach opiekując się chorymi i biednymi.

Niewykluczone, że podjął tę pracę pod wpływem ojca Wincentego, ale jego były niewolnik opuścił go teraz i udał się do Paryża, gdzie znalazł lokum na Faubourg Saint Germain w pobliżu Hôpital de la Charité, w którym trudził się przez kilka miesięcy.

Z Paryża ruszył znów na południe, w kierunku swych ojczystych stron, ale gdy dotarł w okolice Bordeaux, pewien sędzia, który nocował w tej samej gospodzie, oskarżył go o kradzież czterystu koron. Rzecz jasna kradzież wynikała przede wszystkim z braku rozwagi samego sędziego, który nosił przy sobie tak wielką sumę pieniędzy, ale to nie przyszło mu do głowy. Nie mógł, oczywiście, niczego dowieść Wincentemu, nie ustawał jednak w powtarzaniu tych fałszywych oskarżeń wszystkim, którzy tylko zechcieli słuchać. Wincenty zaprzeczył oskarżeniom, po czym pozostawił sprawę jej własnemu biegowi i wrócił spokojnie do swoich zajęć, a po sześciu latach jego niewinność została wreszcie udowodniona. Przy okazji zupełnie innego przestępstwa aresztowano i wtrącono do więzienia pewnego człowieka. Tu pełen skruchy złodziej posłał po sędziego, tego samego, który oskarżał Wincentego, i wyznał, że to on go okradł, kiedy mijali się na ulicy. Głęboko zawstydzony swoim postępowaniem sędzia ogłosił wszystkim tę nowinę i w ten sposób ksiądz dowiódł, że miał rację, gdyż, jak twierdził od początku: „Bóg ujawni prawdę, kiedy uzna to za stosowne”.

Choć Wincenty był pokorny i nigdy się nie narzucał, jego sława sięgała daleko, a jeden z najpotężniejszych francuskich duchownych zaczął nalegać, by wziął w opiekę wioskę położoną na przedmieściach Paryża. Wincenty trudził się tam ciężko dla zbawienia dusz i ciał swoich owieczek, aż parafia, która wcześniej była nieco zaniedbana, uległa zupełnej przemianie. Wówczas oferowano mu inne stanowisko, a choć chętnie pozostałby na miejscu, musiał być posłuszny swym przełożonym.

Ze smutkiem pożegnał zatem parafian i ruszył kształcić dzieci hrabiego de Joigny, francuskiego generała galer. Ale przebywał tam tylko kilka miesięcy, podczas których, na życzenie pani de Joigny, równie pilnie zajmował się nauczaniem wieśniaków, jak kształceniem jej dzieci. Wielki był smutek tej damy, kiedy Wincenty został odwołany do obowiązków w dzikiej i zaniedbanej części Francji, niemniej ofiarowała mu dużą sumę pieniędzy na potrzeby tamtejszych ludzi. Potem uczyniła go głową domu misyjnego, ufundowanego i utrzymywanego przez nią i jej męża, dla dobra ich poddanych, aby biedni dzierżawcy i wieśniacy nigdy więcej nie znaleźli się na powrót w takim stanie, w jakim znalazł ich Wincenty, kiedy po raz pierwszy przybył do Joigny.

Po pewnym czasie Wincenty wrócił do domu hrabiostwa, gdzie od tej pory stale mieszkał, jeśli nie powierzano mu innych zadań.

Pierwsi przyciągnęli uwagę ojca Wincentego biedni galernicy, którzy w przeszłości często byli heretykami, a z reguły strasznymi przestępcami i oddawali się wszelkim niegodziwościom. Niezależnie od tego, jak ciężka była ich zbrodnia, cierpieli wszyscy tak samo, skuci razem w ciemnościach pod pokładami galer, albo wtrącani do straszliwych więzień (które na pewno pozbawiły życia najsłabszych ze skazanych). Nic dziwnego, że po uwolnieniu, robili się jeszcze gorsi niż przed skazaniem, gdyż uczyli się niegodziwości jeden od drugiego.

– Ci, którzy są przestępcami, przestępcami pozostaną – twierdził świat i odwracał się do nich plecami, ale Wincenty a Paulo myślał inaczej. Kiedy tylko powrócił do domu „generała galer”, hrabiego de Joigny, odwiedził tych nieszczęśników, stłoczonych w więzieniach Paryża. Niełatwo było się z nimi zaprzyjaźnić, gdyż odnosili się podejrzliwie do wszelkich dobrych słów i uczynków, nigdy wcześniej nie zaznawszy ich od nikogo. Ksiądz wkrótce zrozumiał, że jeśli chce zrobić na nich wrażenie, musi zebrać ich wszystkich w jednym miejscu, gdzie mógłby przebywać z nimi codziennie, a swoje starania rozpocząć od zapewnienia wygody ich ciałom. Uzyskał więc zgodę pana de Gondi, arcybiskupa Paryża i brata hrabiego de Joigny, po czym zebrał skazańców i znalazł dla nich dom. Wkrótce, często po raz pierwszy w życiu, galernicy odkrywali co to znaczy być czystym i spać w prawdziwym łóżku, zamiast na wilgotnej i brudnej słomie, albo wprost na kamiennej podłodze. Pomału Wincenty przekonywał ich do siebie. Reguły, jakie ustanowił, łamane były coraz rzadziej, a kiedy poczuł, że zyskał ich zaufanie, powiedział im kilka prostych rzeczy o ich duszach.

Arcybiskup obserwował jego poczynania ze zdumieniem. Nigdy sam by nie uwierzył, że można utrzymać w posłuszeństwie najgorszych i najbardziej zdeprawowanych ludzi we Francji! Ale niewątpliwie była to prawda, więc arcybiskup poprosił o posłuchanie u króla Ludwika XIII, chcąc mu przekazać tę cudowną wieść i poprosić o zgodę na założenie podobnych domów w całym hrabstwie. Król, którego niełatwo było czymś zainteresować, wysłuchał z uwagą słów Gondiego i w lutym 1619 roku wydał edykt mianujący ojca Wincentego a Paulo Królewskim Opiekunem Galerników.

Nowe stanowisko wymagało od Wincentego wielu podróży. W 1622 roku wyruszył do Marsylii, by zapoznać się z warunkami w jakich żyli skazańcy w tym mieście. Aby poznać prawdę, odwiedzając więzienia, zatajał swoje nazwisko, a nawet powiadają, że podał się za jednego z najgorszych przestępców i został skuty zamiast niego. Ta opowieść może nie być prawdziwa, ale pokazuje dobitnie, co o nim wówczas myślano. Wincenty robił też co w jego mocy, by wzbudzić w strażnikach więziennych współczucie i sprawić, aby lepiej traktowali więźniów.

Jeśli galernik zachorował, jego los stawał się jeszcze gorszy i właśnie dlatego Wincenty powziął plan stworzenia szpitala dla galerników, choć nie mógł wprowadzić go w życie jeszcze przez wiele lat.

Hrabina de Joigny zmarła w czerwcu 1625 roku, dwa miesiące po otwarciu jej domu misyjnego. Ojciec Wincenty zamieszkał wówczas u powołanych przez siebie braci, „lazarystów”, jak ich potem nazywano, którzy oprócz nauczania i wygłaszania kazań w klasztorze i poza nim, stworzyli stowarzyszenie opiekujące się chorymi i biednymi w każdej parafii. Towarzystwo Dames de la Croix – czyli Dam od Krzyża – zajmowało się kształceniem dziewcząt, zaś starsze kobiety pracowały w szpitalach Paryża, przede wszystkim w największym z nich, Hôtel Dieu. Dzięki wpływom Wincentego i jego kierownictwu założono kolejne szpitale: Miłosierdzia, Bicetre, Salpétriere i sławny na cały świat szpital dla podrzutków, czyli Enfants Trouvés. Te porzucone dzieci, zwykle w pośpiechu kładzione na progach kościoła, albo w innych miejscach publicznych, umierały setkami na ulicach. Niektóre miłosierne kobiety pomagały im adoptując kilkoro, ale czyniąc tak, czuły się jeszcze gorzej z powodu strasznego losu pozostałych. Wincenty zwrócił się o pomoc do królowej, Anny Austriaczki*, a ona przekonała króla, by zasilił sumą dwunastu tysięcy liwrów fundusz założony prywatnie przez przyjaciół księdza. Ostatecznie król podarował również Wincentemu pewne budynki w pobliżu puszczy Bicêtre, ale powietrze okazało się tam zbyt świeże dla tych małych istotek – a przynajmniej tak sądzono, gdyż w owych czasach uważano, że świeże powietrze jest śmiertelną trucizną – i przeniesiono je na Faubourg Saint Lazare w Paryżu, gdzie powierzono je opiece dwunastu dam, póki nie przygotowano dla nich dwóch nowych domów.

Kiedy szpital Enfants-Trouvés raz powstał, nigdy nie pozwolono mu upaść i zawsze wśród jego donatorów znajdowali się królowie Francji.

Wystarczyło, że ktoś był biedny i w potrzebie, by natychmiast wzbudził sympatię Wincentego a Paulo, a jeśli był również stary, dobry ksiądz uważał, że ma wobec niego podwójne zobowiązania. Wkrótce po szpitalach zaczęły powstawać przytułki dla ubogich, jak my je dziś nazywamy, natomiast kobiety powierzano pieczy panny le Gras, założycielki zakonu Les Filles de la Charité – Cór Miłosierdzia – towarzystwa, które zajęło się również kształceniem podrzutków.

Kiedy czyta się o całej pracy wykonanej przez ojca Wincentego, ma się wrażenie, że jego doba musiała liczyć sto godzin, a nie dwadzieścia cztery. Instytucje, jakie założył, z których wiele działało jeszcze całkiem niedawno, zawsze obecne były w jego myślach i zawsze pilnie je obserwował, nawet kiedy były wspierane przez państwo. Nic nie stanowiło dla niego przeszkody nie do pokonania. W tym samym czasie zbierał w Paryżu wielkie sumy pieniędzy – powiadają, że było to aż osiemdziesiąt tysięcy funtów – na rzecz żyjących w straszliwej nędzy mieszkańców Lotaryngii, których zrujnowały wojny, i starał się obudzić w duchowieństwie miłość do wiary. Było to zapewne trudniejsze z tych dwóch zadań, gdyż ambicja i pragnienie bogactw wypełniały serca wielkich dostojników kościelnych, których nie obchodziło nic poza tym. Ale król i królowa wspierali go w tym dziele, a w 1642 roku, po śmierci Ludwika XIII, gdy regencję objęła królowa Anna, natychmiast uczyniła go członkiem Rady Sumienia i nigdy nie nadawała biskupstwa, ani żadnego ważnego beneficjum, nie pytając go wcześniej o radę.

Choć Wincenty był silny z natury, życie pełne bezustannych wysiłków ciała i ducha, które wiódł przez sześćdziesiąt lat, w końcu pokonało jego siły. Kiedy miał osiemdziesiąt cztery lata chwyciła go jakaś gorączka. Nie miał dość sił, by ją zwalczyć, choć nadal wstawał o czwartej rano, by odprawić Mszę Świętą, a resztę dnia spędzał na modlitwie i nauczaniu ludzi, którzy do niego przychodzili. Wiedział, że umiera, a może nawet cieszył się z tego powodu. Jego koniec nadszedł we wrześniu 1660 roku, gdy dzieło zostało ukończone. Próba czasu dowiodła jego wartości. Mamy pewność, że przetrwało, jak to powiedział święty Paweł, „w fundamentach”, a kiedy nadejdzie pora dobry ksiądz „otrzyma nagrodę”.

Andrew i Lenora Lang

*Pamiętacie zapewne, że Anna Austriaczka i król Ludwik XIII to królewska para, której służył dzielny d’Artagnan i pozostali trzej muszkieterowie, o których pisał Aleksander Dumas. Miło pomyśleć, że ci monarchowie zajmowali się czymś jeszcze prócz klejnotów, intryg i balów!

Powyższy tekst jest fragmentem książki Andrew i Lenory Langów Święci znani i nieznani.

Czytaj więcej z tej książki:

Pierwszy pustelnik

Róże z Rajskiego Ogrodu

Święty i lew

Łowca strusi

Zmagania świętego Augustyna

Namiestnik German

Mnich Malchus

Święty na słupie

Apostoł Northumbrii

Gołębica Kościoła

Brendan Żeglarz

Odczyniający uroki

Przyjaciel królów

Patronka Szkocji

Królowa Elżbieta

Król i święty

Kaznodzieja ptaków

Biskup Ryszard

Kobieta czynu

Apostoł Japonii

Sługa ubogich

Założyciel szpitali

Święty patron Anglii

Przedruk tekstu jest możliwy jedynie za podaniem klikalnego źródła.

 
Start Dzieciarnia Dzieciarnia Założyciel szpitali
 

GALERIE

DZIECIARNIA