n_ciekawestrony.jpg

Kto najgorszy w rządzie?
 

 -   I L U S T R A C J E   - 


Wojciech Wejner

Dzieci pana majstra



-  M A G I S T E R I U M  -


Pius XII

Optatissima pax - O pokoju


 

Naszą witrynę przegląda teraz 919 gości 
Ilość odsłon od 7 XI 2008 r. .
mod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_counter

Doskonałe nabożeństwo do Panny Maryi

Staraniem Wydawnictwa Diecezjalnego i Drukarni w Sandomierzu ukazał się tradycyjny, klasyczny, nieco uwspółcześniony przekład bestsellera - ponadczasowego dzieła św. Ludwika Marii Grignon de Montfort O doskonałym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny. Więcej...

Wyprawa po żonę

"Wyprawa po żonę" Korzeniowskiego, ponownie wydana blisko 160 lat po swej pierwszej edycji, to kolejna pozycja serii Magna carta zawierającej wielkie, ważne karty naszej rodzimej literatury, wybitne polskie powieści pisane w wieku XIX i początku XX wieku. Więcej...

Pójdźmy za Nim!

Nakładem Wydawnictwa Diecezjalnego i Drukarni w Sandomierzu ukazała się wyjątkowa książeczka - wizytówka serii Magna carta. To niemal zapomniana - niewygodna, bo katolicka - wiecznie aktualna nowela Henryka Sienkiewicza zatytułowana "Pójdźmy za Nim!". Więcej...

Katechizm św. Piusa X

Wydawnictwo Diecezjalne i Drukarnia w Sandomierzu ma zaszczyt i przyjemność zaprezentować nowe wydanie (4 kolory okładki do wyboru!) wybitnego dzieła świętego papieża - Piusa X - ponadczasowego i ortodoksyjnego katechizmu dla osób dorosłych i młodzieży. Więcej...

Cesarski odstępca

Staraniem WDS ukazała się kolejna książka Louisa de Wohla – już piętnasta! – „Cesarski odstępca” goszcząca – niejako w drodze wyjątku – w arcyciekawej serii brawurowych powieści historycznych o przygodach najwspanialszych świętych. Więcej...

Listy z podróży do Ameryki, t. 1

"Listy z podróży do Ameryki" Sienkiewicza, ponownie wydane w stulecie śmierci autora, to ósma z nowej serii książek – Magna carta – zawierającej wielkie, ważne karty naszej rodzimej literatury, wybitne polskie powieści pisane w wieku XIX i początku XX. Więcej...

Listy z podróży do Ameryki, t. 2

"Listy z podróży do Ameryki" Sienkiewicza, ponownie wydane w stulecie śmierci autora, to ósma z nowej serii książek – Magna carta – zawierającej wielkie, ważne karty naszej rodzimej literatury, wybitne polskie powieści pisane w wieku XIX i początku XX. Więcej...

O mitrę hospodarską

"O mitrę hospodarską" Jeske-Choińskiego, ponownie wydana w ponad wiek od pierwszej edycji, to siódma z nowej serii - Magna carta - zawierającej wielkie, ważne karty naszej rodzimej literatury, wybitne polskie powieści pisane w wieku XIX i na początku XX. Więcej...

Posłaniec Króla

Nakładem Wydawnictwa Diecezjalnego i Drukarni w Sandomierzu ukazała się długo oczekiwana książka Louisa de Wohla (już czternasta!) "Posłaniec Króla" goszcząca w arcyciekawej serii brawurowych powieści historycznych o przygodach najwspanialszych świętych. Więcej...

Tiara i korona, t. 1

"Tiara i korona" Jeske-Choińskiego, ponownie wydana w ponad wiek od pierwszej edycji, to szósta z nowej serii książek – Magna carta – zawierającej wielkie, ważne karty naszej rodzimej literatury, wybitne polskie powieści pisane w wieku XIX i początku XX. Więcej...

Tiara i korona, t. 2

"Tiara i korona" Jeske-Choińskiego, ponownie wydana w ponad wiek od pierwszej edycji, to szósta z nowej serii książek – Magna carta – zawierającej wielkie, ważne karty naszej rodzimej literatury, wybitne polskie powieści pisane w wieku XIX i początku XX. Więcej...

Rodzina Połanieckich, t. 1

"Rodzina Połanieckich" Sienkiewicza, ponownie wydana w stulecie śmierci autora, to piąta z nowej serii książek – Magna carta – zawierającej wielkie, ważne karty naszej rodzimej literatury, wybitne polskie powieści pisane w wieku XIX i początku XX. Więcej...

Rodzina Połanieckich, t. 2

"Rodzina Połanieckich" Sienkiewicza, ponownie wydana w stulecie śmierci autora, to piąta z nowej serii książek – Magna carta – zawierającej wielkie, ważne karty naszej rodzimej literatury, wybitne polskie powieści pisane w wieku XIX i początku XX. Więcej...

Matka Boża i Jej rodzina

Nakładem WDS ukazała się książka z godnymi uwagi wywiadami z szesnastoma rozmówcami oraz artykułami autorstwa Kajetana Rajskiego o Najświętszej Maryi Pannie, Jej świętach i kulcie oraz Jej bliższej i dalszej rodzinie, a także o siedmiu szkaplerzach. Więcej...

Błogosławieni i słudzy Boży

Nakładem WDS ukazała się książka z pasjonującymi wywiadami o dwunastu błogosławionych i sześciu sługach Bożych przeprowadzonymi przez Kajetana Rajskiego z dziewiętnastoma rozmówcami, zwierająca także teksty o niezwykłym dziedzictwie czterech świętych. Więcej...

Bez dogmatu

"Bez dogmatu" Henryka Sienkiewicza, ponownie wydane w stulecie śmierci autora, to czwarta z nowej serii książek – Magna carta – zawierającej wielkie, ważne karty naszej rodzimej literatury, wybitne polskie powieści pisane w wieku XIX i na początku XX. Więcej...

Puszcza

Powieść "Puszcza" Józefa Weyssenhoffa, ponownie wydana wiek po pierwszej edycji, to trzecia z serii książek Magna carta zawierającej wielkie i ważne karty naszej rodzimej literatury, wybitne polskie powieści pisane w wieku XIX i na początku XX. Więcej...

Wiry

"Wiry" Henryka Sienkiewicza (1846–1916), ponownie wydane w stulecie śmierci autora, to druga z nowej serii książek - Magna carta - zawierającej wielkie, ważne karty naszej rodzimej literatury, wybitne polskie powieści pisane w wieku XIX i na początku XX. Więcej...

Na polu chwały

"Na polu chwały" Henryka Sienkiewicza, ponownie wydane w stulecie śmierci autora, otwiera nową serię książek - Magna carta - zawierającą wielkie, ważne karty naszej rodzimej literatury, wybitne polskie powieści pisane w wieku XIX i na początku XX. Więcej...

Śmierć i sąd

Lektura tych książek – wydanych ponownie po ponad pół wieku przez WDS – jest niezwykle ważna dla każdego. Seria „Eschatologia” ks. Marcina Ziółkowskiego dotyka bowiem spraw ostatecznych, takich jak: śmierć i sąd, niebo i piekło, oraz koniec świata. Więcej...

Niebo i piekło

Lektura tych książek – wydanych ponownie po ponad pół wieku przez WDS – jest niezwykle ważna dla każdego. Seria „Eschatologia” ks. Marcina Ziółkowskiego dotyka bowiem spraw ostatecznych, takich jak: śmierć i sąd, niebo i piekło, oraz koniec świata. Więcej...

Koniec świata

Lektura tych książek – wydanych ponownie po ponad pół wieku przez WDS – jest niezwykle ważna dla każdego. Seria „Eschatologia” ks. Marcina Ziółkowskiego dotyka bowiem spraw ostatecznych, takich jak: śmierć i sąd, niebo i piekło, oraz koniec świata. Więcej...

Tylko Kościół. Apologetyka

Wydawnictwo Diecezjalne i Drukarnia w Sandomierzu ma zaszczyt i przyjemność zaprezentować w stulecie śmierci autora pierwsze polskie tłumaczenie książki „Tylko Kościół. Apologetyka” dobitnie dowodzącej, że poza Kościołem katolickim nie ma zbawienia. Więcej...

http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/410401baner_Traktat_o_doskonalym_nabozenstwie.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/890362baner_Wyprawa_po_zone.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/432152baner_Pojdzmy_za_Nim.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/229445baner_Pius_X.JPG http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/657702baner_RCesarski.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/587604baner_Listy_1.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/329658baner_Listy_2.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/830971baner_MitreHospodarska.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/811784baner_poslaniec_krola.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/631027baner_TiaraiKorona1.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/235694baner_TiaraiKorona2.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/669600baner_RPolanieckich2.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/244631baner_RPolanieckich1.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/957404baner_MB_i_jaj_rodzina_czyli_kto.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/589607baner_SiBczylikto.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/206161baner_Bez_dogmatu.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/379606baner_Puszcza.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/635690baner_Wiry.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/945785baner_Na_polu_chwaly.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/689327baner_Smierc_i_sad.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/471952baner_Niebo_i_pieklo.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/330416baner_KoniecSwiata.jpg http://rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/661023baner_Tylko_Kosciol.jpg
 

Nabici w edukację PDF Drukuj Email
Ocena użytkowników: / 21
SłabyŚwietny 
piątek, 04 lipca 2014 22:13

Szkoła stawia dziś rodziców przed dramatycznym pytaniem: Jak nie stracić swoich dzieci zanim jeszcze osiągną dojrzałość? Wiele szkół odpowiada na to pytanie w sposób nie pozostawiający złudzeń: Oddajcie nam swoje dzieci, a niezawodnie stracicie je.

Szkoły katolickie powinny się od nich różnić. Niestety, wiele z nich uważa, że wypełnią swój obowiązek, gdy będą zapewniać na wszelkie sposoby: U nas jest inaczej. U nas ich na pewno nie stracicie. Słowo honoru… Dalej jest już tak jak wszędzie.

Instytucje naukowe, i nie tylko – wszystkie, które pragną zatrudniać dobrze przygotowanych do swoich profesji absolwentów szkół i uniwersytetów – biją na alarm. Poziom intelektualny, fachowe przygotowanie, wiedza tych młodych ludzi zastraszająco, z roku na rok, obniża się. Budzi zdumienie i zażenowanie pracodawców. Szkoły nie przygotowują do samodzielnej pracy umysłowej, nie wyposażają w wiedzę, powodują rozproszenie naturalnych talentów, blokują rozwój inteligencji swoich uczniów. Wypuszczają absolwentów coraz gorzej przygotowanych do studiów, do wszelkich odpowiedzialnych zadań, a ponadto zniechęconych definitywnie do dalszej nauki i coraz mniej pewnych czegokolwiek na świecie, w tym swojej wiedzy. A co za tym idzie, i co jest najważniejsze, coraz mniej pewnych siebie. To przykre przekonanie pokrywają nierzadko arogancją i tupetem, fałszywymi ambicjami, albo też wpadają w całkowitą bierność, poczucie znikomej własnej wartości. Czują się gorsi niż wszyscy.

Taki stan rzeczy u młodych ludzi, który nazywa się w języku psychologów zaniżeniem samooceny, jest zawsze konsekwencją działalności dorosłych. Tych, od których ci młodzi ludzie byli zależni przez ostatnie kilkanaście lat – a czas spędzony w szkole wciąż się wydłuża. 

Konsekwencja utraty wiary we własne siły i możliwości własnego umysłu u najmłodszej części społeczeństwa ma także wymiar polityczny. Jest zawsze na rękę rządzącym, którzy mają na uwadze dobro swoje – ale nie swojego kraju.

Z kolei według obliczeń realistycznie myślących księży, tych, którzy nie zajmują się wymyślaniem nieistniejących bytów i pocieszaniem samych siebie, że wszystkiemu winny jest liberalizm i dzisiejsza młodzież (Internet, gadżety, uzależnienia od gier itp.) 80 proc. absolwentów szkół katolickich w Polsce opuszcza te szkoły jako ludzie niewierzący.

Czas najwyższy przestać uprawiać propagandę sukcesu – także co do szkolnictwa katolickiego w naszym kraju – i wyciągnąć wnioski. Ogromne zaufanie rodziców do Kościoła jest tym, co decyduje o popularności szkół katolickich w Polsce. Ten kapitał zaufania został jednak na wiele sposobów w ostatnich latach roztrwoniony. 

Rodzice powierzają swoje dzieci nauczycielom w wybranych przez siebie szkołach, widząc w nich kogoś w rodzaju „rodziców zastępczych” – na czas ograniczony, który dzieci spędzają w szkole. Co to znaczy? To znaczy, że nie tylko ufają ich przygotowaniu pedagogicznemu, ale nade wszystko widzą w nich ludzi takich jak oni, katolików. Czyli osoby, które potrafią mądrze ich dzieci kochać.

Szkoła w Polsce niepodległej była uważana za instytucję społecznego zaufania. Kwiaty, jakie wręcza się nauczycielom na zakończenie roku symbolicznie wyrażają to zaufanie i szczere uczucia wdzięczności. Kwiaty dla nauczycieli daje się z tego samego powodu, z jakiego należą się one mamie, ojcu, czy babci. Nauczyciela kocha się podobnym rodzajem miłości.

Rodzice i uczniowie znajdowali zawsze w polskich szkołach kogoś, komu należało i pragnęło się dać kwiaty. Od czasów komunistycznych trwa jednak sztucznie podsycany konflikt między szkołą a rodzicami. W czasach PRL – przypomniał to dr Jakub Wójcik z UKSW na konferencji „Szkoła w rękach reformatorów” – trąbiło się wszędzie o „konflikcie pokoleń”. Wygodna to dla komunistów formułka, by zamaskować cichą walkę instytucji państwa przeciw rodzinom, to jest przeciw władzy rodzicielskiej, toczoną w szkołach komunistycznych. Dzieci miały zostać w nich wyzute z rodzicielskiego systemu wartości, to tutaj przede wszystkim miała się odbywać „pieriekowka dusz”. 

O tym niebezpieczeństwie każdej świeckiej szkoły mówił Pius XI w swojej encyklice „Divini illius Magistri. O chrześcijańskim wychowaniu młodzieży” z 1929 roku, jeszcze zanim pojawiły się w naszym obszarze geograficznym komunistyczne szkoły. Papież akcentował prawo i obowiązek rodziców przeciwstawiania się systemowi, który godzi w naturalny ład ustanowiony przez Boga, na straży którego stoi Kościół i rodzina, „…ponieważ i Kościół i rodzina pochodzą od Boga, w sposób bardzo do siebie zbliżony. (…) Zatem rodzina ma bezpośrednio od Stwórcy posłannictwo, a stąd też i prawo wychowania potomstwa, prawo którego zrzec się nie można, ponieważ nierozdzielnie łączy się ono ze ścisłym obowiązkiem, prawo wcześniejsze od jakiegokolwiek prawa ludzkiej społeczności, czy państwa, a stąd nietykalne ze strony jakiejkolwiek ziemskiej władzy” (z rozdziału „Prawo rodziny. Prawo wcześniejsze od prawa państwa”). 

Jeżeli w stosunku nauczycieli do uczniów nie ma miłości – miłości, która jest aktem woli, nie uczuciem – to skutkiem jest zawsze porażka szkoły jako takiej, klęska prawdziwego wychowania. A dziś w miejsce miłości do wychowanków pojawiła się rozpaczliwa – tyleż nieudolna, co i brutalna – próba wtłaczania uczniom do głowy chaotycznego śmietnika zamiast wiedzy. Zamiast wiedzy uporządkowanej logicznie, z całą szlachetnością charakterystyczną dla kultury europejskiej, i podanej w sposób zachęcający dla psychiki dziecka, by podjąć wysiłek i ją przyswoić. 

Dziś nawet niektórzy księża, nazbyt rozkochani w swoich dziełach, do jakich nierzadko zaliczają założone (względnie finansowane) przez siebie szkoły, są ślepi na tę prawdziwą tragedię szkoły i jej wychowanków. Ignorują fałsz narzuconego jej systemu nauczania. Nie pojmują, skąd tyle żalu, rozczarowań i niechęci ze strony rodziców i dzieci zderzających się w ”ich szkołach” z bezużytecznością tego systemu, a przy okazji z bezdusznością, bezwzględnością, elementarną niekompetencją, a nieraz i ze złośliwością nauczycieli, zmuszonych (nieraz wbrew sobie), by system ten praktykować. A zatem – co szczególnie przykre - duchowni ci prezentują całkowite niezrozumienie roli szkoły w świetle niezmiennej nauki Kościoła, który jest wszak twórcą szkolnictwa.

Realna prawda, realne dobro

Tymczasem zrozumieć to nie jest trudno. Żeby to jednak uczynić trzeba na powrót stać się Polakiem. Polacy w swej historii bezbłędnie odkrywali zagrożenia swoich dzieci ze strony systemu politycznego i potrafili na nie niezwłocznie reagować. Podczas zaborów, podczas okupacji uczyli dzieci w domach. 

Trzeba przez chwilę zastanowić się, o co chodzi w edukacji? Jest ona przede wszystkim wychowaniem – mówił o tym dr Wójcik. Wychowanie zaś, to jest wiązanie człowieka z realnymi osobami. Przede wszystkim z Bogiem. Stąd absurd 'neutralności światopoglądowej szkoły'”. 

Wychowanie musi być uzupełnione kształceniem – to jest właśnie istota edukacji – po to, byśmy mogli wybrać prawdę i dobro. Realną prawdę, realne dobro. 

Zmorą dzisiejszej szkoły jest to, zaznaczył prelegent, że uczniom chce się wtłoczyć do głowy gotowe poglądy. W rezultacie szkoły „opuszczają roboty operujące pojęciami”, młodzi ludzie, którzy przyswajają sobie całe zwroty z poszczególnych dziedzin, pozostając czystymi ignorantami… Naukę wyłącznie pamięciową, charakterystyczną dla szkół jezuickich w najgorszym okresie ich istnienia – miały one także niezaprzeczalnie okresy swojej świetności – ale także dla szkół pruskich, rosyjskich z XIX w., sprzęgnięto z postmodernistycznym dogmatem, w myśl którego prawdy nie ma, bo nie da się jej poznać. Wszystko jest wątpliwe, wszystko do podważenie, wszystko jest mało realne, bo jest snem, złudzeniem lub dziełem chwili. Ktoś sobie coś myśli, to wszystko, co można powiedzieć o „rzeczywistości”. 

W taką wiedzę, ogólnie rzecz biorąc, wyposażają młodego człowieka dzisiejsze szkoły w Polsce. Szkoły katolickie nie są tu niestety, jakże często – ku ogromnemu rozczarowaniu rodziców - wyjątkiem. „Samo zestawienie wyobrażeń jest marzeniem, powoduje zatrzymanie się w rozwoju, odrywa od rzeczywistości”, podsumowuje ten system dr Wójcik, zalecając jego całkowite odrzucenie, dla dobra dzieci i przyszłości kraju. „Nie ma dyskusji z idealizmem, bo on operuje fałszywymi pojęciami”. 

Droga w kształceniu człowieka wiedzie zawsze od wniosków do zasad. Nigdy w odwrotnym kierunku, jak to się praktykuje dzisiaj. Dziecko potrzebuje odpowiedzi wskazujących mu na istotę sprawy. Gdy chce się mu na przykład powiedzieć o tym, jak przychodzą dzieci na świat, nie można mówić ani o bocianach, ani robić medycznego wykładu. „Jeżeli matka mówi dziecku, że je nosiła pod sercem, to wskazuje na istotę sprawy”. Dziś tylko w domu usłyszymy takie słowa. Szkoła nie potrafi dziecku mówić o początkach życia nie raniąc i nie dezinformując, czyli nie okłamując go. Nie usłyszymy w niej – podobnie jak w żadnym z wielkich mediów – prostego i bezpretensjonalnego wyznania jakiegokolwiek uznanego autorytetu, czy znanej osobistości, w rodzaju: Dostałem takie to a takie dary od Boga… „W myśl holistycznej koncepcji przyrody usłyszymy co najwyżej, natura mnie obdarzyła…”

W ten sposób znika to, co jest wypełnianiem relacji osobowych wiążących nauczyciela z uczniem. To, co jest zakorzenione w chrześcijaństwie, co jest jego rdzeniem. To, co zaprzeczać powinno pogaństwu w prawdziwie katolickiej szkole. A takie szkoły istniały niegdyś. 

„Jednym z najpiękniejszych momentów w historii było spotkanie stanu błogosławionego ze stanem błogosławionym, gdy przyszłe matki stały się pierwszymi heroldami Króla Królów”, mówił abp John F. Sheen. „Wszystkie pogańskie religie zaczynają się od nauk głoszonych przez dorosłych, lecz Chrześcijaństwo zaczyna się od narodzin Dziecięcia. Od tamtego dnia aż po dzień dzisiejszy, chrześcijanie zawsze byli obrońcami rodziny i miłości dla życia poczętego. Gdybyśmy mieli usiąść, aby napisać, czego oczekiwalibyśmy od Nieskończonego Boga, ostatnią rzeczą, jaka przyszłaby nam do głowy, byłoby widzieć Go uwięzionym przez dziewięć miesięcy w cyborium ciała; podobnie nie spodziewalibyśmy się, że 'największy spośród ludzi zrodzonych z niewiast', będąc jeszcze w łonie swojej matki, odda cześć podobnie uwięzionemu Bogu-człowiekowi. Lecz dokładnie to wydarzyło się podczas Nawiedzenia” (Abp J. F. Sheen, „The World’s First Love”, 1953).

Pułapka psychologiczna jest podstawą każdego kłamstwa. Wpada się w nią zawsze, o ile uwierzy się, że są ci, którzy wiedzą lepiej. Gdy przestanie się ufać własnemu rozumowi oświeconemu łaską Boga. A w wypadku rodziców jest nią także zapomniana dziś a tak potężna łaska stanu. Wiedzą coś o niej rodzice polscy domagający się przez ostatnie lata umożliwienia im nie posyłania sześciolatków do szkół i ci, którzy widząc stan – a raczej: istotę systemu oświaty – postanowili zatrzymać dzieci w domu i uczyć je wedle własnych zasad.

Abp. J. F. Sheen: „Zło, aby uchodzić za atrakcyjne, musi przywdziać maskę dobra. Piekło musi być pozłocone złotem raju, inaczej ludzie nigdy nie zatęskniliby za złem…”.

Dlatego tak wiele szkół prywatnych, w tym katolickich, robi co może, by pokazać się rodzicom w możliwie ponętnych barwach. Pięknym kłamstwom nie ma końca, leją się jak woda z rynny podczas ulewy. Łatwo jest uwieść obietnicami rodziców, zwłaszcza, gdy uwiarygodnia nas autorytet Kościoła, urzędowy autorytet dyrektora katolickiej placówki oświatowej i szacowne imię jakiegoś świętego patrona. Kto może podejrzewać, że zostanie tu brutalnie oszukany? 

Nauczyciel – specjalista, czy nauczyciel – ojciec? 

Szkoła, jako idealne wręcz narzędzie urabiania obywateli ze strony państwa, szkoła, która wyrzekła się być pomocą dla rodziców – choć to deklaruje – i Kościoła, a stała się miejscem nowoczesnej tresury? Czy szkoła, jako miejsce, gdzie dzieci prowadzone są do Boga? Gdzie jej szukać? Co roku rodzice katoliccy stają wobec takich pytań. Odpowiedzi tymczasem stają się coraz mniej jednoznaczne, bo szkoły katolickie pokazują swoją całkowitą bezradność wobec ideologii idealizmu zakorzenionej w filozofii Hegla i wobec apetytów państwa, by nowe pokolenia wykorzystać dla swoich celów, nigdy nie deklarowanych wprost. 

„Szkoła katolicka – a nie 'wyznaniowa' – to szkoła, w której społeczności – nie w instytucji – obecny jest Chrystus. Chrystus, który jest jedynym Nauczycielem”, ujmuje dr J. Wójcik. 

Nie dajmy się zwieść. Szkoła, której społeczność nie jest przeniknięta zasadami Ewangelii nie jest szkołą katolicką. Albo – albo. Pozostaje tylko kłamliwy szyld dla zrobienia wrażenia. 

Wszystko jest piekłem dla tego, kto jest na drodze do piekła.

Wszystko jest niebem dla tego, kto zmierza do nieba…

Tak mogłoby brzmieć motto dla całego systemu szkolnictwa. Gdyby tworzyli go ludzie wierzący w Boga, w Trójcę Świętą. Ludzie, którzy nie śmią sprzeciwić się prawom Boskim. Państwo, które rękoma swojego ministra zasądza dziś potężną karę finansową, by ukarać dyrektora szpitala, który nie chciał uczestniczyć w zabójstwie nienarodzonego człowieka, oświadcza z całą mocą swego autorytetu: wyznajemy „prawa człowieka” przed prawami Boga! Nie interesuje nas prawo naturalne. My jesteśmy bogiem… Czy takie państwo może stworzyć inny system edukacji? 

Abp. John Fulton Sheen: ”Historia osiągnęła punkt, w którym Piłaci świata przedstawiają tylko dwóch kandydatów: Chrystusa i Barabasza. Nadszedł dzień, w którym musimy wybierać nie pomiędzy dobrymi rzeczami, lecz między duchowymi przywódcami i duchowymi półbożkami” („Der Kommunismus und das Gewissen der westlichen Welt”, 1950). 

Szkoła nie występuje dziś otwarcie przeciw rodzicom – specjalizuje się tylko w subtelnym szantażu wobec rodziców, zmusza ich, by zaakceptowali fałszywe zasady. Tak jak minister zdrowia (zdrowia!) nie wystąpił otwarcie przeciw prof. Chazanowi, nie domagał się jego uwięzienia; kazał mu – czyli szpitalowi, którym kieruje - tylko zapłacić 70 tysięcy za „złamanie prawa”.

Istnieje pewna szokująca paralela między bestią, która budziła się w człowieku wychowanym w pogańskim państwie, w ideologii nienawiści, w człowieku takim jak kapo w niemieckich obozach koncentracyjnych, a niektórymi nauczycielami w dzisiejszych szkołach. Również katolickich z nazwy. Uczeń dla takich ludzi, dla takich szkół, to nieustanny „problem”. Mają go serdecznie dość. Dla kogoś, to nie potrafi kochać, drugi człowiek to zawsze problem, przeszkoda. Kamień, o który się potykają raniąc sobie boleśnie nogę. Dlatego kopią go ze złością. 

Bo ktoś kto nie kocha Boga, albo wydaje mu się – jak niektórym duchownym – że kocha Boga, nigdy nie będzie umiał pokochać człowieka. Zwłaszcza tego słabszego. Zależnego od siebie.

Oto cała tajemnica dzisiejszej szkoły – także szkoły katolickiej - z nazwy.

Jest dziś ona tak wielkim nagromadzeniem patologii, gdyż patologia zawsze wychodzi na jaw, gdy ktoś, komu powierzeni są inni ludzie, którzy są od niego słabsi, zależni w jakiś sposób, nie potrafi ich obronić. Nie potrafi kochać tak jak uczy Ewangelia.

Dzieci katolickich rodziców, które są w szkołach poddawane obróbce psychicznej i wciągane w intelektualne szalbierstwa rodem z Hegla, które noszą dziś niewinną nazwę politycznej poprawności, a nade wszystko – nie są kochane, a często wręcz są nienawidzone przez nauczycieli – są po prostu krzywdzone. Stają się ofiarami szkoły. Krzywdzeni są też rodzice, często wymyślający najdziwniejsze argumenty, by jednak usprawiedliwić pozostawienie swoich dzieci w szkołach. Bo nie widzą wyjścia.

Wyjście jednak jest 

Znajdują je rodzice kształcący dzieci w domu – w wielu krajach, także w Polsce i w Stanach Zjednoczonych – ci ostatni przecierali szlaki edukacji domowej. To takie samo wyjście, jakie znajdowali patriotyczni rodzice, ziemianie polscy w czasach zaborów. I wszyscy patrioci w czasie okupacji.

Oto jak problem ten – w oparciu o własne doświadczenia –podsumowała matka siedmiorga dzieci, Polka z II połowy XIX wieku, Anna z Działyńskich Potocka, która w swych wspomnieniach apelowała do rodziców, by jak najdłużej nie wypuszczali dzieci spod opieki i wychowawczego nadzoru. Nawet do 13–14 roku życia. 

"Niech rodzice proszą Boga o światło i siłę. Niech będą mężni, niech sentymentalność odrzucą, niech w karności synów chowają, nie psując, posłuszeństwa wymagając co się zowie. A niech sobie zdają sprawę, czym jest ta wielka rzecz, która się nazywa łaską stanu. To im, stanowczo im, Bóg dawać będzie tę łaskę, jakkolwiek nie mają doktoratów z filozofii ani patentów pedagogicznych! Uczciwa wola, pokorna modlitwa, staranna praca i łaska stanu – oto, co im stanie ku pomocy. (…) Ja znajduję, że trzeba, aby mnóstwo rzeczy w chłopcu było już gruntownie przyjętych, nim go się puści z domu.

1. Zasady Wiary Świętej; inaczej pierwsza głupia rozmowa obali wszystko.

2. Zasady patriotyczne: tam szczególniej, gdzie szkoła w obcym języku, niemiecka lub rosyjska.

3. Trzeba, aby zupełnie biegle i szybko umieli pisać, bo samo notowanie w szkole wymaga szybkości (…)

4. Jakaś pewna delikatność uczuć, takt i przyzwoitość w obejściu. (…) Niech z tej domowej zagrody wyjdzie już z jakiemiś zasadami społecznymi, towarzyskimi, aby w walce o byt nie… zdziczał!

5. Musi mieć wpojoną rzecz wielką: obrzydzenie do brudu, do podłoty, do fałszu, do oszukaństwa; musi mieć już pewną szlachetność uczuć, pewną choć dziecinną etykę, aby go to uczyniło odpornym na wszelkie złe przykłady i namowy. Musi mieć choć trochę wyrobiony sąd i zdanie o rzeczach, aby go lada fałszywe zdanie nie zbiło z tropu… Czy tego wszystkiego przed jakimś 13-tym, 14-tym rokiem spodziewać się można?"

Ta dzielna polska ziemianka nigdy nie czuła się zwolniona z własnej trzeźwej opinii i czujności wobec nauczycieli – choć przecież żyła w zaborze austriackim, nie rosyjskim, czy niemieckim – którym powierzała swoje dzieci. Wiedziała, jak niebezpieczny może być irracjonalny lęk rodziców przed nauczycielem, czy fałszywy wstyd wobec jego rzekomej „wyższości intelektualnej”, „profesjonalizmu” etc. Uważała to za nonsens, niebezpieczne wycofywanie się ze swojego posterunku. 

Niechże więc czujność wasza co do dzieci nie ustawa, apelowała. Gdybyście anioła z nieba miały do dzieci, to pamiętajcie jednakże, że nie jego, ale was Bóg będzie pytał i społeczeństwo i kraj o dziecko wasze, o jego duszę, o jego cnotę, o jego zdolności zmarnowane. Odpowiedzialności więc nigdy z bark swoich nie zrzucajcie, nawet przez to niby poczciwe uczucie pokory, które matkom wystawia, że one za głupie, by się wdawać w kształcenie dzieci. Nie i nie, i jeszcze raz nie; jeżeli czujecie się niezdolne, to uzdolnijcie się, a co wam nie stanie rozumu do tego zadania, to zastąpi intuicja matkom właściwa. 

Anna z Działyńskich Potocka nie była bynajmniej intelektualistką, która miała w małym palcu teorie pedagogiczne. W wyborze metod dotarcia do umysłu swych dzieci opierała się na ich obserwacji i na moralnym wyczuciu. Jej własne wychowanie w patriotycznym domu, w Kórniku pod Poznaniem, a potem w klasztornej szkole sióstr Sacré Coeur dopełniło reszty. W istocie, to ona jako matka, miała szersze horyzonty niż niejeden zawodowy nauczyciel i potrafiła błyskawicznie zorientować się w przyczynach groźnej dla młodzieży sytuacji. Oto jej obserwacja z Krakowa, z końca lat 70. XIX w. 

Kiedyś do pana Englischa [szefa policji – EPP] przyszło kilku panów z obozu konserwatywnego, ogromnie przerażonych rzekomym postępem socjalizmu między młodzieżą; natarczywie się domagali energicznego dozoru i wkroczenia w te sprawy. Pan Englisch słuchał tego dość obojętnie; wreszcie odpowiedział: 'Moi panowie, policja temu nie zapobieże; młodzież musi mieć jakieś ideały, jakąś ideę, dla której pracuje i poświęca się. Zabraliście naszej młodzieży ideały patriotyczne, nie dziwcie się, że innych szuka'. Dziwnie głębokie powiedzenie i dziwne, że w Krakowie trzeba było dopiero prezydenta policji, aby dowiódł tej znajomości serca ludzkiego!

Dziś te słowa można zadedykować wszystkim, którzy kierując, czy zarządzając szkołami - również nierzadko katolickimi - łatwo usprawiedliwiają własną gnuśność, brak wysiłku, brak uczciwego namysłu nad sytuacją swoich wychowanków w systemie oświaty niesprzyjającym żadnej edukacji, właściwie, po chrześcijańsku pojętej, lekceważenie zasad, lekceważenie nauki Kościoła wyłożonej jasno w encyklice „Divini illius Magistri. O chrześcijańskim wychowaniu młodzieży” Piusa XI. Usprawiedliwiają to wszystko rzekomymi negatywnymi cechami i niezniszczalnymi nawykami powierzonych sobie dzieci, młodzieżową modą, uzależnieniem od Internetu i tym podobnymi wymysłami. A do tego – ingerowaniem rodziców w szkołę.

Cel, choćby był najszczytniejszy nigdy nie uświęca środków. Zresztą tym celem dziś tak często staje się chęć zabłyśnięcia przed innymi, jaką to udało im się stworzyć prężną nowoczesną placówkę oświatową, szkołę piękną jak marzenie (jako budynek) - i na pewno lepszą od innych. Pomnik własnej próżności.

Dziś prawdziwe cele edukacji łatwo umykają uwadze aktywistów. Wtedy nieuchronnie celem staje się zarówno błędna metoda pedagogiczna, jak i wadliwy dogmat szkoły, jak to założyli ideolodzy idealizmu. Płacą za to rodzice i dzieci.

Ewa Polak-Pałkiewicz

Źródło: Porządkowanie pojęć

 
Start Publicystyka Publicystyka Nabici w edukację
 

WIADOMOŚCI

CIEKAWOSTKI

WYWIADY

PUBLICYSTYKA

KOMPENDIUM

LITERATURA

DZIECIARNIA